Kocie pianino, Caspar Schott's Magia universalis naturae et artis, commons.wikimedia.org, domena publiczna

felietony

Bestiariusz intrumentalny

OD REDAKCJI: Uwaga! Artykuł zawiera treści, które mogą być nieodpowiednie dla osób wrażliwych oraz dzieci.
_____

Ludzkość od zarania dziejów tworzyła instrumenty muzyczne. Potrzeba posiadania narzędzi do wydobywania dźwięku mogła być przeróżna, chociaż dzisiaj najczęściej kojarzy nam się z potrzebą tworzenia sztuki i piękna lub wywoływania konkretnych emocji. Jednak równolegle, i to niemal w każdym okresie historycznym, pojawiają się instrumenty muzyczne, które wymykają się tej logice: z pięknem i harmonią nie mają nic wspólnego.

Na granicy eksperymentu i prowokacji znajdziemy kilka niewiarygodnych przykładów, od których jeżą się włosy na głowie. Przyjrzyjmy się im z bliska.

Zero Kama – muzyka z ludzkich kości

Przenosimy się w okolice Wiednia lat 80. XX wieku. Zafascynowana okultyzmem i rytualną muzyką artystka[1] Zoe DeWitt postanawia obrabować kaplicę w małym miasteczku. Wynosi z niej… ludzkie kości. Jak sama potem opowiadała – nie takie „białe, spreparowane”, a czarne, z fragmentami zgnilizny, a nawet gdzieniegdzie włosami. Takie, które w jej małym mieszkaniu zaczynają wydzielać z siebie ohydny zapach. Orientuje się, że popełniła straszliwy czyn dopiero kiedy jest już za późno, żeby się cofnąć. I przeprowadza swój plan do końca. Ze skradzionych kości powstają prymitywne instrumenty muzyczne, na których nagrywa za pomocą prostych magnetofonów album „The Secret Eye of L.A.Y.L.A.H”, wydany w jej własnej wytwórni. Muzyka jest dziś określana jako rytualny industrial.

Dziś w niektórych środowiskach album nosi status legendarnego. Zoe DeWitt wykonywała nagrane przez siebie utwory na żywo, jednak podczas tych performance’ów korzystała z sampli, nie używając oryginalnych instrumentów.

Kocie pianino – muzyka z cierpienia

Legenda kociego pianina zaczyna się od spotkania dwóch władców – króla Hiszpanii Filipa II, oraz cesarza Karola V. Według opisu Jean-Bapriste Weckerlina zawartego w dziele „Musiciana, extraits d’ouvrages rares ou bizarres”, władcy przywitali się nawzajem orszakami pełnymi „cudów”. Jednym z nich miał być rydwan wiozący niedźwiedzia grającego na osobliwych organach, w których zamiast miechów ustawiono… uwięzione żywe koty. Wydobywanie dźwięku związane było z zadawaniem zwierzętom cierpienia, co miało powodować wydawanie pełnych boleści dźwięków o różnych wysokościach.

Inna wzmianka o tym przerażającym instrumencie pochodzi z Niemiec. Lekarz Johann Christian Reil twierdził, że słuchanie gry na kocich organach to idealny lek dla osób, które nie potrafią się skupić. Oglądanie cierpienia zwierząt i słuchanie ich odgłosów miało być bowiem tak absorbujące, że z miejsca leczyło dolegliwość.

Na szczęście nigdzie nie ma wiarygodnych dowodów na istnienie kociego pianina.

Badgermin

Kolejny instrument bestia istnieje jako internetowa ciekawostka, unikatowy egzemplarz i swoiste makabryczne dzieło sztuki. Jest to theremin zamknięty w ciele martwego borsuka.

Instrument został stworzony w 2012 roku przez Davida Cranmera, artystę zafascynowanego projektami thereminów zamkniętych w nieoczywistych obudowach. Jako bazę swojego projektu wykorzystał znalezionego w sklepie z antykami wypchanego borsuka, którego następnie wydrążył, aby w środku umieścić instrument. Ten osobliwy projekt został wykorzystany do nagrań z akompaniamentem fortepianu. Sam Cranmer wspominał o stworzeniu kolejnych podobnych instrumentów, między innymi theremina sowy.

Badgermin, stworzony z czystej ciekawości, ma wyraźnie makabryczny charakter. Przeraża w nim nie tylko ciało martwego zwierzęcia jako obudowa instrumentu, ale też chłód i obojętność tego eksperymentu.

Dudy i taksydermia

Badgermin nie jest jedynym przykładem tworzenia instrumentów ze spreparowanych ciał zwierzęcych. Nikogo chyba nie dziwi fakt, że dudy wykonuje się ze skóry zwierzęcej. Zazwyczaj jednak mają kształt, który niczym prawdziwego zwierzęcia nie przypomina. Chyba że wykona je Risto Todorowski.

Artysta ten, zajmujący się również taksydermią, tworzy dudy, preparując w tym celu całe ciała kóz. Jego instrumenty mają nawet kozie głowy! Całość sprawia okropne wrażenie, jakby artysta grał na zwierzęciu.

Stelarc – Amplified body

Australijski artysta Stelarc w swojej działalności przedstawia ciało człowieka jako niewystarczające wobec otaczającej nas technologii. Wyraz tej myśli dał między innymi w performansie Amplified Body.

Instrumentem było tu ciało artysty, podpięte do różnego rodzaju urządzeń elektrycznych, sensorów i kontrolerów VR, które następnie przetwarzały parametry, takie jak spięcia określonych grup mięśni czy tempo bicia serca na określone dźwięki i ruchy kamery.

Z jednej strony wymienione w tym krótkim artykule „bestie” to tylko jednostkowe przykłady, tworzone bardziej z ciekawości czy braku zastanowienia się nad konsekwencjami. Ale z drugiej strony to nie tylko instrumenty. Nie chodzi w nich wyłącznie o dźwięk, ale też o to, jak powstają: o cierpienie, nienaruszalne granice. O sprzeciw, który w nas budzą. I może warto, aby – tak jak w przypadku kociego pianina – pozostawały tylko teorią.

_____

[1] Zoe DeWitt określa się jako osoba niebinarna. W źródłach na jej temat spotkałam się z zaimkami żeńskimi, dlatego takie pojawiają się w tekście.

Wesprzyj nas
Warto zajrzeć