Muzyka kameralna Festiwale Patronat medialny

Kalejdoskop muzyczny - Przyjaciele grają razem w Gdańsku

Katarzyna Syguła, Agnieszka Kruźlak-Sitko

kalejdoskop-muzyczny-przyjaciele-graja-razem-w-gdansku
Duo del Gesu, fot. Aleksandra Maj, materiały promocyjne

Gdańsk 14-19 czerwca, Euro 2012 w pełni, jednak prawdziwych melomanów nigdy nie zabraknie. Z inicjatywy Duo del Gesu (Arnaud Kaminski & Krzysztof Tymendorf) powstał festiwal Przyjaciele grają razem. Szczególny kalejdoskop muzyczny: od Bacha do Piazzolli. Idea zawarta jest w tytule, młodzi muzycy z różnych stron świata prezentowali swoje umiejętności.

Dzień 1.

Pierwszego dnia zaprezentowali się gospodarze – Arnaud Kamiński (skrzypce) oraz Krzysztof Tymendorf (altówka) w koncercie pt. Wiedeń w centrum Gdańska. Brzmienie klasyków wiedeńskich złagodziło nieco surowy, średniowieczny charakter miasta. Entuzjazm, po wysłuchaniu koncertu, podzieliło wielu melomanów. Zapytani o wrażenia, dzielili się tylko pozytywnymi spostrzeżeniami.

Krzysztof Tymendorf.

Dzień 2.

Tego dnia królowała wyłącznie muzyka instrumentalna w niszowym repertuarze, którego głównym wyznacznikiem było nietypowe połączenie brzmień instrumentów. Koncert zatytułowano Klimaty, impresje, persony. Zaczęło się spokojnie, od Wariacji na temat Skriabina Alexandra Tansmana w wykonaniu studenta Akademii Muzycznej im. Stanisława Moniuszki w Gdańsku – Bartosza Paprota (gitara). Spoiwem tego wieczoru była uczelnia (Akademia Muzyczna w Gdańsku): wszyscy wykonawcy byli albo jej profesorami albo studentami. Paradoksalnie, Tansmanowi w tej kompozycji pod względem brzmieniowym blisko jest do… Seweryna Krajewskiego!

Tres Piezas Espagnolas Joaquina Rodriga wprowadziło słuchaczy w żywiołowy, pełen energii nastrój hiszpańskiego flamenco. Ognistym dźwiękom hiszpańskiego twórcy towarzyszyła feeria barw zachodzącego słońca. Muzyka stała się dopełnieniem spektaklu natury, czerwienie i oranże uwypukliły jeszcze mocniej nastrój utworu. Po wirtuozie gitary akustycznej, Bartoszu Paprocie, na scenie pojawił się młody akordeonista, Szymon Jabłoński.

Szymon Jabłoński, materiały promocyjne.

Muzyka akordeonowa wykonywana jest podczas koncertów niezwykle rzadko, a szkoda. Akordeon, w powszechnym mniemaniu, przynależy do sztuki niskiej: jarmarcznej, biesiadnej, ulicznej. Słuchacze mieli okazję delektować się również utworem pt.: Poranek zimowy w interpretacji Jabłońskiego. Nostalgiczny, zimowy nastrój, w który wprowadził odbiorców rosyjski kompozytor, Vladislav Zolotaryev, był cudownym antidotum na zmęczenie czerwcowym skwarem.

Kontrastujący z lirycznym Porankiem mocny akcent muzyki węgierskiej Musica ricercata György Ligetiego zaprosił melomanów do wysłuchania kolejnej muzycznej opowieści tego wieczoru: zagranej ze swadą, rozmachem, a jednocześnie niezwykle precyzyjnie. Część pierwszą koncertu zwieńczyła błyskotliwa interpretacja Anny Szałuckiej (fortepian) czterech pierwszych mazurków Karola Szymanowskiego op. 50. Podczas przerwy skorzystałam z okazji i podpytałam artystkę o plany na najbliższy okres. Jak powiedziała, rozpoczyna przygotowania do konkursu pianistycznego obejmującego szeroki, przekrojowy repertuar.

Kolejną ucztą, tym razem wizualną – swoistym dopełnieniem dźwięków płynących z Ratusza Staromiejskiego – była wystawa prac grafików i studentów gdańskiej ASP o tematyce muzycznej. Szczególną uwagę przykuł projekt collage Iki Wójcik oraz komiksy Igora Wolskiego. Przepiękna korespondencja sztuk.

Drugą część koncertu można skomentować jednym słowem – hołd. Składam go nie tylko twórcom, ale również interpretatorom – ich kunsztowi ukazanemu tym razem w kameralnym, zespołowym współbrzmieniu. Na sukces drugiej części koncertu złożyły się zarówno tytuły wykonanych kompozycji, jak również stosunek wykonawców do muzyki. Zabrzmiał Astor Piazzola – koncert na akordeon i gitarę Hommage à Liëge (Bartosz Paprot – gitara, Szymon Jabłoński – akordeon, Magdalena Darska-Szpakiewicz – fortepian). Mimo że muzyka Piazzoli jest efektowna do tego stopnia, że nawet bez wielkich umiejętności interpretacyjnych "broni się sama", to tym razem dzięki sercu włożonemu w występ dano słuchaczom szansę uczestniczyć w żywiołowej wymianie dźwięków. Finałowym utworem była kompozycja obecnego wśród publiczności Krzysztofa Olczaka pt.: Hommage à Szymanowski na skrzypce (Arnaud Kamiński), gitarę (Bartosz Paprot) oraz akordeon (Szymon Jabłoński). Utwór łączy w sobie syntezę technik dwudziestowiecznych i jest dość trudny w odbiorze: rozdarciu wewnętrznemu, ekstatycznym emocjom towarzyszy pewien stopień liryzmu. Gdybym musiała znaleźć inny tytuł dla Hołdu złożonemu wielkiemu Szymanowskiemu niewątpliwie posłużyłabym się tytułem książki Tadeusza A. Zielińskiego – Liryka i Ekstaza.

Krzysztof Olczak, Trio Hommage a Szymanowski (inne wykonanie).

Dzień 3.

Trzeci dzień wypełniła muzyka wokalna i kunszt pianistyczny. Asen Tanchev (fortepian – Bułgaria/Niemcy) oraz Mira Graczyk (sopran – Polska/Niemcy). Dzięki bogatemu repertuarowi, ale również wielkim możliwościom wokalnym artystki czy kunsztowi pianisty słuchacze mieli szansę dotknąć wielu obszarów wrażliwości: harmonijnych, pogodnych tonów Sonaty D-dur KV 311 Mozarta czy arii Straussa, różnych odcieni dramatyzmu czy melancholii, pasji i liryzmu w Etiudzie h-moll op. 25 nr 1, Fantazji f-moll op. 49 Chopina czy sonacie Prokofiewa. Żywe tempo utworu na zmianę z pauzami budującymi napięcie, nostalgia i ekstaza, szczęście i rozpacz są awersem i rewersem jednej monety – tworzą mimo zasadniczych różnic doskonale brzmiącą całość. Co ciekawe, w podtytule koncertu głos ludzki został przeciwstawiony brzmieniu instrumentalnemu: canto versus piano. Tymczasem, tak jak  grave i vivo, liryzm i dynamika – głos i instrument tworzą zarówno harmonię, jak i kontrast.

Asen Tanchev oraz Mira Graczyk.

Dzień 4.

W muzyczną podróż zaprosili słuchaczy wykonawcy koncertu Japonia par excellence przyjaciele z drugiej półkuli. Mieszkańcy Kraju Kwitnącej Wiśni, skrzypek Kaito Shibata wraz z pianistką Hitomi Nishioką zagrali dla polskiej publiczności trzy sonaty takich twórców, jak Cesar Franck, Claude Debussy oraz Camille Saint-Saens. Precyzyjne wykonanie utworów, doskonała interpretacja młodych artystów spowodowały, że piątkowy koncert na długo pozostanie w pamięci widzów. Długie, niecichnące brawa były dowodem szczerego uznania widzów.

Kaito Shibata wraz z pianistką Hitomi Nishioką.

Dzień 5.

Bach suity, duety, partity

Na rzecz tego koncertu aula Sali Mieszczańskiej ustąpiła miejsca wnętrzu kościoła św. Mikołaja w Gdańsku. Strzelista gotycka świątynia w dobie kontrreformacji nabrała nowego charakteru: bogata ornamentyka i falistość linii złagodziły nieco jej surowość, wprowadzając pewną dozę emocji, ekspresji i dramatyzmu. Światłocień i ekstaza, dynamika i rozmach zastąpiły scholastyczną, wertykalną wizję świata – harmonijną i dającą pewne bezpieczeństwo. Ciekawa byłam brzmienia utworów Bacha, ich surowości, powagi, kontemplacyjności w takim właśnie miejscu.

Dzień 6 Finał

Festiwal zamykała muzyka Mozarta i Piazzoli oraz pokaz filmu z improwizacyjną muzyką Władysława „Gudonisa” Komendarka. Godny finałowy zestaw, w którym zaprezentowała się znakomita większość dotychczasowych wykonawców: duet del Gesu (Arnaud Kamiński – skrzypce, Krzysztof Tymendorf – altówka), Mira Graczyk (sopran), Szymon Jabłoński (akordeon), Anna Szałucka (fortepian), Mariusz Mruczek (wiolonczela), Bartosz Paprot (gitara), Jarosław Stokowski (kontrabas), Paweł Kukliński (skrzypce) oraz Michał Mogiła (obój). Dwa kwartety Mozarta oraz motet Exsultate, jubilate KV 165 zostały wykonane z należytą lekkością zarówno przez kameralistów, jak i sopranistkę. Jej głos doskonale współbrzmiał z estetyką dzieł wielkiego mistrza, każdy przebieg koloraturowy wykonywała z pietyzmem. Jednak dopiero Cztery impresje na temat pór roku w Buenos Aires (rodzinnego miasta Astora Piazzolli) – Primavera porteño, Verano porteño, Otoño porteño, Invierno porteño, przyprawiły o dreszcze. Utwór składa się nie tylko z dźwięków, a także licznych efektów akustycznych, momentami nawiązuje charakterem do słynnego argentyńskiego tanga. Po półgodzinnej przerwie, na scenie zapanował mrok. Przenieśliśmy się w świat starego filmu niemego Metropolis Fritza Langa z 1927 roku, w oprawie muzycznych improwizacji elektronicznych Komendarka oraz duetu del Gesu. Stanowiło to godne podsumowanie festiwalu.

Opublikowano: 2012-07-18

Przewiń do góry lub wróć do poprzedniej strony.

Przeczytaj również

Zdaniem czytelników

No i to się nazywają ZUCHY!!! Brawo dla młodych Gdańszczan!

MEAekipa popiera!:)

Wypowiedz się

Opinie mogą dodawać tylko zarejestrowani użytkownicy.

logowanie i rejestracja
Wydanie 257