Książki Dyrygenci

"Jako artyści powinniśmy dążyć do prawdy" – rozmowa z Maestro Kazimierzem Kordem

Karol Furtak

jako-artysci-powinnismy-dazyc-do-prawdy-rozmowa-z-maestro-kazimierzem-kordem
fot. Aleksandra Serafin

Rozmowa z Maestro Kazimierzem Kordem towarzysząca premierze jego książki Epizody wydanej przez Polskie Wydawnictwo Muzyczne, która miała miejsce 16 lutego 2019 w Filharmonii Narodowej.

 

Karol Furtak: W swojej książce odwołuje się Pan do pozycji J.J. Fuxa Gradus ad Parnassum. Co oznacza ten tytułowy Parnas dla dyrygenta?

Kazimierz Kord: Do powołania, jakim bez wątpienia jest dyrygentura, trzeba być przekonanym od najmłodszych swoich lat. Tak też było w moim przypadku. Od dziecka pragnąłem zostać dyrygentem i dążyłem do tego z całych sił. Ta droga to kolejne lata wnikania w materię muzyczną. W moim przypadku ogromną rolę w budowaniu świadomości o muzyce odegrały studia w Leningradzie. Sześć lat mojego tam pobytu dało mi masę doświadczenia w obcowaniu z muzyką i w odkrywaniu jej kolejnych kart. Pozwoliło mi to tym samym bardzo metodycznie dążyć do dokładnego rozumienia języka muzyki.

K.F.: Czy można więc w muzyce osiągnąć tę doskonałość?

K.K.:  Myślę, że tak. Niestety nie każdemu jest to dane, bo nie zależy jedynie od wybranej przez siebie drogi edukacji. Przede wszystkim, wymaga to niezwykłej muzykalności, a ta w dużej mierze zależy od predyspozycji. Niektórzy rodzą się z darem rozumienia muzyki, który jest absolutnie podstawowym warunkiem uprawiania profesji dyrygenta. Takich przykładów jest wiele. Utożsamieniem tego może być choćby Witold Lutosławski, który z okazji jubileuszu swoich osiemdziesiątych urodzin w Łodzi szeroko mówił o tym problemie. On był absolutnie doskonałym przykładem tego, że muzykę można zrozumieć w nawet najmniejszym detalu i zdawał sobie sprawę z tego, jak ważne jest to w życiu każdego muzyka. W zupełności podpisuję się pod jego słowami dotyczącymi tej kwestii. Podobną muzykalność pamiętam u Artura Rubinsteina. Kiedyś w podobnym czasie słyszałem, jak po jednym z koncertów na bis zagrał Poloneza As–dur op.53 Fryderyka Chopina. On nie był już wtedy w tak doskonałej kondycji technicznej jak jeszcze kilka lat wcześniej, ale wyjątkowo pamiętam tę akurat interpretację. Dzieło Chopina zabrzmiało wówczas z takim impetem, że w zasadzie mogę pokusić się o określenie go jako wykonania, w którego majestacie zabrzmiała cała Polska.

To oczywiście tylko przykłady – można by mnożyć je bez końca. Są one jednak dowodem na to, że można maksymalnie zbliżyć się do doskonałości. Oznaką tego jest to, że muzykę czuje się całym sobą, rozumie się ją w każdym, nawet najmniejszym jej aspekcie. Przekłada się to nie tylko na techniczne kwestie wykonawstwa, ale przede wszystkim na emocjonalność z nim związaną. Muzyka staje się wówczas transcendentnym wydźwiękiem czyjejś wrażliwości. 

K.F.: Wielokrotnie wspomina Pan w Epizodach o słowie. Jaka jest jego relacja z muzyką?

K.K.: Muzyka jest językiem. Każdy dźwięk zapisany na pięciolinii stanowi niejako element swoistego języka. Tak jak od dziecka uczymy się korzystać z języka mowy, co przekłada się choćby na to, że jako naród doskonale rozumiemy teatr, tak powinniśmy od dziecka poznawać i zgłębiać język muzyki. Po wielu latach obserwacji mogę stwierdzić, że kluczem do bycia dobrym muzykiem jest umiejętność posługiwania się tym językiem. Jeśli ktoś, nawet przy stosunkowo dobrej muzykalności, nie jest w stanie opanować tych struktur, naraża się na przekazywanie nieprawdy. Jako artyści zaś powinniśmy do prawdy dążyć – tak, żeby trafiać w możliwie najbardziej czułe punkty wrażliwości odbiorców. Całe środowisko kulturalne powinno dążyć do tego, by przekazywać prawdę.

Kazimierz Kord i Grzegorz Michalski, premiera książki, 16.02.2019

K.F.: Odbiorca z XXI wieku, jak wynika ze statystyk i zestawień, poszukuje raczej błahej muzyki – tak jakby nie potrzebował refleksji czy głębokiego doznawania artystycznych wrażeń.

K.K.: Tych kwestii nigdy nie można ze sobą porównywać. Muzyka „lekka” jest oczywiście potrzebna, ale nie warto próbować opisywać jej tymi samymi kategoriami, które sprawdzają się w przypadku muzyki tzw. „klasycznej”. Ta pierwsza potrzebna jest człowiekowi, który po pracy wraca do domu i zwyczajnie w świecie odpoczywa. Klasyczna, wielka literatura muzyczna niestety pozostaje wobec tego nieco na uboczu. Do jej doznawania potrzeba przecież wielkiej wrażliwości oraz chęci rozumienia i zgłębiania kultury humanistycznej. I nie mam tu na myśli tego, że trzeba rozumieć jej prawidłowości. Obcując z nią, uczymy się jej języka i to właśnie kontakt z muzyką żywą, wartościową, daje nam możliwość coraz intensywniejszego eksplorowania jej głębi. Niestety taki odbiorca pozostaje stale w mniejszości.

K.F.:  Próbowałby Pan szukać panaceum na tę sytuację?

K.K.: Lekiem na to może być jedynie edukacja od piątego roku życia. Tylko od najmłodszych lat można budować tak ważne części ludzkiej osobowości jak wrażliwość na muzykę. Nie musi to być edukacja muzyczna w sensie wykonawczym, ale bliskie przebywanie z muzyką wartościową, obcowanie z nią tak długo, jak tylko jest to możliwe.

K.F.: Jak Pana zdaniem jako naród wypadamy na tle innych?

K.K.: Trudno to ocenić. Z pewnością brakuje nam w społeczeństwie osób rozumiejących muzykę, niewielki procent ludzi zainteresowany jest dziś muzyką artystyczną, wartościową, wielką. Powinniśmy ją możliwie jak najszerzej promować. Niemcy dla przykładu są narodem bardzo wyedukowanym i ich znajomość muzyki wynika z nacisku na edukację humanistyczną. W moim odczuciu niezwykle muzykalnym narodem są z kolei Rosjanie. Oni naturalnie, niezależnie od wykształcenia, odczuwają potrzebę obcowania z muzyką, a to przekłada się również na muzykalność w sensie wykonawczym. Kiedy taki człowiek bierze się za wykonywanie nawet najprostszej muzyki, staje się ona czymś dobrym, jawi się jako przekazywana bardzo naturalnie.

K.F.: W moim odczuciu to krytyka powinna odpowiadać za to, żeby nakłaniać ludzi do samodzielnego obcowania z wartościową muzyką.

K.K.: I ma Pan rację. Zadaniem krytyki powinno być także promowanie muzyki wartościowej. Jest to część misji polegającej na kształtowaniu gustów, możemy powiedzieć – zarażaniu muzyką nowych odbiorców. Niestety, w naszym kraju, nadal mówimy o ułamku zainteresowanego tym społeczeństwa.

K.F.: Jak wobec tego próbować Pana zdaniem przekładać muzykę na słowo pisane – czy to w ogóle jest możliwe?

K.K.: Nie. Wszystko zależy od wewnętrznego poczucia estetyki i wewnętrznej wrażliwości na zjawiska dźwiękowe. Jeśli ktoś jest w stanie użyć takich środków, które będą kształtowały u czytelnika muzykalność i będą zachęcały go do obcowania z muzyką – bardzo dobrze. Jednak to nie jest to samo, co oddanie muzyki za pomocą słowa. To będzie tylko jak niedoskonałe tłumaczenie – tego nie da się po prostu zrobić.

K.F.: Zawsze miałem wrażenie, że pociąga mnie muzyka wykonywana z dużą naturalnością – naturalnie się ją wtedy odbiera. Tak chyba definiuję te wartościowe wykonania. Czy chciałby Pan wskazać kilku muzyków, których uważa Pan za ideały?

K.K.: Zrobiłbym ogromną krzywdę wielu znakomitym artystom, gdybym spróbował wymienić trzy czy pięć nazwisk. Mógłbym wymieniać je długimi minutami... Historia zna wielu muzyków, którzy dzięki swojemu talentowi potrafili sugestywnie oddziaływać na odbiorców, a jednocześnie wtłaczać w nich pewien ideał rozumienia muzyki jako sztuki. Dzięki promowaniu takich przejawów kultury, wyrabia się jej odbiorca. Niestety, społeczeństwo nie chce uczestniczyć w tej kulturze, a tacy artyści nigdy nie osiągną sławy w kontekście kultury masowej. Konsekwencje tego mogą być bardzo nieprzyjemne.

K.F.: W książce sugeruje Pan, że napisał ją po to, by zostawić po sobie ślad…

K.K.: Mówiąc szczerze, to tylko takie wytłumaczenie na potrzeby książki. Chciałem napisać tę książkę po to, by uwrażliwić odbiorców na problem rozumienia muzyki. Wytłumaczyć, jak ważna jest muzyka artystyczna, jak bogata, ile może dawać przyjemności, wrażeń estetycznych itd. Wydaje mi się, że Epizody są po prostu wyrazem wewnętrznie odczuwanej przeze mnie misji do tłumaczenia ludziom muzyki.

K.F.:  Dlaczego Michel Jackson?

K.K.: Zupełnie przypadkiem. Nie jest to moja muzyka i sam jej nie słucham.  Nie analizowałem wielu jemu podobnych, żeby poświęcić rozdział komuś zajmującemu się muzyką popularną. Po prostu kiedyś usłyszałem go zupełnie przypadkiem i uświadomiłem sobie, że ten człowiek doskonale rozumiał muzykę. Dokładnie wiedział co, gdzie i jak śpiewa. Przykładów znam jednak nieco więcej…  Edith Piaf chociażby. Ona także była wybornym muzykiem. I to, powtórzę raz jeszcze, jest w muzyce najpiękniejsze. Jeśli ktoś rozumie ten język, czasem „z nadania”, czasem dzięki gruntownej edukacji, jest w stanie trafić prosto do duszy odbiorcy i wywołać u niego głęboką przyjemność płynącą wprost z doznania estetycznego.

K.F.: Czy istnieje recepta na to, jak uwrażliwić się na muzykę?

K.K.: Niestety nie. Nie ma jednej właściwej drogi. Muzykę po prostu trzeba czuć – znam wiele osób, które w ogóle nie kształciły się muzycznie, a dogłębnie i prawdziwie przeżywają muzykę. Jestem pewien, że muzyki trzeba słuchać – im więcej efektów to przyniesie, tym lepiej nie tylko dla każdego człowieka z osobna, ale i dla całej naszej humanistycznej kultury.

 K.F.: Serdecznie dziękuję za rozmowę!


Książkę można kupić w ksiegarni PWM.

* * * 

Spis treści numeru Emocje w muzyce 

Felietony

Karol Furtak, Bajka o sporze Jasia i Małgosi

Robert Gogol, „BPM". Bóg – Przestrzeń – Miłość, czyli sekretna mechanika muzyki

Wywiady

Joanna Stanecka, Miłość w Des-dur na cztery struny, smyczek i wiolonczelę. Wywiad z Izą Połońską

Wojtek Krzyżanowski, PanGenerator: na styku sztuki i inżynierii

Recenzje

Wojtek Krzyżanowski, Hatsune Miku: watashi wa ningen! Jestem człowiekiem!

Robert Gogol, Diabeł decybelem

Publikacje

Szymon Atys, Szymanowski – „Kochanek"

Ewa Schreiber, Drugi dom. Dominik Połoński i muzyka współczesna

Edukatornia

Magdalena Kajszczak, Retoryka w służbie ekspresji w wybranych utworach Karola Szymanowskiego

Dorota Relidzyńska, Parasolkami, zębami, pazurami. Obrońcy muzyki w akcji

Kosmopolita

Dorota Relidzyńska, Sophie Karthäuser: od emocji ważniejsza jest...

Dorota Relidzyńska, Paryż. Miasto miłości… do muzyki!

Rekomendacje

Karol Furtak: „Jako artyści powinniśmy dążyć do prawdy" – rozmowa z Maestro Kazimierzem Kordem

 


Opublikowano: 2019-02-24

Przewiń do góry lub wróć do poprzedniej strony.

Przeczytaj również

Wypowiedz się

Opinie mogą dodawać tylko zarejestrowani użytkownicy.

logowanie i rejestracja
Wydanie 282