Stany Zjednoczone Blogosfera

Johnny Cash. Podróż czasoprzestrzenna [blogosfera]

Krzysztof Onzol

johnny-cash-podroz-czasoprzestrzenna-blogosfera
dom rodzinny Johnny'ego Casha po współczesnej renowacji (źródło:FB)

Wspomnienie na kanwie artykułu[1] Rosanne Cash, najstarszej córki Johnny Casha, która opowiada o wizycie w domu jego dzieciństwa w Dyess Colony w Arkansas.

Kiedy weszłam do domu, doznałam bardzo dziwnego uczucia – było to wrażenie, jak sądzę nabliższe temu, jakie kiedykolwiek mogłoby mi się przydarzyć w odniesieniu do faktycznego podróżowania w czasie, mianowicie, odwiedzałam dzieciństwo mojego ojca.

Puste puszki po farbach, którymi właśnie wymalowano pięć pokoi nowego domku w Dyess Colony[2] w Hrabstwie Mississippi, były pierwszym wspomnieniem jakie Johnny miał ze swojego wczesnego dzieciństwa, a potem, wiele lat później, z radością opowiadał o tym swoim córkom. Wspomnienie to sięgało roku 1935 – miał wtedy trzy latka. Następnym było wydarzenie z 9 czerwca 1936 roku, kiedy to Pierwsza Dama, Eleanor Roosevelt, odwiedziła Dyess Colony i przywitała się osobiście, podając rękę każdemu z 2 500 mężczyzn, kobiet i dzieci, które tam właśnie od niedawna zamieszkały. Przybyła tam, odwiedzając liczne miejsca objęte rządowym programem reform ekonomiczno–społecznych pod nazwą Nowy Ład (New Deal), wprowadzonych w Stanach Zjednoczonych przez prezydenta Franklina Delano Roosevelta w celu przeciwdziałania skutkom wielkiego kryzysu lat 1929–1933 oraz pomocy mieszkańcom dziewiętnastu stanów z rejonu Wielkich Równin, dotkniętych w tym samym czasie katastrofą ekologiczną na skutek suszy i silnej erozji gleb (zob. Dust Bowl).  Aby wspomóc mieszkańców stanu Arkansas, rząd USA kupił niemal 6 500 hektarów terenu w północno-wschodniej części tego stanu, w rejonie tzw. Sunken Lands[3] (Zatopiony Ląd) gdzie między 16 grudnia 1811 roku a 7 lutego 1812 roku doszło do serii największych trzęsień ziemi w USA na wschód od Gór Skalistych. Wywołały one dramatyczne zmiany w środowisku naturalnym na ogromnych obszarach, zamieniając między innymi na trwałe wyniosły i suchy grunt w rozległe jeziora, grzęzawiska i podmokłe połacie ziemi. W latach trzydziestych ubiegłego wieku był to obszar zawładnięty głównie przez węże i komary, urzędujące w strefie lepkiej jak wosk, gliniastej i maziowatej gleby, pełnej głazów, korzeni  i pni po ściętych drzewach.  Na takim to terenie przeprowadzono podstawową irygacje gruntów i zbudowano nowiusieńkie domostwa dla 500 rodzin. Każdy dostał w przydziale od 8 do 16 hektarów ziemi oraz nasiona, maszyny i urządzenia do uprawy roli, a także pociągowego muła.
 
 
 J.R. Cash przed nowym domem, 1935 (źródło: FBii)
 
Ray i Carrie Cash, rodzice Johnny’ego byli jednymi z pierwszych, którzy złożyli wniosek o przesiedlenie do nowej osady z ich prymitywnego domostwa w leśnym Kingsland, jakieś 300 kilometrów z okładem na południowy zachód od nowego gospodarstwa.  Ray Cash dokonywał cudów, żeby utrzymać rodzinę z pięciorgiem dzieci.  Złożenie wniosku wymagało ogromnej ilości pracy papierowej oraz przebrnięcia przez ustny wywiad z pracownikiem agencji rządowej, ale wszystko opłaciło się, bowiem zostali zaakceptowani i w konsekwencji zawiezieni do nowego osiedla, żeby przyjąć ofertę domu i gospodarstwa numer 266 przy ulicy 3-ciej (obecnie: 4791 West County Road 924), niemal 4 km na zachód od centrum budowanego miasteczka Dyess. Po obowiązkowym lekarskim egzaminie zdrowia w jednym ze szpitali zostali przyjęci na okres próbny na jeden rok. Jeśli wszystko byłoby w porządku, mieliby prawo do wykupu od rządu domu z gospodarstwem, na które składało się osiem hektarów ziemi, stodoła, kurnik, wędzarnia i latryna.  Praca przy adaptacji gruntu do zadania jaką miała spełniać była wręcz mordercza.  Ojciec Johnny’ego i jego najstarszy brat, Roy, pracowali każdą minutę dziennego światła, karczując korzenie starych drzew, wielkie kępy ciernistych krzewów, usuwając głazy zalegające w glebie i przygotowując gliniastą ziemie do uprawy. Z reguły zabierało kilka dobrych lat zanim można było oczekiwać przyzwoitego zbioru bawełny i innych sezonowych upraw.  Niektórzy, słabsi fizycznie i psychicznie, poddawali się i wracali do miejsc swojej poprzedniej wegetacji.  W dokumentacji z lat 1935-1937 powody, dla których nowi osadnicy opuszczali Dyess Colony wynikały przede wszystkim z  „ogólnego niezadowolenia”, „wysokiego poziomu wody”, „nadmiaru błota”, i „zniechęcenia do życia”.  Rodzina Cashów jednak trwała. Tyrali od świtu do nocy, bez elektryczności i bieżącej wody w domu, której przez 18 lat mieszkania tam nigdy nie zdołali doprowadzić.  Warunki życia z czasem stawały się coraz znośniejsze, choć wciąż czytano przy lampie naftowej.  Szczypta zarobionych pieniędzy pozwoliła na luksus kupienia radia na baterię, co w efekcie okazało się prorocze w odniesieniu do zakiełkowania przyszłości Johnny’ego. Życie szło naprzód ociupinkę gładziej i można było już nie tylko walczyć o przetrwanie, ale także zacząć myśleć o pewnej stabilizacji i zabezpieczeniu na przyszłość.  Katastrofa przyszła jednak szybciej niż można było się spodziewać. 
 
 
Rok 1935 - Dyess Colony w Arkansas - typowy dom i działka osadnicza (Library of Congress)
 
W roku 1937 anomalia barometryczne, jakie zapanowały na znacznych obszarach północnej półkuli wywołały raptowny napływ tropikalnych mas powietrza daleko na północ  i w tym samym czasie spływ polarnych mas powietrza bardzo glęboko na południe.  Ta niezwykła kombinacja warunków atmosferycznych przyniosła niespotykane deszcze.  Masa wody, jaka spadła w strefie dolin rzek Ohio i Mississippi na przełomie stycznia i lutego uczyniłaby z terytorium Polski jezioro o średniej głębokości 70 cm. Żywioł powodzi dotknął  w Arkansas 41 000 rodzin - jedną z nich była rodzina Cashów.  Ray został, żeby chronić, cokolwiek dało się uratować, ale Carrie z dziećmi została chwilowo przesiedlona w rejon centralnego Arkansas.  Wiele rodzin postanowiło nie wracać do zdewastowanego Dyess Colony, Cashowie jednak powrócili, usunęli błoto z domu i zaczęli wszystko jeszcze raz od początku.  Silnym świadectwem trwania w domu nr 266 w ciągu kilku następnych lat były narodziny dwójki rodzeństwa Johnny'ego, jego siostry Joanne i brata Tommy'ego. 
 
 
Rok 1935 - Dyess Colony w Arkansas - typowy dom i działka osadnicza (Library of Congress)
 
Ze współczesnej perspektywy mieszkańca wygodnego domu ze zmywarką do naczyń, ciepłym światłem lamp, kieliszkiem wina pod ręką i brzmieniem ulubionej muzyki na zawołanie, życie Carrie Cash wychowującej siedmioro dzieci bez bieżącej wody i elektryczności musi wydawać się niewyobrażalnie trudne.  Dla nich wszystkich gotowała, prała, sprzątała i pomagała mężczyznom w polu, będąc jednocześnie zmuszoną tolerować nierzadkie przejawy grubiaństwa swojego męża.  Ale to też nie wszystko.  Johnny uwielbiał śpiewać, zatem Carrie brała pranie od obcych żeby zarobić dodatkowy grosz na jego lekcje śpiewu.  Na szczęście nie trwało to długo, bowiem nauczycielka bardzo prędko dostrzegła wrodzony naturalny dar młodego człowieka i odmówiła pracy z nim, motywując to swoim brakiem kwalifikacji do pracy nad głosem Johnny'ego. 

 
Przesiedlony farmer z rodziną - Dyess Colony, 1935 (Library of Congress)
 
W 1938 roku Ray i Carrie Cash wykupili od rządu dom i gospodarstwo za  2 183 dolary i 60 centów (dzisiaj równowartość około 40 000 USD).  Siedem lat później, w 1945 roku w domu Johnny Casha zabłysła pierwsza elektryczna żarówka.  Wody bieżącej niestety nie było tam nigdy do dnia wyprowadzki rodziny w 1953 roku.  Johnny opuścił dom rodzinny wszakże trzy lata wcześniej, natychmiast po ukończeniu szkoły średniej i nigdy więcej już nie mieszkał w Dyess Colony, ani nawet w stanie Arkansas.  Zaciągnął się do Sił Powietrznych Stanów Zjednoczonych i wkrótce pisał z Landsberg w Niemczech o rodzinnej farmie w Dyess do swojej narzeczonej, Vivian:  "Każde drzewo, pieniek, krzew, czy piędź ziemi tego miejsca darzę wdzięczną pamięcią. Każdy cal tego miejsca przypomina mi coś innego, wszystkiego pięknego i cennego co tam się zdarzyło".
 
 
Dom połowników w Dyess Colony, 1935  (Library of Congress)
 
Minęło ponad 50 lat. Wiekszość gospodarstw podupadła kompletnie - w Dyess zostało niespełna 500 osób zamieszkujących około 170 domostw, ludzi w większości żyjących poniżej lub na krawędzi ubóstwa.  W roku 2007 Gene Williams, człowiek z Dyess, urodzony opodal, wychowany tamże, kumpel szkolny Johnny Casha, prezenter i promotor muzyki, osobowość radiowa i telewizyjna, D.J. Ameryki w latach 60-tych, przekazał miasteczku solidną dotację na odrestaurowanie historycznego budynku administracyjnego Dyess Colony.  W akcję właczyła się Organizacja Ochrony Zabytków Stanu Arkansas, przekazując dotację, która umożliwiła przejęcie budynku przez Uniwersytet Stanowy i objęcie go Programem Ochrony Dziedzictwa Stanowego.  Uniwersytet poszedł wszakże o krok dalej i w 2010 roku Rosanne Cash otrzymała z ASU (Arkansas State University) zapytanie, czy rodzina Cash'ów byłaby zainteresowana włączniem się w projekt dedykowany historii Dyess Colony i odrestaurowaniem domu, w którym dzieciństwo spędził jej ojciec - jednego z bardzo niewielu wciąż jeszcze zachowanych oryginalnych 500 domostw w Dyess z 1934 roku.  Z ogromnej ilości wydarzeń honorujących imię jej ojca, do jakich Rosanne stale bywała zapraszana, i które przynajmniej w części wspierała wykonawczo, finansowo i moralnie, ten projekt porwał jej serce natychmiast.  Rok później ASU zakupił dom w Dyess przy 4791 West County Road 924.  

Stan obiektu, w jakim go pozyskano od ówczesnego właściciela obrazuje w pewnym stopniu wideoklip, w którym Rosanne Cash odwiedza po raz pierwszy dom gdzie jej ojciec spędził swoje lata formatywne.  Jeszcze tego samego roku odbył się pierwszy koncert dobroczynny na rzecz projektu, w którym oprócz Rosanne, jej męża Johna Leventhal'a oraz znacznej części rodziny Cash'ów, wzięli udział także Kris Kristofferson  i  George Jones. Zaśpiewali dla 7000 dumnych ze swojego dziedzictwa mieszkańców stanu Arkansas.  Wuj Tommy i ciotka Joanne z fotograficzną niemal pamięcią wiedli prym w zabiegach restauracyjnych, wspomagając zespół uniwersytecki w znalezieniu kawałka linoleum z dokładnie takim wzorem jaki widniał na oryginale, a także kuchenki na drewno, zasłon okiennych, obrusa, oraz puszek na żywność, czy pojemników  na mąkę i innych elementów kuchennego i domowego gospodarstwa.  Znalazło się nawet identyczne pianino, które weszło do domowego wyposażenia rodziny Cashów w późniejszym okresie ich życia w Dyess, jak i torebka pani Cash, która spoczęła na wydzierganej ręcznie narzucie na łóżko w sypialni, jaką dzielili z dwójką najmłodszych dzieci - Joanne i Tommym.  W muzealnym wyposażeniu znalazły się wszystkie zachowane drobiazgi z czasów służby wojskowej Johnny'ego, w tym poduszka jego tragicznie zmarłego brata Jacka, którą Johnny miał ze sobą wszędzie gdzie życie go niosło aż do 1968 roku, kiedy to pozostawił ją u matki na wieczne przechowanie.

W upalny poranek 16 sierpnia 2014 roku zespół restauratorów pod kierownictwem dr. Hawkins przyjął Rosanne i niemal trzydzieścioro członków rodziny na prywatnym spotkaniu w domu nr 266, by przedstawić im rezultat pracy czterech lat, a mianowicie perfekcyjnie zrekonstruowany trójwymiarowy obraz ich przeszłości.

Rosanne Cash wspomina: 

Kiedy weszłam do domu, doznałam bardzo dziwnego uczucia – było to wrażenie, jak sądzę nabliższe temu jakie kiedykolwiek mogłoby mi się przydarzyć w odniesieniu do faktycznego podróżowania w czasie, mianowicie, odwiedzałam dzieciństwo mojego ojca.  Przeszłam przez pokój gościnny pod domowej roboty narzutą podwieszona do sufitu, gotową do ściągnięcia w dół na cotygodniowe spotkanie mojej babci z kółkiem szwaczek. Minęłam  ciemno czerwony fotel w rogu pokoju z leżącą na siedzeniu popołudniówką Memphis Press-Scimitar z 13 lipca 1947 roku. Weszłam do kuchni, gdzie ciężka żeliwna patelnia stała na piecu do gotowania. Przeszłam przez mały stołowy pokój w kierunku drzwi frontowych i spróbowałam zagrać kilka nut na starym pianinie.  Było okropnie rozstrojone.  Spojrzałem na Ruth Hawkins i zapytałam, czy spróbuje je nastroić. Uśmiechnęła się i odpowiedziała, że nie, bowiem oni nie mieliby na to pieniędzy.  Weszłam do sypialni mojego ojca. Stały tam dwa metalowe łożka równiótko zasłane ręcznie pikowanymi kołdrami.  To po prawej było mojego ojca i jego brata Jacka.  Trzy moje córki podeszły za mna - stałyśmy i patrzyły w skupieniu w przeszłość, wyobrażając sobie małego chłopca, który przez pierwsze 12 lat życia spał przytulając się do swojego starszego brata i życiowego wzorca, a potem, po wypadku, już sam tylko z poduszką Jacka.  Tuż przy drzwiach mały J. R. Cash napisał na ścianie drobniuteńkimi literkami swoje imię, tak, żeby mama nie zauważyła tego, kiedy przychodziła posprzątać - oczywisty ślad terytorialności małego rebelianta.

Co myślałby o mnie mając 3, 8 albo 12 lat? Czy w ogóle mógłby sobie wyobrazić, że miałby córkę? Czy byłby w stanie przypuszczać, że mogłabym wejść do jego sypialni będąc starszą niż była wówczas jego matka, kiedy on sam przeżył życie tak pełne rozmachu, iż Jack mógłby być z niego dumnym, a jednocześnie spoczywał już w ziemi od ponad dekady?  Czy poznałby te trzy młode kobiety, jego własne wnuczki, które postępowały za mną? 

Dziwne to - czułam się przepełniona żalem.  Niestety, nie był to całkiem słodki moment. Nie jestem jedną z osób przekonanych, iż ci, których kochaliśmy spoglądają z nieba na nasze ziemskie wydarzenia z życzliwym uśmiechem.  Nigdy nie wiedziałby o tym dniu i nie miałoby to dla niego żadnego znaczenia.  Ta myśl przeszyła mnie.  Może jednak człowiek nie powinien nawet snuć rozważań w taki sposób:  kompletne życie rodzica jako dziecka i starego człowieka w tym samym momencie, znając jednocześnie pełnię życia stojącą przed chłopcem oraz niesprawiedliwy, ale nieunikniony koniec starego człowieka.  Ale właśnie tak to mi się teraz objawiło, ukazane w pięciopokojowej chacie, z tym samym linoleum, garnkami i patelniami, i wydrapanaym na ścianie napisem J.R. Cash, Dyess, Arkansas, 1935.

Dopiero teraz, pisząc o tym w retrospekcji, pozwalam sobie myśleć, jakie to miało dla mnie znaczenie. Jakże szczęśliwa jestem i jak odważną muszę nauczyć się być, żeby spojrzeć w ową nieskończoną głębię naszej przeszłości po to, by zobaczyć klarownie na palecie krajobrazu tych wszystkich, którym zawdzięczam moje istnienie, a zarazem obserwować,  jak cienie rzucane przez światło naftowej lampy tańcują ku przyszłości.



[1] Goin' Back to Dyess - Reflections on Visiting the Childhood Arkansas Home of my Father, J.R. "Johnny" Cash, by Rosanne Cash w "Hemispheres", November 2015
[2] Zdjęcie pochodzi ze strony Historic Dyess Colony: Johnny Cash Boyhood Home na FB
[3] Jeden z utworów Rosanne Cash opowiada o Sunken Lands - w słowie wstępym do tego utworu mówi ona skąd nazwa ta (Zatopiony Ląd) się wzięła oraz dedykuje utwór swojej babci za jej ciężką pracę i poświęcenie wszystkiego rodzinie bez narzekania mimo trudów życia z gburowatym mężem. "Sunken Lands" jest pierwszym utworem tutaj oraz drugim w kolejności na nagraniu z Mrągowa 2015.
______________________________________________
Krzysztof Onzol - autor bloga "Studnia bez dna" krzysztofonzol.blogspot.com, założyciel Towarzystwa Muzycznego im. Ignacego Paderewskiego w Los Angeles, inicjator Amerykańskiego Konkursu Pianistycznego im. I. Paderewskiego w Los Angeles. W 2014 roku powołał do życia Sekcję Południowo-Zachodnią Towarzystwa Chopinowskiego USA.
 

Opublikowano: 2016-04-24

Przewiń do góry lub wróć do poprzedniej strony.

Przeczytaj również

Wypowiedz się

Opinie mogą dodawać tylko zarejestrowani użytkownicy.

logowanie i rejestracja
Wydanie 263