Kultury pozaeuropejskie Azja Japonia

Kwintesencja japońskiej estetyki dźwięku - „gagaku”. Wywiad z dr Martą Wesołowską

Maurycy Raczyński

kwintesencja-japonskiej-estetyki-dzwieku-gagaku-wywiad-z-dr-marta-wesolowska
dr Marta Wesołowska

Marta Wesołowska – japonistka specjalizująca się w badaniu muzyki i literatury japońskiej okresu Heian (IX–XII w.). Studia japonistyczne ukończyła na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, gdzie w 2016 roku uzyskała również tytuł doktora. Była stypendystką japońskiego Ministerstwa Edukacji (Monbushō), a także wykładowcą na uniwersytecie Kyōto Sangyō w Kioto. W Wydawnictwie Trio opublikowała książkę pt. Gagaku. Dzieje i symbolika japońskiej muzyki dworskiej (Warszawa 2012).

Maurycy Raczyński: W swoim życiu poznałem co najmniej kilkunastu japońskich muzyków. Z wieloma z nich chciałem nawiązać rozmowę o tradycyjnej muzyce ich kraju. Szybko przyznawali się jednak, że niewiele o niej wiedzą. Czy rzeczywiście dla współczesnych Japończyków muzyka ich kraju pozostaje nieodkryta?

Marta Wesołowska: Tak, przyznaję, że tradycyjna muzyka japońska jest mało znana, nawet w swoim ojczystym kraju. Współczesny Japończyk jest wychowany na muzyce europejskiej i ma też wynikającą z tej muzyki wrażliwość. Często spotykam się z krytyką Japończyków podczas międzynarodowych konkursów muzycznych, np. Konkursu Chopinowskiego. Wiele osób zarzuca azjatyckim wykonawcom brak zrozumienia „naszej” muzyki, uzasadniając to wychowywaniem się w innym kręgu kulturowym, w którym inaczej rozumie się muzykę. Istnieją też przeciwne sytuacje, w których krytycy, jurorzy, zachwycają się nad niesamowitą grą wschodnich muzyków, pomimo rzekomego wychowywania się w innej tradycji. Zarówno krytyka, jak i nadmierny zachwyt są tutaj zbędne. Współcześnie o wiele bliższa ich estetyce muzycznej i ich rozumieniu muzyki jest twórczość europejska.

M.R.: Co to jest „gagaku”?

M.W.: Gagaku to japońska muzyka dworska kultywowana w Japonii nieprzerwanie od ponad 1400 lat. Samo słowo gagaku oznacza muzykę elegancką, wytworną. Pierwszy ideogram w tym słowie odczytujemy jako szlachetny, elegancki, pełen wdzięku. Podstawy muzyczne tego gatunku wywodzą się właśnie z Chin, z czasów Dynastii Tang (VII-X w.), gdzie muzyka dworska służyła do oprawy ceremonii konfucjańskich. W przypadku Japonii położenie geograficzne miało bardzo duży wpływ na rozwój kraju. Gagaku jak wiele innych wynalazków, idei, przywędrowało do wyspiarskiej Japonii z kontynentu. Rodowód tej muzyki jest bardzo różnorodny. Obok Chin czerpała ona inspiracje z krajów, takich jak Korea, Indie, Wietnam, Indonezja. W Japonii wpływy te połączyły się z rodzimą muzyką tradycyjną, czyniąc z gagaku widowisko o niezwykle kosmopolitycznym charakterze. Dopiero od okresu Heian (794 r.) Japonia zaczęła się stopniowo zamykać na wpływ obcych kultur, ale rzecz jasna to, co zdążyło już na wyspy dotrzeć, wniknęło w japońską kulturę. Oczywiście elementy importowane do kraju były filtrowane przez japońskie gusta lub czasem już na miejscu modyfikowane. Z kontynentu, przez Półwysep Koreański docierały również instrumenty i tańce.

M.R.: Z Twoich słów wynika, że muzyka „gagaku” jest bardzo stara. Czy ewoluowała przez wieki?

M.W.: Bardzo ciekawe jest, że muzyka ta, pomimo burzliwej historii Japonii oraz wielopłaszczyznowych przemian, od IX wieku nie ulegała znacznym modyfikacjom. Wynika to z faktu, iż ten rodzaj muzyki był kultywowany na dworze cesarskim oraz w kręgu wyższych, ekskluzywnych sfer społeczeństwa. Wielu Japończyków nie miało jakiejkolwiek możliwości, żeby tę muzykę usłyszeć. Przez konserwatywne podejście rodów arystokratycznych w kultywowaniu tradycji muzycznej, gagaku w dalszym ciągu brzmi archaicznie. Jest to niezwykle cenne przy prowadzeniu badań nad kulturą muzyczną dawnej Japonii, jak również innych krajów, które wpłynęły na kształt gagaku, ponieważ jest to rzadki przypadek muzyki zachowanej w niezmienionej postaci. Dzięki temu możemy dowiedzieć się, jakie cechy przejawiały pozostałe rodzaje muzyki azjatyckiej.

M.R.: Podkreślasz, że „gagaku” to muzyka dworska. A co z muzyką ludową Japonii?

M.W.: Muzyka ludowa Japonii nosi nazwę minzokugaku. W przeciwieństwie do gagaku zmieniała się ona przez wieki i cechuje ją duża różnorodność pod względem melodii, brzmienia, doboru instrumentów. Jest to temat bardzo szeroki.

M.R.: „Gagaku” to nie tylko muzyka. Oglądając towarzyszące jej widowisko, miałem wrażenie, że jest to wręcz pewnego rodzaju obrzęd, misterium.

M.W.: Rzeczywiście, w odróżnieniu od większości gatunków muzyki europejskiej, muzyka gagaku dotyka sfery metafizycznej. Oprócz jej dworskiego charakteru zawiera ona również elementy wielu religii Dalekiego Wschodu: taoizmu, shintoizmu, buddyzmu. Gagaku to swego rodzaju widowisko, więc oprócz słuchania, obserwuje się jego warstwę sceniczną: orkiestrę, taniec, piękno kostiumów i instrumentów.

M.R.: Czy te wszystkie elementy występują na scenie naraz?

M.W.: Występują w zależności od gatunku. Całość gagaku jest podzielona na cztery gatunki.

Pierwszy z nich, kangen, to muzyka przeznaczona na orkiestrę. W dosłownym tłumaczeniu słowo kangen oznacza instrumenty dęte i strunowe. Orkiestra podzielona jest na trzy grupy instrumentów: dęte, strunowe oraz perkusyjne. W gagaku to instrumenty dęte pełnią funkcję melodyczną, podczas gdy instrumenty strunowe oraz perkusyjne są odpowiedzialne za rytm.

Drugi to bugaku. Zawiera tańce rytualne gagaku prezentowane w bogato zdobionych strojach inspirowanych tradycją kontynentalną. Kwestia kostiumów jest o tyle ważna, że symboliczna. W Japonii istniał podział środowiska rządzącego, administrującego na „lewą i prawą stronę”. Odzwierciedleniem tego były tańce: te, które symbolizowały „lewą stronę”, pochodziły z Chin oraz Indii i wykonywane były w czerwonych strojach. Te, które były w stylu koreańskim i japońskim, reprezentowały „prawą stronę” i  wykonywano je w strojach zielonych. W tańcach przedstawiano różne postaci, poczynając od urzędników, wojowników, a kończąc na istotach buddyjskich.

Dwa kolejne gatunki dotyczą śpiewu: kuniburi no utamai to starożytne pieśni japońskie, do których należą kagura uta (pieśni o charakterze shintoickim) oraz utaimono  powstałe w IX-XI wieku pieśni japońskie inspirowane chińskimi melodiami.

M.R.: Słuchając, oglądając „gagaku”, miałem wrażenie bezczasu tej muzyki.

M.W.: Tak, jak wcześniej mówiłam, gagaku istotnie ma charakter transcendentny. Faktem jest też, że nie jesteśmy świadomi wszystkich zjawisk, które mają miejsce w tej muzyce, nie będąc do niej przyzwyczajeni. Wbrew pierwszemu wrażeniu ta muzyka ma formę charakterystyczną dla kultury japońskiej, jak m.in. trójdzielność kompozycji służącą stopniowaniu napięcia. Gagaku oraz inne przedstawienia, np. teatralne, zaczynają się powoli, potem następuje część szybsza, o większym zagęszczeniu akcji oraz najszybsza. Dokładne tempo zależy od tego, co ustalą wykonawcy oraz od możliwości percepcyjnych publiczności. Na początku uwaga słuchacza jest największa. Gdy słabnie z czasem, wykonawcy zagęszczają tempo i akcję. Trzeba pamiętać, że japońskie spektakle trwały wiele godzin.

M.R.: Czy myślisz, że wynikało to z innego poczucia czasu we wcześniejszych epokach? Dzisiaj wszystko dzieje się bardzo szybko.

M.W.: Zdania na ten temat są podzielone. Część naukowców przyjmuje bardzo „ceremonialne” wykonywanie gagaku, powolne celebrowanie każdego dźwięku, tłumacząc to inną percepcją czasu. Istnieją jednak opinie, że muzyka ta mogła być znacznie bardziej energiczna. Pewne jest to, że muzyka japońska ma odzwierciedlać przyrodę. Być może to jej odgłosy są najlepszym wyznacznikiem długości trwania tej muzyki.

M.R.: Czy to również z potrzeby naśladowania przyrody wynika podejście Japończyków do samego dźwięku? Muzyka „gagaku” nie należy do najbardziej eufonicznych dla europejskiego ucha.

M.W.: Tak, z całą pewnością muzyka wschodnia inaczej podchodzi do estetyki dźwięku. Tam wszystkie przygłosy, trzaski, efekty perkusyjne czy niedoskonałości (w naszym mniemaniu) są traktowane jako naturalnie występujące w grze i właśnie w przyrodzie. Natura odegrała ważną rolę w podejściu Japończyków do muzyki: szum wiatru, cykanie cykad odzwierciedlone są w doborze instrumentów (flety, cytry, lutnie).

M.R.: Czy z tego względu ich instrumenty miały jakieś symbole?

M.W.: Tak, ale wynikały one z wierzeń, mitologii, nierzadko zaczerpniętej z kultury chińskiej. Przykładowo: obój hichiriki o jednooktawowej skali, symbolizuje życie człowieka, flet poprzeczny ryūteki oddaje wołanie smoków tańczących w przestworzach, fletnia shō imituje śpiew feniksa.

M.R.: Czy „gagaku” pełni jeszcze dzisiaj swoją funkcję?

M.W.: Tak, do dzisiaj gagaku jest prezentowane w Departamencie Muzyki Agencji Dworu Cesarskiego. Ciągle uświetnia ono tamtejsze ceremonie. W okresie Meiji (1868-1912) muzycy gagaku pełniący najczęściej posługi świątynne w całym kraju, przenieśli się wraz z cesarzem do Tokio (wówczas Edo) i do dzisiaj istnieje tam ośrodek kultywujący tę muzykę na najwyższym poziomie. Tokijska Akademia Muzyczna prowadzi specjalny kierunek uczący wykonawstwa muzyki gagaku. Muszę w ogóle przyznać, że od jakiegoś czasu wzrasta w Japonii zainteresowanie gagaku i w różnych ośrodkach kraju są tworzone szkoły kształcące muzyków w tej dziedzinie. Przeciętny Japończyk mógł usłyszeć gagaku dopiero od XIX wieku. Dzisiaj muzyka ta jest kojarzona w Japonii głównie z ceremoniami: ślubami i pogrzebami.

M.R.: Jako że muzyka „gagaku” wydaje się bardzo swobodna, chciałbym się zapytać, na ile jest ona improwizowana?

M.W.: Trudno jest tu mówić o improwizacji. Dla nich jest to muzyka o ściśle określonych regułach przekazywanych w relacji mistrz – uczeń, relacji niezwykle cenionej w kulturze japońskiej. Muszę tutaj dodać, że proces nauki gagaku jest bardzo mozolny. Na początku adept tylko śpiewa ze specjalnie przygotowanego solfeża, który zapoznaje go z harmonią, skalami. To na nim ćwiczy podstawową rytmikę gagaku oraz zmiany agogiczne. Gdy mistrz uzna, że uczeń może iść dalej, otrzymuje on instrument, na którym odtwarza to, czego nauczył się, śpiewając. Nie ma jednak tutaj mowy o swobodnych improwizacjach charakterystycznych dla muzyki jazzowej. Najważniejsze dla muzyka jest podążanie za grupą i kontakt z nią.

M.R.: Jaka jest według Ciebie najważniejsza różnica między muzyką europejską a japońską?

M.W.: Myślę, że byłaby to funkcja muzyki. Muzyka japońska nie ma wzbudzać w nas emocji, nie jest muzyką afektów. Chodzi w niej raczej o medytację, oczyszczenie, głębokie przeżycie duchowe.

M.R.: Czy japońscy kompozytorzy współcześni inspirują się muzyką „gagaku”?

M.W.: Tak, w XX i XXI wieku kompozytorzy chętnie korzystają z muzyki tradycyjnej swojego kraju, łącząc ją jednak zazwyczaj z muzyką europejską. Do najbardziej znanych należą: Tōru Takemitsu, Mayazumi Toshirō czy Hosokawa Toshio. Również kompozytorzy kręgu kultury europejskiej interesują się gagaku, np. John Cage, Benjamin Britten, Karlheinz Stockhausen, polska kompozytorka Lidia Zielińska. Moim zdaniem tylko Tōru Takemitsu udało się tak zbliżyć do podstaw rządzących gagaku, że jego kompozycja została zaakceptowana przez mistrzów gagaku, a nawet przez nich wykonana.

M.R.: Czy muzyki „gagaku” można nauczyć się tylko w Japonii?

M.W.: Oczywiście jest ona tam najbardziej rozpowszechniona, ale od jakiegoś czasu działają również szkoły w kilku miejscach na świecie. Najbliżej nas znajduje się szkoła w niemieckiej Kolonii. Duży ośrodek badań nad gagaku działa na Uniwersytecie Kolumbijskim w Nowym Jorku. Istnieje też ośrodek tej muzyki na Hawajach.

M.R.: A w Polsce?

M.W.: W Polsce temat muzyki japońskiej raczkuje. Gagaku czeka na odkrycie. Dwa lata temu udało nam się zorganizować z Uniwersytetem im. A. Mickiewicza w Poznaniu oraz Ambasadą Japońską w Warszawie koncerty orkiestry Ichihime Gagakukai, podczas których muzycy gagaku zaprezentowali wszystkie wspomniane wcześniej przeze mnie gatunki tej muzyki. Pierwsze koncerty muzyki japońskiej, o których mi wiadomo, były organizowane w Polsce już w latach osiemdziesiątych. Niestety ta tradycja nie przetrwała. Miłe jest to, że wśród Polaków istnieje naprawdę duże zainteresowanie muzyką azjatycką, również muzyką Japonii. Lubimy egzotykę. Muszę jednakże dodać, że nie jest to muzyka łatwa do słuchania. Wymaga od słuchacza europejskiego zupełnego przewartościowania muzyki, zwrócenia się ku odmiennej brzmieniowości, nieznanym efektom dźwiękowym. Warto się na ten świat otworzyć i wyjść poza europejskie kanony, gdyż twórczość ta może nam dostarczyć wielu wspaniałych przeżyć artystycznych i duchowych.

M.R.: Dziękuję bardzo za rozmowę.

M.W.: Dziękuję.

 

Opublikowano: 2017-03-10

Przewiń do góry lub wróć do poprzedniej strony.

Przeczytaj również

Wypowiedz się

Opinie mogą dodawać tylko zarejestrowani użytkownicy.

logowanie i rejestracja
Wydanie 260