Jazz i Blues Kabaret Chóralistyka

Nie zepsuć tego, co dobre – Andrzej Borzym i Bogdan Hołownia o Kabarecie Starszych Panów

Natalia Świtała

nie-zepsuc-tego-co-dobre-andrzej-borzym-i-bogdan-holownia-o-kabarecie-starszych-panow
źródło: Wikipedia

Andrzej Borzym (ur. 22 lipca 1955 r. w Warszawie) – dyrygent. W 1981 roku uzyskał dyplom na Wydziale Wychowania Muzycznego Akademii Muzycznej im. Fryderyka Chopina w Warszawie w klasie dyrygowania prof. Henryka Wojnarowskiego. Ukończył również z wyróżnieniem Podyplomowe Studium Chórmistrzowskie przy Akademii Muzycznej im. Feliksa Nowowiejskiego w Bydgoszczy. Pełnił funkcję asystenta kierownika artystycznego Chóru Filharmonii Narodowej w Warszawie. Był dyrygentem chóru Cantio Polonica (1984—1989), Chóru Akademickiego UW (1989-1999), Chóru Filharmonii w Las Palmas de Gran Canaria (1996—1998), współpracował z chórem Sine Nomine i zespołem wokalnym NotaBene, zaś od 1994 roku prowadzi Chór Kameralny COLLEGIUM MUSICUM UW. Dokonał chóralnych aranżacji piosenek Jerzego Wasowskiego i Jeremiego Przybory, a także wielu popularnych polskich kolęd. Za wieloletnią działalność pedagogiczną został uhonorowany Nagrodą Ministra Kultury RP oraz Srebrnym Krzyżem Zasługi, zaś za pracę z uniwersyteckimi chórami – Medalem Uniwersytetu Warszawskiego i Nagrodą Rektora UW.

Bogdan Hołownia (ur. 3 października 1957 r. w Toruniu) – polski pianista jazzowy. Studiował ekonomię. Początkowo współpracował z Janem Ptaszynem Wróblewskim podczas warsztatów jazzowych w Chodzieży. Od 1990 r. studiował grę na fortepianie w Berklee College of Music w Bostonie. W marcu 2001 otrzymał nagrodę Fryderyk w kategorii Jazzowy Album Roku za solową płytę fortepianową Don't Ask Why – piano solo. Został również laureatem Grand Prix Jazz Melomani za 2002 rok w kategorii Artysta roku. Jest akompaniatorem wokalistek jazzowych, pedagogiem, wykładowcą. Od kilkunastu lat akompaniuje uczestnikom warsztatów jazzowych w Puławach.

PAN NR 1: ANDRZEJ BORZYM

Natalia Świtała: Jakie wspomnienia z najmłodszych lat towarzyszą synowi Juliusza Borzyma, odpowiedzialnego – oprócz Jerzego Wasowskiego – za muzyczną stronę Kabaretu Starszych Panów?

Andrzej Borzym: W moim domu każda premiera Kabaretu Starszych Panów była wielkim świętem. W dzień premiery już od wczesnego popołudnia czekało się na wieczorny program. Całą rodziną zasiadaliśmy przed telewizorem i z zachwytem chłonęliśmy przeurocze przedstawienia. Oczywiście połowy tych przecudownych cieniutkich aluzji, finezyjnej żonglerki słowem, nie byłem w stanie zrozumieć ze względu na wiek – byłem małym chłopcem. Ale zachwyt Rodziców i starszej siostry upewniały mnie w tym, co pod skórą przeczuwałem: że jest to coś wyjątkowego, nad czym nie można przejść obojętnie. Poza tym muzyka Pana Jerzego oddziaływała na mnie od początku. Uwielbiałem te piosenki. Po każdej premierze Tata opowiadał nam, co się działo podczas nagrania na tzw. telerekording, jakie dowcipy robili sobie wszyscy nawzajem – Gołas, Kalina Jędrusik, Czechowicz czy Michnikowski. Opowiadał, jak reagowali na nie Starsi Panowie, więc jeszcze długo po zakończeniu programu pozostawaliśmy w klimacie Kabaretu. Bardzo często odwiedzali nasz dom artyści związani z kabaretem, zwłaszcza Gołas i Kalina, która mieszkała blisko nas i przyjaźniła się z Tatą. Potem, kiedy pojawiły się płyty z piosenkami z KSP, oczywiście miałem je wszystkie i puszczałem do znudzenia, więc wszystkie znałem doskonale na pamięć. I tak zostało do dzisiaj.

N.Ś.: Wychowywał się Pan na piosenkach Wasowskiego i Przybory. W jaki sposób wpłynęły one na kształtowanie się Pana dalszego rozwoju i kariery muzycznej?

A.B.: Niewątpliwie wyrobiły one u mnie smak muzyczny – stały się wyznacznikiem poziomu i wzorcem piosenki popularnej, rozrywkowej, poetyckiej. Jak pokazał czas, niewiele powstało w międzyczasie piosenek dorastających poziomem do Wasowskiego i Przybory. Na pewno też położyły fundamenty pod moją miłość do jazzu. Miałem też wielką przyjemność współpracowania z Panem Jeremim, co było dla mnie zawsze wielkim zaszczytem i ogromną przyjemnością.

N.Ś.: W grudniu 2000 roku premierę miały „Piosenki Starszych Panów” w wykonaniu Chóru Kameralnego Collegium Musicum Uniwersytetu Warszawskiego. Na co zwraca się uwagę, aranżując piosenki dla chóru? Istotne jest oddanie jedynie linii melodycznej i tekstu czy dużą rolę odgrywa również warstwa instrumentalna pierwotnego dzieła?

A.B.: Aranżując te piosenki, starałem się przede wszystkim oddać tzw. ducha Twórców. Przede wszystkim chciałem maksymalnie zbliżyć się do oryginału pod względem harmonicznym – nie chciałem poprawiać doskonałej harmonii Pana Wasowskiego, choć gdzieniegdzie pozwoliłem sobie na pewne odstępstwa – były one jednak podyktowane pewnymi pomysłami na konkretne rozwiązania. Próbowałem maksymalnie wiernie przełożyć fakturę małego zespołu instrumentalnego na język chóralny. Pokusiłem się także o podkreślanie pewnych dowcipów czy nastrojów tekstu pewnymi efektami. Starałem się przede wszystkim nie zepsuć tego, co dobre. Muszę powiedzieć, że chyba i jedno, i drugie mi się udało, bo Pani Maria Wasowska – żona Pana Jerzego – poczęstowała mnie potem komplementem, który chowam pieczołowicie w sejfie pamięci. Powiedziała do mnie: Pan to zrobił tak, jakby to zrobił Jerzy, a Kot Przybora (syn Jeremiego) powiedział, że w naszych wykonaniach to, co zabawne, jest jeszcze śmieszniejsze, a to, co miało być liryczne, także jest spotęgowane.

N.Ś.: Zważając na fakt, iż miał Pan zapewne styczność z oryginalnymi partyturami Kompozytora, rodzi się pytanie, ile w Pana aranżacjach chóralnych pozostaje autentycznej muzyki Wasowskiego, a jaka część jest Pana autorskim opracowaniem?

A.B.: Jedno nie wyklucza drugiego. Trochę odpowiedziałem na to pytanie powyżej. Mamy już ponad 30 piosenek tego duetu i wszystkie są moimi autorskimi wizjami, ale z zachowaniem pełnej autentyczności i wierności oryginałom.

N.Ś.: W czym tkwi sekret warsztatu kompozytorskiego Jerzego Wasowskiego?

A.B.: Myślę, że w nieprawdopodobnym talencie twórcy. Biorąc pod uwagę fakt, że Pan Jerzy nie był muzykiem, tylko inżynierem, jest to rzeczywiście niebywałe. Zarówno niezwykła łatwość układania pięknych melodii, jak i niezwykle sprawne operowanie wszelkimi rytmami, a przede wszystkim wspaniała intuicja harmoniczna. Harmonia Pana Wasowskiego jest przy swej niezwykłej urodzie na dodatek jeszcze rozpoznawalna. Od razu słychać, że wyszła spod Jego ręki.

N.Ś.: Teatr Syrena proponuje widzom spektakl „Śpiewnik Pana W.” w wykonaniu Justyny Steczkowskiej. W spektaklu usłyszeć można również Pana aranżacje. Co można powiedzieć na temat interpretacji tego repertuaru w wykonaniu Justyny Steczkowskiej? Jest to wokalistka, która jako jedna z wielu postanowiła nadać dawnym piosenkom nowe oblicze.

A.B.: Można także zobaczyć i mnie, i całe Collegium, które czynnie bierze udział w spektaklu, jako trzeci – obok Malajkata i Steczkowskiej – równorzędny podmiot przedstawienia. Justyna śpiewa nieprawdopodobnie czysto. Potrafi też stworzyć niezwykły nastrój i zaczarować publiczność. Np. Walc Embarras w jej wykonaniu jest dla mnie każdorazowo ogromnym przeżyciem – a zagraliśmy już wspólnie kilkadziesiąt spektakli.

N.Ś.: Obserwując wciąż żywe zainteresowanie twórczością Wasowskiego i Przybory, nie sposób nie zapytać o grono współczesnych odbiorców tych dzieł. Czy są nimi osoby pamiętające jeszcze czasy Kabaretu czy może młodzi ludzie, znający Kabaret już prawie wyłącznie ze współczesnych opracowań pochodzących z niego piosenek?

A.B.: Miła Pani, rośnie już czwarte pokolenie, które zachwyca się tymi piosenkami. Niedawno jedenastoletnia dziewczynka zaśpiewała mi z pamięci Wesołe jest życie staruszka. Niewątpliwie są i tacy, i tacy! Istnieją jeszcze ci, którzy oglądali Kabaret Starszych Panów jako dorośli ludzie, choć stale ich już ubywa. Są tacy jak ja, którzy zachwycali się Kabaretem jako dzieci, a do istoty sprawy docierali dopiero z biegiem czasu. Jest pokolenie, które piosenki te usłyszało po raz pierwszy dzięki spektaklowi Magdy Umer Zimy żal i znają je głównie z wykonań Zamachowskiego, Machalicy, Ani Jopek czy Hanny Banaszak. Na szczęście Grzegorz Wasowski wraz ze swoją uroczą żoną Moniką dbają o to, by ciągle wychodziły płyty DVD i CD z twórczością Wasowskiego, i możemy teraz zobaczyć i posłuchać wszystkich niezniszczonych programów Kabaretu. I wreszcie pokolenie najmłodsze, które poznaje twórczość Wasowskiego właśnie dzięki owym płytom puszczanym przez ich rodziców i dziadków.



PAN NR 2: BOGDAN HOŁOWNIA

Natalia Świtała: Czy mógłby Pan przybliżyć nieco historię fascynacji utworami Jerzego Wasowskiego?

Bogdan Hołownia: Kiedy zafascynowała mnie muzyka Pana Jerzego Wasowskiego, jej autora nie było już z nami. Zmarł po ciężkiej chorobie w 1984 roku. Wszystko, co wiem o moim Mistrzu, zawdzięczam Pani Marii Wasowskiej, żonie kompozytora.

N.Ś.: W opracowaniu piosenek wydanym w 2008 roku „Starsi Panowie Dwaj – piosenki Jerzego Wasowskiego i Jeremiego Przybory” znalazło się ponad sześćdziesiąt muzycznych perełek tego duetu. Biorąc pod uwagę, że miał Pan styczność z rękopisami Kompozytora, zastanawia fakt, na ile proponowane przez Pana opracowania odzwierciedlają autentyczny pierwowzór Wasowskiego, a na ile są to Pana własne propozycje.

B.H.: Książka Starsi Panowie Dwaj to zbiór utworów Jerzego Wasowskiego zapisanych w formie tak zwanej prymki z funkcjami. Jest to rodzaj skrótowego zapisu tekstu oryginalnego (fortepianówki). Mamy melodie kompozytora i informacje od osoby opracowującej, że kompozytor zagrał w tym miejscu akord A7. Jak zagrać taki akord – to już zależy od decyzji grającego. Powie ktoś – ależ to trudne, po co komplikować – hmm..., racja, ale w Stanach spotykałem mnóstwo opracowań muzycznych tak właśnie wykonanych. Powiem tak, muzyka Chopina też jest niebotycznie trudna i ciekawe, jak byśmy ją grali, gdyby mieć tylko linię melodyczną. Ale sprawy się komplikują, idziemy w głąb rzeczy. Mam zagrać np. utwór Herbatka, nie w Es-dur, a w A-dur, nie w balladzie, a w bossa novie, dlatego, że tego wymaga np. sytuacja sceniczna. Patrzę na fortepianówkę Mistrza Jerzego zapisaną w tonacji Es-dur. Czy zagram to w A-dur? To bardzo trudne, a poza tym muszę zmienić układ głosów, bo to może już nie brzmieć dobrze. Inaczej mówiąc, nie mogę machinalnie przenieść palców na fortepianie o tryton (z Es do A) i powiedzieć: to będzie brzmiało. A więc transpozycja to poważny problem. Poza tym zapis przy pomocy prymki z funkcjami zachęca (czy zmusza) do rozważań, jak to zrobić – zachęca do myślenia.

N.Ś.: We wstępie do omawianej publikacji dziękuje Pan Jeremiemu Przyborze za korygowanie niniejszego wydania. Czym można wytłumaczyć więc fakt, że teksty piosenek czasami różnią się od oryginalnych nagrań pochodzących m.in. z Kabaretu Starszych Panów. W różnych interpretacjach czołowych polskich wokalistów również pojawiają się drobne różnice w warstwie słownej. Którą zatem wersję uznać należałoby za autentyczną?

B.H.: Co do tekstów piosenek, podobno Pan Jeremi Przybora ustawicznie coś zmieniał, modyfikował. Najlepiej korzystać z tekstów autoryzowanych przez rodzinę autora (Kota Przyborę czy polonistkę Monikę Wasowską).

N.Ś.: Podczas naszego ostatniego spotkania wyznał Pan: „Ja sobie nie wyobrażam życia muzycznego czy duchowości bez Kabaretu Starszych Panów”. Co wniósł do Pana życia muzycznego dorobek tego duetu? W jaki sposób wpłynął na postrzeganie muzyki?

B.H.: Harmoniczny świat Pana Jerzego jest dla mnie tym, czym wzorzec z Sevre. Zapisuję dziesiątki kompozycji innych autorów (Henryka Warsa, Jerzego Petersburskiego i innych) i wszystko zapisuję à la Wasowski. No tak już mam. Spoczywa to w moim komputerze, nikogo taką wersją nie uszczęśliwiam, nie proponuję, nie epatuję. To bardzo trudne kwestie. Proszę rozważyć. Przesłałem płytę panu Jerzemu Marii Petersburskiemu Juniorowi i otrzymałem list, w którym ww. pan nakłada na mnie dożywotni zakaz grania utworów jego taty, ze względu na opaczną aranżację jednego z utworów. Dlatego piszę, że to, co zrobiłem, leży w głębi mego komputera. Ale należy przecież wierzyć, prawda? Że nadejdą lepsze czasy. Poza tym gdzie Materia, a gdzie Duch? A gdzie sprawy ważne, daleko ważniejsze niż to, czy coś mi się wydaje, czy coś jadłem, czy coś będę z tego miał. Kiedy patrzę na książkę Starsi Panowie Dwaj z 2008 roku, dziś wiem, co zmieniłbym w tamtym zapisie. Pewne zwroty harmoniczne zapisuję dziś inaczej, ale i tak dziękuję Opatrzności, że nie wydałem tej książki w 2006 roku. Materia, którą zapisuję, jest ogromnie trudna, ot co, trudna dla mnie. Mam relatywnie słaby słuch i teoretycznie nie powinienem zabierać się do zapisywania muzyki o takich – że się tak wyrażę – parametrach kontrapunktycznych. Ale śmieję się w duchu. Powiem tak, że bliska jest mi postać Wincentego Kadłubka. Trzeba tylko prosić Opatrzność o siłę.

N.Ś.: Przyznaje Pan, że piosenki Przybory i Wasowskiego są piękne, ale często nie da się ich zagrać. Przypisuje Pan to również samemu sobie, a jednak jest Pan niekwestionowanym autorytetem, jeśli chodzi o wykonywanie ich muzyki. W tym repertuarze wymienia Pan nawet konkretne piosenki, jak „Droga do Ciebie”, o których mówi Pan, że gra je cały czas „opacznie”. W jakich aspektach tkwią trudności wykonawcze dla pianisty, akompaniatora?

B.H.: Dlaczego niektórych utworów pana Jerzego nie da się zagrać? Najpierw nie da się zagrać ani jednego, potem – kiedy gramy już porządnie jeden – pracujemy nad drugim i poprzez pracę nad drugim, poprawia nam się ten pierwszy i potencjalnie jesteśmy w stanie zagrać trzeci i czwarty. Tyle że wcale nie wiemy o ich istnieniu. Moim problemem są nuty nieakordowe na mocną część taktu, które trzeba natychmiast właściwie harmonizować. Na przykład utwór gramy w tonacji C-dur i na „raz” mamy dźwięk F albo As albo Dis. Muszę wtedy mocno główkować, co zagrać, a czas ucieka i te moje myśli są już tylko potencjalne, a nie realne.

N.Ś.: Czy piosenki panów Wasowskiego i Przybory można byłoby nazwać polskimi standardami jazzowymi? Jeśli tak, to w jakich środkach upatrywać można silne wpływy jazzu?

B.H.: Dlaczego utwory twórców Kabaretu Starszych Panów są standardami jazzowymi? Moim zdaniem dlatego, że: często mają formę pieśni AABA – czyli 8888 taktów, razem 32. Jeśli chodzi o harmonię, dominuje tak zwany system dwa-pięć-jeden – ulubiony pojazd harmoniczny muzyków grających główny nurt. Poza tym określenie Turnaround – melodia wychodzi z domu, towarzyszy jej harmonia, która pilnuje, by melodia wróciła do domu. Zresztą melodia o tym Domu opowiada, jeśli na to zwrócimy uwagę.

N.Ś.: Jest Pan akompaniatorem na wielu warsztatach wokalnych, towarzyszy Pan przy fortepianie wielu wyśmienitym wokalistom sięgającym po piosenki Kabaretu. Na czym polega dydaktyczny walor tego repertuaru? Skąd pomysł, by wciąż na nowo sięgać do ponadpięćdziesięcioletniej już historii? Czy chodzi jedynie o popularyzowanie tej twórczości, czy brak nam współcześnie rodzimych talentów poetyckich i kompozytorskich?

B.H.: Muzyka Mozarta ma już kilkaset lat i zawsze będzie wyjątkowo piękna i ważna. Podobnie z utworami twórców Kabaretu Starszych Panów.

N.Ś.: Podczas VI Ogólnopolskiego Konkursu Piosenki PIOSENKA JEST DOBRA NA WSZYSTKO, wyznał Pan: „U Pana Jerzego jest tak, że jest linia melodyczna i jest linia basu. Bas jest tak istotny, że jest praktycznie drugą melodią. Czyli trzeba widzieć linię Słońca, trzeba widzieć linię Księżyca i tego nie można zmienić. Żeby zmienić trzeba mieć powód (...) To są arcydzieła kontrapunktu”. Czy mógłby Pan rozwinąć tę myśl bądź wskazać na inne elementy warsztatu kompozytorskiego, dzięki którym powstały tak fenomenalne i ponadczasowe dzieła?

B.H.: Powiem tak. Mam już ponad pięćdziesiąt lat. Wychowałem się w Polsce Ludowej. Odkrycie Świata Kabaretu Starszych Panów pozwala odkryć wiele wspaniałych kontekstów. Odkryć w moim przypadku nie oznacza zrozumieć. Np. czy Starsi Panowie pochodzą z przedwojnia, świata młodości moich dziadków, dzieciństwa moich rodziców. Dlaczego nie potrafię nazwać poprawnie ani jednego fragmentu ich stroju, czy to są fraki, czy jaskółki, czy cylindry, czy spodnie są sztuczkowe – co to znaczy – nie wiem. Wiem, że gdy słucham opowieści Starszych Panów, to może to być opowieść o czymkolwiek, a ja bym tego słuchał i słuchał. A wyobraźmy sobie Pana Jeremiego, który zapisuje kolejny odcinek kabaretu, mimo iż świat za oknem, ulica, świat widziany z telewizora nie ma nic wspólnego z tym, który kreuje wyobraźnia poety. A czy pisze on o czymś wyjątkowym – w pewnym sensie tak, ale też dla niego jest to świat normalny. I kiedy tylko go stworzy i nam podaruje, to ten wyimaginowany świat przyjmujemy całą Duszą jako nasz własny, jakkolwiek do niego pasujemy, na ile, kiedykolwiek. Przybora mówi nam o sprawach, o których chcielibyśmy powiedzieć, tylko nie wiedzieliśmy jak, a często nawet w ogóle nie przyszłyby one nam do głowy. Podobnie z muzyką Pana Jerzego. Kiedy po raz tysięczny rozmyślam nad harmonią utworu Wlazł kotek na płotek, starając się zagrać na każdą ćwierćnutę właściwy akord, wiem, że to jest neverending story, ale wiem też, że beginning otrzymałem od mego Mistrza i myśl, że tam, gdzie sprawy są ponad siły, tam wszystko się zaczyna, a nie kończy.


Tekst jest fragmentem pracy dyplomowej Natalii Świtały Muzyka i słowo w twórczości Jerzego Wasowskiego. Wybrane przykłady piosenek do tekstów Jeremiego Przybory.

Opublikowano: 2015-08-08

Przewiń do góry lub wróć do poprzedniej strony.

Przeczytaj również

Wypowiedz się

Opinie mogą dodawać tylko zarejestrowani użytkownicy.

logowanie i rejestracja
Wydanie 260