Numer specjalny

Recenzent? Moralista? „Naprawiacz świata”? Kim właściwie jest krytyk muzyczny i jakie ma prawo do mówienia nie o sobie?

Anna Komendzińska

recenzent-moralista-naprawiacz-swiata-kim-wlasciwie-jest-krytyk-muzyczny-i-jakie-ma-prawo-do-mowienia-nie-o-sobie
Carravagio, „Narcyz” (źródło: Wikipedia)

„Czy znacie jakieś fajne blogi muzyczne?” – pyta uśmiechnięta brunetka na jednym z internetowych forów o mało wyrafinowanej nazwie, eksplicytnie sugerującej, że na tej stronie wskazane jest, by zadawać pytania. „Ja prowadzę:)” – odpowiada FANMUSIC, chętnie licząc na komentarze.

Komentuję zatem, gdyż ta krótka wymiana zdań między anonimowymi, jak można się domyślać, użytkownikami internetu doskonale obrazuje oblicze współczesnej polskiej praktyki opiniotwórczej. Dla wielu osób tej, której nie trzeba szukać w wysublimowanych pismach, wydawanych na drogim, choć o już nieco nadwątlonej przyszłości, papierze. Tej natomiast praktyki, którą można całkiem realnie znaleźć w przestworzach wirtualnych pajęczyn; osnutych również wokół wątków muzycznych. Wobec powyższych spostrzeżeń zupełnie zrozumiałym autoportretem, a zarazem manifestem wydaje się pseudonim FANMUSIC – to wielbiciel muzyki, a jednocześnie jej komentator. Entuzjazm w prosty sposób przekłada się na działanie, zgodnie z zasadą: ten, kto lubi słuchać, może też o swoich wrażeniach pisać i opowiadać. A wartość owej interpretacji zachwalać. Bo dziś to komentator szuka odbiorcy.

Odbiorca jednak wciąż szuka krytyka

Swobodny dostęp do internetu, z którym mamy w Polsce do czynienia już od blisko trzech dekad i wiążące się z nim przesunięcie akcentów na niwie konsekwencji decyzji podejmowanych przez użytkowników sieci przyczyniły się do stopniowego wprowadzenia do relacji społecznych dwóch zupełnie nowych reguł. Po pierwsze, każdy może opublikować w ogólnodostępnej przestrzeni to, co zechce, a więc każdy ma prawo być autorem. Czymże jest zresztą sam Facebook – księga życia, album twarzy ze swoim tragikomicznym żywiołem publikowania wpisów–drobnostek, minidziełek o piciu kawy, nanomoralitetów z ogródkiem działkowym w tle, jednozdaniowych recenzji oper, jeśli nie współczesną silva rerum? Po drugie zaś – każdy ma sposobność, zależnie od swej woli, uczestniczyć w niczym nieograniczonej (poza drobnymi epizodami administracyjnymi) możliwości komentowania. Do tej pory wydawanie opinii było ściśle zarezerwowane dla osób „znających się na rzeczy” – namaszczonych, obdarzonych stosownym dokumentem bądź szczycących się chlubną praktyką w obranym zawodzie. Dziś komentowanie i ocenianie spowszechniało. Skoro można być autorem czegokolwiek, czemu by nie być również autorem krytycznej wypowiedzi?

Nie będzie nowością stwierdzenie, że dwa wskazane tu zjawiska – spośród wielu przeżuwanych przez cyfrową machinę – są przez badaczy mediów oraz socjologów zauważane i opisywane nie od dzisiaj. Oprócz powierzchowności, którą ze sobą niosą, warto zauważyć także ich dobre strony. Dziennikarz portalu Bęc Zmiana swego czasu pokusił się o zebranie opinii znanych krytyków różnych dziedzin sztuki na temat zawodu, który uprawiają. Wśród wielu refleksji o wyraźnie pesymistycznym wydźwięku, dotyczących głównie uwłaczającej sytuacji ekonomicznej krytyków oraz wszechobecnych w artystyczno-medialnej przestrzeni układów, znalazły się także głosy podnoszące na duchu:

Krytyka nadal operuje podstawowymi typami wypowiedzi i gatunkami literackimi: recenzja, esej, polemika. Oczywiście dzisiaj krytyk może błyskawicznie wyrazić opinię na Facebooku czy Twitterze, ale lapidarny komunikat to jeszcze nie krytyka; w najlepszym wypadku jej zarzewie, w najgorszym — tani erzac, który niestety często za krytykę uchodzi. Krytyka ma znaczenie zawsze, pytanie, jak odpowie na szybki przepływ informacji. Powiedziałbym jednak, że w tak zarysowanym pejzażu krytyka znajduje jeszcze jedną, dodatkową funkcję — porządkującą, stabilizującą dyskurs. To dlatego w dobie internetu i mediów społecznościowych opinie wyrażone w klasycznej formule eseju czy recenzji zyskują bardzo dobrą widoczność — po prostu na tle informacyjnego szumu brzmią czysto. I nie jest ważne, czy znajdziemy je w periodyku internetowym czy drukowanym[1].

Szczątkowość i chaotyczność dyskursu internetowego (bądź tego tradycyjnego, który poświęcił swoje dotychczasowe ideały na rzecz nowych, przejętych z przestrzeni internetu wzorców) nie wyparły, jak widać, marzeń o krytyce rzetelnej (co powinno być pleonazmem). Jej klarowność i wartość jawią się wyraźnie na tle ślepej nawałnicy skrótu, zaś wpisana w jej szkielet konieczność selekcji materiałów i bodźców w miejsce tworzenia fikcyjnego agregatu wszechwiedzy, daje wreszcie współczesnemu krytykowi szansę na skomentowanie, zamiast komentowania.

Krytyka nigdy się nie skończy — póki istnieje jakikolwiek twórczy odbiór sztuki. Zdarza się, że krytyka traci z oczu swój obiekt i oddaje się rozmyślaniom nad tym, co jest w ogóle możliwe. Taka krytyka sama staje się sztuką. Dla mnie uprawianie jej ma sens jako pewna forma refleksji, sposób przeżywania świata. Problem tkwi jednak w całym systemie, którego krytyka jest częścią. Komu służy krytyka? Do czego jest potrzebna? Teksty, jakie piszemy dziś do prasy papierowej czy internetowej, rzadko są krytyką, częściej dziennikarstwem, czasem PR-em. Nie da się już tego uniknąć. Chyba że poświęcić się krytyce akademickiej, co akurat jest mi obce — wciąż marzę o tym, aby czytali mnie normalni ludzie, a nie pracownicy instytutów naukowych. Ważne więc, żeby mieć świadomość, jakie funkcje może spełniać tekst, który właśnie piszę[2].

Krytyka krytyki

Pojęcie krytyki muzycznej, w swej istocie wciąż jeszcze dostojne, stopniowo nadgryzane jest jednak ostrymi, a chaotycznie siekącymi zębami pojęć innych, wśród których „komentator”, „recenzent”, „bloger” czy „dziennikarz muzyczny” są tylko wybranymi. Osoby uważające się za krytyków muzycznych mogą oburzyć się na takie zestawienie, argumentując swój niesmak przekonaniem, iż opinii o krytyce jako uznanej dziedzinie działalności muzycznej nie można nadwerężyć z powodu współistnienia zawodów podobnych (niekoniecznie wcale mniej szlachetnych, choć często tak się zdarza), tak jak i nie można nadwątlić opinii o filmie z uwagi na powstające telenowele.

Do definicji leksemu „krytyka” słownik języka polskiego zalicza ‘surową lub negatywną ocenę kogoś lub czegoś’, ‘analizę i ocenę książki, filmu lub czyichś dokonań’, ‘tekst lub wypowiedź zawierające taką ocenę’, ‘dział piśmiennictwa obejmujący oceny utworów literackich, muzycznych, dzieł sztuki itp.’, a wreszcie ‘grupę ludzi zajmującą się formułowaniem takich ocen’[3]. Jeśli odrzucić pierwsze z tych znaczeń, można zauważyć wieloobszarowość owego terminu, obejmującego zarówno samą aktywność analityczno-wartościującą, jak i konkretną krytyczną wypowiedź, a ponadto – cały obszar krytycznego piśmiennictwa. Być może zatem, podczas udzielania odpowiedzi na jedno z postawionych w tytule pytań: „kim właściwie jest krytyk muzyczny?”, należałoby tę wieloznaczność czy też wielofunkcyjność wziąć pod uwagę i każdorazowo sprawdzać, czy dana wypowiedź o charakterze opiniującym mogłaby równocześnie zawierać ogniowo analizy i oceny oraz wpisać się w szerszą, a nie wyłącznie jednostkową, myśl krytyczną. „Krytyczny” to bowiem ‘oparty na rzeczowej analizie i ocenie’[4].

Jedna z definicji słowa „krytyk”, cytowana przez Witolda Doroszewskiego w haśle słownikowym jego, niemłodego już, Słownika języka polskiego, zawiera tezę, iż „przy analizie dzieła odbywa się proces odwrotny niż przy tworzeniu, krytyk rekonstruuje owe «granice », na które natrafiał autor, tworząc”[5]. Dziś na definicję tę nałożyć musimy wszakże całą wiedzę i aparat badawczy, wynikające z naukowej świadomości działań dekonstrukcji, jednakże wciąż idea zdejmowania kolejnych klocków ze zbudowanej cudzymi rękami (rękami artysty!) wieży i chodzenia po śladach jego stóp, może zachwycać.

 Warto więc zapytać: co takiego jest w moim pisaniu/mówieniu o muzyce, co takiego w mojej wrażliwości, że nazywam samego siebie krytykiem muzycznym? Czy po prostu to, że oceniam? Że oceniam rzetelnie? Oceniam muzykę poważną? Oceniam, bo ukończyłem studia z oceniania? Oceniam, ponieważ robię to lepiej niż inni? Oceniam, gdyż takie moje powołanie? A może oceniam, bo nie wyobrażam sobie świata bez ocen, bez wartościowania, kategoryzowania i porównywania?

Jako jedną z najważniejszych cech krytyka, także krytyka muzycznego, warto uznać jego uczciwość. Świadomość tego, że opinię daje się komuś i równocześnie właściwie nikomu, że daje się ją jak upominek i wydaje jak wyrok – zwłaszcza wziąwszy pod uwagę dzisiejsze sposoby publikacji w środkach masowego przekazu – powinna nieustannie towarzyszyć temu, który podejmuje się jej wygłaszania. Być może również wartą polecenia jest nienowa reguła, by zajmować się w swym fachu tym, co dobre i wartościowe, a nie tym, czego skrytykowanie daje nam satysfakcję wykorzystania własnego potencjału ironisty. Ironiczna sprawność jest w ogóle tak dobrodziejstwem, jak i niebezpieczeństwem – oprócz samej siebie wymaga bowiem specjalnych umiejętności jej używania. Łatwo może prowadzić we wnyki, których nie zauważy człowiek w słabszej kondycji autorefleksyjnej. Pokorne cielę tam nie wpada.

Można znaleźć przesłanki ku temu, aby pytanie: „dziennikarz czy media worker?”[6] przekształcić w: „krytyk muzyczny czy muzyczny komentator?”. Nie każdy, kto pracuje w mediach, jest dziennikarzem tak jak nie każdy, kto komentuje muzykę, jest krytykiem. Co więcej, nie każdy nawet dziennikarz muzyczny jest krytykiem. Wydaje się natomiast, że niezmiernie istotne w formułowaniu sądów na temat muzyki jest coś, co można by u krytyka nazwać „byciem muzyką” czy też „byciem w muzyce”. Współistnienie z tym, co nas tworzy, zespolenie z rzemiosłem, które się ocenia, a jednak taki dystans do niego, by nie zatracić okruchów obiektywizmu.

Już prawie pół wieku temu Michał Bristiger, zestawiając ze sobą dwa pojęcia: „poetyki muzyki” oraz „krytyki muzycznej”, konstatował, że pierwsze z nich jest niemal nieznane, natomiast drugie – używane nazbyt swobodnie[7]. Dziś, u progu XXI wieku, musimy sami siebie – słuchaczy, melomanów, dystyngowanych gości filharmonii, kaszlących na potęgę w przerwach między częściami symfonii, a także radiosłuchaczy przytupujących nóżką w domowym zaciszu – zapytać, czy naprawdę zależy nam na tym, by instytucja muzycznej krytyki była za tę definicyjną swobodę piętnowana. Może, zważywszy na to, iż nie jest ona dyscypliną naukową sensu stricto, warto oceniać ją nie wyłącznie przez pryzmat muzykologicznej poprawności, lecz przede wszystkim za realizację przyświecających jej celów. Te z kolei również w toku kulturowych przemian powinny ulec jasnemu wyartykułowaniu. Nie możemy pozwolić, by pisarstwo oceniające muzyczne wytwory współczesności ograniczało się do poświadczania status quo albo też do wytykania błędów. Krytyka zawsze idzie o krok dalej. Porównuje, zestawia, informuje, postuluje, ale nieprzerwanie wybiega w przyszłość – jej rzetelność zależy od scalania, nie od dzielenia. Dobrym krytykiem będzie zatem nie ten, kto lubi oceniać innych z eksperckiej pozycji, lecz ten, kto ocenia właśnie siebie, kto jest na tyle mobilny, by stale mentalnie się przemieszczać i jednocześnie w tej wędrówce nie tracić z oczu ideału: naprawiania świata.


Przypisy:

[1] Wypowiedź Jakuba Banasiaka w raporcie: Zawód krytyk,
http://www.beczmiana.pl/214,raport_zawod_krytyk.html [dostęp: 11.09.2017 r.; podkreślenie moje – A. K.].
[2]
Wypowiedź Adriany Prodeus, ibidem.
[3]
Słownik języka polskiego PWN: https://sjp.pwn.pl/slowniki/krytyka.html [dostęp: 11.09.2017].
[4]
 Ibidem.
[5]
Ibidem.
[6]
Termin ten – o dłuższej wszak historii – pojawia się np. tutaj: Iwona Leonowicz-Bukała, Dziennikarz czy media worker? Motywacje i sytuacja edukacyjna studentów dziennikarstwa w Polsce a ich plany zawodowe:
https://www.researchgate.net/profile/Iwona_Leonowicz-Bukata/publication/299392930_Dzienikarz_czy_media_worker_Motywacje_i_sytuacja_edukacyjna_studentow_dziennikarstwa_w_Polsce_a_ich_plany_zawodowe/links/56f3b62208ae7c1fda28e0f6/Dzienikarz-czy-media-worker-Motywacje-i-sytuacja-edukacyjna-studentow-dziennikarstwa-w-Polsce-a-ich-plany-zawodowe.pdf [dostęp: 11.09.2017 r.].
[7]
Michał Bristiger, Krytyka muzyczna a poetyka muzyki, „Teksty: teoria literatury, krytyka, interpretacja”, nr 4, s. 55-66.

 

Caravaggio, Koncert (źródło: Wikipedia)

-------------

WWW.MUZYKAWMEDIACH.PL

Jedyne takie studia podyplomowe w Polsce. Czytaj więcej TUTAJ

 

 

Opublikowano: 2017-09-15

Przewiń do góry lub wróć do poprzedniej strony.

Przeczytaj również

Wypowiedz się

Opinie mogą dodawać tylko zarejestrowani użytkownicy.

logowanie i rejestracja
Wydanie 263