Muzyka popularna Talent show Radio i Telewizja Must be the Music

Do sześciu razy Sztuka. MBTM, ostatni casting

Anna Komendzińska

do-szesciu-razy-sztuka-mbtm-ostatni-casting

Bardzo dużo występów w tej edycji programu. Tak dużo, że producenci zdecydowali się na wyemitowanie aż sześciu odcinków castingowych. Ostatni z nich przyniósł sporo ciekawych muzycznych pomysłów. Nierzadko wartych półfinału.

Kwietniowe eliminacje rozpoczęła Klaudia Milczarczyk z piosenką Marlene Dietrich Ich bin die fesche Lola. Otrzymała 3 x NIE, a tylko od Eli Zapendowskiej TAK. Klaudia ma silny altowy głos. Brawa dla niej za spróbowanie konwencji kabaretowej, niemal w Must Be The Music nieobecnej. Inna sprawa, że próba ta wiązała się z jarmarcznym podkładem muzycznym i całkiem niekabaretowym zachowaniem – zero emocji, zero mimiki, zero kulminacji. Klaudia jest jednak jeszcze nieopierzoną wokalistką, interesuje się za to filozofią. Trzeba być sexy, dziewczynko. Jesteś za młoda – doradziła licealistce Kora.

Absolutnie nową jakość wprowadzili na scenę show Lachersi z tradycyjnym utworem lachowskim Kozali mi orać. Sympatyczny septet z Nowego Sącza utwierdził widzów w przekonaniu, że muzyka ludowa jest bardzo wdzięczną inspiracją – jest czymś pomiędzy coverem a utworem własnym. Można zatem zaplusować u jurorów, a przy tym nie martwić się o prawa autorskie. W przypadku Lachersów jednak nie jest to zarzut – panowie doskonale wykorzystali materię ludową, by okrasić ją mocniejszymi brzmieniami. A właściwie – odwrotnie, co zauważyła Kora: tu jest baza rockowych brzmień, do których dołączono folkową melodię. Zaskakujące. Na Maksa. Super – dodał zwięźle Łozo. Warte podkreślenia jest na pewno równe rytmicznie granie tej grupy, ciekawie zaaranżowana (i wykonana!) partia instrumentów dętych, a także kontakt zespołu z publicznością, angażowanie jej, tworzenie atmosfery koncertu i wspólnego muzykowania ze słuchaczami.

Piętnastoletnia Katarzyna Kalinowska zaśpiewała przebój Oh! Darling z repertuaru grupy The Beatles. Gimnazjalistka ma według mnie naprawdę interesujący głos, choć oczywiście nie bez wad. Było czysto, z zaangażowaniem. Wokalistka zahaczyła o klimaty retro – niestety całość jej interpretacji łudząco przypominała oryginał. Trochę nie wiedziałaś, po co stoisz i o czym śpiewasz – powiedział Adam Sztaba. Moim zdaniem Kasia ma charakter i to widać (potrafiła otwarcie sprzeciwić się tendencyjnym pytaniom Pauliny Sykut i przyznać, że Łozo jej się nie podoba), aczkolwiek faktycznie potrzeba ciągłej pracy nad głosem. Jesteś zdolna, ale nie czas jeszcze na takie programy – podsumowała Ela Zapendowska.

Dramatyczna życiowa historia osiemnastoletniego Marcina Elsnera troszeczkę przyćmiła jego muzykę. Szeroko omówiony w materiale dziennikarskim temat trudnego dzieciństwa sprawił, że widzowie zaostrzyli apetyty. Wykonanie Światełka świetlika na scenie MBTM także obfitowało w momenty dramatyczne. Po pomyłce w tekście sądziłam, że Marcin da za wygraną i przerwie występ. On jednak powrócił z tekstem w refrenie, dowodząc, że ma słuch muzyczny. Widać było jednak, że śpiewa już od niechcenia, mechanicznie. Wola walki powróciła w kolejnych partiach utworu. W rezultacie Elsi otrzymał trzy jurorskie NIE i jedno TAK od Kory. No, jesteś genialny po prostu! – zachwycała się Jackowska. O pomyłce mówiła, że to jest właśnie rap. Ja ci dałam NIE tylko dlatego, że nie rozumiem tekstu. Musisz nabrać techniki – powiedziała Ela. Trafiła w sedno. Marcin napisał znakomity tekst, dobrze sproblematyzowany, łączący dosłowność z obrazowaniem metaforycznym, ale nie umiał go „sprzedać”. Zabrakło warsztatu – dykcji i dozowania słów. Brawo jednak za odwagę i – przede wszystkim – za refleksyjność chłopaka. Tak w podejściu do problemów wielkiej wagi, jak i tych mniej znaczących.

Składankę Whole Lotta Love/Holy Diver z repertuaru Led Zeppelin i Dio zaprezentował tego wieczoru zespół z Poznania pod przewodnictwem młodziutkiej Alex Lis. Grupa zdobyła 3 x TAK. Moje TAK jest przede wszystkim za band – oznajmił Adam, którego nie do końca przekonała Alex. Tak w ogóle dobra robota, naprawdę – dodał Sztaba. Podobało się też Eli: siła jest. I w wokalu i w graniu. We wszystkim. Kora tłumaczyła swoje NIE faktem, iż interpretacja uczestników „nijak się ma do oryginału”. Ja uważam, że właśnie indywidualnych interpretacji ten program powinien szukać, a nie kopiowania. Frontmanka jest charyzmatyczna, ma w sobie coś, co nie pozwala jej ustać na scenie w jednym miejscu. Ten intrygujący niepokój dobrze się przekłada na przeżywanie tekstu, gesty, emocje… Także na twarzach instrumentalistów.

Własny utwór Karmel wykonał student filozofii Marcin „PCTV” Płatek. Marcin połączył dźwięk, słowo i ruch sceniczny. Choreografia cudna – skomentowała Ela. Elektro na tej scenie w ogóle nie istnieje, a dubstepowe brzmienia są w ogóle rzadkie. – zauważył Adam Sztaba (który jako jedyny był na NIE). Mnie Płatek na pewno zaciekawił (osobowością sceniczną, zaangażowaniem i pewnością, z jaką prezentuje własną twórczość), ale też trochę irytował. Nie można powiedzieć, żebym uznała jego występ za wybitny. Łozo stwierdził, że PCTV jest bardziej producentem niż performerem. Gdzie leży prawda? Być może pokaże półfinał.

Akcent zagraniczny musi być. Dzisiaj za sprawą Dmitrija Szukszyna, który zaśpiewał Candle In The Wind Eltona Johna. Widać było, ze Dmitrij chce uzyskać barwę głosu podobną do swego idola (a ma uczestnik w kwestii barwy spory potencjał!), pojawiały się nieczyste dźwięki. Za mało profesjonalizmu, jak dla mnie. Podobnie sądzili jurorzy, przyznając mężczyźnie 3 x NIE. Nie masz głosu po prostu – powiedziała Kora. Ja się z tym nie zgadzam. Masz głos, tylko nieumiejętnie go używasz – broniła uczestnika Ela. Wbrew pozorom Dmitrij wyszedł ze studia bardzo zadowolony. Z rzadko spotykaną dzisiaj grzecznością podziękował za wszystkie krytyczne uwagi, a dla przyjemności jurorów zaśpiewał jeszcze w swym ojczystym języku Oczy czornyje.

Zupełną rewolucję na scenie MBTM zrobił sporych rozmiarów, bo oksymoronicznie ośmioosobowy, zespół One. Muzycy wykonali własny utwór Innocent Romantics. Wokal naprawdę dobry – pochwalił Łozo. W istocie, to jeden z lepszych głosów, jakie w tej edycji się pojawiły. A to dopiero początek pochwał. One to zespół bardzo dziwny – zbieranina osób w różnym wieku, ale jest to mieszanka bardzo sensowna i finalnie - skuteczna. Tutaj każdy wart jest dobrego zdania – stwierdziła Kora. Stare granie, ale takie, które jest ponadczasowe – podsumował Adam Sztaba. Fakt, że szefem grupy jest siedemnastolatek pokazuje tylko, jak wiele jest możliwe, gdy nie brakuje talentu i dobrych chęci.

Knockin` On Heaven`s Door z repertuaru Boba Dylana zaśpiewała z własnym gitarowym akompaniamentem dwunastoletnia (sic!) Sara Motlik z Warszawy.

Łozo, wciskając jako jedyny NIE, uznał, że to jeszcze za wcześnie na dalszy udział dziewczynki w programie talent show. Ja też tak sądzę, aczkolwiek nie można Sarze odmówić ogromnego muzycznego talentu. Nieporadność staje się twoim atutem – powiedział uczestniczce Adam Sztaba. Sara posiada rzadką cechę: jednocześnie jest skromna i przebojowa. Jesteś zdolna, fajna, wdzięczna dziewczyna – chwaliła Zapendowska. Kora podkreślała świetną angielską wymowę uczestniczki. Być może szykuje nam się polska Amy Macdonald?

Czyżby to obecność Facebooka w życiu społecznym wpłynęła na nowe nazwy muzycznych zespołów? W piątej edycji MBTM mieliśmy już boysband Lubisz to!, teraz natomiast zagrała grupa Like it. Już nie po raz pierwszy okazało się, że przeboje Rihanny to kopalnia pomysłów. Utworem Man Down barbadoskiej wokalistki zainspirowali się właśnie członkowie tego zespołu.

Największe wrażenie robi barwa głosu wokalistki – stylowa i bardzo plastyczna. W zwrotce została dobrze wykorzystana, jednak niespecjalnie podobał mi się refren. „Rum pa pa pum” było zbyt mechaniczne. Było to bardzo chłodne wykonanie, na co z pewnością mają duży wpływ indywidualne uwarunkowania dziewczyny. Rozumiem, że osobowości nie da się tak łatwo zmienić (a szukamy przecież na scenie prawdy, więc może zmieniać siebie nie potrzeba), ale jednak od frontmana wymagam emocji, a tu ich nie było. Amatorskie podkładanie bardzo zdolnej wokalistce – skwitował występ Sztaba. Trochę więcej siebie i pomysłu na siebie. I wtedy można zdobywać świat – dodała Ela. 

Środowisko hip-hopowe strasznie ignoruje ten program – powiedział Łozo przy okazji występu kolejnego uczestnika. Hubert Fukowski – „Czu” był najlepiej śpiewającym raperem w tym odcinku. Takim, którego płyty mogłabym słuchać. Ze względu na czytelny głos o właściwej dla hip-hopowca barwie (jeśli taka istnieje) oraz widoczny gołym okiem profesjonalizm. Gdy Hubert mówi: Patrz na mnie, wiem, że mówi do mnie. Wiem, że mówi przekonująco, a o to w tej stylistyce chodzi - to jest moim zdaniem najważniejsze. Dla Adama Sztaby ważne było też granie na żywo oraz rytm. Kora z kolei narzekała na brak zrozumiałości tekstu. Chciałabym więcej brudu, agresji, mięsa, więcej krwi – zażądała. Czu w swym utworze wykorzystał tyle ciekawych słów i artystycznych zabiegów, że cieszę się niezmiernie, iż poradził sobie bez mięsa.

Desdemona to następny dobry zespół z ambicjami na półfinał MBTM. Ich klip Bring In All na YouTube ma już blisko osiemnaście tysiącu odsłon. Mocną stroną grupy jest po pierwsze rozpoznawalna i zaangażowana, skupiająca uwagę wokalistka, która rozumie, o czym śpiewa. Zastanawiam się jednak, czy cenna pewność siebie, jaką frontmanka dysponuje, nie jest niepotrzebnie eksponowana. Wokalnie – świetnie. Głos jest ogromny, a przy tym patetyczny. Mało kto potrafi się patosem posługiwać, a tej dziewczynie to wychodzi. Po drugie, atutem jest niewątpliwie gatunek, w którym muzycy Desdemony tworzą. Klimaty industrialne nie są częstym wyborem uczestników MBTM. To jest muzycznie świetne, ma to moc pod każdym względem – skomentowała Kora. Ja jeszcze nie wiem, czy to mi się podoba, czy nie. Ale jest to jakieś. Rzetelnie zagrane – dodał Łozo.

Mieszane uczucia wzbudził w jurorach występ Sebastiana Olszanowskiego, który zaśpiewał Break On Through (To The Other Side) z repertuaru The Doors. To mnie przerosło – przyznała uczciwie Ela, która wcisnęła NIE. Reszta sędziów, chociaż dała TAK, nie skakała z ekscytacji. Przez cały koncert skakał natomiast sam Sebastian. Według mnie na scenie zrobił takie show, jakie tylko mógł zrobic sam – bez zespołu, świateł czy dymów. Zaciekawił mnie głos Sebastiana – zachrypnięty, zadziorny, bardzo rockowy. W tym własnym szale uczestnik wywalczył chyba opinie poniżej swoich oczekiwań. A na pewno poniżej moich. Masz takie fajne ADHD - zrecenzowała Kora, dodając: Zaśpiewałeś troszeczkę beznadziejnie

Kolejni ludzie „stąd”, a jednak „stamtąd”. Grupa Momo (której cześć współpracowała, jak się dowiedzieliśmy, z T.Love) wykonała autorską piosenkę Królowa Śniegu. Intrygujący tytuł, intrygująca zawartość. Tekst niebanalny, nawet trochę poetycki, bardzo dobrze, że polski. Całość - jak dla mnie - udana, chociaż można by podążyć nieco bardziej w stronę alternatywy albo punka. Obecnie jest jeszcze bardzo popowo. Jakkolwiek, jest to inteligencki pop.

Trzeba docenić granie, trzeba docenić kompozycję – nawoływał wujek Łozo – Mało charyzmy jest we froncie. To było odśpiewane. Brakuje mi energii. Instrumentaliści – wyjadacze. To słychać i czuć – mówił Adam. Sama wokalistka, o której braku doświadczenia tyle było w tym odcinku gadaniny, przypomina mi wokalnie Marię Peszek – jeszcze ugrzecznioną, jeszcze uśmiechniętą…

Jeśli ktoś miałby problemy z niedoborem humoru i energii, z pewnością pomocą służy zespół The Stylacja i ich onomatopeiczna piosenka Sarajevo. Występ w Must Be The Music był niezłą próbką możliwości tego bandu zarówno muzycznych, jak i aktorskich (w czym przoduje wokalista). Bardzo mi się podobała warstwa tekstowa. Fajna zabawa. Jesteście niezłymi świrami. Lubię świrów – zwierzyła się Ela Zapendowska. Panowie, ja czegoś takiego nie trawię, bo to jest bardzo prymitywne ska. Ale dostaliście ode mnie TAK, bo robicie to bardzo dobrze – powiedziała Kora. TAK panowie otrzymali od wszystkich jurorów, co było nagrodą za koncepcję, zgranie i za świetną sekcję instrumentów dętych. Prywatnie muszę pochwalić pomysł włączenia do utworu rozrywkowego waltorni – to raczej nieczęste. Mnie się podobało, choć nadal nie wiem, czy chłopcy urwali się z akademii, czy z lekcji wuefu…

Aż dwa razy jurorzy kazali śpiewać szesnastoletniej Oliwii Osadzie. Zarówno jednak piosenka You Lost Me Christiny Aguilery, jak i utwór Piece Of My Heart (Big Brother&The Holding Company&Janis Joplin) w wykonaniu Oliwii nie przypadły sędziom do gustu. Ostatecznie przy swoim TAK pozostała tylko Ela. Masz duże możliwości, natomiast kompletnie nie wiesz, co z tym zrobić – powiedziała uczestniczce. Utwory zupełnie nietrafione. Warsztatu ci brakuje – dodał Adam Sztaba. Opinie jurorów bardzo zasmuciły dziwczynę, a niepotrzebnie. Być może to problem zbytnio rozbudzonych nadziei nastolatki na dalszy udział w programie telewizyjnym czy wielką karierę. Drzwi do niej nikt przed Oliwią nie zamknął. Do zawodowego śpiewania potrzeba jednak wokalnej i psychicznej dojrzałości. Na razie głos jest nieociosany, emocje karykaturalne i przesadzone. Przed uczestniczką ciężka praca, ale poprawa jest możliwa i konieczna.

Za nami wszystkie wykonania castingowe. Dziś nie dowiedzieliśmy się jeszcze, kogo usłyszymy w półfinale. Pokusiłam się jednak o własną listę trzydziestu dwóch wykonawców, o których sądzę, że w kolejnych odcinkach wystąpią. Zobaczymy, na ile moje prognozy zgodne będą się z decyzją jurorów…

1.

The Rookles

2.

Natalia Pikuła

3.

Ego Trip

4.

Bubliczki

5.

Ellie

6.

Singing Birds

7.

Sayes

8.

Hubert Bąk

9.

Palce Lizać

10.

Materia

11.

Piotr Szumlas & Jakub Zaborski

12.

Katedra

13.

Paweł Janas

14.

Megitza

15.

Propabanda East Collective

16.

Patrycja Baczyńska

17.

Fairytaleshow

18.

Susana i Aleksander

19.

Patryk Kumór

20.

Hubert „Czu” Fukowski

21.

Future Folk

22.

Prime Time

23.

Krzysztof Chuć

24.

Hasiok

25.

Mate

26.

Pawkin

27.

Lachersi

28.

Joanna Kaczmarkiewicz

29.

Momo

30.

Marcin „PCTV” Płatek

31.

Desdemona

32.

One

Opublikowano: 2013-04-08

Przewiń do góry lub wróć do poprzedniej strony.

Przeczytaj również

Wypowiedz się

Opinie mogą dodawać tylko zarejestrowani użytkownicy.

logowanie i rejestracja
Wydanie 260