Muzyka popularna Talent show Must be the Music

Kłócimy się zwykle o dziewczyny. Piotr Szumlas i Jakub Zaborski

Anna Komendzińska

klocimy-sie-zwykle-o-dziewczyny-piotr-szumlas-i-jakub-zaborski
materialy promocyjne

Ze zwycięzcami 5. edycji Must Be The Music - w atmosferze „dość melancholijnej ballady” – nie całkiem melancholijna rozmowa.

Anna Komendzińska: Czy 12 maja 2013 r., kiedy to wygraliście 5. edycję Must Be The Music, zaczęła się dla Was nowa epoka? A może inaczej byście określili rzeczywistość „po programie”?

Piotr Szumlas: Jest to na pewno kolejny etap w naszym życiu. Jesteśmy szczęśliwi, że padło akurat na nas, a jednocześnie do tej pory nie możemy w to do końca uwierzyć. Wygrana niesie za sobą również pewną odpowiedzialność. Nie chcemy zawieść ludzi, którzy nas wspierali, liczyli na nas i głosowali w trakcie trwania programu. Chcemy jak najlepiej wykorzystać szansę, którą od nich dostaliśmy.

Jakub Zaborski: Do tej pory odczuwam kompletny brak świadomości tego, co się w tamtym momencie stało. Rzeczywistość po programie… hmm... Na pewno sposób, w jaki ludzie nas postrzegają zmienił się diametralnie, mimo że my się w ogóle nie zmieniliśmy. W jednej chwili staliśmy się po prostu rozpoznawalni. Cudowną sprawą po programie były propozycje koncertów i możliwość poznania wielu ludzi, wybitnych ludzi, od których sporo możemy się nauczyć, np. w Sopocie Kasi Nosowskiej czy Ani Dąbrowskiej.

AK: Nie da się ukryć, że muzyczny show-biznes, w którym jedną nogą stoicie, często dąży do postrzegania sztuki jako produktu; także Was – dwie osoby – traktuje się jako nierozdzielną całość. Muzycznie – spójność taką trzeba pochwalać, ale czy prywatnie trochę Wam to nie przeszkadza? Jakub wielokrotnie podkreślał w mediach, że nie jest zadowolony z faktu intensywniejszego eksponowania jego osoby w stosunku do zainteresowania rolą Piotra w duecie…

JZ: Z początku było mi bardzo ciężko z tym, że Piotrek był często pomijany i nie mogłem go w jakiś sposób docenić, ale wiele sobie wyjaśniliśmy i dla nas największą wartością jest to, że pracujemy razem, że spełniamy się w tym co robimy i wygraliśmy właśnie jako duet. Mam świadomość, że piosenki, które piszę, bez aranżu Piotrka nie miałyby duszy. Sukces zawdzięczamy wspólnej pracy.

PS: Mnie to osobiście nie przeszkadzało, jednak staramy się tworzyć tak, aby zwrócono uwagę zarówno na wokal, jak i na grę na gitarze.

AK: Jesteście bardzo młodymi ludźmi – uczycie się dopiero kontaktów z dziennikarzami i publicznością. Chyba nie pomylę się, jeśli stwierdzę, że rozmówcom zdarzało się i zdarza traktować Was jak chłopców? Takich, którym mówi się na „ty”, których wypada zapytać, jak poszła matura, z którymi można pośmiać się w studenckim radiu i których należy pochwalić, bo robią coś, co w ich wieku jest rzadkością. Czy to Wam nie przeszkadza? Taki jest Wasz wizerunek?

PS: Oczywiście powoli wkraczamy w ten świat. Pomimo że jesteśmy tacy młodzi, to dostaliśmy możliwość zobaczenia tego wszystkiego od środka. Raczej nie przeszkadza nam to, a wręcz podkreślamy, że w tym wieku osiągnęliśmy już tak wiele i trudno nam w to uwierzyć.

JZ: My cały czas uczymy się egzystować w tym świecie i bywa różnie. Tak, raz rozmawiają z nami o maturach, o dziewczynach i chcą się pośmiać, a raz poruszają jakieś głębsze tematy. Lubię odpowiadać na niebanalne pytania, bo skłaniają mnie do dłuższego zastanowienia, a na niektóre pytania odpowiadamy już troszkę automatycznie. Jeśli chodzi o wizerunek, to jesteśmy naturalni, staramy się być tacy jak w życiu.

AK: I poznać różne strony tego życia… Od samego początku, od Waszego zaistnienia w mediach musieliście zmierzyć się z falą krytyki, którą pozwolę sobie zatytułować hasłem „rajstopy i sweterek od powodzian”. Traktujecie takie niewybredne anonimowe komentarze jako naturalny element popularności czy przejmujecie się nimi?

PS: Na początku fala ta była ogromna i w pewnym momencie już nie byliśmy pewni, czy to dobrze, że wzięliśmy udział w programie. Chyba każda osoba, która doświadczy choć odrobiny popularności przechodzi przez coś takiego. Obecnie jednak anonimowe i nieuzasadnione komentarze krytyki zwyczajnie ignorujemy.

JZ: Ja niestety takie rzeczy bardzo przeżywam, ale wiedzieliśmy, idąc do programu, że dwóch kolegów, ubranych dość niekonwencjonalnie, może wywołać jakieś poruszenie u  ludzi.

AK: Poznaliście się przez Internet, dzieli Was wykształcenie muzyczne, ale przecież nie pasja. Jak się pracuje w męskim duecie? Mamy na rynku Braci, mamy zespół Golec uOrkiestra, ostatnio także Hurts… Czy męska przyjaźń pomaga w tworzeniu? Może kłócicie się mniej niż kobiety?   

PS: Moim zdaniem wszystko zależy od tego, jaki jest człowiek, jaki ma charakter i nastawienie na współpracę, bez względu na płeć. Kłótnie bywają, ale w efekcie zawsze czegoś uczą i suma wychodzi na plus.

JZ: Wspólna praca jest jak najbardziej udana. Muzyka to tak naprawdę coś, w czym w stu procentach się zgadzamy i nie ma spięć. To, że się przyjaźnimy i mamy podobną wrażliwość muzyczną, pozwala na tworzenie naszych piosenek. Kłócimy się zwykle o dziewczyny [śmiech].

AK: Mam wrażenie, że jesteście specjalistami od smutnych piosenek. Będziecie polemizować?

JZ: Niestety muszę się zgodzić. Jakiego tekstu bym nie napisał, a potem nie wymyślił do niego muzyki, to wychodzi dość melancholijna ballada. Chociaż ostatnio udało nam się stworzyć parę radośniejszych utworów, np. Personal Angel. Jest to chyba pierwszy radosny utwór, który stworzyliśmy wspólnymi siłami. Słowa są o tym, że trzeba doceniać bliskich nam ludzi, bo oni są jak takie „ciche anioły” i cały czas nas wspierają.

PS: Zależy, jak na to patrzeć. Powiedziałbym, że klimat naszej muzyki jest dość specyficzny, zmuszający do refleksji również nad tekstem. Staramy się, aby nasze piosenki miały głębszy przekaz, a także by były uniwersalne. Często spotykamy się z komentarzami, że słuchacze bardzo utożsamiają się z naszą muzyką.

AK: A Wy często podkreślacie, że płyta, na którą czekają słuchacze, musi być dopracowana i zadowalająca Was. Do tego potrzebne są dobre piosenki. Jaki jest przepis na satysfakcjonujące Was - artystów - akustyczne indie? Czego należy się wystrzegać?

PS: Tak, chcemy dokładnie dopracować nasze piosenki. Szczególnie wystrzegamy się banalnych tekstów. Jeśli chodzi o muzykę, szukamy również niebanalnych harmonii, melodii, które jednocześnie będą wpadać w ucho.

JZ: Przede wszystkim ważne są nowe doświadczenia, które motywują nas do tworzenia tych utworów. Czasami potrzebny jest impuls, który mówi mi: Kuba, to jest to, czas przelać myśli na papier, a później spróbować zaśpiewać. Bywa czasem, że coś, co stworzymy, brzmi jak jakiś inny znany nam utwór i tego trzeba się wystrzegać…

AK: Na wspomnianej płycie mają znaleźć się zarówno utwory wokalno-instrumentalne, jak i te wykonywane tylko przez Piotra na gitarze. Piotrze, odnoszę wrażenie, że "fingerstyle" to technika z jednej strony szalenie wirtuozowska, ale z drugiej – trochę pop, coś, co ma przyciągnąć szerszą publiczność. Gitara klasyczna czy akustyczna nie jest przecież instrumentem powszechnie słuchanym solowo, a nagle zachwycamy się Piotrem Resteckim, Michałem Łoniewskim, Piotrem Szumlasem. Co Ty o tym sądzisz? Dla jakiej publiczności tak naprawdę grasz? Imponujesz fachowcom czy czarujesz laików?

PS: Fingerstyle to solowa gra na gitarze, która łączy w sobie dosłownie wszystkie gatunki muzyczne. Wymaga to więc dużej znajomości takich gatunków – tak, aby umieć się w nich odnaleźć. Osobiście mogę powiedzieć, że jeszcze wiele przede mną i jeszcze wiele mam w umyśle furtek do otwarcia, aby komponować tak różnorodnie. Zdobyłem technikę gry, teraz potrzeba lat, aby dojrzewać razem z tym i poszerzać swoje możliwości. Odbiorcą takiej muzyki może być każdy - ważne, by utwór zadziałał na daną osobę, aby słuchacz choć zatrzymał się nad nim, poczuł emocje, to, co chcę przekazać poprzez kawałek drewna i sześć strun.

AK: Jakubie, zdecydowanie częściej tworzysz teksty do Waszych utworów po angielsku niż po polsku. Czy w ten sposób łatwiej jest wyrazić uczucia? Generalizując, może jako Polacy wolimy nucić zagraniczne przeboje, bo dobrych polskich piosenek jest jak na lekarstwo, bo język rodzimy brutalnie obnaża niewprawność w jego stosowaniu? Bo po angielsku brzmimy „profesjonalniej”?

JZ: Po pierwsze, piszę po angielsku, bo jako artysta najlepiej potrafię wyrazić się w tym języku. Poza tym można powiedzieć, że moja rodzina jest dwujęzyczna. Mama w dzieciństwie przebywała trochę w USA u rodziny, a później na misjach na Jamajce, jest również nauczycielką angielskiego, przez co w domu od zawsze mówiło się po angielsku. Do pisania w tym języku skłania mnie także fakt, że wielu moich znajomych nie mówi po polsku, a chciałbym, aby nasze utwory miały odbiorców na całym świecie. 

AK: Których współczesnych polskich tekściarzy cenicie?

PS: Seweryn Krajewski.

JZ: Jeśli chodzi o polskich, to na pewno Kasia Nosowska. Podziwiam ją, bo potrafi pisać niesamowite utwory w naszym ojczystym języku. Poza tym Ania Dąbrowska czy siostry Przybysz też są świetne. Mam również ogromny sentyment do tekstów Agnieszki Osieckiej. Z zagranicznych autorów - na pewno Jessica Cornish (Jessie J) czy Bon Iver.

AK: W jakim kierunku zmierza dzisiejsza muzyka popularna? Wy święciliście triumfy w  Must Be The Music, Twoja, Kubo, koleżanka z liceum, Klaudia Gawor, wygrała trzecią edycję X Factor. Czy trudno jest wybić się bez "talent show"?

JZ: Wielu ludzi sądzi, że nasza muzyka jest zaliczana właśnie do tego nurtu, pomimo tego, że jest również uznawana za muzykę niszową. Mogę tu jedynie zacytować słowa pana Sztaby, że „z polskim gustem muzycznym chyba nie jest jeszcze tak źle” i dzisiejsza muzyka popularna zmierza w dobrym kierunku. Talent show na pewno daje rozpoznawalność, ale późniejsza ilość pracy, jaką trzeba włożyć w to, by osiągnąć sukces jest wprost proporcjonalna do pracy, jaką wykonuje osoba niebiorąca udziału w tego typu programie.

AK: Kogo z uczestników Waszej edycji MBTM szczególnie zapamiętacie? Kogo można posądzić o wyznaczanie trendów w polskiej muzyce?

JZ: Na pewno chłopaków z FairyTaleShow, z którymi bardzo zaprzyjaźniliśmy się podczas programu. Ich muzyka to coś, czego na polskim rynku jeszcze nie było. Tak samo Megitza - to dla mnie objawienie, ponieważ łączy różne gatunki muzyczne, m.in. folk, jazz, a poza tym świetnie śpiewa. Bardzo zapadła mi w pamięć Asia Kaczmarkiewicz, która pokazała kawał głosu w naszym półfinale i mam nadzieję, że jeszcze o niej usłyszę. Trendy… FairyTaleShow, zdecydowanie.

AK: Ostatnie tygodnie (kolejne pewnie podobnie się zapowiadają) to dla Was ciągłe koncerty w różnych polskich miastach, wywiady, uczestnictwo w audycjach radiowych i telewizyjnych… Jakim kluczem kierujecie się podczas doboru imprez i wydarzeń, w których bierzecie udział? Po drodze był np. Finał Miss Polski Nastolatek…

PS: Kierujemy się tym, aby naszą muzykę usłyszał każdy - nie wiadomo, kto zechce być naszym słuchaczem. Jeśli nadarza się dobra okazja, to gramy. 

JZ: Jest tego dużo. Ciekawe pytanie. Nie ma w tym w sumie żadnej głębszej filozofii.  Na Miss Nastolatek zostaliśmy zaproszeni i pomyśleliśmy, że to będzie ciekawe doświadczenie. Tak naprawdę cały czas szukamy swojego miejsca w świecie show-biznesu. Wiadomo, że taka impreza to nie to samo, co nasze koncerty kameralne w klubach, ale raczej nigdy głębiej się nad tym nie zastanawialiśmy.

AK: A jak oceniacie Wasz występ podczas tegorocznego Sopot Top Trendy? Czy "I’ll Be There For You" to był dobry wybór piosenki? Czy to był Wasz wybór?

PS: Nie mam większych zastrzeżeń co do naszego występu. Cieszymy się, że mogliśmy się tam pojawić, w ramach nagrody.

JZ: Cieszymy się przede wszystkim z tego, że mogliśmy pomóc dzieciakom z Fundacji Polsat. To był dla nas priorytet i ta piosenka była przede wszystkim dla nich.

AK: Pomysł na Wasz duet sprawdził się – zdobyliście serca publiczności, nie tylko telewizyjnej. Czy macie w planach poszerzenie składu, stworzenie większego zespołu, a może jeszcze jakieś wędrówki stylistyczne? Z kim i jak chcielibyście współpracować?

JZ: Na razie pracuje nam się dobrze w naszym kameralnym składzie i nie zastanawialiśmy się nad tym, czy go poszerzać. Może kiedyś. Na razie wspólnie się uzupełniamy i mamy różne pomysły, jeśli chodzi o muzykę, ale nie będziemy zdradzać szczegółów.

PS: Stylistycznie nadal eksperymentujemy, wpadamy na różne pomysły. Na pewno chcielibyśmy wzbogacić naszą muzykę o inne instrumenty, ale nie chcielibyśmy przesadzić. Nie chciałbym zatracić pierwotnego brzmienia, które to właśnie zdobyło serca publiczności.

AK: A jak poszła matura, Piotrze? Czy studia już wybrane?

PS: Jestem bardzo zadowolony z wyniku matury. Obecnie planuję studia raczej niezwiązane z muzyką, chciałbym iść w kierunku języka angielskiego.

Pozdrowienia od Piotra Szumlasa dla naszych Czytelników:

Opublikowano: 2013-09-19

Przewiń do góry lub wróć do poprzedniej strony.

Przeczytaj również

Wypowiedz się

Opinie mogą dodawać tylko zarejestrowani użytkownicy.

logowanie i rejestracja
Wydanie 265