Król Roger Karola Szymanowskiego nie bez przyczyny uznawany jest za dzieło wybitne. Obfite w młodopolskie konteksty, poetycką symbolikę i metafizyczne refleksje od lat zachwyca miłośników opery, niezmiennie poruszając bogatą kolorystyką muzyczną i teatralną. Opera swoją prapremierę miała w roku 1926 w Teatrze Wielkim w Warszawie i zdobyła pozytywne recenzje, choć nie od razu zagościła w repertuarze na stałe. Po wojnie Króla Rogera wystawiono dopiero w 1956 roku z okazji otwarcia nowego budynku Teatru Wielkiego, razem z Halką i Strasznym dworem Stanisława Moniuszki. Dzieło doczekało się wielu inscenizacji na całym świecie, jednak to interpretacja Krzysztofa Cicheńskiego będzie tematem następujących rozważań.
Premiera spektaklu miała miejsce 26 kwietnia 2026 roku w Teatrze Wielkim im. Stanisława Moniuszki w Poznaniu. Za reżyserię odpowiadał wspomniany już Krzysztof Cicheński, a za kierownicwo muzyczne – Jacek Kaspszyk. Wizja Cicheńskiego koncentruje się na zajrzeniu w głąb tytułowego Króla Rogera.
Reżyser eksploruje zakamarki psychiki bohaterów, malując portrety wyraźne i bardzo indywidualne. Na pierwszy plan wysuwa się oczywiście konflikt wewnętrzny Rogera, spotęgowany przez fascynację Pasterzem. To właśnie kontrast tych postaci ujmuje najbardziej: Roger (Szymon Mechliński) – przedstawiony przez reżysera jako pozornie dostojny władca w idealnie skrojonym garniturze, oraz Pasterz (Andrzej Lampert) – długowłosy i odziany w zwiewne, białe szaty, przywodzący na myśl Chrystusa lub wędrownego kaznodzieję. Obaj śpiewacy wykazali się dogłębnym zrozumieniem odgrywanych ról, co potwierdziło spotkanie z wykonawcami, reżyserem i dyrygentem w foyer Teatru Wielkiego po spektaklu.
Pasterz Lamperta jest pociągający i wiarygodny, jednocześnie śpiewak potrafił oddać złowrogość wpisaną w tę złożoną postać. Mechliński nadał Rogerowi dualistyczny charakter, perfekcyjnie uosabiając konflikt wewnętrzny, z którym walczy bohater. Śpiewak zaprezentował jednocześnie władczą, pewną siebie stronę Króla oraz tę zagubioną, targaną niepokojem i obawami, które rozbudził w nim Pasterz. Ten kontrast idealnie koresponduje z całościową wizją reżysera: w każdym akcie Cicheński traktuje scenę jako odrębną arenę wydarzeń, podkreślając ich kluczowe motywy za pomocą obiektów umieszczonych w centralnej części sceny.
W pierwszym akcie reżyser przenosi widza do wnętrza kościoła, na środku którego znajduje się ołtarz. W drugiej odsłonie centralne miejsce zajmuje szezlong w sypialni Rogera, na którym Król spowiada się ze swoich lęków Edrisiemu. Postać mędrca i doradcy władcy została ucharakteryzowana na Zygmunta Freuda, co skłania mnie do interpretowania Edrisiego jako personifikacji zdrowego rozsądku Króla. Edrisi-Freud wysłuchuje Rogera, notując i paląc cygaro, oferując psychoanalizę, która była przecież niezwykle popularnym zjawiskiem w czasach Szymanowskiego. W trzecim akcie centralne miejsce na scenie zajmuje ołtarz, na którym złożona w ofierze zostaje koza (rekwizyt), co świetnie koresponduje z opisem ubioru Pasterza, znanemu widzowi z pierwszego aktu („Ubrany w skórę koźlęcia, jak każdy pasterz”) oraz stanowi klamrę do znaczenia ołtarza w pierwszym akcie.
Bardzo symboliczna, choć zachowawcza scenografia skupia uwagę odbiorcy na najważniejszych elementach dzieła. Kolejnym kluczowym aspektem inscenizacji Cicheńskiego jest reżyseria świateł, za którą odpowiadał Giuseppe di Iorio. W finałowej apoteozie uruchomione zostały potężne reflektory skierowane na widownię, które imitowały wschodzące słońce. Oślepiające światło robiło niezwykłe wrażenie i potęgowało więź, jaką tworzył Mechliński z odbiorcą. Poruszającą kulminacją spektaklu jest scena finałowa, w której Król oświadcza: „Przejrzyste wyrwę serce, w ofierze słońcu dam!”.
Trudno w kilku zdaniach podsumować ogrom emocji, który wzbudziła we mnie inscenizacja Cicheńskiego. Wysoki poziom wykonawców i przemyślana reżyseria zaowocowały spektaklem, który był dla mnie niczym katharsis. Ten „prześniony sen”, cytując Edrisiego, sprawił, że chciałam – tak jak niegdyś Szymanowski – krzyknąć: „Roger to ja!”.