Muzyka klasyczna Talent show Konkursy

„Instrument jest po to, żeby wyrazić siebie”. Wywiad z Łukaszem Dyczko

Katarzyna Trzeciak

instrument-jest-po-to-zeby-wyrazic-siebie-wywiad-z-lukaszem-dyczko
Łukasz Dyczko, materiały promocyjne

O urokach gry na saksofonie, o konkursowych sukcesach i skutecznej promocji muzyki klasycznej z Łukaszem Dyczko rozmawia Katarzyna Trzeciak.

Łukasz Dyczko – utalentowany polski saksofonista, zwycięzca 18. Konkursu Eurowizji dla Młodych Muzyków w Kolonii (2016) nominoway do Paszportu Polityki za rok 2016, laureat m.in.: pierwszego miejsca na XI Międzynarodowym Festiwalu Saksofonowym w Przeworsku (2014), I Śląskim Konkursie Saksofonowym w Katowicach (2014) oraz Międzynarodowym Konkursie Muzycznym „Marco Fiorindo” w Turynie (2013). Stypendysta „Krajowego Funduszu na Rzecz Dzieci” oraz Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Od października studiuje na Uniwersytecie Muzycznym Fryderyka Chopina w Warszawie pod kierunkiem Pawła Gusnara. Koncertuje w wielu miastach Polski, wystąpił m.in. podczas gali wręczenia nagród Koryfeusz Muzyki Polskiej, do których otrzymał nominację w kategorii „Debiut Roku”.

K.T.: Twoi rodzice nie są muzykami. Dlaczego w wieku trzech lat rozpocząłeś naukę śpiewu i gry na fortepianie? W jaki sposób reagowałeś na muzykę?

Ł.D.: Mojego pierwszego kontaktu z muzyką nie można nazwać nauką, raczej była to zabawa. Mój tata miał zapoznać z dźwiękami starszą siostrę, ale ona nie była zbytnio zainteresowana – ja wykazywałem większe chęci. Dobrze sobie radziłem i z biegiem czasu sam próbowałem grać piosenki na pianinie. Nie wiem, jak reagowałem na muzykę – trzeba by o to spytać moich rodziców. Każde uzdolnione dziecko nie przechodzi obok niej obojętnie.

Rodzice nie przewidywali, że jako najmłodszy z rodzeństwa zostanę muzykiem, wobec siostry czy brata również nie mieli takich oczekiwań. Mój kuzyn grał na saksofonie, dlatego pewnego razu zobaczyłem ten instrument i spodobał mi się. Jako dziecko byłem drobnej budowy, więc przydzielono mnie na flet poprzeczny. Przed pójściem do szkoły nawet nie wiedziałem, jak wygląda ten instrument – Internet był znacznie mniej popularny niż teraz. Flet zobaczyłem pierwszego września. Po dwóch latach zmieniłem instrument na saksofon. I moja przygoda z nim trwa do dziś.

K.T.: W jednym z wywiadów stwierdziłeś, że saksofon ma duże możliwości. Czy uważasz, że wszystkie zostały wykorzystane? Jaka jest Twoja ulubiona technika gry?

Ł.D.: Myślę, że w każdym instrumencie pozostaje jeszcze coś do odkrycia. Ważne, żeby znane możliwości instrumentu wpleść w ciekawą kompozycję. Nie mam swojej ulubionej techniki gry. Dla mnie instrument jest po to, żeby wyrażać siebie.

K.T.: Wygląda na to, że  Szkoła Muzyczna II stopnia im. Karola Szymanowskiego w Katowicach może pochwalić się klasą saksofonu na wysokim poziomie – razem z kwartetem zdobyłeś Grand Prix na Konkursie Kameralnych Zespołów Dętych CEA w Kielcach oraz wyróżnienie I stopnia w kategorii zespół kameralny. Co jest wyjątkowego w podejściu do nauki tego instrumentu w Katowicach, skoro odnosicie takie sukcesy?

Ł.D.: Zdobyliśmy nawet niejedno Grand Prix (śmiech). Myślę, że katowicka klasa saksofonu jest jedną z lepszych, jeśli nie najlepszą w Polsce. Dużo zawdzięczamy naszemu nauczycielowi, profesorowi Bernardowi Steuerowi, który jest bardzo sumienny i ma duży talent pedagogiczny. Niezwykle ważna jest też współpraca wewnątrz klasy saksofonowej. Po lekcjach, podczas ćwiczenia w szkole, starsi koledzy pomagają młodszym. Profesor nie musi nam wszystkiego tłumaczyć – dzięki „wyższym rocznikom” sami poznajemy nowe techniki gry i możemy rozszerzać swoje umiejętności. W szkole spędzamy ze sobą dużo czasu, dyskutujemy podczas przerw o grze i nowych pomysłach muzycznych. Jesteśmy zgraną ekipą, dzięki czemu poziom klasy saksofonu w katowickiej szkole wciąż jest wysoki.

K.T.: Czy masz swojego ulubionego kompozytora muzyki saksofonowej? W jaki sposób odkryłeś Rapsodię André Waignena?

Ł.D.: Trzy lata temu mój kolega, student Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina, szukał utworu na Koncert Dyplomantów z Filharmonią Śląską. Chciał wykonać mniej znaną kompozycję, nie powtarzać Koncertu Es-dur Aleksandra Głazunowa czy Concertino da camera Jacquesa Iberta. Mój znajomy trafił na trzyczęściową Rapsodię André Waigneina (2010). Ten utwór był obowiązkową kompozycją w finale prestiżowego konkursu „The Adolphe Sax International Competition”, odbywającego się od 1994 roku w belgijskim Dinant, miejscu narodzin wynalazcy instrumentu, Adolphe’a Saxa. Mój kolega zwrócił się do kompozytora z prośbą o nuty, które otrzymał bez żadnych problemów. Na Eurowizji wykonywałem pierwszą z trzech części Rapsodii. Każde ogniwo ma odmienny charakter, ale wszystkie są bardzo ciekawe. Zdradzę, że ta kompozycja pojawi się na mojej debiutanckiej płycie.

K.T. : Ten występ jest jedną z nagród w Eurowizji. Skąd wziął się pomysł spróbowania swoich sił w tym konkursie ? Czy była to Twoja inicjatywa ?

Ł.D. : Ani moja, ani mojego Profesora. W lutym zadzwoniła do mnie pani dyrektor, że zostałem wytypowany przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz TVP Kultura do wzięcia udziały w ogolnopolskim konkursie Młody Muzyk Roku. Byłem zachwycony, ponieważ zawsze marzyłem, aby wystąpić w tym programie. Zwyciężyłem w polskiej edycji, więc mogłem pojechać na Eurowizję dla Młodych Muzyków, który odbywa się co dwa lata. W tym roku, podobnie jak w 2014, konkurs miał miejsce w Kolonii.

K.T. : Na czym polegała rola Roberta Kamyka, Twojego mentora z TVP Kultura, w konkursie Eurowizji?

Ł.D.: Dużo rozmawialiśmy o muzyce klasycznej w dzisiejszych czasach i porównywaliśmy ją z koncertami muzyki pop. Analizowaliśmy, w jaki sposób można znaleźć swoje miejsce na rynku klasycznym i co można zrobić aby nieco odświeżyć formułę koncertów. Oprócz rozmów o szeroko pojętej muzyce klasycznej, rozmawialiśmy o samym występie. Co zrobić, żeby pokazać wszystko w ciągu pięciu minut!

K.T. : W jednym z wywiadów stwierdziłeś, że wszyscy finaliści Eurowizji prezentowali bardzo wysoki poziom, ale Twoim faworytem byl norweski skrzypek, Ludvig Gudim. Co urzekło Cię w jego grze ? I jak zmieniło się Twoje życie po konkursie?

Ł.D. : Ludvig bardzo dobrze prezentował się na próbach. Miał piękny dźwięk, poza tym grał na Stradivariusie. Cieszę się, ża podczas Eurowizji panowała zdrowa atmosfera, a finaliści byli w większości otwarci. Teraz już wiem, jak funkcjonują kamery, co robią operatorzy etc. – znam tajniki telewizji od kuchni .

Po Konkursie bardzo wiele się zmieniło. Mam w kalendarzu kilka koncertów, m.in.   z Toruńską Orkiestrą Symfoniczną, (12.02.2017), z Orkiestrą Symfoniczną Filharmonii Płockiej. Razem z Krzysztofem Michalskim 26 października wystąpiłem w nowej siedzibie NOSPR. Cieszę się, że ludzie coraz bardziej zaczynają zauważać i doceniać saksofon, a także muzykę klasyczną. Po Eurowizji dostałem kilka komentarzy, że klasyka nie musi być śmiertelnie nudna, a wręcz jest ciekawa ! Publiczność mogła za darmo i na żywo posłuchać wielu różnych instrumentów, nawet tak oryginalnych, jak tambura. Bezpośredni kontakt z muzyką jest niezastąpiony.

K.T. : Czy w którejś z sal koncertowych szczególnie chciałbyś wystąpić ? Jakie są Twoje muzyczne marzenia ?

Ł.D. : Lubię grać we wszystkich salach koncertowych, ale może kiedyś uda mi się wystąpić w Royal Albert Hall, gdzie w 1941 roku po raz pierwszy odbył się festiwal Proms. Uważam, że to świetny sposób promocji muzyki klasycznej. Jeśli chodzi o moje muzyczne marzenia, to chciałbym zdobyć Fryderyka, bo to prestiżowa i rozpoznawalna nagroda przemysłu fonograficznego. Może uda się kiedyś sięgnąć po Grammy, kto wie ?

K.T.: Jakie widzisz zalety, a jakie wady polskiej edukacji w szkołach muzycznych? Czy wprowadziłbyś jakieś przedmioty np. obowiązkowe zajęcia z improwizacji instrumentalnej, a niektóre usunął?

Ł.D.: Nie jestem specjalistą w dziedzinie edukacji muzycznej, ale myślę, że w szkołach brakuje przedmiotu dotyczącego działalności na rynku muzycznym. Młodzi ludzie boją się zakładać strony internetowe czy fanpage na Facebooku, a w dzisiejszym świecie trzeba się pokazywać. Dobry artysta jest jak biznesmen – wie, że nie tylko towar jest ważny, ale i jego promocja i spójność. Wielu muzyków sądzi, że jeśli dobrze grają, to automatycznie mają zapewnione koncerty. Tacy ludzie sądzą, że coś im się należy, tymczasem artysta to człowiek, który musi sam pracować na swój własny sukces. Nie wystarczy tylko lekcja i koncert, który zaproponuje profesor. Trzeba szukać czegoś więcej. Poza tym dzisiaj na rynku muzycznym jest tylu wybitnych artystów, że należy w jakiś sposób zaciekawić publiczność. Myślę, że tego powinno się uczyć w ramach nowego przedmiotu.

K.T.: Czy stresujesz się przed występami? Czy wyczuwasz jakieś różnice w temperamencie i nastawieniu publiczności?

Ł.D.: Nie, nie odczuwam tremy. Każdy występ traktuję jako możliwość wyrażenia siebie. Pamiętam jeden konkurs w szkole średniej, na którym mi bardzo zależało. Na początku gry bardzo się stresowałem, ale potem emocje opadły. Poza tym zostałem świetnie oceniony, więc na szczęście trema nie miała wpływu na jakość występu. Mimo to gra w stresie do dzisiaj pozostawia niemiłe wspomnienie. Doskonale czuję jakie nastawienie ma publiczność i jakie emocje jej towarzyszą. Łatwo rozpoznam czy publiczność słucha muzyki, czy przyszła w kompletnie innym celu.

K.T.: Czy wykonujesz też muzykę nieklasyczną?

ŁD.: Jeszcze nie, nie miałem czasu, żeby zająć się jazzem. Poza tym w szkole koncentrowałem się na muzyce klasycznej, żeby jak najlepiej opanować technikę i przygotować się do występów. Chciałbym spróbować grać jazz, chociaż wiadomo, że nie każdy bardzo dobry klasyczny muzyk odnajduje się w tym gatunku. Uważam też, że każdy saksofonista powinien umieć improwizować. Nie w sposób wyszukany, ale jednak. Ja już próbowałem.

K.T.: Czy masz swoje ulubione kompozycje saksofonowe prócz Rapsodii? Czy na saksofonie wykonuje się dużo utworów współczesnych?

Ł.D.: Bardzo podoba mi się Sonata na saksofon altowy i fortepian amerykańskiego kompozytora, Williama Albrighta (1944-1988). Utwór ma ciekawą formę i jest bardzo emocjonalny. Jeszcze go nie wykonywałem.

Dużo kompozycji saksofonowych powstało dopiero w XX wieku – przecież instrument został wynaleziony w 1840 roku. Mogę polecić utwory japońskich twórców takich jak Fuminori Tanada, Takashi Yoshimatsu s.

K.T.: Czy próbowałeś pisać transkrypcje na saksofon? Czym różni się gra na odmiennych instrumentach z tej rodziny?

Ł.D.: Jeszcze nie, musiałbym trochę pomyśleć. Jest wiele transkrypcji na saksofon sopranowy, niektóre bardzo dobrze brzmią. Oczywiście, najwięcej gram na alcie.

K.T.: Czy kompozytorzy proponowali napisanie dla Ciebie utworów?

Ł.D.: Osobiście nikt jeszcze nie pytał się mnie, jednak jestem ujęty we wniosku do  zamówień kompozytorskich na dosyć awangardowy skład. Jeśli wniosek zostanie przyjęty to na moim fanpage’u zamieszczę wszelkie szczegóły.

K.T.: Jak oceniasz pomysł na telewizyjny Talent Show dla instrumentalistów, którzy np. zgłaszaliby się dobrowolnie do programu. Jako Fundacja, która mogłaby być organizatorem takiego cyklu zastanawiamy się, co jest możliwe, aby coś takiego zaciekawiło polskiego odbiorcę? Jakie musiałyby być cechy takiej audycji?

Ł.D. : Muzyka klasyczna nie jest tak ekspresyjna, można ją określić jako bardziej intymną, dlatego nie przyciągnie tak dużej rzeszy publiczności. Myślę, że program Młody Muzyk Roku dobrze spełnia swoją funkcję. Konkurs prezentuje wysoki poziom, a jednocześnie cieszy się dużym zainteresowaniem wśród melomanów, także – a może przede wszystkim – młodych.

K.T.: Jak, Twoim zdaniem, należałoby promować w Polsce muzykę klasyczną, żeby zainteresować nią młodych ludzi? Czy uważasz, że media i fundacje wystarczająco i efektywnie promują muzykę klasyczną? Jakie są Twoje pomysły?

Ł.D.: Myślę, że bardzo dobre pomysły zostały zastosowane podczas Konkursu Chopinowskiego. Melomani mogli na bieżąco śledzić i komentować w sieci występy wszystkich uczestników. Internet to obecnie jedno z najbardziej efektownych narzędzi do promocji muzyki klasycznej.

K.T.: Czy słuchania muzyki klasycznej można się nauczyć? I kto powinien do tego zachęcać: rodzice, nauczyciele, rówieśnicy?

Słuchania muzyki klasycznej można się nauczyć i to wcale nie jest takie trudne. Warto zaznaczyć, że jak ktoś wejdzie w taką muzykę to niemal zawsze zostaje z nią do końca życia. Myślę, że zachęcać powinni ludzie, którzy żyją taką muzyką. Którzy kochają chodzić na koncerty w pięknych filharmoniach i słuchać barw różnych instrumentów.

K.T.: Co to znaczy dla Ciebie „dobra muzyka”?

Ł.K.: To interesująca, zaskakująca kompozycja, w której zawsze możemy znaleźć coś nowego. Jednocześnie dobra muzyka nie odstraszy słuchacza, będzie zawierać elementy na tyle ciekawe, że nie znudzi.

K.T.: Kto jest dla Ciebie wzorem artysty?

Ł.D.: Cenię grę Lang Langa, którego interpretacje pasują do jego osobowości. Dobrze, że jest taka postać na światowej scenie muzycznej. Imponuje mi postać Herbiego Hancocka, który jest artystą wszechstronnym. Potrafił od typowego jazzu z lat 50. przenieść się w free-jazz, funk, muzykę filmową i rap. Nie bał się zmiany kierunków w swojej karierze artystycznej.

K.T.: Dziękuję Ci bardzo za rozmowę. MEAKULTURA gratuluję Ci wszystkich sukcesów i życzy dalszych osiągnięć!

Ł. D. Dziękuję bardzo.

Opublikowano: 2016-12-09

Przewiń do góry lub wróć do poprzedniej strony.

Przeczytaj również

Wypowiedz się

Opinie mogą dodawać tylko zarejestrowani użytkownicy.

logowanie i rejestracja
Wydanie 254