Opera i dramat muzyczny Prawo Finanse

Artyści, walczmy o swoje prawa! Rozmowa z Tomaszem Koniecznym

Marlena Wieczorek
artysci-walczmy-o-swoje-prawa-rozmowa-z-tomaszem-koniecznym
autor zdjęcia Igor Omulecki
Tomasz Konieczny, wybitny śpiewak operowy mieszkający na stałe w Niemczech i w Austrii, w odważnym wywiadzie dla MEAKULTURA.pl opowiada o trudnej i niesprawiedliwej sytuacji artystów-freelancerów, którzy z uwagi na COVID stracili źródło dochodów. Przedstawia też szereg międzynarodowych rozwiązań wspierających to środowisko, które można wdrożyć i w Polsce. Warunkiem jest jednak integracja i wspólna walka...

Marlena Wieczorek:  Przebywasz obecnie w Wiedniu, gdzie od dziesiątego marca nie ma przedstawień operowych - jak lockdown wpłynął na Twoje życie?

Tomasz Konieczny:  Tak, przebywam w Wiedniu i już jedenastego marca udałem się tutaj do kancelarii prawnej z prośbą o reprezentowanie mojej osoby w razie ewentualnego sporu prawnego z Operą Wiedeńską – moim pracodawcą w okresie od marca do maja 2020. Radca prawny, który zajął się moją sprawą, sporządził opinię według której wszystkie regulacje dotyczące odwołania spektakli i prób oraz niewypłacanie honorariów artystom na podstawie tzw. "wyższej konieczności" mają niezwykle wątpliwe podstawy prawne, a regulacje ustawowe, jakie rząd austriacki (podobnie do rządów innych krajów) uchwalił dopiero 15-go marca, są niezgodne z konstytucją tego kraju. Jak lockdown wpłynął na mnie? Wpłynął fatalnie. To miał być w zasadzie "Festiwal Tomasza Koniecznego" w Operze Wiedeńskiej... Osiem oper i pięć wspaniałych ról: Wotan w „Złocie Renu", „Walkirii” i „Zygfrydzie”, Pizarro w „Fidelio”, tytułowa rola w „Cardillacu”, Kaspar w „Wolnym Strzelcu” i Mandryka w „Arabelli”. Wszystko zmiecion kilkoma słowami tutejszego kanclerza Kurza ogłaszającej podczas konferencji prasowej zakaz występów. Artystycznie poniosłem ogromną stratę. To wręcz fizyczny ból.

MW:  Działasz jako freelancer związany z sektorem kultury - czy jako środowisko coś robicie, żeby systemowo zawalczyć o środki do życia? Czy lepiej przeczekać po cichu?

TK:  Absolutnie trzeba działać! Czekanie po cichu nic nikomu nie da. Zaraz po ogłoszeniu lockdownu, poza ruchami prawnymi, które poczyniłem w Austrii, zadzwoniłem między innymi do dwóch dyrektorów polskich instytucji kultury. Zachęcałem do odwagi w działaniach i solidarności ze swoimi nieetatowymi pracownikami. Cały czas próbuję przekonywać kolegów-freelancerów w Polsce, że zorganizowanie się ma sens. Zostaliśmy przecież bez pracy i zarobków nie na okres jednego - dwóch miesięcy, lecz minimum sześciu miesięcy. Zwracam im przede wszystkim uwagę na fakt kompletnej dysproporcji i niesprawiedliwości jaka dotyka pracowników nieetatowych, w porównaniu z pracownikami etatowymi. Czy pracownicy nieetatowi wykonywaliby gorszą lub mniejszą pracę od swoich etatowych kolegów w tym czasie? Czy ich praca jest mniej potrzebna teatrowi/filharmonii? Naturalnie nie. Dlaczego więc pracownik etatowy ma prawo do postojowego, ale już ten zaangażowany do konkretnego projektu, powiedzmy na dwa lub trzy miesiące, tego prawa jest pozbawiany? W wielu krajach prowadzone są bardzo zaawansowane negocjacje pomiędzy stowarzyszeniami zrzeszającymi artystów a pracodawcami. Niemcy, Belgowie, Francuzi już wypracowali rozwiązania, na mocy których pracownikom czasowym/freelancerom przysługuje takie samo prawo do wypłaty należnych honorariów w ramach „postojowego", jak pracownikom etatowym. Subwencje dla teatrów nie są przecież cofane. Zyski z biletów to tylko drobna cząstka finansów państwowych instytucji kultury. Do tego te instytucje otrzymują obecnie dodatkowe pieniądze od państwa na wypłaty „postojowego". Dlaczego na freelancerach ma spoczywać ciężar niezawinionych przez nich strat związanych z odwołaniem występów? To jest doprawdy niebywałe. Czy politycy naprawdę chcą spowodować tragedię ludzi kultury, a co za tym idzie zapaść kulturową w ogóle?

MW:  Masz bogate doświadczenie z pracodawcami w Niemczech - jak ten kraj pomógł artystom zatrudnionym na umowy czasowe / kontraktowe?

TK:  To dzieje się w Niemczech na kilku płaszczyznach. Po pierwsze landy otrzymały zaraz na początku lockdownu możliwość wypłaty natychmiastowej pomocy artystom freelancerom. Wszystko odbywało się w sposób niebiurokratyczny, za pomocą maila. Cała procedura trwała do tygodnia. Wysokość tych wypłat była różna w różnych krajach związkowych. W Północnej Nadrenii było to 2000€. Dodatkowo dla działalności gospodarczych przewidziano pomoc jednorazową. Tu wysokość pomocy również była różna, w zależności od ilości zatrudnionych pracowników. Następnie uruchomiono kredyty oprocentowane na bardzo niskim poziomie - 1,2% w skali roku. Zakładają początek spłacania rat po kilku miesiącach od otrzymania kredytu i tym wypadku formalności także było proste - wszystko działo się przez logowanie na swoje konto (w moim wypadku w Deutsche Bank).

Poza tym stowarzyszenie pracowników scen GDBA (odpowiednik naszego ZASP) wraz z innymi stowarzyszeniami zawodowymi przystąpiło, przy wsaprciu takich wybitnych artystów jak Franz Hawlata i Michael Volle, do negocjacji z przedstawicielami pracodawców. W wyniku tych negocjacji opracowano umowę "postojową" dla pracowników scen – w tym freelancerów. Teatry miejskie zostały więc w pełni odciążone i mają możliwość wypłaty honorariów za odwołane spektakle, także pracownikom nieetatowym. Równolegle do tych działań pani Minister Kultury Federacji ogłosiła możliwość wypłaty do 60% honorariów za nieodbyte w okresie pandemii spektakle w instytucjach finansowanych przez Bund (czyli rząd federalny). Do instytucji finansowanych przez Bund należy między innymi Festiwal w Bayreuth, w którym kolejny rok z rzędu miałem brać udział. We Francji jest podobnie - w instytucjach podlegających państwu wypłacana jest część honorariów. W Belgii pracownicy nieetatowi także podlegają wypłacie postojowego. Nad rozwiązaniem problemu wypłat należnych freelancerom honorariów w okresie pandemii prowadzone są obecnie negocjacje w Austrii, Włoszech i w Hiszpanii. Jest to proces mozolny, ale służy freelancerom, którzy znaleźli się w tragicznej sytuacji życiowej.

Mój kalendarz wypełniony był prawie co do dnia. Wszyscy mieliśmy plany, zostały one przekreślone i jeszcze oczekuje się od nas jakiejś „ofiary”? Z czego złożyć tę ofiarę? Jak zapłacić za mieszkanie? O to pyta dziś wielu artystów. Szczególnie absurdalną jest sytuacja, w której pracodawcy powołują się na rzekomą kwestię klęski żywiołowej zawartą w umowach z nami, przysyłając nam jednak jednocześnie aneksy do umów z prośbą o ich rozwiązanie. Z jednej strony jest klęska żywiołowa Panowie Dyrektorzy, ale my sobie jednak po cichu tę umowę na wszelki wypadek rozwiążemy ...  Koledzy! Nie podpisujcie tego!

MW:  Czy w Twoim odczuciu jakieś rozwiązania europejskie można przenieść na grunt Polski? Jak zacząć działać?

TK:  W moim poczuciu wszystkie opisane przeze mnie powyżej rozwiązania można i TRZEBA przenieść na polski grunt. Inaczej pojawią się masowe pozwy. Politycy i pracodawcy w wielu krajach doskonale o tym wiedzą, a i nasi pracodawcy to najwyraźniej rozumieją, skoro przysyłają nam prośby o rozwiązanie wcześniej podpisanych umów. Wiedzą, że to nie z naszej – pracowników – winy spektakle czy koncerty się nie odbyły.

MW:  Próbowałeś kogoś w Polsce zarazić wizją wspólnych działań, integrowania się?

TK:  Próbowałem rozmawiać z kilkoma kolegami. Nie mogę jednak być twarzą takiej kampanii w Polsce, skoro centrum mojej pracy artystycznej znajduje się poza granicami kraju. Niestety pesymizm moich polskich kolegów dosłownie mnie poraża… To biadolenie i utyskiwanie jest straszne. Takie wrażenie miałem na przykład podczas rozmowy z zarządem ZASP.  Koledzy, sprawę trzeba wziąć w swoje ręce! Przestać narzekać, zaangażować sprawnego i chętnego do działania prawnika, pisać petycje do polityków i dążyć do systemowych rozwiązań. Myślę, że największą przeszkodą w ich wdrożeniu jesteśmy my sami i ten brak konsolidacji i wiary w to, że coś jednak możemy zmienić.  Rozwiązania z innych krajów pokazują, że warto walczyć o swoje...

MW:  Właśnie, a może warto z pewnymi postulatami uderzyć szerzej? Lobbować na poziomie Unii Europejskiej?

TK:  Zdecydowanie. Bardzo pomogłoby nam stworzenie organizacji freelancerów z sektora kultury o zasięgu międzynarodowym, europejskim. Koledzy z Austrii, Niemiec, Hiszpanii, Włoch są żywo zainteresowani taką inicjatywą, dzięki czemu będzie możliwe lobbowanie na rzecz freelancerów na poziomie Brukseli. Politycy lubią być na afiszach, ale nie lubią jak się o nich źle mówi w mediach. Wykorzystajmy to i stwórzmy wreszcie coś wspólnie! Tak, żeby się z nami, jak na przykład z górnikami, liczono.

MW: Tylko to nie o górnikach, a o artystach często się mówi jak o rozpieszczonej, bezproduktywnej grupie zawodowej, którą państwo musi utrzymywać. Z drugiej strony nie masz wrażenia, że kiedy tak uznany śpiewak operowy, jak Ty, wypowiada się o problemach finansowych, to jest niewiarygodny, bo pewnie bogaty?

TK: Artyści są KONIECZNI do życia. Bez artystów nie da się budować tożsamości narodowej. Mądrzy politycy to wiedzą i rozumieją. Prymitywni udają, że nie ma tematu, ale też wiedzą, że bez kultury (choćby w postaci lansu pewnego piosenkarza disco polo w telewizji publicznej), nie zajdą zbyt daleko. A ja ? Ja mam na utrzymaniu rodzinę (trzech uczących się synów) muszę opłacać rachunki tak samo jak instytucje, w których bywam angażowany. I postanowiłem w okresie pandemii dalej płacić mojemu księgowemu, agentowi, asystentce czy spłacać hipotekę. Gdybym im nie płacił, znaleźliby się w dramatycznej sytuacji. Czuję się za tych ludzi odpowiedzialny i dopóki wystarczy mi środków (lub kredytu), będę się z nimi solidaryzował. I to samo próbuję przekazać dyrektorom instytucji kulturalnych, których znam osobiście. O swoich pracowników WARTO ZADBAĆ.

Tomasz Konieczny, autor zdjęcia: Igor Omulecki

MW:  W Polsce obcenie pracuje się nad wprowadzeniem statusu artysty zawodowego dzięki czemu m.in. przysługiwać im będzie prawo do opłacania składek na ubezpieczenie społeczne, ubezpieczenie zdrowotne i Fundusz Pracy w wysokości łącznych składek ustalonych dla ubezpieczonego i płatnika, wyliczonych dla minimalnego wynagrodzenia za pracę, w planach też są dopłaty dla tych z niższym wynagrodzeniem, od przeciętnego. Czy w Niemczech (bądź Austrii) są takie rozwiązania? Jeśli tak, to co one dają artystom?

TK:  Najwyższy czas! Od 5 lat jestem wolnym artystą. Moje składki ubezpieczeniowe opłacam w KSK (Künstlersozialkasse), instytucji, która zrzesza przedstawicieli wolnych zawodów. Dzięki przynależności do tej kasy ubezpieczeniowej posiadam status freelancera i dlatego w sposób niebiurokratyczny otrzymałem natychmiastową pomoc, o której pisałem wcześniej. Za sprawą tej kasy ubezpieczeniowej należę do systemu ubezpieczeń emerytalnych oraz do kasy chorych. Jestem po prostu normalnie ubezpieczony. To dobre i potrzebne również w Polsce rozwiązanie.

MW:  Wiele sprzeciwu budzi pomysł, aby o statusie artysty miała decydować wybrana grupa osób, a pieniędzmi zarządzać np. Narodowy Fundusz Artystów. Czy w Niemczech też tak jest? Czy jakaś rada narodowa weryfikowała Twój dyplom, dając Ci prawo do nazywania się "artystą zawodowym"? A może sam z siebie możesz tak się nazwać, pokazując tylko fiskusowi dowody działalności twórczej?

TK:  Aby zameldować się w KSK w Niemczech, nie trzeba być dyplomowanym artystą. Po prostu trzeba czynnie uprawiać zawód artysty lub dziennikarza. Ale i nauczyciele sztuki są członkami tej kasy ubezpieczeniowej. KSK sprawdza kandydatów na członków, ale dyplom ukończenia jakichś studiów nie jest tutaj absolutnie rozstrzygający.

MW:  Po doświadczeniach związanych z pracą na tzw. kontrakcie, jakie są Twoje przemyślenia odnośnie umów, które są tak powszechne w świecie kultury? Czy przeszło Ci przez myśl, że trzeba znowu pomyśleć o etacie? 

TK:  Na etacie byłem prawie całe moje artystyczne życie, począwszy od Teatru Polskiego w Warszawie, kiedy byłem już dyplomowanym aktorem i adeptem śpiewu jednocześnie, poprzez mój pierwszy niemiecki etat w Operze w Lipsku, Teatr w Lubece, Teatr Narodowy w Mannheim, Operę Niemiecką w Düsseldorfie. Dopiero przed pięciu laty doszedłem, wraz z moim niemieckim pracodawcą, do tzw. "ściany", bo niemożliwe stało się na przykład pogodzenie moich gościnnych występów w Operze Wiedeńskiej z etatem w Operze Niemieckiej w Düsseldorfie. Starałem się mimo wszystko za wszelką cenę pozostać na tym etacie. Ale nie było, uwierz mi, takiej możliwości. Od tamtego czasu pracuję z wolnej stopy, co nie znaczy, że nie jestem pracobiorcą. Wszystkie teatry angażują nas na zasadzie pracodawca-pracobiorca. Jesteśmy zobligowani do płacenia świadczeń socjalnych i podatków, tak samo jak pracownik etatowy. Proszę więc nie mydlić opinii publicznej oczu, że Państwo Dyrektorstwo angażuje jakieś firmy. Dyrektorzy teatrów angażują pracowników sezonowych, którzy mają swoje prawa i są wobec niego, i konstytucji, równi. Skąd więc pomysł, żeby pracownikom etatowym wypłacać wynagrodzenie w ramach tzw. postojowego ale pracownikom czasowym już nie? Sami się, proszę Państwa, pogrążamy. Walczmy o swoje prawa. Nie dajmy sobie robić wody z mózgu!

Zapraszamy do kultury przyszłości!
Jedyne takie studia podyplomowe! Rekrutacja trwa!

Opublikowano: 2020-05-14

Przeczytaj również

logowanie i rejestracja