Muzyka polska Festiwale

Muzyczny romantyzm z historią w tle. Międzynarodowy Festiwal Braci Wieniawskich w Lublinie

Karol Furtak

muzyczny-romantyzm-z-historia-w-tle-miedzynarodowy-festiwal-braci-wieniawskich-w-lublinie
Massimiliano Caldi, Aula Collegium Maius UM w Lublinie, fot. Bartłomiej Bułtowicz

Lublin jest największym ośrodkiem kulturalnym wschodniej Polski – to zdanie znaleźć można w wielu przewodnikach i encyklopediach, choć zupełnie nie oddaje ono charakteru życia muzycznego tego skądinąd inspirującego miasta. W kulturze bowiem nie chodzi o ilość, a o jakość. Na sytuację kulturalną Lublina  trzeba więc spojrzeć z perspektywy czasu.

Mimo różnych perypetii historycznych, nie sposób pominąć istotnej roli, jaką Lubelszczyzna odegrała w kulturze  zarówno w wymiarze polskim, jak i europejskim. Od najdawniejszych czasów Lublin wręcz „stał kulturą” – świadczą o tym już średniowieczne i renesansowe zabytki – sławna Tabulatura Jana z Lublina czy freski w Kaplicy św. Trójcy na Zamku Lubelskim –  jedno z najdawniejszych świadectw praktyki muzycznej na ziemiach polskich. W następnych wiekach to właśnie w okolicach Lublina rozwijała się prężnie polska opera narodowa na dworze Czartoryskich w Puławach. Największy jednak wkład "stolicy Wschodu" w polską i europejską kulturę muzyczną przypada na wiek XIX – to tu, w czasie gdy Europa zachwycała się kompozycjami wybitnych romantyków, na świat przyszli bracia Wieniawscy – Henryk i młodszy Józef – dwie najbarwniejsze i najwybitniejsze osobowości muzyczne Lubelszczyzny.

Bardziej znany z braci, starszy Henryk, wpisał się w epokę brawurowych wirtuozów Europy oczywiście jako wybitny skrzypek. Na muzyce skrzypcowej skupiała się także jego twórczość kompozytorska – któż z melomanów nie zna słynnej Legendy czy Polonaise Brillante A‐dur? Oczywiście jego dorobek jest znacznie większy – we wszystkich dziełach przeplata się romantyczna poetyka, liryzm i ekspresyjny potencjał melodii oraz – w znacznej większości z nich – pierwiastek narodowy. Te wszystkie cechy wpłynęły na silną pozycję Henryka Wieniawskiego zarówno w ówczesnej, jak i dzisiejszej kulturze muzycznej.

Henryk Wieniawski, źródło: Wikipedia

Nieco mniejszy splendor kojarzy się z młodszym z braci Wieniawskich – Józefem. Także wybitny wirtuoz – pianista, podobnie jak brat, studiujący za granicą (m.in u Franciszka Liszta) i tak jak on otoczony za życia przez sławy światowych scen, znany jest dziś jedynie wąskiemu gronu odbiorców. Mimo to nie sposób nie docenić jego wkładu w dziedzinie kompozycji – jeśli tylko nadarzy się okazja, by go poznać. Wśród jego szczególnie porywających kompozycji kameralnych i symfonicznych odnaleźć można ślady powolnego postępu, jaki dokonywał się w polskiej muzyce na przełomie XIX i XX wieku. Co najważniejsze – Wieniawski pianista temu postępowi wyraźnie folgował.

Józef Wieniawski, źródło: Wikipedia

Wobec tych okoliczności aż prosi się, by uczcić obie postaci, szczególnie w środowisku lubelskim. Na szczęście (a jaka szkoda, że tak późno!) inicjatywę tę podjęła Filharmonia Lubelska w 2014 roku. To wtedy, w lutym odbyła się inauguracja I Międzynarodowego Festiwalu im. Braci Wieniawskich, a pozbawiona remontowanej siedziby Filharmonia rozpoczęła wówczas w trudnych warunkach realizowanie naczelnej idei festiwalu – popularyzacji twórczości Wieniawskich oraz dzieł w mniejszym lub większym stopniu nawiązujących do ich spuścizny. Podobna pod względem organizacji i repertuaru była druga odsłona Festiwalu. Organizatorzy postawili oczywiście na kompozycje samych Wieniawskich. W I edycji zaprezentowano znane utwory Henryka  I Koncert skrzypcowy fis‐moll op.14, a rok później publiczność usłyszała Polonez koncertowy D‐dur op.4 nr 1 i Romans op. 22. Wykonali je polscy skrzypkowie: Stefan Tarara, Piotr Pławner, Paweł Wajrak i ceniona kameralistka Justyna Zańko. Niezwykle barwną atrakcję dla fanów literatury skrzypcowej stanowiło w 2014 roku wykonanie przez Ylya Gruberta Legendy (obok Koncertu D‐dur Brahmsa) – artysta zagrał bowiem na instrumencie należącym kiedyś do samego kompozytora. Równie wszechstronnie zaprezentowano dorobek twórczy Józefa – chyba najciekawszym z prezentowanych utworów była Uwertura Dramatyczna Wilhelm Milczek poprowadzona w marcu 2014 roku przez Jacka Rogalę. Poza tym publiczność mogła zapoznać się z Suitą romantyczną op.41, Souvenir de Lublin op.12 i Réverie.

Plakat pierwszej edycji festiwalu

Tym „gwoździom programu”, zapewniającym często wręcz zaskakujące wrażenia artystyczne, towarzyszyły najbardziej znane perły literatury światowej, pozwalające uchwycić kontekst powstania kompozycji Wieniawskich. Tło dla kompozycji Henryka stanowiły koncerty skrzypcowe Mendelssohna i Brahmsa, Sonata op. 12 nr 2 Beethovena, Sonata G‐dur nr 2 Ravela i Koncert A‐dur Karłowicza, wykonany w zeszłym roku przez Pławnera. Rarytasem okazała się też mało znana kompozycja skrzypcowa – Koncert A‐dur Augusta Duranowskiego.

Zmysł organizatorski dopisał Lublinianom jednak szczególnie w zakresie symfoniki – dzięki prezentowanemu programowi łatwo było uchwycić nowatorstwo dorobku symfonicznego Józefa Wieniawskiego. W dwóch pierwszych edycjach zabrzmiały tak znakomite kompozycje jak Egmont Beethovena, Symfonia  wiosenna Schumanna, fragmenty Romeo i Julii Prokofiewa, Stanisław i Anna Oświecimowie Karłowicza czy III Symfonia „Pieśń o nocy” Szymanowskiego. Szczególne uznanie należy się lubelskim filharmonikom za promowanie dzieł polskich kompozytorów, zwłaszcza XX‐wiecznych. Nie mówię tu już o Szymanowskim czy Karłowiczu, których wybór ma znaczenie stricte merytoryczne, ale o późniejszej literaturze muzycznej, łącznie z tą najnowszą. W repertuarze znalazły się bowiem Dedykacje Jerzego Maksymiuka, pod którego batutą Orkiestra Filharmonii Lubelskiej zabrzmiała w marcu ubiegłego roku, fragmenty baletu Nagi książę Romualda Twardowskiego czy wykonany w marcu 2014 roku Kościelec 1909 Wojciecha Kilara (będący hołdem dla nieżyjącego już wtedy kompozytora). Nie lada zaskoczeniem repertuarowym była kompozycja młodego polskiego artysty, Pawła Pietruszewskiego Porta Inferni – być może utwór ten nie do końca wkomponował się w program zawierający dzieła Szymanowskiego, Kilara i Wieniawskiego, jednak jego prawykonanie pod batutą Wojciecha Rodka dostarczyło słuchaczom bogatych wrażeń estetycznych.

Uczczeniem profesji młodszego z Wieniawskich były koncerty i recitale fortepianowe z udziałem takich artystów jak ukraiński wirtuoz Sierhij Horyhenko, Elżbieta Karaś‐Krasztel oraz laureaci konkursów chopinowskich – Yulianna Avdeeva i Janusz Olejniczak, który w 2014 roku zagrał z Filharmonią Lubelską utwory Chopina z okazji setnej rocznicy urodzin Witolda Małcużyńskiego. Podczas pierwszych dwóch edycji jedynie zaprezentowane w zeszłym roku Requiem Mozarta chyba niezupełnie odpowiadało ramom programowym festiwalu – mimo to organizatorzy wykazali się konsekwencją – pewne reminiscencje tej decyzji odnaleźć można było w najnowszej edycji Festiwalu.

Warto przyjrzeć się nieco bliżej właśnie ostatniej, trzeciej edycji Festiwalu Braci Wieniawskich, która zakończyła się kilka tygodni temu. Na tegoroczny program Festiwalu złożyło się sześć koncertów odbywających się na przełomie lutego i marca, w tym trzy symfoniczne, prowadzone już w nowym budynku lubelskiej filharmonii, a także koncert skrzypcowy i fortepianowy. Koncertowy maraton rozpoczęli lubelscy filharmonicy pod batutą Jakuba Chrenowicza, prezentując oczywiście dzieło Wieniawskiego, tym razem Józefa, wokół którego skupiona była cała tegoroczna edycja. Jego Symfonia D‐dur ukazała  wkład  kompozytora w rozwój polskiej symfoniki. Mimo iż powstała w Brukseli, rytm krakowiaka w III części przypomina o jej polskim rodowodzie, a nietuzinkowe traktowanie instrumentów dętych blaszanych, szczególnie waltorni, powoduje ciekawe efekty brzmieniowe. Dla skontrastowania tej późnoromantycznej kompozycji, zaprezentowano Koncert fortepianowy d‐moll Brahmsa  kompozycję ogólnie znaną i cenioną, wręcz nieco sztampowo zamieszczaną w repertuarze, jednak wybór ten krył w sobie niejako drugie dno. Koncert wykonał bowiem Tomasz Ritter, młody pianista, student Moskiewskiego Konserwatorium im. Piotra Czajkowskiego i Osobowość Artystyczna Konkursu im. Artura Rubinsteina z 2011 roku. Brahms brzmiący pod palcami artysty tak docenionego i tak młodego był repertuarowym strzałem w dziesiątkę.

Kolejny koncert symfoniczny także obfitował w literaturę romantyczną. Tym razem królował Henryk Wieniawski, którego I Koncert skrzypcowy wykonał Jakub Jakowicz. Towarzyszyła mu oczywiście Orkiestra Lubelska pod batutą Jana Miłosza Zarzyckiego. Wśród okalających Koncert fis‐moll utworów znalazły się Uwertura a‐moll Antoniego Stolpe, świadcząca o dalszym zainteresowaniu twórcami z okolic Lublina i V Symfonia g‐moll Antona Rubinsteina.

Jakub Jakowicz, Jan Miłosz Zarzycki, Orkiestra Filharmonii Lubelskiej, materiały organizatora

Ostatni z symfonicznych koncertów tegorocznej edycji Festiwalu poprowadził Jerzy Salwarowski. Repertuar zasadniczo różnił się od poprzednich koncertów – odnosił się bowiem do klasyków. Clare Hammond, brytyjska pianistka znana z wykonań muzyki Andrzeja i Roxanny Panufników, a przy tym ze swojej nieskazitelnej techniki gry, wykonała XX Koncert d‐moll Mozarta (KV 466) oraz Koncert fortepianowy nr 1 B‐dur jego ucznia  Josefa Myslivečka. Repertuar ten oczywiście nie współgra z romantycznym polotem poprzednich propozycji, ale jest swego rodzaju ukoronowaniem wirtuozerii braci Wieniawskich  być może więc właśnie tym kryterium kierowali się organizatorzy, a być może chcieli jedynie kontynuować zapoczątkowany rok wcześniej wątek kompozycji klasycznych? Na szczęście, związek z ogólną tendencją prezentowanych dzieł wykazała ostatnia z proponowanych na koncercie pozycji  Symfonia c‐moll Franciszka Mireckiego. Mimo że w finałowym koncercie Festiwalu zabrakło postaci tytułowych Braci, dobrze było usłyszeć dzieło innego, zapomnianego nieco kompozytora XIX wieku.

Clare Hammond, fot. Bartłomiej Bułtowicz

Kontynuacją pokazu wirtuozerii pianistycznej był nadzwyczajny recital fortepianowy z innym wybitnym artystą. Charles Richard‐Hamelin oczywiście zaprezentował utwory Chopina, bez których trudno wyobrazić sobie Festiwal Braci Wieniawskich. W roli „nowego Wieniawskiego” wystąpił z recitalem także skrzypek, Janusz Wawrowski. Polonaise Brillante A‐dur op. 21 i Scherzo‐tarantelle op.16 idealnie zabrzmiały wśród utworów Paderewskiego, Debussy’ego i Sarasatego. Szczególnym rodzajem zderzenia estetycznego były kompozycje Wieniawskiego i tego ostatniego, uświadamiają bowiem słuchaczom wagę polskiego skrzypka i jego dorobku bezpośrednio na tle twórczości jednego z najbardziej rozpoznawalnych na świecie wirtuozów tego instrumentu.

Na koniec wypada powiedzieć jeszcze kilka słów o najistotniejszym chyba, oczywiście w moim odczuciu, koncercie. Sopran, tenor i pianista, czyli Małgorzata Rodek, Jakub Gąska i Kamil Turczyn zaprezentowali wśród zbiorów Galerii Malarstwa Polskiego XVII‐XIX wieku na Zamku Lubelskim komplet pieśni autorstwa Józefa Wieniawskiego. Kompozycje tworzone do tekstów niemieckich i francuskich, trzy zbiory unikatowych pieśni (op. 38, 47 i 50) oraz Modlitwa do Najświętszej Maryi Panny Ostrobramskiej op. 16 i Pieśń Jesienna op. 17 nr 2 są świadectwem inspiracji stylistycznych Józefa Wieniawskiego. W tych wokalnych utworach zawarł kompozytor bowiem najważniejsze myśli muzyczne końca XIX wieku  wpływ poezji sięgającej nawet do czasów Goethego połączył z neoromantycznym dorobkiem niemieckiej moderny, z Mahlerem i Wagnerem na czele. Biorąc pod uwagę także pieśni komponowane do tekstów polskich, dostrzeżemy w Józefie Wieniawskim jednego z prekursorów nurtu, który jeszcze przed jego śmiercią zaowocował rozkwitem polskiej kultury muzycznej. Za ten koncert należy się właśnie organizatorom Festiwalu największe chapeau bas  z powodzeniem można mówić w tym przypadku o prawdziwie interesującym wydarzeniu muzycznym. Jeszcze bardziej pociągająca wydaje się wizja zapowiadanej płyty, zawierającej wszystkie utwory liryczne Józefa na głos z fortepianem, w wykonaniu tych imponująco prezentujących się artystów.

Jakub Gąska, Małgorzata Rodek, Kamil Turczyn, materiały organizatora

Cóż… żadne sprawozdanie nie zastąpi osobistego udziału w Festiwalu, lecz zawsze dobrze wiedzieć, co dzieje się wokół nas  nawet jeśli oznacza to setki kilometrów do pokonania. Tak czy inaczej, promowanie kultury muzycznej własnego regionu powinno leżeć na sercu nie tylko instytucjom kulturalnym, ale także każdemu, kto uważa się za muzycznego erudytę  co bowiem czyni z człowieka erudytę, jeśli nie obycie?

Z tego powodu na zakończenie pozostaje mi wyrazić nadzieję, że obycie to będzie można zdobywać w przyszłości za sprawą kolejnych edycji Międzynarodowego Festiwalu Braci Wieniawskich w Lublinie, ale także wielu innych przedsięwzięć o podobnym charakterze.

Opublikowano: 2016-04-21

Przewiń do góry lub wróć do poprzedniej strony.

Przeczytaj również

Wypowiedz się

Opinie mogą dodawać tylko zarejestrowani użytkownicy.

logowanie i rejestracja
Wydanie 257