Muzyka współczesna Konferencje i warsztaty muzyczne Techno

"Gdyby inspiracją była tylko muzyka poważna, to trochę kręcilibyśmy się w kółko" – Rozmowa z Pawłem Malinowskim i Moniką Szpyrką

Tomasz Michałowski, Paulina Zgliniecka

gdyby-inspiracja-byla-tylko-muzyka-powazna-to-troche-krecilibysmy-sie-w-kolko-rozmowa-z-pawlem-malinowskim-i-monika-szpyrka
Paweł Malinowski i Monika Szpyrka

Monika Szpyrka – kompozytorka, urodzona w Krakowie w 1993 roku. Jej utwory wykonywane były na wielu koncertach w Polsce i za granicą, między innymi: 49. i 50. Międzynarodowym Festiwalu Dni Muzyki Organowej w Krakowie (czerwiec 2015 i 2016); koncercie w ramach imprezy towarzyszącej 58. Międzynarodowego Festiwalu Warszawska Jesień (wrzesień 2015); koncercie-debiucie zespołu Sort Hul Ensemble w Austriackim Forum Kultury (styczeń 2016) i podczas 4. Ogólnopolskiej Konferencji Studencko-Doktoranckiej ELEMENTI 4. Artykulacje w Krakowie (marzec 2016); koncercie — debiucie kameralnego chóru żeńskiego Melos w Wilnie (marzec 2016); 7. Międzynarodowym Festiwalu Tauron Musica Electronica Nova we Wrocławiu (maj 2016); koncercie finałowym Międzynarodowych Letnich Kursów Kompozytorskich SYNTHETIS w Radziejowicach (lipiec 2016); Tauron Musica Electronica Nova w San Sebastian (grudzień 2016); YCM z Orkest de Ereprijs i Vocal Federation 6 w Apeldoorn (luty 2017). Uczestniczyła również w warsztatach: Donaueschinger Musiktage NEXT GENERATION — kursy mistrzowskie z Michaelem Harenbergiem, Stefanem Prinsem i Enno Poppe; 4. Ogólnopolska Konferencja Studencko-Doktorancka ELEMENTI 4. Artykulacje w Krakowie – kurs mistrzowski ze Sławomirem Wojciechowskim; SYNTHETIS — Międzynarodowe Letnie Kursy Kompozytorskie — lekcje mistrzowskie z Markiem Andre, Martinem Bresnickiem, Johannesem Kreidlerem i Zygmuntem Krauze oraz E-MEX Ensemble; YCM 2017 z Orkest de Ereprijs and Vocal Federation 6 – kursy mistrzowskie z Martijnem Paddingiem, Richardem Ayresem, Joe Cutlerem, Mayke Nas. 

W 2015 ukończyła studia licencjackie z Teorii Muzyki na Akademii Muzycznej w Krakowie. Obecnie jest studentką drugiego roku studiów magisterskich w specjalności Kompozycja, w klasie prof. Anny Zawadzkiej-Gołosz.

Paweł Malinowski (*1994) – ukończył studia licencjackie w klasie kompozycji prof. dr hab. Wojciecha Widłaka i teorii muzyki pod kierunkiem dr hab. Agnieszki Draus w Akademii Muzycznej w Krakowie. W jego twórczości interesuje go nie tyle dźwięk sam w sobie, co zestawianie go w różnych kontekstach. Nie traktuje muzyki czysto abstrakcyjnie, wierzy

że może nieść treść. Jego główne zainteresowania to: Rękopis znaleziony w Saragossie, filmy Petera Greenawaya, architektura powojennej Warszawy, kamp i duchologia.

 

Tomasz Michałowski: Muzyka wokół – z radia, autobusu, słyszana na ulicach, raczej odstaje od waszej twórczości. Bronicie się przed nią jakoś? Czy raczej staracie się ją wykorzystać we własnej twórczości?

Monika Szpyrka: Wydaje mi się, że, jakakolwiek postawa stawiające wyraźne granice pomiędzy gatunkami muzycznymi, z reguły działa na niekorzyść wszelkim kreatywnym działaniom – tym bardziej, w obecnych czasach, w których właściwie te granice zaczynają być coraz bardziej zatarte. Wszystko w jakiś sposób zaczyna na siebie silniej wpływać. Postawa obronna przed tym, co obecnie popularne w muzyce, byłaby bardzo sztuczna i prowadziła do hermetyzmu, a tego raczej chciałabym uniknąć. 

Paweł Malinowski: Uważam że to bardzo istotne, by słuchać i być świadomym otoczenia, w którym żyjemy. 

T. M..: Memy, Facebook, Snapchat, smartfony i tablety: macie wrażenie, że technologia, która Was otacza, łączy się z Waszą muzyka, czy raczej z nią kłóci?

M. Sz.: Nie może się kłócić, bo jest częścią tego, w czym funkcjonujemy codziennie. Jeśli technologia w utworze użyta jest jako narzędzie, a nie coś, co przejmuje nad nim kontrolę, to na pewno staje się elementem sprzyjającym wszelkim artystycznym działaniom. 

Paulina Zgliniecka: Wasi rówieśnicy znają muzykę głównie z małych, przenośnych odtwarzaczy albo YouTube czy Spotify. Czy dla Waszej twórczości jest tam w ogóle miejsce?

M. Sz.: Oczywiście – w obecnych czasach jest to wręcz wskazane. Można zaryzykować stwierdzeniem, że jeśli nie ma Twojej twórczości w Internecie to w pewien sposób nie istniejesz jako artysta. Stąd też, korzystanie z Soundclouda, czy YouTube’a jest bardzo pomocne, choćby po to, żeby dotrzeć do szerszej publiczności.  

P. M.: Zawsze, kiedy słyszę o nowym artyście, sprawdzam czy jego muzyka jest na Spotify. Ale to chyba nie jest tak naprawdę istotne. Najważniejsze jest móc dotrzeć do interesującej nas twórczości – namiętne słuchanie muzyki jedynie z audiofilskich nośników jest czymś, co na pewno nie chciałbym, żeby przytrafiło się mojej. Zresztą, rozmowa o nośnikach zupełnie oddala nas od sedna tego, co naprawdę istotne w muzyce. Jednocześnie serwisy streamingowe to jedyne znane mi medium, gdzie, od najnowszej płyty Kanye Westa do Limited Approximations Haasa, dzielą nas tylko dwa kliknięcia, a także – że powstało wiele utworów, które i opierają się na fenomenie kultury internetu, memach i funkcjonują zupełnie poza sceną, jedynie na YouTubie (np. twórczość Dylana Richardsa). 

P. Z.: Kontynuując to pytanie – czy muzyka, traktowana „serio”, może się tam w ogóle znaleźć? Nie powinniśmy słuchać jej zawsze na żywo?

M. Sz.: Myślę, że izolowanie „muzyki traktowanej na serio” od środowiska internetowego byłoby po prostu niepraktyczne. Zamieszczanie utworów na YouTube wcale nie musi wykluczać ich istnienia na scenie – są to dwa odmienne sposoby odbierania muzyki i to właściwie zależy od słuchacza, który z nich będzie dla niego odpowiedniejszy – dobrze jest dać mu ten wybór.

P. M.: Poruszyłaś bardzo ciekawą kwestię – jeżeli mielibyśmy słuchać muzyki jedynie na koncertach, obawiam się że liczba utworów, które poznalibyśmy w naszym życiu byłaby bardzo niewielka. Oczywiście, w przypadku niektórych utworów kontekst uczestniczenia w wykonaniu jest konieczne dla pełnego doświadczenia dzieła – myślę tu np. o operach Tronda Reinholdstena. Swoją drogą – nie uważam, że muzykę nową należy traktować aż tak bardzo serio. W moim odczuciu to wręcz jej szkodzi, a przecież najistotniejszą kwestią dla twórcy powinna być możliwość dotarcia do odbiorcy. 

T. M.: Co jest dla Was ważniejsze: szukanie nowego, czy czerpanie z tradycji?

M. Sz.: Szukanie nowego nie może mieć miejsca bez uwzględniania tradycji – choćby w jej zanegowaniu, stąd traktuję te oba aspekty jako elementy się uzupełniające. 

P. M.: Na szczęście, dla mnie jedno z drugim zupełnie się nie wyklucza.

P. Z.: Jeszcze pytanie o muzyczne inspiracje – czy tylko te z kręgu poważnej, czy może też i kultura popularna w jakiś sposób Was interesuje?

M. Sz.: Gdyby inspiracją była tylko muzyka poważna, to trochę kręcilibyśmy się w kółko. Myślę, że bardzo istotne jest zwracać uwagę na to co dzieje się nie tylko na scenie muzycznej, ale również poza nią. W moim przypadku, jednym z niedawnych tematów zainteresowania stał się przemysł modowy, a konkretnie pokaz Ricka Owensa zatytułowany Cyclops, który w głównej mierze zainspirował mnie do napisania Instrument Spring Ready-To-Wear 2017.

P. M.: To niestety nie będzie bardzo oryginalna odpowiedź, ale dla mnie muzyka nie może być oderwana od kontekstu czasów w których powstaje. Popkultura jest dla mnie ogromnym źródłem inspiracji, a przede wszystkim – wszyscy się w niej poruszamy i w niej żyjemy, niezależnie od tego czy nam się to podoba czy nie. Z mojego wczesnego dzieciństwa pamiętam trzy płyty, których słuchałem namiętnie (nie mając pojęcia jeszcze o tym, kogo słucham): Elvis Presley, utwory orkiestrowe Griega i największe przeboje Maryli Rodowicz. Nawiasem mówiąc, kiedy sięgam po bezpośrednie odwołania do muzyki poważnej, staram się znaleźć takie odniesienia, które funkcjonują również poza zamkniętym kręgiem melomanów, czy środowisk związanych z tzw. sztuką wysoką. 

T. M..: Bez czego trudniej byłoby się wam obejść: papieru nutowego i ołówka, czy komputera i słuchawek?

P. M.: Hmm trudny wybór. Ja jestem z jednej strony dość oldschoolowy — papier i ołówek bardzo mi się przydaje, choć z drugiej strony większość pracy z dźwiękiem wykonuję na komputerze. 

P. Z.: Zahaczmy na chwilkę o ELEMENTI, które współorganizujecie i, które stało się dość dużą inspiracją dla tego numeru MEA – jesteście zadowoleni z „ELEMENTI 5. Techno”? [O konferencji ELEMENTI pisaliśmy już w dziale Rekomendacje – link]

P. M.: Myślę, że ciężko jest jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie – na pewno jesteśmy zadowoleni z tego, ile udało nam się zrobić. W ciągu 3 dni wydarzenia nasza publiczność mogła uczestniczyć w 4 panelach konferencyjnych i 4 koncertach. Współpracowaliśmy ze świetnymi wykonawcami, np. Spółdzielnią Muzyczną, Lutosławski Orchestrą Moderną, prowadzoną w tym roku przez Nadima Husniego, a także – studentami Akademii Muzycznej w Krakowie. Po raz pierwszy odwiedzili nas zagraniczni goście – Dylan Richards, Michael Mandeville i Paul Zaba. To wielki sukces. Jednocześnie uważam, że w przyszłości wydarzenie to może rozwinąć się jeszcze bardziej, więc nie wolno nam osiadać na laurach!

P. Z.: A jakie macie pomysły na to „rozwijanie się”? Jeszcze więcej gości ze świata? Więcej koncertów? A może jakieś warsztaty? Myśleliście już nad tematem „ELEMENTI” 2018?

P. M.: To bardzo zależy od naszych możliwości, przede wszystkim finansowych. Jeśli się uda – a ze strony Katedry Kompozycji otrzymujemy wielkie wsparcie, to będziemy starali się możliwie rozszerzyć to wydarzenie. Nie zapominając oczywiście o polskich twórcach i wykonawcach. Najważniejsze jest dla nas, by ELEMENTI mogło być miejscem otwartej wymiany poglądów i myśli twórczej pomiędzy młodymi kompozytorami.

M. Sz.: Jeżeli chodzi o warsztaty, to pojawiły się one w pewnej początkowej formie podczas ostatniej edycji ELEMENTI, kiedy to udało nam się zorganizować spotkania indywidualne ze Sławkiem Wojciechowskim. Niewykluczone, że w przyszłości będziemy kontynuować ten pomysł. Obecnie natomiast (również jako Koło Naukowe Studentów Kompozycji) pracujemy nad równoległym projektem ze Spółdzielnią Muzyczną Contemporary Ensemble pt. WORKIN’ PROGRESS, która zaplanowana jest na styczeń 2018 roku. Jest to druga odsłona warsztatów, które odbyły się w listopadzie 2017 roku. Główna idea tego projektu zakłada pracę instrumentalistów ze Spółdzielni nad utworami, napisanymi specjalnie na potrzebę tego wydarzenia przez krakowskich studentów kompozycji. Myślimy również intensywnie o temacie ELEMENTI 2018, najsilniejsze głosy, które pojawiły się dotychczas, dotyczyły tematu performance’u – póki co nie będziemy jednak zdradzać szczegółów.

P.Z.: Jesteście młodzi, a macie na swoim koncie niemałe sukcesy – chociażby, wspomniane już, prestiżowe kursy w Polsce i innych krajach, ale także – wykonania na festiwalach o dużej randze (jak „Musica Electronica Nova”) czy nagroda w konkursie im. T. Bairda. Czy to dodaje Wam pewności siebie, wiatru w skrzydła? A może wręcz przeciwnie – obawy przed tym, żeby nie dać przysłowiowej plamy?

P.M.: Nie chciałbym za dużo mówić tutaj o moich sukcesach, uważam (i bardzo chciałbym wierzyć), że dzisiaj wymienianie poszczególnych wykonań, czy nagród na konkursach nie ma aż takiego znaczenia. Chciałem jednak wskazać na inną, bardzo znaczącą dla mnie wartość. To bezpośrednia współpraca z muzykami: wymienioną już Spółdzielnią Muzyczną, świetnym pianistą Krzysztofem Augustynem, organistą (i również kompozytorem) Julianem Gołoszem, czy gitarzystą Michałem Lazarem. Wspólna praca nad nowymi utworami w tym wypadku pozwoliła mi na nabranie doświadczenia nieporównywalnego z żadną inną sytuacją  koncertową czy festiwalową. Podobnie zresztą z moją pracą z wideo, gdzie jestem wdzięczny Konradowi Żukowskiemu za świetne pomysły i ogromy wkład w wizualną stronę moich kompozycji. Naprawdę, bardzo zależy mi na odejściu od pisania superpoważnych not, w których wymieniamy suche fakty — wykonania, festiwale i konkursy. To jest ważne, ale trzeba myśleć o przyszłości i starać się ciągle rozwijać.

M.Sz.: Szczerze mówiąc byłoby trochę szkoda, żeby rozmowa ta przeszła od tematu konferencji do autopromocji, jeśli jednak muszę jakkolwiek nawiązać do mojej działalności artystycznej, to z pewnością m.in. wspomniane ELEMENTI miało na nią wpływ. W dużej mierze przyczyniła się do tego współpraca z doświadczonymi muzykami (wspominanymi już przez Pawła), którzy prawykonywali moje utwory podczas koncertów w ramach konferencji. 

P.Z.: Dziękuję, że znaleźliście czas, o który – mimo wakacji – wyjątkowo trudno w tym roku… Powodzenia i samych sukcesów!

Kompozycje naszych rozmówców dostępne są oczywiście na SoundCloudzie:

Monika Szpyrka: https://soundcloud.com/monika-szpyrka-1 

Paweł Malinowski:https://soundcloud.com/pl-pawel-malinowski 


Spis treści numeru „Kompozycja Techno-Logiczna”:

Felietony: 

Julian Gołosz, Czy Ten Felieton Wywróci Twoje Zdanie O Muzyce Do Góry Nogami?! 

Jakub Strużyński, VAPORWAVE – hauntologia, technokultura i kapitalizm

Wywiady:

Tomasz Michałowski, Paulina Zgliniecka, Gdyby inspiracją była tylko muzyka poważna, to trochę kręcilibyśmy się w kółko – Rozmowa z Pawłem Malinowskim i Moniką Szpyrką

Ewa Chorościan, Na co dzień zajmuję się tym, żeby uwrażliwiać odbiorcę – wywiad z Wojtkiem Blecharzem

Recenzje:

Ewa Chorościan, Każdy z nas jest salą koncertową, czyli „Body-Opera” Wojtka Blecharza 

Paulina Zgliniecka, Parametry, analogie, warstwy, sekwencje. O „Metaformie” Pawła Hendricha

Publikacje:

Piotr Peszat, Conscious music

Paweł Malinowski, O utworach z wideo Michaela Beila

Edukatornia:

Aleksandra Flach, Idea pejzażu dźwiękowego Raymonda Murray'a Schafer'a w myśli i twórczości Lidii Zielińskiej

Ewa Chorościan, Jörg Mager – zapomniany wynalazca instrumentów i pionier mikrotonowości

Kosmopolita:

Paul Zaba, Luke Deane, Co-CompositionRadical Collaboration

Paulina Zgliniecka, Międzynarodowe Letnie Kursy Kompozytorskie „SYNTHETIS”

Rekomendacje:

Paulina Zgliniecka, Audio Art Festival

Maria Zarycka, Spółdzielnia Muzyczna Contemporary Ensemble


Opublikowano: 2017-08-18

Przewiń do góry lub wróć do poprzedniej strony.

Przeczytaj również

Wypowiedz się

Opinie mogą dodawać tylko zarejestrowani użytkownicy.

logowanie i rejestracja
Wydanie 263