Opera i dramat muzyczny Muzyka wokalna

Radosne, beztroskie, utalentowane dziecię. Studencki Don Giovanni z Juilliard School z Hubertem Zapiórem w roli tytułowej

Joanna Stanecka

radosne-beztroskie-utalentowane-dziecie-studencki-don-giovanni-z-juilliard-school-z-hubertem-zapiorem-w-roli-tytulowej
Don Giovanni w Juilliard School – w roli Don Giovanniego Hubert Zapiór; fot. materiały prasowe

Nowy Jork, Nowy Jork. Miasto, które nigdy nie zasypia, a nocą żyje jeszcze intensywniej niż za dnia. Miasto nocnych lokali i klubów, z których sączy się jazz. Jazz z lat pięćdziesiątych, sześćdziesiątych, siedemdziesiątych. Jazz współczesny. Siedzimy za barem jednego z lokali na Christopher Street. Bardzo gruba czarnoskóra kobieta z wielkim biustem i szerokimi biodrami przynosi nam piwo. Nuci pod nosem jazzową melodię. Wszyscy Afroamerykanie, pracujący tu w sklepach, barach czy supermarketach nucą jazz. A czarnoskóre kobiety malują usta na kolor karminowej czerwieni. Matowa karminowa czerwień jest niezwykle modna w tym sezonie...

Z uwagi na sukcesy Tomasza Koniecznego w Metropolitan Opera, który, zrządzeniem losu, od lat wielu jest moim mężem, jesteśmy notorycznie zapraszani na różnego rodzaju kolacje i eventy. Następny wieczór zarezerwowany jest na kolację z wiedeńską hrabiną Sisi. Nie wiem, czy to jej imię prawdziwe, czy przezwisko, w każdym bądź razie, jestem bardzo podekscytowana, ponieważ uwielbiam wiedeńskie hrabiny. Moją ulubioną jest hrabina Anna Sobańska, która ma chyba ze 100 lat i pochodzi z Polski. Pamięta czasy, gdy kobiety chodziły w długich sukniach, a sama do dziś używa laseczki ze złotą kulką. Czyta literaturę tylko w oryginale, niezależnie od języka, w którym jest napisana. Po włosku, angielsku czy francusku… To jej nie przeszkadza. Wiedeńskie hrabiny są przeuroczo egzaltowane, eleganckie i znakomicie wykształcone.

Kiedy okazuje się, że nastąpiła zmiana planów, ogarnia mnie furia. Kolacja z hrabiną Sisi zostaje odwołana z powodu... Huberta Zapióra! – Ależ Joasiu, to młody człowiek, baryton, ma swój ostatni, kończący edukację spektakl w Juilliard School i zaprosił nas. To ważne, żebyśmy my, tu, na obczyźnie, się wspierali. Zaprosił całą naszą rodzinę, pięć osób, i trzeba pójść. Trzeba być z nim tego dnia. To dla niego bardzo ważne – mówi mój mąż.

Nie mam ochoty na studencki spektakl. Te niedojrzałe jeszcze głosy… Znam, widziałam studenckie spektakle… No dobra. Ma być Zapiór zamiast Sisi, będzie Zapiór. Ulegam argumentacji męża.

Przylegająca do Metropolitan Opera Juilliard School to piękna, przestronna szkoła. Tuż przed spektaklem, w foyer pojawiają się całe, wielkie rodziny młodziutkich artystów. Stoją w grupkach. Podekscytowane mamy, ojcowie, skośnookie babcie, prababcie, siostry prababć z kuśtykającymi starszymi pradziadkami, bracia, siostry, dzieci braci i sióstr… Atmosfera jest bardzo familijna. Publiczność tworzą oprócz nich szkolni profesorowie, profesorowie emerytowani, stażyści, dyrygenci, recenzenci, pianiści, korepetytorzy i studenci. Wszyscy się pozdrawiają. Uwielbiam Nowy Jork!

Don Giovanni w Juilliard School – w roli Don Giovanniego Hubert Zapiór; fot. materiały prasowe

Kurtyna poszła do góry. Jaka piękna ściana w liściaste motywy w kolorze intensywnej fuksji! W ścianie drzwi... No cóż, scenografia nie oszałamia bogactwem. Safandułowaty Leporello grany przez Erika van Heyningena szwenda się nerwowo po scenie w rytm mozartowskiej uwertury. Wystawieniem studenckiego Don Giovanniego zajęła się z wielkim sukcesem Emma Graffin. Trzeba mieć duży talent, aby reżyserować spektakle studenckie. Trzeba umieć swoje artystyczne ego schować do kieszeni i skupić się na wyeksponowaniu młodych ludzi, którzy powinni jak najpiękniej zaprezentować to, co mają najlepszego przed agentami, dyrektorami oper czy dyrygentami. Reżyseria trafna, dokładna, wypunktowana, bez zbędnych ozdobników, dająca każdej roli możliwość zaistnienia. 

Don Giovanni w Juilliard School – w roli Don Giovanniego Hubert Zapiór; fot. materiały prasowe

Ale czas już na Huberta Zapióra! Wchodzi na scenę w intensywnie różowym garniturze, w przykrótkich spodniach, bez skarpetek i... zagarnia swoim głosem całą przestrzeń! Śpiewa tak, jakby od trzeciego roku życia nic innego nie robił, tylko śpiewał rolę Don Giovanniego. Śpiewa z radością, swobodą, luzem, urokiem, czarem i humorem. Ot! Radosne, beztroskie, utalentowane dziecię – myślę sobie. Talent urodzony! Chłopak obdarzony hojne przez naturę.

 Don Giovanni w Juilliard School – w roli Don Giovanniego Hubert Zapiór; fot. materiały prasowe

Kostiumy w intensywnych kolorach. Cóż piękniejszego może być od takiej bezwstydnej młodości? Oderwać oczu nie można od tych żółtodziobów! Wybitny talent, który należy zapamiętać, obok Huberta, to Meghan Kasanders śpiewająca Donnę Annę. Co za głos! A oprócz niej Jessica Niles jako Zerlina, William Guanbo Su jako Commendatore (znakomity!), Maritina Tampakopoulos jako Donna Elvira i James Ley jako Don Ottavio. Może jeszcze kiedyś o nich usłyszymy.

Spektakl wyróżniał się jakością, do której w każdym teatrze operowym powinno się dążyć! Czystość dźwięku, dokładność, zaangażowanie, wdzięk i lekkość. Krótkie partie chóralne, tudzież zadania statystów lub tancerzy, wykonali uroczo studenci młodszych lat, wchodząc na scenę boso, w jeansach i T-shirtach, uśmiechnięci i do nieprzytomności piękni, obrażając nas wszystkich swoją młodością. Studencką orkiestrę pięknie poprowadził doświadczony Joseph Colaneri.

Don Giovanni w Juilliard School – w roli Don Giovanniego Hubert Zapiór; fot. materiały prasowe

Po spektaklu Hubert zaprasza nas na studencki bankiecik w jakieś sali. W Stanach Zjednoczonych alkohol można pić od 21 roku życia, więc na długich stołach stoją butelki z wodą mineralną a do jedzenia jest… pizza, na którą rzuca się wygłodniała, wykończona po śpiewaniu młodzież.

Poznaję mamę Huberta, wspaniałą kobietę… I po paru zamienionych z nią zdaniach, okazuje się, że moje wyobrażenie o Hubercie Zapiórze, jako chłopcu, który po prostu przepięknie śpiewa, zmienia się. Mama, nauczycielka (strajkująca), matka czwórki dzieci (Hubert ma trzy starsze siostry – dorosłe dziś kobiety), miała z „naszym” urokliwym barytonem urwanie głowy, a jego lekkość i wspaniały wokalny warsztat, to efekt ciężkiej pracy, o którą na pierwszy rzut oka Huberta nie podejrzewałam... 

Opublikowano: 2019-04-30

Przewiń do góry lub wróć do poprzedniej strony.

Przeczytaj również

Wypowiedz się

Opinie mogą dodawać tylko zarejestrowani użytkownicy.

logowanie i rejestracja
Wydanie 287