Niechęć do słuchania muzyki? Omijanie albumów z muzyką poważną na rzecz słuchania lżejszej muzyki rozrywkowej w serwisach streamingowych? Automatyczna analiza elementów dzieła muzycznego, której nie można „wyłączyć”? Czy zawodowi, wykształceni muzycy czerpią taką samą przyjemność ze słuchania utworów jak przeciętni odbiorcy? A jeśli nie, to jak muzyczna profesja wpływa na ich kontakt ze światem dźwięków?
Podobne pytania zadawałam sobie przy tworzeniu badania sprawdzającego odczucia muzyków różnych specjalności. Ze względów praktycznych grupa badana została ograniczona jedynie do osób związanych z Uniwersytetem Muzycznym Fryderyka Chopina (UMFC), który jest również moją macierzystą uczelnią. W ankiecie, składającej się z krótkiego kwestionariusza i trzech pytań otwartych, wzięło udział 40 osób[1] związanych z UMFC: 2 nauczycieli akademickich, 12 absolwentów i 26 studentów, związanych z różnymi wydziałami i kierunkami (m.in.: kompozycja i teoria muzyki, dyrygentura symfoniczno-operowa, dyrygentura chóralna, instrumentalistyka, reżyseria dźwięku, rytmika, wokalistyka, jazz).
Pytanie 1. Czy – a jeśli tak, to jak – wykształcenie muzyczne wpływa na Twój odbiór słuchanej muzyki (np. automatyczne zwracanie uwagi na partię swojego instrumentu, analizowanie formy utworu, techniki kompozytorskiej itd.)?
Anonimowy/anonimowa absolwent/absolwentka, akordeonista/akordeonistka: Tak, trudno mi o zachwyt, więcej mnie drażni w muzyce i nudzi, niż zachwyca.
Prof. dr hab. Alicja Gronau-Osińska, kompozytorka i teoretyczka muzyki: Najbardziej interesuje mnie gra między zmysłowymi i intelektualnymi walorami muzyki. Dotyczy to szczególnie utworów nieznanych mi wcześniej oraz muzyki nowej i najnowszej. Na to zwracam uwagę przede wszystkim. Cechy warsztatu kompozytorskiego odbieram przy okazji, a cechy interpretacji później, choć genialny wykonawca wpisuje się w odczytywanie zmysłowej i intelektualnej strony muzyki.
Natalia Malec, studentka, rytmiczka i teoretyczka muzyki: Tak, moje wykształcenie wpływa na sposób, w jaki słucham muzyki. Na szczęście nie utrudnia mi to czerpania z niej przyjemności.
Anonimowy absolwent, reżyser dźwięku: Tak, przed studiami często analizowałem poszczególne partie, „wyciągając” je pojedynczo z nagrań/wykonań. Po studiach bardzo często zwracam uwagę na walory związane z barwą, dynamiką, techniką mikserską itd.
Natalia Górczyńska, absolwentka, rytmiczka: Kiedy widzę, jak muzyk zaczyna grać swoją partię na konkretnym instrumencie, a także przed usłyszeniem wykonania, mam już pewne wyobrażenia o nim. Oczywiście pojawia się także – u mnie głównie – analiza harmoniczna, dociekliwość, jeśli chodzi o użyte skale, środki i techniki kompozytorskie i aranżerskie, aczkolwiek jest to przeze mnie kontrolowane, dzięki czemu potrafię słuchać muzyki w tle.
Daria Kondraciuk, absolwentka, teoretyczka muzyki i muzykolożka: Można powiedzieć, że w moim przypadku edukacja muzyczna wpłynęła na zawłaszczenie mojego „czystego” doświadczenia odbioru muzyki przez naukowy aparat pojęciowy.
Filip Makoś, student, kompozytor: Dużo łatwiej i poniekąd mimowolnie analizuję muzykę podczas słuchania, przez co jej odbiór jest znacznie polepszony.
Właściwie każda z 40 osób biorących udział w badaniu ankietowym zauważa u siebie wpływ posiadanego wykształcenia muzycznego na sposób słuchania muzyki. Odbiór utworów wiąże się z mimowolną analizą np. formy, harmonii, instrumentacji i aranżacji, pracy tematycznej, faktury. Dzięki znajomości literatury muzycznej i osłuchaniu łatwiej jest wyłapywać inspiracje i nawiązania do innych stylów, epok, kompozytorów. Instrumentaliści zwracają uwagę na technikę gry, wokaliści i dyrygenci chóralni – na emisję głosu, reżyserzy dźwięku są bardziej wyczuleni na barwy i przestrzeń w nagraniu. Określony sposób słuchania muzyki może wiązać się z pewnego rodzaju „skrzywieniem zawodowym”, trudnością w zawieszeniu dotychczas zdobytych umiejętności i wiedzy. W przypadku niektórych respondentów takie warunki wpływają dodatnio na odbiór utworu, pogłębiają przyjemność płynącą ze słuchania, a w przypadku innych – przeciwnie. Przeszkadzają w koncentracji, być może frustrują, a może nawet wzbudzają niechęć do słuchania muzyki poważnej w czasie wolnym.
Pytanie 2. Czy muzyka poważna jest również tą, której na co dzień słuchasz dla przyjemności? Czy słuchasz jej przede wszystkim ze względów zawodowych?
Natalia Gidlewska, absolwenta, altowiolistka: Muszę przesłuchiwać repertuar klasyczny ze względu na mój zawód, ale sprawia mi to ogromną przyjemność i często znajduję dzięki temu wiele inspiracji, poznaję nowe utwory.
Julia Kalinowska, studentka, pianistka: Bardzo rzadko potrafię odsunąć mentalną analizę z perspektywy muzyka klasycznego i z tego powodu rzadko słucham muzyki klasycznej dla przyjemności.
Prof. dr hab. Alicja Gronau-Osińska, kompozytorka i teoretyczka muzyki: Owszem słucham jej, ale niekoniecznie codziennie. Wolę sytuacje koncertowe, przynajmniej raz na tydzień jestem na koncercie. Słuchanie muzyki sprawia mi ogromną frajdę, znajduję w świecie muzyki lepszą część działań człowieka.
Michał Szymański, student, flecista: Słuchanie muzyki poważnej daje mi ogromną przyjemność i satysfakcję. Mimo to zdecydowaną większość słuchanych przeze mnie dzieł stanowią utwory spoza klasycznego repertuaru. Muzyka poważna ma to do siebie, że często wymaga większego skupienia i analizy, by można było ją zrozumieć. Nie akceptuję słuchania jej jako tło lub w stanie rozproszenia. Byłby to swego rodzaju brak szacunku do tej muzyki.
Daria Kondraciuk, absolwentka, teoretyczka muzyki i muzykolożka: Powody słuchania muzyki „poważnej”, które bym wymieniła, to:
1. społeczny. Czasem dostaję darmowe bilety na koncerty z repertuarem z zakresu muzyki „poważnej”, chodzę na takie koncerty ze znajomymi lub z rodziną, słucham wykonań lub kompozycji moich znajomych;
2. naukowy. W ramach moich kolejnych studiów (humanistycznych, ale nie muzykologicznych) zajmuję się przede wszystkim tematyką związaną z muzyką. Przygotowuję się do wywiadów z kompozytorami, piszę prace zaliczeniowe i artykuły naukowe poświęcone muzyce „poważnej” i wtedy też jej słucham.
Mikołaj Szenfeld, absolwent, gitarzysta: Nie, muzyki poważnej słucham niemal tylko na koncertach. Na co dzień słucham innych gatunków, w szczególności takich jak: funk, jazz, hip-hop i piosenka aktorska.
Czy wszyscy muzycy klasyczni w wolnych chwilach słuchają muzyki poważnej? Okazuje się, że nie zawsze. Niektórzy częściej dla przyjemności wybierają gatunki szeroko pojętej muzyki rozrywkowej, wymagającej mniejszego zaangażowania intelektualnego (a może też łatwiejszej w odbiorze, bo nieobarczonej bagażem wielu lat kształcenia zawodowego?). Muzyka poważna pozostaje jednak obecna w życiu i słuchawkach/głośnikach respondentów (34 osoby wskazały, że słuchają tego typu muzyki także dla przyjemności, w różnych proporcjach czasowych), choć zaledwie 6 osób podkreśliło, że słucha jej naprawdę często, codziennie. Pojawiły się też rozgraniczenia na słuchanie muzyki poważnej przede wszystkim na żywo, w warunkach koncertowych, a w formie nagrań wybieranie innych gatunków. Mimo tego, aż 13 osób – ponad ¼ badanej grupy – zaznaczyło, że słuchanie muzyki poważnej wiąże przede wszystkim ze swoimi obowiązkami zawodowymi.
Pytanie 3. Czy kiedykolwiek doświadczyłeś/doświadczyłaś pewnego rodzaju przebodźcowania i czasowej niechęci do słuchania muzyki? Jeśli tak, opisz te okoliczności.
P.P., absolwent, kompozytor: Tak, gdy miałem najbardziej intensywne lata na uczelni (II i IV rok studiów), to muzyka otaczała mnie przez kilka godzin najpierw na uczelni, potem wracałem, słuchałem utworów potrzebnych mi do nauki przez godzinę lub dwie, a następnie jeszcze przez kilka godzin tworzyłem własną muzykę. W czasie studiów praktycznie nie słuchałem muzyki dla przyjemności, a przerzuciłem się wyłącznie na podcasty, bo nie byłem w stanie przyjąć więcej dźwięków.
Natalia Gidlewska, absolwenta, altowiolistka: Po całym dniu z instrumentem często wybieram ciszę. Jest to dla mnie naturalne i wiem, dlaczego jestem przebodźcowana. Chęć do słuchania muzyki wraca bardzo szybko i słucham jej dla przyjemności codziennie.
Anonimowa studentka, reżyserka dźwięku: Tak, prawie codziennie, zwłaszcza po długich sesjach nagraniowych.
Julia Kalinowska, studentka, pianistka: Raz na jakiś czas doświadczam czasowej niechęci do słuchania muzyki. Dla mnie konieczna jest chwila takiego rodzaju abstynencji po to, żeby wrócić z jeszcze większym głodem słuchania.
Prof. dr hab. Alicja Gronau-Osińska, kompozytorka i teoretyczka muzyki: Z wiekiem wolę mniej bodźców dźwiękowych w ogóle na rzecz ciszy. Ale chyba nigdy nie odczuwałam niechęci do słuchania muzyki. Co więcej, jak jestem zmęczona i idę na koncert, wcale nie bardzo chętnie, to zawsze wychodzę szczęśliwsza i zadowolona. Zanurzenie w świat dźwięków koncertowych działa na mnie ożywczo.
Anonimowy student, klarnecista: Może zdarzyło się to raz, kiedy miałem kiepski okres w życiu i chciałem zniknąć, ale na ogół jest odwrotnie. Muzyka w trudnych chwilach bardzo pomaga i nie wyobrażam sobie, by bez niej żyć.
Daria Kondraciuk, absolwentka, teoretyczka muzyki i muzykolożka: Na pewno doświadczałam niechęci do konkretnych twórców. Wynikało to zawsze z tego, że wcześniej byłam „zmuszona” słuchać wielokrotnie różnych utworów Mozarta, Beethovena, Chopina i innych na potrzeby studiów. Zadziałało to w moim przypadku podobnie, jak lista lektur działa na uczniów – zniechęciłam się do tych kompozytorów (mimo że wcześniej ich lubiłam) i obecnie jestem o wiele mniej skłonna odtwarzać ich utwory dla własnej przyjemności lub udać się na koncerty ich muzyki. W omawianym przeze mnie przypadku jest to efekt długotrwały, bo aż kilkuletni.
Mikołaj Szenfeld, absolwent, gitarzysta: Nie doświadczyłem tego, ale wydaje mi się, że kluczem jest zmienianie gatunków. Nieraz mam „fazy” na konkretny styl muzyczny i wtedy potrafię go słuchać nawet miesiącami bez znudzenia.
Andrzej Frydko, student, trębacz: Czasami najlepszą muzyką jest cisza.
Uczelnie muzyczne – a przynajmniej warszawski UMFC – brzmią w specyficzny sposób. Rozlewające się po korytarzach dźwięki akordeonów, skrzypiec, lekko rozstrojonych pianin i przygłuszonej gitary. Śpiew dochodzący z toalety, mieszający się z szumem codziennych rozmów, cichnących w okolicach wydzielonej części korytarza, gdzie ćwiczą studenci grający na instrumentach dętych blaszanych. Nawet muzyk – a może zwłaszcza muzyk – po kilku godzinach spędzonych w takiej kakofonii może odczuwać ból głowy.
Pewnego rodzaju przebodźcowania czy niechęci do słuchania muzyki doświadczyło w którymś momencie swojego życia 27 respondentów – ponad połowa grupy, a właściwie niemal jej ¾. U 7 osób taki stan pojawia się bardzo często, inni badani nie zaznaczyli częstotliwości jego występowania lub doświadczają go rzadko.
Powody są różne, a jednocześnie bardzo typowe dla codzienności muzyków: konieczność ciągłego słuchania utworów, np. na potrzeby nauki, wielogodzinne sesje nagraniowe i próby, praca nad obróbką dźwięku, gra w orkiestrze. Również odgłosy codzienności, dźwięki miasta mogą nie zachęcać do dodatkowego zanurzenia się w świat muzyki. U niektórych ankietowanych tego typu stan mija szybko, trwa zaledwie jeden wieczór, inni potrzebują kilku dni, niektórym niechęć do np. konkretnych utworów i twórców zdaje się nigdy nie przechodzić. Tak, jakby obranie muzycznej ścieżki odzierało z tego, co w muzyce powinno być najważniejsze – z pewnej przyjemności obcowania z nią.
* * *
Ukończyłam studia z teorii muzyki, muzyką w pewien sposób zajmuję się od ponad 17 lat, czyli od momentu, gdy jako 6-latka rozpoczęłam lekcje nauki gry na pianinie. Jednocześnie nieraz muzyki – która przecież jest znaczącą częścią mojego życia – miałam dość. Miesiącami nie słuchałam praktycznie niczego dla tzw. przyjemności. Muzyka poważna w znacznej mierze kojarzyła mi się z koniecznością analizy (co pokazują dobitnie roczne podsumowania serwisów streamingowych, na których w moim przypadku często „wygrywają” utwory, o których akurat pisałam pracę zaliczeniową), muzyki rozrywkowej często po prostu nie miałam ochoty słuchać po całych dniach przebywania wśród dźwięków. Muzyczne przebodźcowanie nie jest mi obce – nawet ankieta skierowana do dość niewielkiej grupy badawczej pokazała, że nie jestem w tym odczuciu osamotniona.
_____
[1] Dziękuję: Tomaszowi Cepielowi, Natalii Gidlewskiej, Julii Kalinowskiej, prof. dr hab. Alicji Gronau-Osińskiej, Natalii Malec, Natalii Górczyńskiej, Michałowi Szymańskiemu, Darii Kondraciuk, Nikodemowi Skrabanie, Filipowi Makosiowi, Mikołajowi Szenfeldowi, Hugonowi Przybylskiemu, Andrzejowi Frydce, Justynie Śmietanie, P.P. i wszystkim anonimowym respondentom, którzy wzięli udział w ankiecie i podzielili się swoimi odczuciami. W tekście zacytowano wybrane odpowiedzi.
![]()


