„Jeśli oddajesz temu miastu więcej niż chyba możesz…” – wywiad z Miuoshem

Bartosz Dąbrowski

jesli-oddajesz-temu-miastu-wiecej-niz-chyba-mozesz-wywiad-z-miuoshem
autor zdjęcia MIUOSH

Miłosz „Miuosh” Borycki od początku swojej działalności muzycznej mocno związany jest z rodzinnymi Katowicami. W swoich tekstach często opisuje to miasto oraz jego mieszkańców. 6 marca dając wspólny koncert z Narodową Orkiestrą Polskiego Radia z Katowic, pod batutą Radzimira Dębskiego, zbudował most porozumienia między dwoma odległymi światami muzycznymi: muzyką symfoniczną i rapem. Koncert ten miał być  wydarzeniem jednorazowym, lecz cieszył się tak dużym zainteresowaniem, że zorganizowano także drugi, a wkrótce będziemy mogli obejrzeć ich zapis na płycie DVD.

----------------

Bartosz Dąbrowski: W tytule swojej ostatniej płyty nazywasz siebie "Panem z Katowic". Chciałeś podkreślić swoją dojrzałość, czy ten „Pan” ma - wbrew pozorom - inne znaczenie? W jednym z tekstów rapujesz: „Choćby nawet twarz ogniem napluli, będę nad moim Śląskiem trwać jak nad Rio” ... Jak Pan Jezus?

Miuosh: Tu chodzi o symbol... Nawet nieco zbyt mocno wyeksploatowany we wszelkich tego typu podjazdach metaforycznych. Chodzi mi o zwracanie uwagi na codzienne problemy tego, co mnie otacza. „Rio” to jedyny numer na tym albumie, który więcej mówi o NAS, niż o MNIE. Reszta albumu to właśnie „Pan z Katowic” - osoba, która połowę doczesnego życia oddała muzyce, co tak naprawdę dużo ją kosztowało, ale chyba więcej nauczyło - o ludziach, o tym kraju i sobie samym.

BD: Na tej płycie więcej mówisz o sobie niż o tym co Cię otacza. Jak spoglądasz na swoje poprzednie albumy z perspektywy dojrzałego rapera?

M: Oprócz wcześniejszego krążka z Onarem i „Piątej Strony Świata” reszta wydaje mi się nieco płytka i błaha... „Nowe Światło”, „Piąta...” i „PZK” to albumy, na których mówię rzeczy (w moim odczuciu) zdające próbę czasu. Są one poniekąd wciąż aktualne, a na dodatek mają solidną formę jako konkretna produkcja, nie jest to przypadkowy zlepek utworów. Nie mówię, że od reszty się odcinam czy nie jestem z niej zadowolony, ale te trzy są najlepsze.

BD: Czy można mówić w tej chwili o Śląskiej scenie hip-hopowej? Mam wrażenie, że raperzy działają tutaj raczej na własny rachunek, nagrywają praktycznie obok siebie i częściej zamiast współpracować wchodzą ze sobą w polemiki.

M: Tutaj ludzie nigdy ze sobą chętnie nie współpracowali... Gdy dochodziło do jakiś osiągnięć, charaktery dawały o sobie znać, a podsycone dodatkowo wieloma innymi czynnikami powodowały rozpady. Taka specyfika. Nawet polemiki, o której mówisz, już nie ma...

Autor zdjęcia: Ania Walterowicz

BD: Wziąłeś udział w wyjątkowym koncercie w siedzibie NOSPR. Wraz z tamtejszą orkiestrą wykonałeś utwory ze swojego repertuaru w symfonicznych aranżacjach autorstwa Radzimira „Jimka” Dębskiego. Dlaczego właśnie On?

M: Ciężko wyobrazić sobie łącznie rapu i muzyki symfonicznej w Polsce nie biorąc pod uwagę Radzimira. To chyba jasne. Jest genialny i otwarty na wszystko co dobrze się zapowiada.

BD: Dałeś Radzimirowi wolną rękę czy wspólnie opracowywaliście pomysły na nowe aranże symfoniczne?

M: W stu procentach wolną rękę.

BD: Interesuje mnie koncepcja doboru materiału muzycznego - mieliście jakąś na początku? Bo można starać się wybierać te utwory, które już w oryginale są bliskie brzmieniu „symfonicznemu" (jak np. „Nie mamy skrzydeł” i "Piąta strona świata"), albo próbować zrobić coś „na odwrót” - zmienić brzmieniowo te bliższe elektronice czy old schoolowi?

M: Jimek przy pierwszej naradzie powiedział mi, że to moja kwestia i ja mam wybrać utwory, które chcemy zagrać... On zasugerował tylko jeden.

BD: Na „Panu z Katowic” słychać Twoje zmęczenie: koncertami, sceną, hejterami. Czy projekt symfoniczny był swojego rodzaju odpoczynkiem, zwolnieniem tempa?

M: Na pewno nie zwolnieniem i nie odpoczynkiem, wręcz przeciwnie - to mocne wyróżnienie, które rekompensuje mi właśnie to wszystko, co spotyka w pewnym momencie osoby zdecydowanie idące po swoje i osiągające jakieś tam sukcesy. To największe przedsięwzięcie muzyczne jakie mnie spotkało.

BD: Jan „Kysk” Skrzek miał wystąpić z Tobą w NOSPR wykonując kawałek „Piąta strona świata”, ale plan ten zniweczyła Jego przedwczesna śmierć. W hołdzie Jankowi nagrałeś utwór „Cisza”. Na czym polegała muzyczna albo też ludzka nic porozumienia między Wami? Patrząc obiektywnie wiele Was różniło: i wiek i inne rejony muzyczne, w których istniejecie...

M: Wiek to nic, rejony muzyczne wcale nie są tak odległe, a łączyło nas to, że muzyka i Śląsk zajmowały nas tak samo mocno. Dogadanie się z Jankiem nie było nigdy żadnym problemem, a granie z nim największą przyjemnością. Szkoda, że go nie było go na scenie...

BD: W Twojej twórczości istotny jest pierwiastek lokalny. Rapujesz o Śląsku i współpracujesz ze śląskimi artystami, poruszającymi się po różnych gatunkach muzycznych. Nagrywałeś z prekursorami śląskiego rapu (Joka, Rahim, Focus), bluesmenem Józefem Skrzekiem, czy aktorką Katarzyną Groniec. Teraz przyszła pora na muzykę poważną w siedzibie NOSPR. Ale Śląsk to też np. klimaty Metalmanii. Widzisz siebie w zestawieniu np. z Katem, czy jakimś zespołem hard-core'owym?

M: Od dziecka słucham „muzyki gitarowej”. Od rocka, bluesa, reggae przez hardcore do metalu. Lubię albumy, gdzie łączy się rap z ostrzejszym graniem, ale nie chciałbym takiego nagrać. Nie wszystko czego się słucha powinno się chcieć nagrywać.

BD: Hip-hop i muzyka symfoniczna to odrębne światy muzyczne. Czy czułeś jakiś dystans między Tobą a orkiestrą, czy raczej prace przebiegały w przyjaznej atmosferze? Mieliście dużo prób razem?

M: Mieliśmy trzy próby w pełnym składzie. To mało i dużo. Młlo jak na próby rapera mającego zagrać koncert z orkiestrą, dużo, jak na próby z TĄ orkiestrą. Ci muzycy, poziom zaangażowania i atmosferę jaką wprowadzają podczas wspólnej w pracy, to coś, z czym wcześniej sie nie spotkałem. Największa przyjemność, a dla mnie także nauka, w każdym momencie przebywania z nimi w jednym pomieszczeniu.

BD: Jak się czułeś w sali NOSPR? To na pewno nowe doświadczenie dla Ciebie, raczej przywykłeś do zatłoczonych klubów muzycznych, czy scen festiwalowych.

M: W tej sali chyba każdy czuje sie wyjątkowo... Moja przewaga nad resztą zgromadzonych polegała na tym, że z miejsca, z którego ja widziałem sale, wygląda ona monstrualnie... Grałem na największym festiwalu w naszej części Europy, gdzie nasz koncert oglądało ponad 8000 osób, grałem na Urodzinach Mariackiej, gdzie nie było wcale mniej ludzi, ale tutaj wszystko jest mocniejsze, lepsze i wyraźniejsze. Nawet widok.

Autor zdjęcia: Tomasz Sikora

BD: Zainteresowanie projektem było tak duże, że zdecydowaliście się na zagranie drugiego koncertu. Czy któryś z nich wspominasz lepiej? Pierwszy, który był całkiem nowym doświadczeniem, czy drugi gdzie już mniej więcej wiedziałeś z czym do masz do czynienia? 

M: To dziwne, ale te koncerty strasznie sie od siebie różniły. Pierwszy, mimo, iż zawierał parę potknięć i momentami szliśmy „na ślepo”, miał w sobie energię, którą zawierają tylko „pierwsze razy”. Drugi był prawie bezbłędny (co jak na taki projekt wydawało mi sie niemalże niemożliwe), ale juz ładunek energii, który nam dostarczył, nie był zaskoczeniem. Oba zaliczam do dwóch najlepszych w życiu [śmiech].

BD: Zespoły rockowe czy gwiazdy POP nagrywają płyty symfoniczne, a ten projekt jest pierwszą taką współpracą rapera i orkiestry w Polsce (a może i jednym z pierwszych świecie?). Czym to jest spowodowane według Ciebie? Czy dla większości raperów są to zbyt odległe światy muzyczne? Brak funduszy, wyobraźni, obawa przed straceniem fanów?

M: W takiej formie żaden raper nigdzie na świecie nie zagrał autorskiego, pełnego koncertu. Bez wsparcia dj, samplerów, elektroniki. My robimy wszystko stuprocentowo na żywo. Żeby doszło do takich kolaboracji musi w jednym miejscu spotkać się parę czynników i osób. To nie jest tak, że wymyśliłem sobie ten koncert, zadzwoniłem w dwa miejsca i jest... To nawet nie był mój pomysł, a zostało mi to zaproponowane. Na początku nie mogłem w to uwierzyć, w zasadzie po paru miesiącach myślałem, że ten pomysł już upadł, mimo ogromnego zainteresowania ze strony NOSPRu i miasta. A tu nagle odebrałem kolejny telefon od Krzysia Krota i oniemiałem. Mam szczęście, że trafiłem na takich ludzi, że urodziłem się tutaj, że Śląsk chyba w jakiś sposób mi podziękował za to wszystko co o nim dobrego w życiu powiedziałem. To właśnie skrzyżowanie tych osób i paru czynników dało ten efekt. Fundusze, wyobraźnia i fani to zupełnie inna i drugorzędna sprawa.

               

Tytuł wywiadu jest parafrazą cytatu z piosenki Miuosha Więcej niż możesz.

Opublikowano: 2015-03-26

Przewiń do góry lub wróć do poprzedniej strony.

Wypowiedz się

Opinie mogą dodawać tylko zarejestrowani użytkownicy.

logowanie i rejestracja
Wydanie 286