Muzyka popularna Talent show Radio i Telewizja Must be the Music

Dzika, dzika róża. "MBTM", odcinek szósty

Anna Komendzińska

dzika-dzika-roza-mbtm-odcinek-szosty

Nie wiem, czy ci, którzy w niedzielny wieczór włączyli telewizor, by obejrzeć szósty casting siódmej edycji „Must Be The Music” mogli poczuć się jakby trafili szóstkę w totka. Myślę jednak, że – jak zwykle – poznali kilka bardzo interesujących muzycznych projektów.

Jednym z nich jest projekt zespołu Afera Blues Group. Panowie z Jasła wykonali Gimme Some Lovin’ z repertuaru S. Winwooda. To była kulka energetyczna rzucona w nasze zasiedziałe jury – ocenił Piotr Rogucki. Mocną stroną „energetycznej kulki” jest na pewno bardzo rozbudowana sekcja dęta – mało który zespół prezentuje taką liczbę tak zgranych instrumentalistów. Do tego charyzmatyczny, przebojowy wokalista. Afera Blues Group to już nie banda młodzieniaszków, ale dojrzała muzyczna propozycja. I niezła afera!

Wspaniałą, choć już osłuchaną piosenkę Caro Emerald, A Night Like This, zaśpiewała Agata Żejmo z Łochowa. To wykonanie nie należało do specjalnie udanych, mimo iż uczestniczka ma nie najgorszy słuch, a ponadto próbowała przemycić pewne efekty barwowe. Nie słychać niestety w tym głosie żadnej porządnej szkoły. A szkoda. Agata, gdzie ta burleskowa lekkość? – pytał Adam Sztaba.

Najwspanialszy występ w tym odcinku dała za to Kasia Sochacka wraz z towarzyszącymi jej instrumentalistami. To jest takie granie, jakie naprawdę lubię. Piękny głos o mydlanym, wieloznacznie brzmiącym kolorycie. Własna, mądra, przemyślana muzycznie i tekstowo kompozycja – Drzazga. Muzycy na występ przed polsatowskim jury wybrali bardzo oszczędną aranżację. Jak się jednak okazuje, bogatsza wersja dostępna w serwisie YouTube ma ponad sto dwadzieścia tysięcy odsłon! Dowodzi ponadto, że Kasi nieobce są klimaty rockowe. Dziewczyna wszak – choć wygląda na „świeżynkę” – nie jest początkującą artystką.  

Doszła do finału III edycji „Mam Talent”, regularnie koncertuje, nagrywa profesjonalne teledyski… Jak potoczy się jej kariera w „MBTM”? Naprawdę fajnie kombinujecie – zapewnił muzyków Piotr. – Brzmienie bardzo eksperymentalne

Udany występ ma na swoim koncie grupa Rootzmans. Piosenka Hotel California z repertuaru zespołu Eagles dzięki uczestnikom nabrała nowych barw. Barw reggae. Bardzo dobrze poukładany aranż – pochwalił Adam. Docenić też trzeba osadzonego w klimacie wokalistę. Dalsze szkolenie głosu i pozbywanie się manier zawsze się przyda, aczkolwiek Piotr Świderski już ma na swoim koncie pewne osiągnięcia. Plus za przyjemne chórki, gitary, perkusjonalia. Zaś twarz młodego brata perkusisty brzmi znajomo... W tonacji Ego Trip. Paweł Świderski, rośnie nam w Polsce talent.

Trzydziestojednoletni Łukasz Florek przyjechał do studia z piosenką Papieros zespołu Video. Wybór świadczy na pewno o wrażliwości uczestnika. Ja panu gratuluję przede wszystkim skupienia – powiedział Sztaba. Umiejętności wokalne Łukasza nie są oszałamiające. Po ok. pół roku nauki śpiewu nie trzeba koniecznie przychodzić do programu telewizyjnego. Ale Łukasz chciał, więc przyszedł.

Alicja Wilk z Zabrza pokusiła się o zaśpiewanie przeboju przebojów – piosenki Fever Peggy Lee. To ryzyko, mierzyć się z tak znanym utworem. Moim zdaniem dziewczyna miała jednak dość trafiony pomysł na wykonanie – frazowała po swojemu, nie trzymała się sztywno schematu, pozwoliła sobie na swego rodzaju improwizację. Barwa głosu dyskusyjna, ciekawa, ale z irytującymi manierami. Musisz się pozbyć tej nieśmiałości – powiedział Piotr. To brutalne, nieśmiałość może przecież być zaletą. W dodatku 3 x NIE to bardzo surowa ocena uczestniczki. Choć jestem zdania, że na scenie potrzeba nie tylko przebojowości, ale też rozumu, zgodzę się jednak, że Alicja jest w swym śpiewaniu bardzo wsobna. Ale muzykalna.

„Gramy pozytywnego rocka” oznajmili członkowie łódzkiego zespołu Klawo. I zagrali - balladę Jeśli ty, jeśli ja. Kompozycja niczym z radiowej listy przebojów. Zlikwidowałabym oczywiście jej mainstreamowe zapędy. Tekstowo na przykład sporo tu znanych fraz (ale zdarzają się też perełki). Głos frontmana pochwaliła Ela Zapendowska. Mnie to w ogóle nie wzrusza – stwierdził natomiast Sztaba. Ja chwalę grupę za emocje, które muzycy starają się przekazać.

Urodzony w Paryżu Michel Camille Kuc wykonał Walking In Memphis. Tyle nieczystych dźwięków, że tego nie można przepuścić -  zawyrokowała Ela. NIE powiedzieli uczestnikowi prawie wszyscy jurorzy. Muzykalności i barwy głosu Michela bronił tylko Adam. Cóż mogę dodać? Chłopak ma jakąś lekkość w obyciu scenicznym, ale fałszuje, jest raczej odtwórczy. Pojawiali się jednak na tej scenie tacy, który fałszowali gorzej, a często otrzymywali lepsze noty.

Ogromną frajdę sprawił mi swym występem Waldemar Wiśniewski. Przyszedł do programu, by udowodnić, że można przyzwoicie muzykować w każdym wieku. To ważne, że on się tu pojawił. Zwykle bowiem „MBTM” pokazuje starsze fałszujące panie w dziwnych strojach i z przedpotopowym repertuarem. Ten pan natomiast wspaniale ZAŚPIEWAŁ Easy z repertuaru Faith No More. Rewelacja! Zawodowstwo, subtelność, głos silny i zarazem delikatny, dobry angielski. Szkoda, że występ z podkładem, a nie z rasowym zespołem. Zespołu właśnie życzył uczestnikowi Adam. Piotr za to podsumował: Dla mnie wokal to nie wszystko, wymagam jeszcze istnienia scenicznego.   

Blado wypadła wągrowiecka grupa Aseqracja. Sympatyczni ludzie, ale występ mało barwny, zbyt grzeczny, niepewny. Podobał mi się klimat, jaki stworzyli instrumentaliści. Niestety wokalistki (ani ekspresja na froncie, ani aranż chórku) nie przekonały mnie. Szkoda. Taka bardzo szkolna, akademicka wersja – pożalił się Sztaba.

Justyna Czernikiewicz z Miechowa wystąpiła z piosenką Szklana pogoda Lombardu. Masz wszystko, co ma artysta, który wykonuje piosenkę na tej scenie – zapewnił zestresowaną uczestniczkę Adam. Przyznam, że nie spodziewałam się, iż Justyna podejdzie do swego udziału w programie z taką pokorą. Gratuluję i życzę powodzenia w dalszej pracy nad głosem – radzę pochować głęboko maniery wokalne, a eksponować walory. Atutem jest na pewno moc, którą dziewczyna w sobie ma. Musi jednak pamiętać, że „mocno” nie zawsze znaczy „głośno i krzykliwie”.

Jestem zdumiony. To nie było chyba wykonanie na 4 x TAK – powiedział Adam Sztaba po występie dwunastoletniej Weroniki Kołodziejczyk, która właśnie 4 x TAK od jurorów dostała. Dziewczynka, kierując się swym wiekiem, wybrała Joe le taxi. Ciekawie, bo piosenka to bardzo znana, śpiewana przed laty przez młodziutką Vanessę Paradis, ale przecież przynależąca do repertuaru „dorosłego”, nie dziecięcego. Weronika odśpiewała tę piosenkę (tekst długi i po francusku) dosyć szkolnie, jednak nie bez dziewczęcego uroku. Przede wszystkim za ten urok – moje gratulacje.

Niczym powracający uporczywy sen w siódmej edycji powrócili twórcy i entuzjaści „Różowej taczki” – tym razem pod nazwą The Saturn Band. Utwór Autobana okazał się równie interesujący, równie taneczny i równie wiele tam kolokwialnego słownictwa. Frapuje mnie np. pojawiający się w obydwu piosenkach leksem „gnój” – być może należałoby rozważyć występowanie motywu gnoju w muzyce disco polo, czas o tym pomyśleć. Panowie z The Saturn Band wydają się całkiem sympatyczni. Doceniam (serio) ich inwencję w zakresie melodii i rytmu, a także zapał, z którym tworzą. Jak by nie patrzeć, prezentują własny repertuar (i choreografię, ma się rozumieć). W każdej dziedzinie muzyki potrzeba jednak profesjonalizmu, a niechlujna dykcja o nim nie świadczy.

Pełen profesjonalizm pokazali natomiast muzycy z Kraków Street Band. To kolejny w tym odcinku zespół z rozbudowaną sekcją dętą. Wiele tu w ogóle instrumentalnej różnorodności. Przyjemnie akustycznej. W odcinku usłyszeliśmy pewnie wykonanie skrócone – prawdziwy pokaz możliwości tej grupy (z imponującymi solówkami) daje teledysk. GENIALNY wokal – czysty, soczyście brzmiący, na luzie. Do tego znakomite opracowanie Don’t Let Me Be Misunderstood! Wielu powinno się od Kraków Street Band uczyć, jak aranżować. I jak grać. Serdecznie gratuluję i niecierpliwie czekam na półfinał!

Ogromne emocje zapewniła widzom i jurorom (a jurorzy jej samej) młodziutka studentka, Klaudia Budner. Wrecking Ball Miley Cyrus słyszeliśmy już w ostatnim odcinku „MBTM”, w bliskim oryginałowi wykonaniu Heleny Sojki. Klaudia sama podegrała akordy na gitarze, nie korzystała z podkładu. Uciekła od wersji Cyrus. Stworzyła w tym utworze swój własny, bardzo piękny świat. Nie było to wykonanie perfekcyjne, głos nie był ustawiony, zdecydowanie korzystniej wypadły zwrotki niż refreny. Zapamiętam cię do końca życia – powiedziała wzruszonej uczestniczce Ela. Nie płacz, bo przyniosłaś tu taki klimacik szalenie rzadki, konsekwentnie od początku do końca utrzymany. Jak taka dzika róża – dodała Kora.

Także pełne emocji wykonanie stało się udziałem Janusza Cieleckiego z Bytomia. Usłyszeliśmy How Deep Is Your Love z repertuaru Bee Gees. To nie było warsztatowo nic nadzwyczajnego. Czysto, ale płaski dźwięk, niewprawna emisja - mimo to jednak uczestnik zrobił na mnie piorunujące wrażenie. Tak chyba działa ten uśmiech…

Punkrockowe Gettin’ Crazy zabrzmiało za sprawą zespołu Late Again. Ja odebrałam tylko pozytywną energię – oznajmiła Ela, odbierając tym samym uczestnikom szansę na 4 x TAK. Oczywiście, że było nieczysto. Wszystkie wokale były totalnie zawyżone – powiedział Adam. I bardzo dobrze! – dodał, czyniąc z takiej intonacji atut zespołu punkrockowego. Late Again - ten męski kwartet wybrał gęste gitarowe granie. Życzę wielu pomysłów i powodzenia.  

Ostatni list wystosował do jurorów i słuchaczy (a pewnie tak najbardziej to wcale nie do nich) Robert „Bobo” Kurzeja – dwudziestoletni raper. Tu była i szczerość, i prawda – skomentowała występ Roberta Zapendowska. Owszem. Było też jednak mnóstwo technicznych niedostatków. Fałsze i niewłaściwa wymowa. Pochwalić muszę za to podkład (wymagający od rapera także wygibasów melodycznych, nie tylko recytacji) oraz tekst. Nie lubię natrętnego autobiografizmu w sztuce – Ostatni list mógłby jednak dobrze funkcjonować także w oderwaniu od tej konkretnej, bardzo zapewne trudnej życiowej sytuacji. To dobrze napisany tekst, jakoś opowiedziana historia. Plus dla Roberta za wspaniały strój.  

Po szóstym już castingu pragnę wyróżnić Kasię Sochacką z zespołem, Rootzmans oraz Kraków Street Band. To moi faworyci do kolejnego etapu.

Afera Blues Group

4 TAK

Agata Żejmo

4 NIE

Kasia Sochacka

4 TAK

Rootzmans

3 TAK->4 TAK

Łukasz Florek

1 TAK

Alicja Wilk

1 TAK

Klawo

3 TAK

Michel Camille Kuc

1 TAK

Waldemar Wiśniewski

3 TAK

Aseqracja

4 NIE

Justyna Czernikiewicz

3 TAK

Weronika Kołodziejczyk

4 TAK

The Saturn Band

2 TAK->3 TAK

Kraków Street Band

4 TAK

Klaudia Budner

3 TAK

Janusz Cielecki

4 TAK

Late Again

3 TAK

Robert „Bobo” Kurzeja

3 TAK

 

Opublikowano: 2014-04-08

Przewiń do góry lub wróć do poprzedniej strony.

Przeczytaj również

Wypowiedz się

Opinie mogą dodawać tylko zarejestrowani użytkownicy.

logowanie i rejestracja
Wydanie 265