Fragment okładki książki Edwarda Brooke'a-Hitchinga – „Orkiestra szaleńca. Największe kurioza w historii muzyki”, Wydawnictwo Rebis 2026; materiały prasowe

recenzje

Kocie organy, pirofon i Wiedeńska Orkiestra Warzywna, czyli „Największe kurioza w historii muzyki” według Edwarda Brooke’a-Hitchinga

Synestezja, kryptografia, eksperymenty i katastrofy. Orkiestra szaleńca to wyprawa do zakamarków największych osobliwości w historii muzyki. W opowieści snutej przez Edwarda Brooke’a-Hitchinga jednym z głównych bohaterów są nietypowe instrumenty – zaskakujące pomysły konstruktorów i kompozytorów realizowane i opisywane od czasów starożytnych po współczesność. To one regularnie powracają na kolejnych stronach wśród wielu wątków poruszanych przez autora i często zadziwiają kreatywnością zastosowanych rozwiązań.

Książka na rynku polskim ukazała się na początku roku 2026 w przekładzie Janusza Szczepańskiego. Jej autor – brytyjski badacz Edward Brooke-Hitching – nie po raz pierwszy sięga do historii najdziwniejszych obiektów: do swego rodzaju „szalonej serii” zaliczyć można jego wcześniejsze publikacje pt. Galeria szaleńca. Najdziwniejsze obrazy, rzeźby i inne kurioza z historii sztuki z roku 2022 i Biblioteka szaleńca. Największe kurioza wydawnicze z 2020. Tym razem zabiera nas do świata muzyki, podanego w lekkostrawnym, popularnonaukowym gulaszu rozmaitości. Brak dogłębnej wiedzy muzykologicznej nie powinien być problemem przy odbiorze – wszystko przedstawione jest w sposób przystępny na bogato ilustrowanych stronach, wśród fragmentów partytur, portretów kompozytorów i obrazów o tematyce muzycznej, a także zdjęć i rycin wymyślnych instrumentów. Wydaje się jednak, że nie brakuje tam również ciekawostek, które mogą zaskoczyć także czytelnika wykształconego muzycznie. Trochę grozy, szczypta trafnie dobranych cytatów, merytoryczne fakty podane w łatwo zrozumiały sposób i spora doza humoru – podczas lektury Orkiestry szaleńca naprawdę można bawić się przednio.

„Zamiast typowych instrumentów, jak obój, klarnet czy tuba, orkiestra szaleńca mogłaby wykorzystywać flet czarownicy ze szczurzej kości, pirofon, świńską fisharmonię, organy zapachowe i bardziej zębatą alternatywę tereminu: borsukofon”[1]. Tak Brooke-Hitching we wstępie zapowiada rozdział poświęcony dziwnym instrumentom. Choć ze spisu treści wynika, że będzie to zaledwie niespełna czterdziestostronicowy fragment całej publikacji, to jednak rozważania na temat nietypowego instrumentarium przewijają się na przestrzeni całej książki (i chyba stają się jednym z najbardziej zapadających w pamięć jej elementów).

Autor wspomina nie tylko te nieco bardziej znane, aczkolwiek wciąż nietypowe instrumenty, jak harmonika szklana czy viola organista Sławomira Zubrzyckiego (polskich akcentów też w całej książce nie brakuje!), lecz także zadziwia wzmiankami o takich wymysłach, jak np.: piganino, wielkie organy stalaktytowe, lodowe instrumenty czy katzenorgel. Trzeba przy tym przyznać, że Brooke-Hitching wykonał sporą pracę badawczą i rzetelnie sięga nawet do dziedzictwa starożytności i czasów prehistorycznych, opisując intrygujące znaleziska sprzed naszej ery.

Cennym dodatkiem do przeglądu kuriozów są spisy dzieł dołączane na końcu rozdziałów, w których autor zbiera wszystkie utwory wspomniane na poprzednich stronach. Żałować można tylko, że wydawca nie pokusił się o autorski dobór konkretnych wykonań i dołączenie linków lub kodów QR kierujących do gotowych playlist umieszczonych w sieci (choć oczywiście to przedsięwzięcie mógłby komplikować proces uzyskiwania praw do publikacji takich odnośników). Jednak już sama obecność listy utworów działa jak subtelna zachęta do pogłębienia lektury poza książką – czytelnik zostaje niejako zmuszony do własnych poszukiwań, co może się okazać przygodą samą w sobie i punktem wyjścia do inspirujących odkryć. Taki zresztą wydaje się zamysł Orkiestry szaleńca – cechuje ją mozaikowość, to pewnego rodzaju katalog bardziej lub mniej rozbudowanych ciekawostek, które później już samodzielnie warto zgłębić.

Orkiestra szaleńca to opowieść o ludzkiej pomysłowości i ekscentryzmie, które często znajdują się poza powszechnie znanym kanonem. Pokazuje, że przecież historia muzyki to nie tylko wielcy kompozytorzy, przełomowe dzieła grane na co dzień w filharmoniach i klasyczne instrumentarium – to także cała plejada dziwaków, marzycieli i wynalazków, czasem prowadzących do wspaniałych odkryć, a czasem do spektakularnych porażek.
_____

[1] E. Brooke-Hitching, Orkiestra szaleńca. Największe kurioza w historii muzyki, przeł. J. Szczepański, Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 2025, s. 9.

Wesprzyj nas
Warto zajrzeć