Muzyka popularna Talent show Radio i Telewizja Must be the Music

Napięcie rośnie... w miarę. Znamy kolejnych finalistów MBTM

Anna Komendzińska

napiecie-rosnie-w-miare-znamy-kolejnych-finalistow-mbtm

Tej niedzieli na najlepsze wykonania trzeba było trochę poczekać. Zarówno Michał Łoniewski, jak i Oberschlesien oraz Tune pojawili się pod koniec odcinka. Artyści – tak trzeba o nich napisać. I to słowo padnie kilkakrotnie nie bez powodu.

Obecność w półfinale Tomasza Mrozka to dla mnie jedno z największych zaskoczeń tej edycji. Decyzja jurorów o zakwalifikowaniu tego uczestnika do grupy najlepszych wykonawców rodziła pytania: czy to dlatego, że jest młody i przejawia pewne zdolności? Czy po prostu dlatego, że z rozmachem zaśpiewał klasykę: I love rock and roll, a rockowe granie jest w komercyjnej telewizji w cenie? Pozostając bez odpowiedzi na te dylematy, trzeba trzeźwo ocenić, iż tak w występie wcześniejszym, jak i dzisiaj, Tomasz tuszował niedoskonałości głosu, a najłatwiej to robić poprzez krzyk i maniery wokalne. Dziś w Purple Rain w roli głównej chrypa, chrypka, chrypiąca, ochrypła i zachrypnięta. Robi wrażenie, ale nie przez cały utwór! Do tego nieuzasadnione zawodzenie. Mnóstwo było nieczystości, a już szczytem wszystkiego była okazała się długa nuta zaśpiewana głośno i konsekwentnie, za to pół tonu za wysoko. Ten numer cię zjadł. Wykon mnie nudził – powiedział Łozo. W tematyce kulinarnej pozostała Kora: Tomku, no, nie jesteś ciastkiem dla mnie. Ani dla mnie, chciałabym rzec.

G.D.P. Squad po raz kolejny na scenie polsatowskiego talent show pokazał, że talent, i owszem, posiada. Jurorzy byli jednak w swych opiniach podzieleni. Prosto, ale komunikatywnie. Dobry przekaz – mówiła Ela Zapendowska. Bardzo, bardzo prościutkie. Bardzo, bardzo naiwne. Pomimo całej sympatii, daję „nie” – zawyrokowała Kora. Własny utwór zespołu – Jesteś - utrzymany był w podobnej stylistyce, co poprzedni. To i dobrze, bo grupa jest wyrazista, i źle – bo prostota, o której mowa, trochę ogranicza. Przyznać trzeba, że piosenka zaaranżowana jest zgrabnie, wokalista przyciąga - chce się posłuchać, co ma do powiedzenia, ciekawe solo trąbki w codzie. Ogromnie spodobał mi się kontakt z publicznością – powitanie widzów dodało atmosfery iście koncertowej (choć frontman sprawiał wrażenie zdenerwowanego). Muzycy nie kreują się na herosów – wychodzą na scenę z porządnym tekstem, są normalni, pomimo moralizowania nie wywyższają się. Choć wykonawcy z G.D.P. Squad umiejętnie łączą elementy różnych stylistyk z dominującym reggae, faktycznie cały produkt to trochę za mało, jak na finał.

Jako trzecia w programie wystąpiła Olga Matuszewska wraz z zespołem, tworząc grupę Olga Matuszewska Band. W piosence Bikes and Kites and Paper Planes (w całości własnego autorstwa) ta urocza dziewczyna ponownie rozjaśniła warszawską scenę. Niewątpliwym atutem Olgi, wielokrotnie zresztą dziś w MBTM podkreślanym, jest fakt ukończenia przez nią prestiżowej szkoły - Berklee College of Music. Cieszy ucho, gdy mamy do czynienia z fachowcem. Uśmiechnięta piosenka i dziecięcy głos o bardzo jasnej barwie nie przemówił jednak do wszystkich sędziów. Elżbieta, Adam i Wojtek dali „tak”, choć ich uzasadnienia dalekie były od zachwytów. To wszystko było smaczne, przyzwoite – nie wiem, czy godne finału – recenzowała Zapendowska. Bardzo zgrabna kompozycja z akordami, których trudno szukać w radio. Nie masz dużego wokalu. To było mądre, dojrzałe – powiedział Sztaba. Jurorzy już nie raz i nie dwa przekonali nas, że ich wybory mogą się od siebie diametralnie różnić. To jednak, co powiedziała po występie zespołu Olgi Kora, zabolało, chociaż wcale dzisiejsze wykonanie i utwór mnie porwały. Była wokalistka Manaamu wspominała o wytrawności piosenki, ale też skwitowała: Dla mnie kompozycja jest marna, tylko wykonanie jest poprawne. Donikąd to nie wiedzie. Pomimo tych szkół, słabo widzę tę przyszłość. Po takim komentarzu pojawia się w mojej głowie niepokój. Można nie zgadzać się co do wrażeń artystycznych, ale jak to możliwe, że jedna osoba ocenia kompozycję jako wartościową i technicznie udaną, podczas gdy inna określa ją jako marną? W kwestii kompetencji wygrywa u mnie Adam Sztaba. Swoją drogą interesujące jest to, iż występ Olgi Matuszewskiej można było oglądać już jakiś czas temu w programie Kuby Wojewódzkiego:

Na występ Dolls Insane czekałam z niecierpliwością od kilku tygodni. Pack Your Love to jednak kolejna piosenka tej grupy, która zaczęła się i skończyła, a w słuchaczu pozostał apetyt na coś więcej. Początek świetny – po polsku (w oryginalnej wersji ten fragment znajduje się w dalszej części utworu), także finał kunsztownie zdynamizowany. Środek nie był tak magiczny, jak by się chciało. Ale prawdą jest też, że Dolls Insane trzeba smakować powtórnie. Paulina Kut, najdziwniejsza obecnie polska wokalistka, swą niepokorność manifestuje na wiele sposobów. I, całe szczęście, w zgodzie z poradami Eli Zapendowskiej, wcale znormalnieć nie zamierza. Przyciągasz wzrok straszliwie. To jest coś pięknego – zachwycał się Łozo. Intrygujące, aczkolwiek ja się spodziewałam bardziej zakręconego utworu – dodała Ela. W sytuacji, gdy wokalistka przyciąga sto procent uwagi odbiorcy, warto się czasami oderwać od jej magnetycznej twarzy (którą, swoją drogą, pożyczyła chyba od Marysi Seweryn) i zanotować zasługi instrumentalistów – umiejętnie schowanych, odsuniętych, a przecież bardzo profesjonalnych. Oni muszą być normalni po to, by ona mogła być nienormalna. Dolls Insane to bardzo niecodzienna i niejednoznaczna propozycja, jaką oferuje nam dzisiaj rynek. Zespół nie przeszedł do finału sprawiedliwie, lecz nie można o nim zapomnieć. Tak się chyba jednak nie stanie, gdyż grupa już zajęła się promocją najnowszego teledysku z udziałem Adama „Nergala” Darskiego.         

Mój kolejny ulubieniec - czego nie ukrywam – Michał Łoniewski. Skromny, ale świadomy swoich umiejętności dwudziestolatek z Ostrołęki znalazł się na drugim miejscu w głosowaniu widzów i tym samym zapewnił sobie występ w odcinku finałowym. With Or Without You z repertuaru U2 w jego wykonaniu było popisem dla koneserów. Michał jest artystą, bo na scenie tak naprawdę liczy sam na siebie – jako solista instrumentalista musi balansować pomiędzy linią melodyczną a akompaniamentem. W dodatku w Must Be The Music – pomiędzy komercją a najwyższą półką. Najpiękniejszy moment – gdy Michał pod koniec utworu roześmiał się, bo chyba nie spodziewał się aż tak pozytywnej reakcji publiczności. A w ogóle uśmiechał się przez cały czas – cieszył się z tego, że gra, że może się pokazać, że udaje się to, co zaplanował. Jest to perła tego programu. Ogląda się ciebie niesamowicie, jak razem z tą gitarą tworzycie jedność – skomentowała Ela Zapendowska. O muzycznych poszukiwaniach młodego gitarzysty wspomniał Adam Sztaba. Poszukuj i obyś nigdy nie znalazł – życzył mu. W finale Michał zmierzy się z innym gitarzystą – trzynastoletnim Maciejem Krystkowiakiem. Myślę, że w tym pojedynku należy pamiętać, jak dojrzałym i ukształtowanym artystą jest już Łoniewski.

Czapki z głów! – chciałoby się powiedzieć, by pochwalić członków ciekawej grupy Hatbreakers. Jednak byłoby to nie do końca adekwatne z poziomem, który dzisiejszego wieczoru zaprezentowali. Po raz kolejny usłyszeliśmy cover, choć grupa podobno tworzy też własną muzykę. Nie szkodzi. Utwór Byłaś serca biciem był znakomicie zaaranżowany. Słabo natomiast wypadł w tej odsłonie wokalista. Zastanawiałam się, co było powodem takiego zapowietrzonego, niemalże szeptanego głosu. Może choroba? Chyba nie, czego dowodzi przegląd dostępnych nagrań zespołu. To brzmienie to po prostu jego naturalne narzędzie. W ćwierćfinale zostało ono przedstawione w korzystniejszym świetle, gdyż i utwór był żywszy, wymagający większej siły. Muzycznie jest bardzo ciekawie. Wokalnie – niestety klapa – potwierdziła te domysły Kora. Bardzo fajnie zmieniliście piosenkę – zauważyła Ela. I to prawda. Atutem składu Hatbreakers jest artystyczna odwaga.

Furorę zrobił na scenie MBTM zespół z Górnego Śląska Oberschlesien. Dla mnie numer jeden w ogóle tej edycji – komplementowała Kora po wysłuchaniu utworu Richter.

    

Wasz czołg jechał i rozjeżdżał wszystko, co było przed nim – szukał poezji Adam Sztaba. Ale mówił zgodnie z prawdą, bo członkowie Oberschlesien zgotowali słuchaczom burzę. Śpiewając po śląsku, krzewiąc własną historię i kulturę, muzycy korzystają z połączenia bardzo prostego w wyrazie, ale piorunująco mocnego przekazu oraz muzyki z gatunku heavy-metal, którą określają jako industrialna. Wokalista w trakcie poszukiwania infradźwięków dowodzi, jak bardzo świadomy jest swojej roli w całym tym komunikacie. Jestem pełna szacunku – powiedziała Ela. Świetny wokal, świetny występ. Bałam się, że będzie zbyt patetycznie. Jesteście fantastyczni. O tym, że są fantastyczni przekonani byli także widzowie, przyznając grupie najwyższe noty i umożliwiając wejście do finału.

Masquerade to następy znakomity utwór, który zaserwowała nam rewelacyjna grupa Tune na czele z charyzmatycznym Kubą Krupskim. Gdyby pokusić się o wymienienie najlepszych artystów tej edycji, znalazłby się on z pewnością na którejś z czołowych lokat. Kuba jest już tak dojrzałym artystą, że sprawia wrażenie, jakby wpadał w swej kurteczce do Must Be The Music dosłownie w przelocie między jednym koncertem a drugim. Doskonale odnajduje się zarówno w balladowej konwencji śpiewu z towarzyszeniem fortepianu, jak i z całym zespołem. Masquerade to maestria dynamiki. Prawda zostaje tu dosłownie wykrzyczana. A przy tym również instrumentaliści mogli wykazać się wirtuozerią – wokalista, jako ten najważniejszy, pozostawił maksymalnie dużo przestrzeni swoim muzykom. Gotowy produkt, wykończone w najdrobniejszym calu, lecz nie pedantycznie zaplanowane, show.

Bardzo dziwne było to, iż Tune zajął ostatecznie miejsce zaledwie trzecie, a tym samym nie trafił do odcinka finałowego (zastanawiające, że nie podano, jak to zwykle bywało, także zdobywcy miejsca czwartego). Tuż po zakończeniu wydania niedzielnego, do boju przystąpili jednak wierni fani. Tune już wyprzedziło w wyścigu o „dziką kartę” dotychczasowego faworyta – duet OHO!KOKO. 

Co pokaże finał? Na pewno nie da się uhonorować należycie wszystkich wykonawców. Prezentują oni tak różnorodne, często bardzo odległe od siebie muzyczne rejony, że każdy (no, prawie) już jest mistrzem na swoim poletku. Myślę, że program wygra albo któryś z artystów włączonych do finału za sprawą „dzikiej karty”, albo – trzymając się wyborów dotychczasowych - Tomasz Kowalski lub Michał Łoniewski.  

Opublikowano: 2012-10-30

Przewiń do góry lub wróć do poprzedniej strony.

Przeczytaj również

Wypowiedz się

Opinie mogą dodawać tylko zarejestrowani użytkownicy.

logowanie i rejestracja
Wydanie 265