Wydana w 2025 roku płyta Escape from the Shadows należy do coraz wyraźniej powiększającej się na rynku fonograficznym grupy dzieł poświęconych wyłącznie literaturze altówkowej. Aleksandra Demowska-Madejska wraz z pianistą Wojciechem Pyrciem nagrali interpretacje sześciu utworów (lub aranżacji) na altówkę z akompaniamentem fortepianu. Repertuar ten jest, jak pisze altowiolistka na swojej stronie internetowej, wynikiem sześcioletnich badań muzykologicznych dotyczących m.in. polskiej literatury altówkowej. Escape from the Shadows stanowi nie tylko zbiór mniej znanych, niszowych kompozycji altówkowych, lecz nawet zawiera światową premierę fonograficzną Sonaty na altówkę i fortepian Ety Tyrmand.
Zarówno z repertuaru nagranego na płycie, jak i z wszystkich dołączonych do niej komentarzy nietrudno wywnioskować, jaka myśl przyświecała autorom tego projektu: aby uchronić od zapomnienia twórczość kompozytorów pochodzenia żydowskiego. Cel bez wątpienia chlubny, ale i ambitny – zarejestrowanie utworów na płycie CD a bezpośredni wpływ na podtrzymanie pamięci o kompozytorach nie cieszących się popularnością nie zawsze idą ze sobą w parze.
Losy twórców zebranych na płycie, mimo iż niezwykle zróżnicowane, mają kilka punktów styczności: Polska, Zagłada i różne strategie przetrwania wojennej rzeczywistości. Demowska-Madejska i Pyrć zestawili ze sobą zarówno utwory przedwojenne (Kaddish op. 6 Aleksandra Weprika i Romans op. 32 Ignacego Friedmanna), kompozycje napisane podczas wojny (Serenada Jerzego Fitelberga i Sonata na altówkę i fortepian op. 28 Mieczysława Wajnberga), a także późniejsze dzieła z lat 50. i 60. (Rapsodia Notturna op. 66 Karola Rathausa i Sonata na altówkę i fortepian Ety Tyrmand).
Cała płyta jest jednolita stylistycznie, a w niektórych utworach można usłyszeć echa melodii żydowskich (Tyrmand i Weprik) oraz muzyki klezmerskiej (Wajnberg). Jedyną odskocznią od przeważającego przez ponad godzinę poważnego, niemal dramatycznego charakteru wyrazowego jest Romans Friedmanna, który wprowadza nieco potrzebnej lekkości i swobody.
Moją uwagę szczególnie zwróciła Sonata na altówkę i fortepian Wajnberga, głównie ze względu na swoją spójną różnorodność. Każda z trzech części cyklu łączy i zestawia ze sobą różne style i charaktery: od poważnej deklamacyjności po swobodną, wręcz skoczną taneczność. Demowska-Madejska i Pyrć wypracowali dość dobrze brzmiącą relację między swoimi instrumentami, szczególnie w miejscach, w których każda z partii jest na swój sposób niezależna (szczególnie pamiętne solo fortepianu na początku trzeciej części sonaty). Solistka umiejętnie prowadzi słuchacza przez zmieniający się krajobraz dźwiękowy, pokonując wyzwania techniczne z wprawą, ale bez nadmiernej popisowości.
Zarówno Rapsodia Notturna Rathausa, jak i Serenada Fitelberga to utwory o bardzo swobodnym rozwoju i niespiesznie kształtowanej narracji (na przestrzeni kolejno siedmiu i dziewięciu minut, co jak na utwory jednoczęściowe uważam za całkiem duże rozmiary). Za żadną z obydwu kompozycji niełatwo jest słuchaczowi podążać, ale deklamacyjny i zdecydowany charakter partii altówki może wprowadzić nas w pewnego rodzaju (artystyczny) letarg.
Od innych, raczej dramatycznych w charakterze kompozycji wyraźnie odróżnia się wspomniany powyżej Romans Friedmanna, co według mnie jest jego wielką zaletą. Zamiast poważnej, przejmującej deklamacyjności i swobodnie kształtowanych fraz, utwór kończy płytę lekkim, wręcz beztroskim charakterem i śpiewnymi frazami, którymi umiejętnie wymieniają się soliści.
Podczas słuchania nagrań nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że nazwa – mimo iż, jak zostało to napisane wcześniej, ma ona swoje źródło w idei przyświecającej płycie – jest też w pewnym sensie nietrafiona. Tytułowy „cień” nie był według mnie w kontekście tych utworów tylko ogarniającym kompozytorów, stopniowym i być może nieuniknionym zapomnieniem, lecz także głębią brzmienia altówki, z której bynajmniej nie należy uciekać. Płyty, takie jak ta, poświęcone wyłącznie literaturze altówkowej, pomagają przypomnieć słuchaczom o możliwościach owego instrumentu. Na estradzie filharmonicznej często „ukryta” za brzmieniem skrzypiec i wiolonczel, tu – altówka wychodzi z cienia.