Muzyka polska Renesans Muzyka wokalna

Polifoniczna pieśń okolicznościowa w okresie zygmuntowskim - cz.7. Królewskie wesele

Michał Wysocki

polifoniczna-piesn-okolicznosciowa-w-okresie-zygmuntowskim-cz-7-krolewskie-wesele
Sala Senatorska na Wawelu, fot.T. Biliński, źródło:krakow.fotopolska.eu

Pierwszą, najstarszą pieśnią omawianą w niniejszym cyklu było Pienie o electii Sygmunta Augusta. Nie jest to jednak jedyny zachowany utwór wprost związany z osobą tego właśnie władcy. Kolejnym pozostaje Pieśń o weselu Sygmunta Augusta, który podobnie jak Pienie przetrwał w źródle unikatowym. Mowa tu o druku znajdującym się w Bibliotece Zakładu Narodowego im. Ossolińskich we Wrocławiu, sygn. XVI.O.953. Wybity został on w Oficynie Łazarzowej Andysowicza w roku 1553. Nie nastręcza zatem żadnych trudności datowanie pieśni: ślub Zygmunta i Katarzyny Habsburżanki miał miejsce w roku 1553 i tenże widnieje również na karcie tytułowej jako czas wytłoczenia. Zarówno pieśń jak i druk powstały bez wątpienia właśnie w tym roku.

Chyba nie jest już zaskakujące, że nieznany pozostaje nam autor omawianych strof. Na podstawie tekstu można jednak wysnuć pewnie wnioski co do środowiska z jakim prawdopodobnie mógł on być związany. Co prawda nie znamy zasadniczej części wiersza – zachowany fragment stanowi jedynie wstęp – ale silna ekspozycja Mikołaja Radziwiłła, zwanego Czarnym, może wskazywać na związki poety właśnie z Radziwiłłami.

Pieśń o weselu jest jednym z dwóch epitalamiów XVI-wiecznych omawianych w tym cyklu. Niekompletność unikatowego źródła sprawia, że nie znamy głównej części utworu, odnoszącej się do samego wesela. Możemy zatem poddać analizie jedynie te kilkanaście strof opisujących dzieje samego wyboru Katarzyny z Habsburgów na nową, trzecią już żonę Augusta i jej przyjazd do Krakowa. J. Nowak-Dłużewski zauważa, że epitalamium to powiela pewien układ treściowy łacińskich utworów pisanych przez polskich poetów na tę samą okazję[1].

Już pierwszy wers zdradza tę cechę, która silnie obecna jest niemal w całym omawianym tu repertuarze. Ma on bowiem charakter inwokacyjny; mimo iż mamy do czynienia z utworem świeckim, to jednak element religijny jest tutaj od początku obecny. Pierwsze pięć strof, mających treść dość ogólną, wykorzystać można do przedstawienia kontekstu towarzyszącego wyborowi Katarzyny Habsburżanki na kolejną, trzecią już żonę Zygmunta Augusta. Król, mimo młodego wieku, do 1553 roku owdowiał już dwukrotnie – pierwszy raz po śmierci Elżbiety Habsburżanki w 1545, następnie zaś po śmierci ukochanej Barbary Radziwiłłówny w 1551. Żadna z nich nie dała Augustowi potomka, tak potrzebnego wymierającej już wtedy dynastii. Sam król zdawał sobie sprawę z konieczności szukania nowej królowej. Katarzyna, rodzona przecież siostra Elżbiety, wcale nie była w tych planach faworytką[2]. Król pozostawał wyraźnie niechętny wchodzeniu w związek małżeński z Katarzyną Habsburżanką zarówno przez wzgląd na swoje pierwsze małżeństwo z jej siostrą, jak i ze strachu przed chorowitością córek habsburskich, przede wszystkim strachu przed „wielką chorobą” – epilepsją[3]. Po śmierci Barbary w 1551 pojawiały się plany małżeństwa Augusta m.in. z siostrą króla Francji Henryka II, Małgorzatą, a także Krystyną Lotaryńską, czy córką księcia bawarskiego lub palatyna Renu[4]. Zgoła inne plany mieli sami Habsburgowie, którzy czynili starania, aby to właśnie Katarzyna, chorowita i brzydka, została kolejną żoną Zygmunta. Z dzisiejszego punktu widzenia gra ta wydaje się niezwykle cyniczna, ale Habsburgowie wykorzystali zarówno Elżbietę, jak i później Katarzynę, w specyficznej roli gwarantki braku potomków polskiego króla. Wiedząc o schorzeniach obu tych kobiet, w szczególności o częstej wśród Habsburgów – ze względu na polityczne małżeństwa zawierane niemal na granicy kazirodztwa – epilepsji, celowo zabiegali o umieszczenie swych bezpłodnych córek u boku Augusta, aby mieć pewność, że nie będzie on miał legalnego męskiego potomka, a więc nie przedłuży tym samym panowania dynastii Jagiellonów.

Ciekawym, być może wcale nieprzypadkowym zbiegiem pozostaje, że nie kto inny ale właśnie wymieniany w wierszu Radziwiłł Czarny przyczynił się do wplątania Augusta w małżeństwo z kolejną córą cesarza Ferdynanda[5]. Gdy został przez króla wysłany z poselstwem na dwór wiedeński w sprawie zupełnie innego charakteru – zabiegów Iwana Groźnego o koronę cesarską – dał się namówić Habsburgom do popierania Katarzyny jako kandydatki na nową żonę Augusta[6]. Ostatecznie król na rozwiązanie takie przystał, być może bojąc się politycznych konsekwencji odmowy, a może zbyt ufając Mikołajowi Radziwiłłowi, stryjecznemu bratu swej drugiej żony, Barbary. Stąd też zapewne w wersach 21-24 czytamy o wysłaniu Radziwiłła do Wiednia w poszukiwaniu żony – oczywiście wiemy już, że przebieg spraw, a także sam cel poselstwa Mikołaja Czarnego były nieco inne. Udał się jednak Radziwiłł do Wiednia ponownie, w roku 1553, dla zawarcia małżeństwa per procura w imieniu Zygmunta Augusta i powrócił do Krakowa już z Katarzyną, a także towarzyszącym jej bratem Ferdynandem, o czym mowa w strofach 7 i 9.

Tycjan, Portret Katarzyny Habsburżanki, źródło: Wikipedia

Strofa 10 przynosi pochwałę kilkukrotnie już wspominanego w utworze Mikołaja Czarnego Radziwiłła. Wątek ten kontynuowany jest aż do końca strofy 13, a zatem twórca tekstu poświęcił zadziwiająco dużo miejsca tej postaci. Niewykluczone, że poeta pochodził ze środowiska związanego z Radziwiłłem lub co najmniej z nim sympatyzował. Wydaje się bowiem mało prawdopodobne, aby w wierszu stanowiącym królewskie epitalamium tyle miejsca poświęcano dworzaninowi króla bez przyczyny i bezinteresownie.

Dalszy fragment tekstu przynosi bez wątpienia propagandową idealizację pobudek Zygmunta Augusta do ożenku z tą a nie inną kobietą. Prawda jest bowiem taka, że małżeństwo Augusta z Katarzyną miało charakter wyłącznie polityczny i tylko z takich powodów zostało zawarte. Zygmunt nie tyle kierował się swoim chrześcijańskim pragnieniem małżeństwa, o którym mowa w wierszu, ale po pierwsze, pilną potrzebą spłodzenia potomka – kontynuatora domu Jagiellonowego, a po drugie, był do tego niejako zmuszony, chcąc uniknąć niebezpiecznego aliansu habsbursko-moskiewskiego[7].

Dynastia Jagiellonów od początku swego istnienia nie miała szczęścia do łatwego rozrastania się. Warto chociażby przypomnieć, że w latach 1492-1548 kolejni królowie – Jan Olbracht, Aleksander i Zygmunt Stary – byli braćmi, pozostawali spokrewnieni w linii bocznej, a nie prostej. Zygmunt Stary miał tylko jednego legalnego męskiego potomka – Augusta. W 1527 roku pozostająca przy nadziei królowa Bona lekkomyślnie wzięła udział w polowaniu, w czasie którego spadła z konia i przedwcześnie urodziła Olbrachta. Ten jednak zmarł tego samego dnia, będąc ostatnim urodzonym w dynastii Jagiellonów legalnym potomkiem. Bona od tego momentu nie mogła mieć już dzieci, a jako że posiadała być może największe – włoskie – zacięcie polityczne spośród wszystkich polskich królowych, zdawała sobie doskonale sprawę z tragicznego dla dynastii wymiaru tego zdarzenia i żałowała swojego lekkomyślnego udziału w owym polowaniu do końca życia.

Zdawano sobie sprawę z kruchości dynastii, szczególnie po dwóch małżeństwach Zygmunta II, które nie przyniosły nie tylko męskiego, ale żadnego potomka. Końcowy fragment zachowanej części wiersza jest przejawem gorącej, ale jak pokazała historia – płonnej nadziei na przetrwanie Jagiellonów. Ironia losu i bezwzględność interesów politycznych sprawiły, że opiewane w tym wierszu małżeństwo dla jednych było wielką i szczerą nadzieją na narodziny następcy tronu, a w rzeczywistości walnie przyczyniło się do bezpotomnej śmierci Zygmunta Augusta i to za rozmyślnym działaniem drugich.

W kwestiach muzycznych – po raz kolejny analizie podlega utwór prosty, niewielki, 4-głosowy, bardzo podobny do starszego o około 13 lat Pienia o electii. Podobieństwo to zasadza się na szczególnym związku obu kompozycji. Okazuje się bowiem, że kompozytor Pieśni o weselu zastosował ten sam cantus firmus, który znajduje się także w tenorze Pienia. Jest to dokładnie ten sam materiał, bez żadnych modyfikacji. Nie jest wiadome czy i skąd melodia ta została zaczerpnięta. Nie podlega jednak wątpliwości, że osoba, która stworzyła muzyczne opracowanie Pieśni o weselu, czerpała już z samego Pienia, a nie jakichś innych źródeł. Fakt dosłownego powtórzenia melodii tenoru w przypadku tych dwóch pieśni nie nosi żadnych znamion przypadku. Po pierwsze, występuje zbieżność natury osobowej – obie pieśni dotyczą wydarzeń z życia Zygmunta Augusta, po drugie, zarówno elekcja jak i wesele są okazjami szczególnie w jego życiorysie radosnymi i ważnymi, a więc powtarzają się tu też funkcje wyrazowa i panegiryczna. Można podejrzewać, że autor kompozycji był świadomy efektu symbolicznego, wyrazowego, który z takim zabiegiem się wiąże. Analogie pomiędzy Pieniem i Pieśnią o weselu są zbyt wyraźne, żeby mówić tu o jakiejkolwiek przypadkowości w działaniu kompozytora, szczególnie biorąc pod uwagę odległość czasową obu utworów.


            Pieśń o weselu najaśniejszego krola Sygmunta Augusta Ars Nova

Z oczywistych względów zastosowanie jednakowego względem Pienia cantus firmus w tenorze, pociąga za sobą bardzo zbliżony muzycznie charakter obu opracowań. Pieśń o weselu – można powiedzieć – dziedziczy po Pieniu swoją prostą fakturę nota contra notam nieznacznie tylko zmąconą głównie przez nieco bardziej ruchliwy alt. Również wyrazowość utworu przypomina stateczność, dostojność i powagę Pienia; Pieśń o weselu jest tak samo pozbawiona ładunku wyraźnie radosnego, który zastąpiony został przez nastrój przede wszystkim podniosły. To co z pewnością Pieśń o weselu od starszego Pienia odróżnia, to brak błędów w prowadzeniu głosów, które w tej starszej kompozycji niezbyt dobrze przedstawiały umiejętności kontrapunktyczne autora. Poza tym, jeden jeszcze szczegół zwraca uwagę w Pieśni o weselu; jest to mianowicie potraktowanie głosu najwyższego. Jak na niewielkie objętościowo, proste opracowanie, cantus charakteryzuje się przykuwającą uwagę śpiewnością, lekkością, która mimo prostoty nadaje mu dominacji i sprawia, że cantus firmus pozostaje w cieniu. Najwyższy głos wznosi się wyraźnie w pierwszej frazie, w ostatniej zaś wymownie opada zamykając strofę; porusza się przy tym niemal wyłącznie ruchem sekundowym.

Autor opracowania muzycznego pozostaje anonimowy. Odnajdujemy jednak w literaturze pewne przypuszczenia związane z osobą Jana Wierzbkowskiego – do tego skłaniają się A. Poliński[8] i A. Chybiński[9]. Nie jest jednak nieprawdopodobne autorstwo Wacława z Szamotuł, o którym A. Chybiński również wspomina, choć atrybucji tej pozostaje niechętny[10].

Ewentualne autorstwo Wacława pozostaje jednak kwestią interesującą. Nie ma przekonujących argumentów, które mogłyby wprost potwierdzać taką okoliczność, ale warto rozwinąć „pewne wskazówki historyczne”, o których wspomina A. Poliński, a które mogą uprawdopodabniać taką atrybucję. 1. Wiadomo, że Wacław z Szamotuł pełnił służbę królewską jako componista w latach 1547-1555[11], a zatem działał na dworze także w czasie owego wesela, na które pieśń powstała. 2. Ze względu na brak kwalifikacji głosowych[12], zajmował się prawdopodobnie przede wszystkim dostarczaniem repertuaru – nie był śpiewakiem, a najpóźniej od 1552 nie kształcił już dyszkancistów[13]. 3. Wiadomo skądinąd, że Andrzej Trzecieski, z którym Wacław pozostawał w przyjacielskich relacjach już od ok. 1550 roku[14], był od 1553 silnie związany z otoczeniem Mikołaja Radziwiłła Czarnego. Jeżeli weźmiemy pod uwagę, że autor wiersza najprawdopodobniej wywodził się z otoczenia tego magnata, to niewykluczone, że twórca opracowania muzycznego również pozostawał pod jego wpływem. Zatem możliwe, że zarówno poeta jak i kompozytor należeli do tego samego środowiska, co znowu mogłoby przemawiać na rzecz autorstwa Wacława z Szamotuł. Ponadto: 4. Stylistycznie Pieśń o weselu podobna jest innym pieśniom tego kompozytora, na co zwracają uwagę wspomniani już A. Poliński[15] i A. Chybiński[16]. 5. Zastosowanie jako cantus firmus melodii identycznej z tenorem Pienia o electii wydaje się być zabiegiem celowym, przemyślanym, stanowiącym świadome odwołanie symboliczne do wcześniejszego, równie radosnego wydarzenia z życia króla. O taki zabieg szczególnie Wacława z Szamotuł można by podejrzewać. Przesłanki te traktowane pojedynczo nie wykazują niczego, ale wzięte pod uwagę razem mogą tworzyć bardziej spójny obraz. Niestety w dalszym ciągu są to jedynie poszlaki, a na koniec rozważań o autorstwie opracowania muzycznego Pieśni o weselu konstatacja może być tylko jedna i niestety nazbyt często w tej pracy występująca: nadal mamy do czynienia z utworem anonimowym.

Publikacja powstała dzięki Funduszowi Popierania Twórczości Stowarzyszenia Autorów ZAiKS



[1] Nowak-Dłużewski J., Okolicznościowa poezja polityczna w Polsce: czasy Zygmuntowskie, Warszawa 1966, s. 170.

[2] Por. Cynarski S., Zygmunt August, Wrocław 2004, s. 60-66.

[3] Por. tamże.

[4] Por. tamże, s. 60.

[5] Tamże, s. 62.

[6] Tamże.

[7] Por. tamże.

[8] Poliński A., Dzieje muzyki polskiej w zarysie, Warszawa 1907, s. 52.

[9] Chybiński A., Kilka zabytków polskiej wielogłosowej muzyki świeckiej z XVI i XVII stulecia, [w:] „Przegląd Muzyczny” 1911, nr 1, s. 2.

[10] Tamże.

[11] Por. tamże, s. 18-20.

[12] Tamże, s. 18-19

[13] Tamże.

[14] Tamże, s. 25.

[15] Poliński A., dz. cyt., s. 52.

[16] Chybiński A., dz. cyt., s. 2.

Opublikowano: 2016-09-29

Przewiń do góry lub wróć do poprzedniej strony.

Przeczytaj również

Wypowiedz się

Opinie mogą dodawać tylko zarejestrowani użytkownicy.

logowanie i rejestracja
Wydanie 259