Edward Pasewicz / fot. archiwum własne, za zgodą artysty

wywiady

„W systemie coś nie działa. Trzeba znaleźć problem i go wypalić gorącym żelazem”. Rozmowa z Edwardem Pasewiczem

OD REDAKCJI: Jak wygląda rzeczywistość współczesnych artystów? Co z mecenatem prywatnym? Po co społeczeństwu twrócy przez wielkie „T”? Na te i wiele innych pytań w rozmowie z Marleną Wieczorek odpowiada Edward Pasewicz.

Edward Pasewicz – prozaik, poeta, dramaturg, kompozytor. Autor takich publikacji, jak m.in.: Nauki dla żebraków, Dolna Wilda, Śmierć w darkroomie, Muzyka na instrumenty strunowe, perkusję i czelestę, Henry Berryman. Pieśni, Pałacyk Bertolda Brechta, Och, mitochondria. W 2024 roku ukazała się jego najnowsza powieść pt. Czarne wesele. Jego poezja tłumaczona jest na wiele języków, w tym: angielski, niemiecki, hiszpański, włoski, serbski. Twórca był nominowany do wielu nagród, m.in.: Nagrody Literackiej Gdynia, Wrocławskiej Nagrody Poetyckiej „Silesius”, Nagrody Poetyckiej im. Wisławy Szymborskiej oraz Nagrody Literackiej „Nike”. W 2022 roku otrzymał Literacką Nagrodę Europy Środkowej „Angelus” za powieść Pulverkopf. W jego dorobku muzycznym można wymienić takie kompozycje, jak: Naive Symphony, Trio waltorniowe, Fragmenty na fortepian, 8 Preludiów na instrumenty dęte blaszane i inne.
_____

Marlena Wieczorek: Zakładasz fundację, która ma wspierać artystów w zabezpieczeniu finansowym. Co jest najbardziej pilne w kontekście jej misji?

Edward Pasewicz: Trzeba niektórym seniorom (im szczególnie) i artystom opłacić leki, rachunki. Wcześniej trzeba się dowiedzieć i rozeznać, kto takiej pomocy potrzebuje. Chcemy działać konkretnie. Nie będziemy rozdawać pieniędzy, tylko opłacać rachunki, kupować żywność, leki i tak dalej. Dla mnie najważniejsze jest ubezpieczenie artystów.

M.W.: W „Gazecie Wyborczej” ukazał się artykuł wspominający o Twojej trudnej sytuacji finansowej jako artysty, który chciał szukać pracy w dyskontach, ale CV zawierające szereg nagród, w tym literackich, odstraszało przyszłych pracodawców. Edward, po co społeczeństwu artyści i pisarze przez duże „P” ? Często słyszę, że to niezaradni darmozjadzi…

E.P.: Ręce mi opadają, jak słyszę coś takiego. Pisarze są potrzebni, choćby po to, by przetrwał język, rozwijał się i nie stał się bełkotem. Oczywiście można pozbyć się wszystkich „darmozjadów” tworzących kulturę, ale wtedy nie będzie już tego społeczeństwa. Nawet nie wiem za bardzo, jak na to pytanie odpowiedzieć, bo te opinie są tak obezwładniająco głupie. Niestety, padają też z ust osób, które nie wiadomo jakim cudem dorobiły się tytułów doktorskich.

M.W.: Jesteś też kompozytorem, więc zapytam: po co nam twórczość muzyczna, której w skomercjalizowanym świecie „nikt nie słucha”? Przecież sztuka muzyczna jest już na marginesie życia społecznego…

E.P.: Istnieją ludzie, którzy oprócz słuchania, tak jak mówisz, skomercjalizowanej muzyki słuchają jednocześnie Mykietyna, Szymanowskiego, Bacewicz i innych…

Muzyka była i jest różnorodna, więc każda znajdzie swoich odbiorców. A czy jest na marginesie? Nie sądzę, raczej jest wszędzie. Dwieście lat temu, żeby posłuchać muzyki, trzeba było pójść na koncert. Dziś przenika wszystko. Bez muzyki nie da się żyć.

M.W.: A dlaczego jakaś grupa artystów ma mieć inny status od pozostałych?

E.P.: To nie ma być lepszy status, tylko podstawowe zabezpieczenia, których obecnie nie ma. Zresztą widzisz, jak rozgorzała dyskusja na ten temat. Nagle wielu twórców przyznaje, że znalazło się w takiej samej absurdalnej sytuacji jak ja. Nie jestem i nie byłem sam w tym kryzysie, jest nas wielu, a to oznacza, że w samym systemie, w instytucjach kultury coś jest nie tak i nie działa. Trzeba znaleźć problem i go wypalić gorącym żelazem.

M.W.: Powiem Ci w sekrecie, (śmiech) że sama z poziomu think tanku (Think Thank You) postuluję stworzenie Statusu „NGO-sowca”, żeby osoby, które poświęcają się łączeniu społeczeństwa na rzecz tej czy innej ważnej misji społecznej, mogły mieć chociaż ubezpieczenie zdrowotne. Co o tym myślisz?

E.P.: To jest znakomity pomysł. Co mam Ci powiedzieć – to chore, że ludzie działający na rzecz społeczeństwa nie dostają od niego wsparcia. Pewnie Was też nazywają „darmozjadami”…?

M.W.: Darmozjadami defraudującymi publiczne pieniądze, jeśli jakaś „zapomoga” grantowa się trafia… (śmiech)

E.P.: Co do tych darmozjadów, bo mnie to męczy… Wiesz, jak tu przyjdą Rosjanie i nas chapną, to społeczeństwo będzie patrzyło na nas i pytało ze łzami w oczach, co z naszą tożsamością? A my wtedy zza palet w Biedronce, Żabce i budek ochroniarzy w Nowej Hucie może im odpowiemy: „A pocałujcie się w…”. No, wtedy to już w żopu, bo to tak bardziej z rosyjska. Ale mam nadzieję, że tak nie będzie.

M.W.: Wszyscy mamy… A co z mecenatem bogatych przedsiębiorców? Z chęcią połączyłabym z Tobą siły i zawalczyła o projekt, który pozwoli nam wspierać te najcenniejsze talenty z różnych środowisk (nie tylko literackich). Mieliśmy taką tradycję, np. Roman Maciejewski, o którym pisałam doktorat, rozwinął skrzydła na początku XX wieku dzięki odpowiedzialnemu finansowaniu jednostek przez te uprzywilejowane finansowo.

E.P.: No i tutaj miałby pole do popisu mój mecenas Marcin Mierzwa, bo on pracuje na tym pomysłem. Tak, uważamy, że mecenat prywatny byłby dobrym rozwiązaniem. Tyle tylko, że ci przedsiębiorcy muszą mieć konkretną ulgę podatkową, no a to już jest proces legislacyjny. Ale warto o to zawalczyć. Taki prywatny mecenat działa w wielu europejskich państwach i sprawdza się. Sądzę, że sprawdziłby się też u nas. Dlaczego nie miałyby istnieć prywatne zespoły kameralne, orkiestry, pracownie rzeźbiarskie i stypendia dla pisarzy, obejmujące kilkuletnie okresy finansowania?

M.W.: Nie wiem, czy wiesz, że została wprowadzona tzw. ulga sponsoringowa, ale ona dotyczy instytucji kultury czy podmiotów związanych z edukacją, ale nie fundacji. Inaczej ma się to w świecie sportu, gdzie mecenasi mogą odliczać sobie sponsoring klubów sportowych… Tu podaję link do wpisu dla zainteresowanych Czytelników.

E.P.: No tak. Sport. No cóż…

M.W.: Na zakończenie – jak rozumiesz znaczenie słowa „artysta”, skoro wydaje się, że samo ministerstwo terminy, takie jak „kultura”, „sztuka”, „sektory kreatywne”, traktuje tożsamo?

E.P.: Wszystko to trzeba zdefiniować i doprecyzować. Myślę, że trzeba by było dodatkowo ustalić jasne i precyzyjne kryteria, może dotyczące ilości książek, wystaw, koncertów. Nie może być tak, że ktokolwiek nazywający siebie artystą dostanie od nas pieniądze. Z drugiej strony pojawi się zarzut o egalitaryzm… Jak mówiłem, potrzebna będzie definicja i kryteria, ale to trzeba przedyskutować z wieloma osobami. Tym moja fundacja nie będzie się zajmować, bo na to nie ma już czasu.

Wesprzyj nas
Warto zajrzeć