Muzyka popularna Sylwetki

Apendix. Andrzej Zaucha w oczach bliskich [część 3]

Małgorzata Ciepłuch

apendix-andrzej-zaucha-w-oczach-bliskich-czesc-3
www.youtube.com/watch?v=kAnUC6otcbA

W okresie od lutego do marca 2009 roku przeprowadziłam kilkanaście wywiadów z artystami, którzy współpracowali z Andrzejem Zauchą. Znaleźli się wśród nich jazzmani, wokaliści estradowi, kabareciarze, aktorzy, pisarze i kompozytorzy. Rozmowy mające na celu pogłębienie wiedzy z zakresu biografii piosenkarza, stały się przyczynkiem do refleksji na temat związków pomiędzy osobowością pisarza, a jego ścieżką artystyczną. To niesamowite jak wobec tych samych faktów rozmówcy wyciągali różne wnioski. Mówi to bardzo wiele. Nie tyle o rozmówcach ile o artyście. Profil osobowości wyłaniający się z wypowiedzi, w połączeniu z okolicznościami w jakich znalazł się Andrzej Zaucha mogą dać odpowiedź dlaczego tak utalentowany człowiek pozostawił po sobie względnie niewielki dorobek. 

Cholernie miły człowiek

Piotr Baron: Andrzeja poznałem na jakimś festiwalu jazzowym, pod koniec lat siedemdziesiątych, bądź na początku osiemdziesiątych. Od razu się zaprzyjaźniliśmy. Podobnie rozumieliśmy etos towarzyski, etos muzyki, etos jazzu… Andrzej mi imponował przede  wszystkim talentem, ale również jako człowiek, o którym nie sądzę, żeby ktokolwiek powiedział ci o nim cokolwiek złego[1].

Jacek Pelc: Praca z Andrzejem należała tylko i wyłącznie do przyjemności, gdyż był to człowiek absolutnie bezkonfliktowy. Trasy bywają różne. Zdarza się, że ludzie zbyt długo skazani na siebie, zaczynają się kłócić o byle co.  Mordobicia odbywają się o jedno krzywe spojrzenie. A Andrzej potrafił wszystko załagodzić. Z Andrzejem było zawsze na luzie i wesoło. Przygotowanie z nim utworów było banalnie proste. On zawsze znajdował najkrótszą drogę do wszystkiego[2].

Piotr Baron: Problem z Andrzejem polegał na tym, że tak jak utalentowany, tak specjalnie pracowity nie był. Nie dbał o to, żeby przygotować projekt, żeby skrzyknąć drużynę. W tamtych czasach nie było instytucji producenta, który powiedziałby: „Dobrze śpiewasz  zrobię z Ciebie gwiazdę. Tu masz pieniądze – robimy płytę”. Nie dbał o promocję. On żył chwilą. Dbał o to, żeby nikomu nie zrobić krzywdy. Żeby nikogo nie zranić. Naczelną wartością w jego życiu było dobro. Dbał głównie o to, żeby było wesoło i miło. Nie miało to nic wspólnego z hedonizmem. Jego osobowość i zachowanie opierały się na zasadzie poważnej miłości do bliźniego[3].

Andrzej Sikorowski: To był strasznie dobry i sympatyczny facet[4].

Janusz Grzywacz: On nie umiał odmawiać. Był bezkonfliktowym człowiekiem. Więc jak mu kazali śpiewać „Pij mleko”, to głównie po to , by nie zrobić nikomu przykrości, godził się i śpiewał. Jak miał zaśpiewać „Ach, te Baby” to dla świętego spokoju godził się na to[5].

Słyszał jak pies o północy

Piotr BaronZaucha był pierwszym i póki co ostatnim człowiekiem w Polsce, który śpiewał po męsku. Śpiewał jak Frank Sinatra, Ray Charles, nie piszczał, unikał melizmatów, scat stosował tylko wtedy, gdy była taka potrzeba, a słyszał jak pies o północy. To, jak ten facet słyszał wszystko, co się dzieje w muzyce, to życzę takiego słuchu wszystkim najgroźniejszym muzykom. A oprócz tego miał świetne poczucie rytmu, był urodzonym „swingmanem”. Podziałkę swingową stosował w sposób naturalny. Nie musiał się tego uczyć. On po prostu wiedział, co zrobić, żeby wszystko na scenie się bujało. Każde granie z Zauchą to było święto[6].

Jacek Pelc: Polot, finezja, brak stresu, i dystans w stosunku do samego siebie. Bawił się każdym dźwiękiem. Kojarzenie, reakcja, interakcja, kontakt[7].

Jarosław Śmietana: A co najdziwniejsze, Andrzej miał doskonałą angielską wymowę. Śpiewał tak, jakby był urodzony w Stanach. Tymczasem angielskiego długo, długo nie znał ni w ząb. Dopiero później, w latach osiemdziesiątych, opanował podstawy tego języka, ale tylko na poziomie, który zapewniał mu niezbędną komunikację.

Jan Kanty Pawluśkiewicz (o operze Kur zapiał): Po trzech próbach okazało się, że Zaucha jest najlepszym muzycznie wokalistą operowym. Wydawało się, że nie będzie integracji towarzyskiej czy muzycznej, ale całe towarzystwo operowe zaczęło garnąć do swojego najlepszego solisty, czyli Zauchy. Zaucha w środku, a dookoła wianuszek solistów z opery. Poza tym okazało się, że jest bardzo dobrym aktorem. On o tym nie wiedział i myśmy też nie wiedzieli. To było niesamowite odkrycie. Potem powtórzyliśmy tę operę w wersji kameralnej i on już się czuł w niej jak ryba w wodzie. Szalał z pomysłami. Krzysiek Jasiński mówił, że w zasadzie jest bezradny przy takiej inwencji aktorskiej, przy tylu propozycjach, które były śmieszne, idealnie wkomponowane w akcję i tekst. Trudność reżyserii Jasińskiego stosunku do Zauchy polegała na tym, żeby znaleźć jego najsłabszy numer[8].

Olga Krzyżanowska: Najbardziej uderzająca w grze Andrzeja była jego naturalność. To jest tak, że wszyscy są w czymś lepsi, w czymś gorsi. Jeden schowa się za formą muzyczną, drugi jest mocny w monologach. Zaucha zaś poruszał się swobodnie we wszystkim, zaś na scenie zachowywał się tak, jakby się znajdował za kulisami. To jest dar i nie da się tego nauczyć. Albo się to ma, albo się tego nie ma[9].

Włodzimierz Korcz: Ilekroć przy robieniu muzyki do programów telewizyjnych miałem wizję, która wydawała mi się nierealna wiedziałem, że wykona ją Zaucha. Wystarczył telefon. Andrzej wsiadał w  pociąg, za kilka godzin, najdalej następnego dnia, był w Warszawie w studiu i nagrywał[10].

W wiele piosenek został wrobiony

Andrzej Sikorowski: Zaucha w pewnym momencie poczuł, że jest niedoceniany. Nie rościł broń Boże do nikogo o to pretensji. Z drugiej strony czuł, że ze swoim talentem powinien być bardziej znany niż był[11]. 

Krzysztof Piasecki: Andrzej znany był przez wszystkich w „branży”. Wszyscy muzycy wiedzieli, kim był, bezwzględnie go cenili za talent, lubili i szanowali. Z drugiej strony dla przeciętnego Kowalskiego nazwisko „Zaucha” mówiło niewiele. Andrzej czuł, że jest przez publiczność niedoceniany, chciał być bardziej popularny i rozpoznawalny[12].

Zbigniew Wodecki: Muszę się przyznać, że przyczyniłem się dość znacznie do sukcesu Zauchy. Byłem już wtedy znanym piosenkarzem. Nagrałem „Chałupy Welcome to” i przyszła propozycja od Ryszarda Poznakowskiego, żeby nagrać drugą piosenkę w podobnym klimacie. Trochę pastiszu, trochę zabawy. Prosta linia melodyczna. Taka piosenka dla ludzi. Na początku się zgodziłem. Brałem udział w nagraniu podkładu muzycznego. Nagrałem trąbki, ale potem się zastanowiłem, że wolałbym jednak tego nie śpiewać. Przeprosiłem Rysia i obiecałem mu, że znajdę na swoje miejsce kogoś. Od razu pomyślałem o Andrzeju. I pamiętam, że przejeżdżałem przez Rondo Mogilskie w Krakowie i zobaczyłem idącego Andrzeja. Zatrzymałem się i mówię „Andrzej, masz kontakt, w Warszawie czeka na ciebie gotowa piosenka, tonacja będzie dobra”. Andrzej pojechał do Warszawy i nagrał swój pierwszy przebój. „Pij mleko”, czy jak to się formalnie na płycie nazywa „Baw się lalkami”. Piosenka poszła na antenę, nagrany został nawet do tego teledysk i poszło. Andrzeja puszczano i śpiewano wszędzie[13].

Włodzimierz Korcz: Raz przed festiwalem opolskim w roku 1988  ja wymyśliłem, że zrobimy taki duet, że Zaucha wraz z Rynkowskim zaśpiewają numer „Baby, ach te baby”. Spotkaliśmy się na próbie. Około pół godziny trwały szyderstwa, śmiechy. Oni mnie wdeptali w ziemię, że nic tak żenującego nigdy nie słyszeli, że to absolutny skandal, żeby oni takiego gniota śpiewali. A ja im mówię „Spróbujcie, co wam szkodzi”. Oni absolutnie, że mowy nie ma. A ja nalegam i mówię „słuchajcie możecie się ze mnie śmiać, ale ja uważam, że to jest genialne, że będzie z tego przebój”. Oni cały czas coś marudzili, ale w końcu jak zaczęli próbować, jak się w to wkręcili, jak przyładowali w Opolu, to później przez cały rok, wszystkie stacje radiowe puszczały tylko to[14].

Ewa Bem: „Baby, ach te Baby” to był wygłup, porównywalny do tego, jak Zbigniew Wodecki zapakował się w „Pszczółkę Maję”. Andrzej „zaszumiał” dopiero, jak zaśpiewał te nieszczęsne „Baby” oraz „Czarnego Alibabę”. Jestem przekonana, że nie zrobił tego z ochotą i artystycznym zawzięciem, z drugiej strony też się nigdy za bardzo nie uskarżał na to, że musiał śpiewać[15].

Jarosław Śmietana: Andrzej w wiele piosenek został wrobiony. Z nim było tak, że absolutnie wszyscy kompozytorzy wiedzieli, że Andrzej świetnie śpiewa. Wszyscy więc najwięksi nieudacznicy starali się wcisnąć mu swoje piosenki, bo wiedzieli, że Andrzej zamieni je w złoto. Na początku nad doborem repertuaru czuwała jego żona Ela. Wstyd się przyznać, ale on bez konsultacji z nią nie podejmował żadnej decyzji. Ela decydowała, z kim ma grać, jakie piosenki śpiewać, gdzie wyjeżdżać[16].

Ewa Bem: Andrzej bardzo ciężko przeżył śmierć swojej żony Eli. Przez długi czas walczył z ciężką depresją. Może ta pustka i smutek zadecydowały o tym, że Andrzej chciał się „nachapać” i ruszył w  stronę komercyjną[17].

Andrzej Sikorowski: Andrzej to był człowiek, który nikomu nie odmawiał. Przyjmował wszystkie propozycje, zarabiał pieniądze. Jego błędem natomiast było to, iż nie postarał się, aby nagrać w swoim życiu jedną, dobrą, rzetelną, stylistycznie osadzoną płytę. Tu zaśpiewał jakieś przedwojenne szmoncesy, tu trochę jazzu, Alibabę, natomiast nie zadbał nigdy o to, by usiadła grupa ludzi i napisała specjalnie dla niego utwory. Wszyscy, za pozwoleniem, nie wymienię nazwisk, próbowali na nim lansować „swoje” rzeczy. A tak naprawdę nikt nic nie robił dla niego[18].

Co by było gdyby?

Piotr Baron: Gdyby Andrzej Zaucha żył, to naturalną koleją rzeczy byłby rozwój kariery aktorskiej. Pewnie rozwinąłby się w filmie i najpewniej byłyby to komedie Machulskiego[19].

Bożena Krzyżanowska: No pewnie by grał... nie wiem jakieś czarne charaktery, pewnie jakiś złodziejaszków, gangsterów... Pasikowski może... [20]

Jarosław Śmietana: W końcu rozwinąłby skrzydła jako jazzman, a ja zamiast wydawać fortunę na ściąganie gwiazd z zagranicy miałbym jedną swoją na miejscu [21].

Zbigniew Wodecki: Estrada stała przed nim otworem. Zawojowałby ją [22].

Janusz Grzywacz: Off. Zdecydowanie, byłby offowcem tak jak Grażyna Łobaszewska [23].

Alicja Majewska: Zająłby się muzyką gospel. Jestem tego pewna [24].

Andrzej Sikorowski: Byłby takim artystą, jak grupa „Pod Budą”. Niepuszczanym w ZETce i RMFie, ale za to ze stałą, wierną publicznością [25].

Krzysztof Piasecki: Pewnie byłby takim polskim Al Jarreau albo Wonderem [26]

Jarosław Dobrzyński: Proszę Pani, nie wiem. Wobec niego wszyscy mieli plany. Korcz miał plany. Jasiński miał ogromne plany. Ja nie ukrywam też miałem plany. Śmietana też pewnie teraz by go u siebie forsował. Zaucha miał prowadzić własny program muzyczny w telewizji. Pewnie bawiłby się przez jakiś czas w konferansjerkę [27].

Jan Kanty Pawluśkiewicz: Nie wiem. Pewnie coś ciekawego. I na pewno robiłby to dobrze [28]


Przypisy:

[1] Wywiad z Piotrem Baronem z dnia 28 marca 2009 roku.

[2] Wywiad z Jackiem Pelcem z dnia 2 marca 2009 roku.

[3] Wywiad z Piotrem Baronem.

[4] Wywiad z Andrzejem Sikorowskim z dnia 8 marca 2009 roku.

[5] Wywiad z Januszem Grzywaczem z dnia 9 sierpnia 2009 roku. 

[6] Wywiad z Piotrem Baronem.

[7] Wywiad z Jackiem Pelcem.

[8] Cytat za: M. Bogdanowicz, T. Bogdanowicz, Andrzej Zaucha – krótki, szczęśliwy żywot, Kraków 1993, s. 46.

[9] Wywiad z Bożeną Krzyżanowską z dnia 1 marca 2009 roku.

[10] Wywiad z Włodzimierzem Korczem z dnia 1 marca 2009 roku.

[11] Wywiad z Andrzejem Sikorwskim.

[12] Wywiad z Krzysztofem Piaseckim z dnia 3 marca 2009 roku.

[13] Wywiad ze Zbigniewem Wodeckim z dnia 20 sierpnia 2009 roku.

[14] Wywiad z Włodzimierzem Korczem z dnia 1 marca 2009 roku.

[15] Wywiad z Ewą Bem z dnia 2 marca 2009 roku.

[16] Wywiad z Jarosławem Śmietaną z dnia 14 lipca 2009 roku.

[17] Wywiad z Ewą Bem.

[18] Wywiad z Andrzejem Sikorowskim.

[19] Wywiad z Piotrem Baronem.

[20] Wywiad z Bożeną Krzyżanowską.

[21] Wywiad z Jarosławem Śmietaną.

[22] Wywiad ze Zbigniewem Wodeckim.

[23] Wywiad z Januszem Grzywaczem z dnia 8 sierpnia 2009 r.

[24] Wywiad z Alicją Majewską.

[25] Wywiad z Andrzejem Sikorowskim.

[26] Wywiad z Krzysztofem Piaseckim.

[27] Wywiad z Jarosławem Dobrzyńskim.

[28] Wywiad z Janem Kantym Pawluśkiewiczem.

Kalendarium:

12 stycznia 1949 – urodzony w Krakowie

19651968 – współpraca z zespołem Czarty

1968–1969 – współpraca z zespołem Telstar

1969–1972  - współpraca z zespołem Dżamble

1971 – wydanie płyty z zespołem Dżamble Wołanie o słońce nad światem

1972–1973 – współpraca z zespołem Anawa

1974 – wyjazd z zespołem Andrzeja Ibka do Szwecji

1974–1976 – współpraca z zespołem Old Metropolitan Band

1975 – wydanie płyty z Old Metropolitan Band Live in Jazz Club Hannover

1978–1981 – reaktywacja zespołu Dżamble

1983 – wydanie płyty Wszystkie stworzenia duże i małe z Grupą Doktora Q.

1983 – premiera opery Kur Zapiał do muz. Jana Kantego Pawluśkiewicza

1985 – wykonanie na festiwalu w Opolu utworu Dzień dobry Mr Blues Jerzego Wasowskiego

1987 – wydanie płyty Stare, nowsze, najnowsze

1987 – wydanie płyty z Big Bandem Wiesława Pieregorólki

1987 – wykonanie Czarnego Alibaby na Festiwalu Piosenki w Opolu

1987–1991 – współpraca z Jarosławem Dobrzyńskim

1989–1991 – współtworzy wraz z Krzysztofem Piaseckim i Andrzejem Sikorowskim grupę Sami

X 1989 – tragiczna śmierć żony – Elżbiety

5 II 1990 – premiera musicalu Pan Twardowski reż. Krzysztof Jasiński

1991 – wykonanie na Festiwalu Piosenki w Opolu utworu Ach te Baby

1991 – nagranie płyty z Alicją Majewską i Haliną Frąckowiak Kolędy w teatrze stu

1991 – wyjazd do Kanady z programem kolęd

10 X 1991 – zastrzelony na parkingu przed Teatrem Stu w Krakowie przez Yves Goulais, męża Zuzanny Leśniak.

Dyskografia:

Płyty długogrające:

  1. LP Dżamble: Wołanie o słońce nad światem, Muza 1971
  2. LP Old Metropolitan Band: Live in Jazz Club Hannover, Belephon 1970
  3. LP Anawa i A. Zaucha: Tańcząc w słońcu, Pronit 1974
  4. LP Andrzej Zaucha i Grupa Doktora Q: Wszystkie stworzenia duże i małe, Muza 1983
  5. LP Andrzej Zaucha: Stare, nowsze, najnowsze, Wifon 1987
  6. LP Andrzej Zaucha i Wiesław Pieregorolka: Andrzej Zaucha, Muza 1987
  7. CD Przeboje lat 60.: Bizony, Tajfuny, Dżamble, Nurt, Alcom 1991
  8. LP Andrzej Zaucha, Alicja Majewska, Halina Frąckowiak: Kolędy w Tetrze Stu, Muza 1992
  9. CD Andrzej Zaucha: Ostatnia płyta, Selles Records 1992
  10. CD Andrzej Zaucha: Drzazgi, Kophaus 1992
  11. CD  Janusz Grzywacz: Pan Twardowski, Polonia Rec. 1993
  12. CD Wiesław Pieregorólka: Żeby inaczej, żeby piękniej, Izabellin 1993
  13. CD Andrzej Zaucha: Byłaś serca biciem, Selles Ent. 1998
  14. CD Złota Kolekcja: Andrzej Zaucha, Pomaton EMI 1999
  15. CD Andrzej Zaucha: C'est la vie, Universal 2005

Pocztówki dźwiękowe:

  1. Księżniczka (tonpress R-0343-II)
  2. Nie pieprz Pietrze z Ewą Bem (tonpress R-0794-II)
  3. Wieczór nad rzeką zdarzeń (tonpress R-0931)

Single:

  1. 1978 Jak zmienić świat / Just The Way You Are (tonpress SP S-268)
  2. 1979 Szczęście nosi twoje imię / Lady Love (tonpress SP S-294)
  3. 1979 Bezsenność we dwoje / Jeszcze w sercu radość (tonpress SP S-299)
  4. 1980 Wieczór nad rzeką zdarzeń / Dom złej dziewczyny (tonpress SP S-340)
  5. 1983 Spocznij kapturku - zaraz cię zjem / Wszystkie stworzenia duże i małe (Polskie Nagrania SP SS-810)

Wywiady:

Piotr Baron – Wrocław, 28 lutego 2009 r.

Alicja Majewska – Warszawa, 1 marca 2009 r.

Włodzimierz Korcz – Warszawa, 1 marca 2009 r.

Bożena Krzyżanowska – Kraków, 2 marca 2009 r.

Tomasz Tłuczkiewicz – Warszawa, 1 marca 2009 r.

Jarosław Dobrzyński – Warszawa, 2 marca 2009 r.

Jacek Pelc – Warszawa, 2 marca 2009 r.

Ewa Bem – Warszawa, 2 marca 2009 r.

Krzysztof Piasecki – Kraków, 3 marca 2009 r.

Marian Pawlik – Kraków, 3 marca 2009 r.

Andrzej Sikorowski – Gdańsk, 8 marca 2009 r.

Jarosław Bem – Warszawa, 15 marca 2009 r. 

Jarosław Śmietana – Sulęczyno, 14 lipca 2009 r.

Jan Kanty Pawluśkiewicz – Warszawa, 8 sierpnia 2009 r.

Janusz Grzywacz – Kraków, 8 sierpnia 2009 r. oraz 15 września 2009 r.

Zbigniew Wodecki  Sopot, 20 sierpnia 2009 r.

Ryszard Kopciuch – Kraków, 29 września 2009 r.  

Opublikowano: 2015-02-26

Przewiń do góry lub wróć do poprzedniej strony.

Przeczytaj również

Wypowiedz się

Opinie mogą dodawać tylko zarejestrowani użytkownicy.

logowanie i rejestracja
Wydanie 273