OD REDAKCJI: Poniższy artykuł stanowi transkrypcję odcinka Rozdział drugi. Stereotyp pierwszy. Artysta to darmozjad. Grajek uliczny tym bardziej? podcastu „Muzyka dla myślących. Interaktywny przewodnik po stereotypach muzycznych”. Autorką jest Ewelina Grygier, etnomuzykolożka współpracująca z Fundacją Meakultura.
_____
Artysta czy darmozjad? Oto jest pytanie. W słowniku wyrazów obcych Michała Arcta, wydanym w 1921 roku, czytamy, że muzyk to ktoś dobrze znający zasady muzyki i jej rodzaje, a kompozytor to biegły wykonawca utworów muzycznych, z kolei muzykant to ktoś zajmujący się muzyką, ale nie artysta. Czy to coś wyjaśnia? Chyba niewiele…
Określenie „muzykant” często jest stosowane w etnomuzykologii do scharakteryzowania wykonawców tradycyjnych lub w odniesieniu do dawnych wędrownych grajków nazywanych muzykantami właśnie. Gdybyśmy mieli rozumieć Arcta w ten sposób, że muzyk to ktoś, kto wykonuje swoją pracę na najwyższym poziomie, nie moglibyśmy powiedzieć tego o każdym współcześnie koncertującym artyście. Poziom wykonań bywa bowiem bardzo różny od niemal amatorskiego. Tu z pomocą przychodzi współczesna technika, autotunery czy możliwość występowania z playbackiem. Trudno jest także porównywać różne rodzaje muzyki. Kuba Sienkiewicz, w odróżnieniu od swoich muzycznie uzdolnionych dzieci tworzących zespół Kwiat Jabłoni, śpiewać nie bardzo potrafi, jednak nie przeszkadza to ani jemu, ani jego słuchaczom, by realizować się jako pełnowartościowy artysta. Jego siła tkwi w czymś innym niż w perfekcyjnym śpiewie czy grze na gitarze. Czy zatem artysta to ktoś, kto żyje z muzyki? Z jednej strony tak.
Mamy zawodowych artystów, ale wiemy też, że nie wszyscy artyści są w stanie związać koniec z końcem. Dobrym tego przykładem może być Mozart. Jego pozycja za życia nie była godna pozazdroszczenia, a po śmierci został pochowany w bezimiennym grobie. Dziś jednak nikt nie zaprzeczy, że jego sztuka wielką jest i ma znaczenie dla rozwoju kultury europejskiej.
W sytuacji i kondycji muzyka dostrzegamy zatem wiele paradoksów, a często spojrzenie na wykonawcę pełne jest stereotypów.
Ciekawy jest fakt, że niektóre instrumenty kojarzone są z instrumentami żebraczymi. Lira korbowa, jak pisze Horst Sieger w swoim leksykonie, to instrument charakterystyczny dla muzyków żebraków. W Austrii aż do połowy lat 40. i 50. ubiegłego wieku lira traktowana była jako instrument żebraków i inwalidów. Także katarynka, nieraz błędnie nazywana lirą właśnie, to współczesny instrument żebraczy. Dlaczego tak? Na tych mechanicznych instrumentach muzycznych grywali niegdyś inwalidzi wojenni. Katarynka dawała im możliwość zarobienia na życie. Austriak Ernst Weber zauważa, że inwalidzi grający na katarynkach byli postrzegani jako muzykujący żebracy, a nie jako muzycy, i należeli do najniższych warstw społeczeństwa. Jednak sami kataryniarze chcieli się od takiego negatywnego wyobrażenia odciąć. Poprzez swoją muzyczną ofertę dystansowali się od żebractwa i przykładali dużą wagę do tego, by dobrze władać korbą liry. Takie występowanie muzyków, m.in. w przestrzeni publicznej, często jest łączone z żebractwem, ponieważ wspólne są: przestrzeń działania, sposób zbierania wynagrodzenia, ubiór, rekwizyty czy występowanie w towarzystwie zwierząt. Także nawiązywanie werbalnej, oralnej lub pisemnej komunikacji z przechodniami jest wspólne dla tych obu grup. Co jednak je różni?
Przede wszystkim muzyk uliczny musi obligatoryjnie muzykować, grać, śpiewać. Oferuje on też często wytwory swojej twórczości, takie jak płyty CD czy DVD. Muzycy starają się zrobić wszystko, by być postrzegani pozytywnie. Warto przywołać cytat z wywiadu udzielonego przez jednego z trzech akordeonistów Motion Trio: „Dla grającego na ulicy dobre miejsce to jak w handlu – połowa sukcesu. Druga to towar, czyli muzyka. Bardzo ważny jest wygląd. Zawsze grałem w czyściuteńkiej białej koszuli w nutki i dbałem o to, aby mieć czyste pudełko, zadbany akordeon. To wszystko miało świadczyć, że nie występuję jako żebrak, ale uliczny artysta”. Etnomuzykolożka Jadwiga Sobieska wspomina o wielkopolskim dudziarzu Józefie Ciszaku, który po przeszło 40 latach grania na weselach przerzucił się w starszym wieku na „dziadowanie” z dudami, czyli granie na ulicach Poznania. Dlaczego dziadowanie? Ciszak był świetnym muzykantem, tylko że w pewnym momencie zaczął grać na tzw. „streecie”. Ale taka opinia o muzykach ulicy, jak u Sobieskiej, nie jest odosobniona. Jeden z londyńskich korespondentów Michaela Bassa podkreślał, że w jego opinii grający w przestrzeni publicznej muzycy to rodzaj żebraków. Dokładnie taką samą argumentację stosują współcześnie władze Poznania, które muzyka z instrumentem uważają za jedną z figur żebraczych. Dlaczego muzycy są tak postrzegani? Wydaje mi się, że po części jest to związane z ich niewidzialną pracą. Słuchacz, widz obserwuje tylko godzinny koncert i całe wynagrodzenie za pracę przyrównuje do tego, co zobaczył na własne oczy. Tymczasem często zapomina się o tym, ile pracy należy włożyć, zanim ofiaruje się publiczności gotowy produkt. Wspomina o tym kompozytor i pedagog Jerzy Fryderyk Wojciechowski:
„Po epidemii, ale teraz również w czasie kryzysu związanego i z wojną, i z inflacją, zaobserwować można bardzo dużą część artystów muzyków. Dostrzegam to w swoim środowisku, w którym muzycy postanawiają zrezygnować z tej pracy, bo widzą, jak bardzo jest niepewna, a jeśli już się zdarza, jest bardzo mało płatna. Ilość takiej pracy musiałaby być gigantyczna, żeby tacy ludzie mogli się utrzymać. Stąd ich decyzja, czasem bardzo dramatyczna, bo muzyk musi chodzić do szkoły pierwszego stopnia, drugiego, chodzić na studia. Łącze to prawie 17 lat nauki, czasem i więcej, po to, żeby wyprodukować artystę. Może nawet nie artystę, tylko na razie muzyka, który w przyszłości jest się w stanie stać artystą. Ci ludzie muszą zadecydować w tym momencie, że chcą zarabiać pieniądze i żyć godziwie, a do tego muszą porzucić swoją dotychczasową drogę życia – bardzo często pracę, która była również ich pasją. To jest dramat”.
Człowiek kończy etap szkolnictwa, ale nie kończy się jego nauka. Czy to grając w filharmonii, czy zakładając niezależny zespół, konieczne są próby, przećwiczenie nowego repertuaru, zgranie z nowymi członkami zespołu, dopracowanie aranżacji, wykonania. To wszystko stanowi niewidzialną pracę, którą trzeba wykonać, by ostateczny produkt był satysfakcjonujący.
Kolejną kwestia jest organizacja. Tylko najwięksi mają swoich menadżerów. Muzycy, którzy dopiero zaczynają, muszą wiele rzeczy ogarnąć samodzielnie. Wybór repertuaru, aranżacja, zabieganie o koncerty, negocjowanie stawek, podpisywanie umów, ustalenie logistyki, trasy koncertowej i transportu, organizacja hoteli itd. Czasami na początku drogi nie otrzymuje się pożądanej stawki lub gra za tzw. bilety tylko po to, by się pokazać. Powiecie, że to sensowne i musi się sprawdzić, ponieważ ktoś jest nowy i nie wiadomo, czy się nadaje. Ale pomyślmy o tym w ten sposób: otwierasz restaurację, dopiero zaczynasz w gastronomii, układasz menu, kupujesz produkty, odpowiednie sprzęty kuchenne, zatrudniasz kucharzy, kelnerów i przygotowujesz potrawy. Wtedy przychodzi do klient i mówi: „Ta restauracja jest nowa, jeszcze nie wiem, czy dobra, czy będzie mi smakowało”. Na początek klient proponuje: „Zjem, ale nie zapłacę. W zamian za to polecę restaurację krewnym i znajomym”. Brzmi absurdalnie? W branży muzycznej, zwłaszcza na początku, bardzo często właśnie tak to wygląda. Trzeba zagrać za darmo, by się pokazać. Później jest nieco lepiej. Wykonawcy otrzymują wynagrodzenie, ale czasami dopiero po bardzo długim czasie. Wyobraź sobie, że idziesz do fryzjera albo do dentysty. Zabieg został wykonany, a ty mówisz: „Świetnie, dziękuję. Proszę teraz poczekać na przelew cztery tygodnie albo sześć tygodni”. Tak to działa w świecie muzycznym… Jest jeszcze jedna kwestia – nieograniczonego dostępu do nagrań przez internet. Mówi o tym Arkadiusz Nawrocki, pianista, kompozytor i reżyser dźwięku:
„Jeśli chodzi o wynagradzanie samego artysty, myślę, że niestety w dzisiejszych internetowych czasach artysta stał się w znacznej mierze taką kurką znoszącą złote jaja. Jest to o tyle przykre, że najczęściej jednak chodzi tu o profity głównie dla platform streamingowych. W tej materii jest niestety jeszcze wiele do zrobienia, aby artyści dostawali godne wynagrodzenia z tytułu np. publicznych odtworzeń swoich dzieł w internecie. Niestety, ciągle w naszym społeczeństwie też brakuje zdrowej świadomości dotyczącej wartości intelektualnej, np. piosenki nie widać, nie można jej dotknąć, ale za to jak nigdy wcześniej można sobie jej za darmo posłuchać, np. na YouTube”.
Należy jeszcze dodać, że instrumenty to bardzo drogie sprzęty. Nawet jak raz uzbieramy na ten najlepszy na świecie instrument, kupimy np. lutniczą gitarę, to później trzeba stale o nią dbać. Konieczna jest wymiana strun, a także inne drobne reparacje od czasu do czasu. W instrumentach perkusyjnych trzeba wymieniać membrany, naciągi, w dętych wymieniać poduszki w klapach itd.
Ale dość już o stronie finansowej, bytowej. Co ze sferą ducha? Czy artyści są potrzebni społeczeństwu? Jak mówi Ezra Pound, są oni systemem nerwowym gatunku. To, że są potrzebni, widać było szczególnie w trakcie pandemicznego zamknięcia. Koncerty online wyrosły jak grzyby po deszczu, a na większości z nich wirtualne sale koncertowe pękały w szwach. Jak o tym mówi Arkadiusz Nawrocki?
„Myślę, że rola artysty w pewnym sensie sprowadza się w pewnym stopniu do duchowo-emocjonalnego przewodnika. To jest ktoś, kto zabiera odbiorcę w często niesamowitą podróż do trudno dostępnych (oczywiście w innych okolicznościach trudno dostępnych) przeżyć i wrażeń estetycznych. W pewnym sensie można powiedzieć, że artysta pozwala odbiorcy lepiej poznać samego siebie, bo np. może wyzwolić w nim pewne zablokowane wcześniej emocje”.
A zatem artysta to ktoś, kogo nie można jednoznacznie scharakteryzować i ocenić. Z jednej strony musi być dobrym rzemieślnikiem, z drugiej musi nakarmić artystyczną strawą cały rząd dusz.
______
Innowacja Muzyka dla myślących interaktywny przewodnik powstała w ramach projektu Popojutrze 2.0 Kształcenie i została współfinansowana ze środków Europejskiego Funduszu Społecznego Program Operacyjny Wiedza Edukacja Rozwój. Więcej o pozostałych stereotypach dowiesz się z e-booka Muzyka dla myślących, który powstał w ramach kampanii społecznej Save the Music Fundacji Meakultura. Wejdź na stronę www.savethemusic.eu i bądź świadomym odbiorcą kultury.