Echa koncertu z 20 listopada będą się niosły jeszcze długo. Duet Rafał Blechacz i Bomsori Kim może uznać swój występ za sukces, podobnie jak publiczność poznańska, dla której był to dopiero pierwszy z trzech zaplanowanych na ten sezon artystyczny koncertów zwycięzcy Konkursu Chopinowskiego z 2005 roku.
Sentymentalny powrót artystów do Poznania nie był przypadkiem. Rafał Blechacz w sezonie 2025/2026 jest artystą rezydentem poznańskiej Filharmonii, o czym wypowiadał się na zamkniętej konferencji prasowej, która miała miejsce dzień przed koncertem. Pianista, nie szczędząc ciepłych słów w stronę Filharmonii i słuchaczy z Poznania, o kulisach takiej decyzji powiedział przede wszystkim, że jego dotychczasowa współpraca z instytucją układała się na tyle dobrze, że ponowna rezydentura była naturalnym wyborem.
Dla Bomsori przyjazd do stolicy Wielkopolski był o tyle znamienny, że to przecież w Poznaniu wypłynęła na wielką scenę, gdy w 2016 roku zajęła drugą lokatę w XV Międzynarodowym Konkursie Skrzypcowym im. Henryka Wieniawskiego (po którym nawiązała współpracę z pełnym podziwu jej talentu Blechaczem), a także spełniała w Filharmonii Poznańskiej zaszczytną posadę solistki rezydentki w sezonie 2018/2019.
Dla poznańskich melomanów nie tylko występujący artyści stanowili „atrakcję”. Uwagę zwracał także program koncertu: sonaty skrzypcowe Mozarta, Beethovena i Francka oraz „Nokturn i Tarantella” op. 28 Szymanowskiego. Zestawienie nie było w żadnym wypadku okolicznościowe – to zupełnie nowy program, którym w Poznaniu duet rozpoczął opartą na nim trasę koncertową.
Energetyka koncertu rozłożyła się o tyle ciekawie, że od pierwszego utworu poziom występu sukcesywnie się zwiększał. O mozartowskiej Sonacie na skrzypce i fortepian C-dur KV 296 absolutnie nie można powiedzieć, że była zagrana źle, jednak mimo wszystko z całego zestawienia tak ciekawych utworów Mozart w odsłonie na skrzypce oraz fortepian wypadł najsłabiej. W moim odczuciu problemy wynikały z wyraźnych różnic w wolumenie brzmienia obu solistów. Blechacz grał zdecydowanie, donośnie na tyle, że cały materiał był zrozumiały, jednak Bomsori zabrakło odpowiedniego impetu. Artystka momentami przygasała, znikając w nierzadko figuracyjnym i gęstym akompaniamencie fortepianu. O ile w przypadku Sonaty C-dur można mówić o dominującej roli instrumentu klawiszowego, to i tak było bardzo szkoda braku uzewnętrznienia pięknych dźwiękowych jakości, które kryją w sobie Guarneri del Gesù, na których gra Bomsori.
Sonata na skrzypce i fortepian c-moll Ludwiga van Beethovena nieco przełamała wcześniejszy dźwiękowy impas, ale i w jej przypadku miałem nieodparte wrażenie, że siła dźwięku płynąca z obu instrumentów była zauważalnie inna. I choć skrzypce brzmiały mocniej i bardziej zdecydowanie niż w jednoimiennej Sonacie Mozarta, wynikało to raczej z faktu samego dzieła i burzliwego, beethovenowskiego języka muzycznego, aniżeli wykonania Koreanki stricte.
Obraz koncertu – mimo że był już pozytywny, ale przez dźwiękowe perypetie jeszcze niepełny – zmieniła na dobre Sonata na skrzypce i fortepian A-dur Césara Francka. Było to wykonanie, które zostaje w słuchaczu na długo. Zgadzało się w nim absolutnie wszystko. Aspekty dźwiękowy i wykonawczy weszły na tak wysoki poziom, że każdy w sali – jeśli miał jakieś wątpliwości – musiał przyznać, że ma do czynienia z artystami światowego kalibru. Pierwsza część Sonaty A-dur swoim melancholijnym charakterem, płynnie przechodzącym w bardziej dramatyczne partie (zdradzające późniejszy charakter dzieła), była znakomitą podbudową dla reszty utworu. W II części na prowadzenie wysunął się w moim odczuciu Blechacz, realizując akompaniament niezwykle ogniście i dynamicznie. Szczególnie ciekawa była III część, w której Blechacz i Bomsori zaprezentowali tak dużą swobodę i wyczucie muzycznej przestrzeni, że Recytatyw-Fantazja zaczął przypominać improwizację dwóch znakomicie rozumiejących się muzyków. I to wrażenie zdecydowanie było wielką wartością dodaną oraz istotnym sygnałem, że słowa Blechacza ze środowej konferencji prasowej o „rozumieniu się z Bomsori bez słów” nie są w żadnym przypadku kłamstwem.
Zwieńczeniem francuskiego akcentu była ostatnia, IV część Sonaty na skrzypce i fortepian, którą duet świetnie rozczytał i rozłożył na składniki pierwsze. Rozpoczęła się słodkim brzmieniem skrzypiec i nieomal kołysankowo wtórującym fortepianem, by aż do ognistego finału prowadzić słuchaczy po kalejdoskopie zróżnicowanych muzycznych emocji, charakterów i wyrazów. Niezależnie, czy były to fragmenty kojące i idylliczne, czy podszyte w większym stopniu niepokojem, soliści wszystkie zrealizowali bezbłędnie.
Na dobrą sprawę muszę przyznać, że było to prawdopodobnie najlepsze wykonanie Sonaty na skrzypce i fortepian A-dur, jakie słyszałem i Blechacz oraz Bomsori w dużym stopniu przyczynili się do ponownego odkrycia przeze mnie tego arcydzieła XIX-wiecznej kameralistyki. Czapki z głów!
I pozostaje pozazdrość przyszłym słuchaczom niniejszego programu, po cichu licząc, że utwór Francka znajdzie swoje miejsce na potencjalnym, drugim wspólnym albumie pianisty i skrzypaczki…
Jeśli chodzi o akcent polski, Nokturn i Tarantela Karola Szymanowskiego, stanowiły dobrą kontynuację Sonaty A-dur, obfitując w bardzo zróżnicowane pod względem emocjonalnym i wyrazowym odcinki. Trudno było o przebicie poprzedniego dokonania, jednak muzyka kompozytora wielu skrzypcowych dzieł ewidentnie została bardzo świadomie przyswojona przez Blechacza, a w szczególności Bomsori, która w przypadku „muzyki nocy” i włoskiego tańca od początku wyszła na prowadzenie, którego nie oddała do ostatniego taktu. To była doskonała interpretacja, pełna żaru, polotu i inspiracji. Po koncercie rozległy się gromkie brawa, które znalazły swoją odpowiedź, gdyż duet wykonał bis – dobrze znany już wielu melomanom Nokturn cis-moll op. posth Fryderyka Chopina w transkrypcji na skrzypce i fortepian, dokładnie tak jak na albumie tejże dwójki. Inną bardzo miłą niespodzianką były autografy rozdawane przez Blechacza i Bomsori na zakończenie występu, na co nie brakowało wielu rozentuzjazmowanych po koncercie słuchaczy.
Czwartkowy koncert jeszcze przez dłuższy czas pozostał w mojej głowie, jak i zapewne sporej części publiczności. Trzeba artystom przyznać, że przygotowany program został nie tylko świetnie przemyślany, ale także zagrany. I choć interpretacje Mozarta oraz Beethovena w mojej ocenie były mniej angażujące niż Francka i Szymanowskiego, to koncert jako całość z pewnością stanowi dobry prognostyk dla słuchaczy nadchodzących wydarzeń z udziałem duetu Rafała Blechacza i Bomsori Kim.