Muzyka współczesna Konferencje i warsztaty muzyczne Muzyka religijna Festiwale

Różne oblicza Arvo Pärta - Nostalgia Festival 2015

Iwona Granacka, Magdalena Nowicka

rozne-oblicza-arvo-parta-nostalgia-festival-2015
fot. Maciej Zakrzewski

Czy w ciągu trzech dni można zaprezentować twórczość jednego z najpopularniejszych kompozytorów współczesnych? Organizatorzy Festiwalu Nostalgia postanowili poświęcić tegoroczne koncerty, spotkania i projekcje filmowe wyłącznie muzyce Arvo Pärta, który obchodził w tym roku 80. urodziny. Dzięki urozmaiconemu programowi i zaproszonym gościom na festiwalowe wydarzenia udało się przyciągnąć tłumy poznaniaków.  

Dzień I / Wokół symetrii i gry liczb

Przełomowy moment w twórczości Arvo Pärta – jego głęboka duchowa i stylistyczna przemiana – był tematem przewodnim pierwszego dnia festiwalu. Początek nowego etapu, którego podstawą stała się technika „tintinnabuli”, wyznaczyło fortepianowe Für Alina. W kolejnych wydarzeniach festiwalowych pojawiły się nawiązania do tej fortepianowej miniatury i pełnego symetrii języka muzycznego estońskiego kompozytora. Pierwszą okazją do rozmowy na temat twórczości Pärta i techniki „tintinnabuli” było spotkanie z zaproszonymi muzykami: Andrzejem Bauerem, Jakubem Jakowiczem, Bartkiem Wąsikiem i członkami Royal String Quartet, które poprowadził krytyk filmowy i muzyczny Jan Topolski. Podczas spotkania okazało się, że część z muzyków miała już styczność z muzyką Pärta, zaś dla pozostałych festiwal stał się okazją do wykonania jego utworów po raz pierwszy (Royal String Quartet). Ciekawym okazało się to, jak sami muzyce podchodzą do wykonywania i interpretowania muzyki Estończyka. Wszyscy zgodzili się co do tego, że testuje ona ich podstawy warsztatowe oraz wymaga swoistego „wycofania” ze strony wykonawcy w celu uwypuklenia istoty każdego pojedynczego dźwięku. Na pierwszy dzień zaplanowano także projekcję filmu dokumentalnego Doriana Supina pt. 24 preludia do fugi. Film jest zapisem 24 krótkich momentów z życia estońskiego twórcy, zawiera jego wypowiedzi, fragmenty prób i koncertów. Subtelnie odsłania kulisy pracy kompozytora, założenia języka muzycznego, a także pokazuje jego wielki szacunek do wykonawców. W filmie pojawia się również scena, w której Pärt przeglądając zeszyty nutowe z lat 70. natrafia na pierwsze szkice utworu Für Alina. Tę chętnie wykonywaną i wykorzystywaną w wielu filmach kompozycję mogliśmy usłyszeć w wykonaniu Bartka Wąsika podczas czwartkowego koncertu.

Wszystkie wybrane na ten wieczór utwory zostały skomponowane w drugiej połowie lat 70. i realizuje się w nich podstawowe założenie postawy kompozytorskiej Pärta – potrzeba nadania ważności każdemu dźwiękowi. Podczas koncertu wysłuchaliśmy także dwóch wersji utworu Spiegel im Spiegel. Pierwszą z nich wykonał wiolonczelista Andrzej Bauer, zaś w drugiej wersji, która zamknęła cały koncert usłyszeliśmy skrzypka Jakuba Jakowicza. Obu muzykom towarzyszył pianista zespołu Kwadrofonik – Bartek Wąsik. Swoją interpretacją zachwycił chyba bardziej Andrzej Bauer, którego usłyszeliśmy ponownie w utworze Fratres (wersja na wiolonczelę i fortepian). Bauer mistrzowsko wykonał efektowną solową introdukcję, która została potem skontrastowana z lirycznymi fragmentami w kolejnych wariacjach. Najsłabszym punktem programu okazała się interpretacja utworu Fratres w wykonaniu Royal String Quartet. Można było odnieść wrażenie, że muzycy mający po raz pierwszy styczność z twórczością Pärta nie czują się zbyt dobrze w tym repertuarze. Podczas spotkania podkreślali, że najistotniejszym elementem w przygotowaniu Fratres było staranne zaplanowanie spójnych środków dramaturgii. Tego chyba jednak zabrakło, gdyż mimo większego składu i bardziej zróżnicowanych możliwości wyrazowych, ich interpretacja wypadła dość blado w zestawieniu z duetem Bauera i Wąsika.

Andrzej Bauer / Bartek Wąsik / fot. Maciej Zakrzewski

 

Dzień II / Między lamentem a wspomnieniem

Drugi dzień festiwalu pozwolił lepiej poznać osobę estońskiego kompozytora, a to za sprawą filmu Mariusza Grzegorzka Arvo Pärt. Gra liczb. Dokument ten był z pewnością bliski części festiwalowej publiczności, ponieważ jego kanwę stanowiła wizyta Pärta w Poznaniu w 1998 roku, kiedy to w kościele oo. Dominikanów odbywały się koncerty muzyki estońskiego twórcy. Film ukazuje kompozytora towarzyszącego przygotowaniom do występu Orkiestrze Młoda Filharmonia, którą dyrygował Marcin Sompoliński. Do najciekawszych fragmentów produkcji należą wypowiedzi samego Pärta, który wspominał między innymi o poszukiwaniach najcichszego pianissimo miejsca na „granicy dźwięku”. Sam tytuł filmu odnosi się do pojmowania muzyki przez kompozytora właśnie jako „gry liczb”. Liczby stanowią też ważną część kompozycji, która zabrzmiała poprzedniego wieczoru – Fratres, gdzie niewielkie odchylenia od osi składają się na cały utwór. W kontekście tego utworu twórca posłużył się metaforą termometru – stale powracające współbrzmienie można przyrównać do zera, krok w górę to plus jeden, spadek w dół – minus jeden, po czym znów powrót do zera. I tak dalej: zero, plus jeden, plus dwa, minus dwa, minus jeden, zero...

Pokaz filmu ARVO PÄRT. GRA LICZB / fot. Maciej Zakrzewski

Niestety spotkanie z reżyserem filmu - Mariuszem Grzegorzkiem odwołano. W zamian zobaczyliśmy fragment rejestracji poznańskiego koncertu, podczas którego wykonana została Tabula Rasa Pärta. Wysłuchaliśmy też krótkiej dyskusji Krzysztofa Moraczewskiego i Jana Topolskiego na temat współczesnej muzyki sakralnej. Główny problem, jaki poruszono odnosił się do kontekstów, w których należałoby sytuować twórczość autora Fratres. W trakcie dyskusji padło również istotne rozróżnienie między duchowością, a religijnością w muzyce. W przypadku Pärta należałoby raczej mówić o tej pierwszej.

Pozostając w nieco refleksyjnym charakterze udaliśmy się na koncert do Fary. Piątkowy wieczór wypełniły trzy utwory o charakterze lamentacyjnym: Cantus in Memoriam Benjamin Britten (1977/80), My Heart’s in the Highlands (2000) i Lamentate (2002), które zabrzmiały w interpretacji Orkiestry Kameralnej l’Autunno pod dyrekcją Adama Banaszaka oraz Bartka Wąsika (fortepian), Jakuba Pankowiaka (organy) i Radosława Suchana (sopran).

Pierwsza z kompozycji stanowiła ujmującą prostotą elegię napisaną ku pamięci wybitnego angielskiego kompozytora – Benjamina Brittena. Przeznaczona na orkiestrę smyczkową i dzwon oparta została na jednym, powtarzanym w ruchu kanonicznym akordzie a-moll. Utwór rozpoczęło trzykrotne uderzenie w dzwon, na którego tle stopniowo wyłaniały się dźwięki pozostałych instrumentów. Ta w żaden sposób nieskomplikowana kompozycja miała w sobie dużo ekspresji, zawartej również w ciszy, jaką kompozytor zapisał za pomocą długich pauz w trakcie utworu, a także kończącym go dźwięku dzwonu. Na szczęście ciszy tej nie zakłóciły przedwczesne oklaski.

Adam Banaszak / fot. Maciej Zakrzewski

Kontemplacyjny, niemalże nostalgiczny charakter utworu wyraźnie kontrastował z wieńczącym koncert Lamentate, ośmioczęściową kompozycją na fortepian i orkiestrę, inspirowaną rzeźbą Anisha Kapoora Marsyas. Marsjasz stanowi tu oczywiście symbol wszechogarniającego bólu, który kompozytor dostrzega również we współczesności. Poszczególne odcinki utworu ewokowały różnorodne emocje, od gniewu i okrucieństwa ukazywanego w symfonicznym tutti pełnym ostrych brzmień instrumentów dętych blaszanych i przeszywających efektów perkusyjnych, po spokojną rezygnację w wyciszonych partiach fortepianu. Tytułowy lament przybierał w utworze różne odcienie – po brutalnym (wydawałoby się zupełnie nieprzystającym do stylistyki Pärta) wstępie pojawiały się odcinki, w których orkiestra prowadziła z solistą piękny dialog. Z pewnością Lamentate (nota bene największa instrumentalna kompozycja Pärta) zaprezentowało słuchaczom inny wymiar muzyki Pärta – dynamiczny, pełen kontrastów, a w pewnym sensie także ilustracyjności.

W środku koncertu zabrzmiało jeszcze My Heart’s in the Highlands, jedna z najbardziej popularnych kompozycji Pärta, wykorzystana między innymi przez Paolo Sorrentino w jego filmie La grande belleza (Wielkie piękno). My Heart’s in the Highlands napisany został na kontratenor (lub alt) i organy do tekstu wybitnego szkockiego poety doby romantyzmu – Roberta Burnsa. Tu również prostota idzie w parze z ekspresją. Umieszczenie tak znanej kompozycji w programie festiwalu okazało się jednak posunięciem ryzykownym – utwór wymaga dużej dojrzałości, której nie można przecież wymagać od kilkunastoletniego chórzysty.

Dzień III / W kręgu modlitwy i cierpienia

Ostatni dzień festiwalu rozpoczęło spotkanie z dyrygentami  – Adamem Banaszakiem i Endrikiem Üksväravą. Zdaniem Banaszaka w muzyce Pärta prostota jest tylko pozorna, (objawia się ona przejrzystością partytury i brakiem trudności technicznych) ogromne wyzwanie dla wykonawców stanowi natomiast „wytrzymanie presji czasu”, udźwignięcie ciężaru emocjonalnego kompozycji, do czego potrzeba sporej dojrzałości.

Pytany o status muzyki Pärta w Estonii Üksvärav odpowiedział, iż nie ma w tym kraju kompozytora, na którego autor Fratres nie wywarłby wpływu. Oddziaływanie muzyki Pärta u różnych twórców zaznacza się oczywiście na różnych poziomach, niemniej jednak jest ono silne. Estoński dyrygent (i tenor) podzielił się także swoją refleksją na temat trudności w pracy nad utworami Pärta – jego muzyka ma charakter  horyzontalny, poziomy, nie słychać w niej kresek taktowych, natomiast dyrygowanie to proces wertykalny, pionowy. Ta dychotomia  już na wstępie rodzi trudny do pogodzenia konflikt. Jaka jest wobec tego recepta na wykonywanie muzyki Pärta? „Graj każdy dźwięk z miłością, traktuj go indywidualnie” – podsumował Üksvärav.

Kierownik Collegium Musicale uczestniczył także jako solista w premierowym wykonaniu spektaklu Pasja Adama, które odbyło się 11 maja 2015 roku w Tallinie. Publiczność tegorocznej edycji festiwalu Nostalgia miała okazję obejrzeć rejestrację tego szczególnego przedstawienia, które powstało w wyniku współpracy Roberta Wilsona z Pärtem. W Pasji Adama wykorzystano cztery utwory estońskiego kompozytora: specjalnie skomponowaną do spektaklu Sequentię, stanowiącą rodzaj uwertury, Lament Adama, Tabula Rasa oraz Miserere. To właśnie druga z kompozycji, Lament Adama, napisana do tekstu prawosławnego mnicha, św. Sylwana, stanowi centralną część scenicznego dzieła. W filmie dokumentalnym The lost Paradise (reż. Günter Atteln), prezentowanym zaraz po rejestracji Pasji Adama, Wilson podkreślił swoje początkowe obawy związane z tworzeniem spektaklu. Obawiał się, że zacznie zbyt nachalnie interpretować, a nawet ilustrować muzykę Pärta. Wilson jednak mistrzowsko operuje światłem, wykorzystuje ascetyczną scenografię i ruch, dzięki którym udaje mu się opowiedzieć historię wygnanego z Raju człowieka. Dokument The lost Paradise powstawał przez rok, w tym czasie reżyser towarzyszył kompozytorowi w próbach do spektaklu, podróżach i różnych codziennych momentach. Pärt formułuje tu swoje twórcze credo, które zawiera się w słowach „by za pośrednictwem muzyki tworzyć ciszę”. Wolno przesuwające się w filmie ujęcia pięknych krajobrazów Estonii stanowią doskonałe tło do jego spokojnej, wyciszonej muzyki.

Wyciszony był również program pierwszej części sobotniego koncertu, która w całości została poświęcona muzyce chóralnej. Chór kameralny Collegium Musicale pod batutą Üksvärava przygotował sześć utworów estońskiego kompozytora na różne składy: zespół solistów, chór a capella i chór z towarzyszeniem organów. Koncert otworzyła krótka kompozycja na chór a capella Alleluia-Tropus (2008), a kolejne trzy utwory przeniosły nas do początków stylu „tintinnabuli”.  Wykonanie Credo (1977) w wersji na cztery głosy solowe pokazało, że estoński chór to zespół znakomitych śpiewaków, którzy bardzo dobrze brzmią zarówno w kameralnym, jak i w pełnym składzie. Usłyszeliśmy także ich interpretacje kompozycji napisanych do tekstów w języku staro-cerkiewno-słowiańskim (Zwei slawische Psalmen, 1984/1997) oraz w utworze An den Wassern zu Babel saβen wir und weinten (1976/1984), którego tytuł zaczerpnięty jest z psalmu 137 (Nad wodami Babilonu siedzieliśmy i płakaliśmy). Ostatni z wymienionych utworów, pochodzący z tego samego okresu, co poprzedzające go opracowania psalmów i wykonywany z towarzyszeniem organów (Jakub Pankowiak), stanowi rozbudowaną wokalizę nawiązującą w swojej stylistyce do tradycji chorałowej. Utwory pochodzące z lat 70. i 80. zostały przedzielone podczas koncertu jedną z nowszych kompozycji Pärta Most Holy Mother of God (2003), wykonaną w kameralnym, pięcioosobowym składzie. Bardzo różnorodną pod względem repertuaru pierwszą część koncertu zamknęła kompozycja Da pacem (2004). Ten chyba najbardziej nostalgiczny spośród wszystkich zaplanowanych na ostatni wieczór utworów, skomponowany dla uczczenia pamięci ofiar zamachu w Madrycie z 2004 roku, zabrzmiał szczególnie przejmująco wykonywany z chóru poznańskiej Fary.

Chór Kameralny Collegium Musicale / pod batutą Endrika Üksvärava / Jakub Pankowiak/ fot. Maciej Zakrzewski

Drugą część koncertu wypełniły utwory wokalno-instrumentalne, które powstały stosunkowo niedawno: Salve Regina (2002) i Adam’s Lament (2009). Ten pierwszy zaprezentowano w wersji na chór mieszany, orkiestrę smyczkową i czelestę, jednak ku naszemu zdziwieniu dźwięki czelesty zastąpione zostały przez elektroniczne brzmienia keyboardu! Salve regina stanowi proste opracowanie antyfony maryjnej z łacińskim tekstem. Narracja utworu rozwija się powoli, prowadząc do wzniosłej kulminacji, po której nastąpuje moment zatrzymania i powrót do początkowego toku. Stała, wyraźna pulsacja w niektórych fragmentach podkreślana jeszcze przez ruchy dyrygenta, nieco zakłócała sakralny wymiar muzyki, nadając mu niemalże tanecznego charakteru.

Festiwal zamknęło polskie prawykonanie Lamentu Adama. Utwór, który chwilę wcześniej usłyszeliśmy podczas projekcji Pasji Adama tym razem zabrzmiał na żywo, bez obrazu. Tekst (w języku rosyjskim) wykonywany był sylabicznie, przeważnie w unisonach, czasem pojawiały się też fragmenty a cappella. Wszystkie te elementy zbliżały wykonanie do stylistyki śpiewu prawosławnego. Orkiestra wiernie towarzyszyła chórowi, słychać było, że te dwa zespoły doskonale współpracują, jednak efekt końcowy nie przekonywał. Wokalne kompozycje Pärta z pierwszej części koncertu wydawały się znacznie bardziej autentyczne, naturalne i szczere. Tytułowy lament wyrażony był dobitnie, bez tajemnic, nie pozostawiając słuchaczowi nic do odkrycia. Szkoda.

Chór Kameralny Collegium Musicale / pod batutą Endrika Üksvärava / Jakub Pankowiak / Orkiestra Kameralna l’Autunno / pod batutą Adama Banaszaka / fot. Maciej Zakrzewski

Pełna prostoty, symetrii i odwołań religijnych twórczość Pärta wymyka się różnym próbom klasyfikacji. Jedni widzą w niej „sakralny minimalizm”, inni nawiązania do muzyki dawnej lub medytacyjnej. Quasi średniowieczne kompozycje „przypominające wytwór anonimowego mnicha”, jak określił kiedyś utwory Pärta Andrzej Chłopecki, okazały się jednak przede wszystkim szczerą wypowiedzią skromnego człowieka, dla którego muzyka stanowi ciągłe poszukiwanie...

___________________________________

Recenzja powstała w ramach Warsztatów Krytyki Muzycznej z Fundacją MEAKULTURA przy Festiwalu Nostalgia.

 

Opublikowano: 2015-10-27

Przewiń do góry lub wróć do poprzedniej strony.

Przeczytaj również

Wypowiedz się

Opinie mogą dodawać tylko zarejestrowani użytkownicy.

logowanie i rejestracja
Wydanie 256