Witkacy – „Janosik i Zbójnicy”, 1918; picryl.com / commons.wikimedia.org, domena publiczna

edukatornia

„Zbójnicy kochali się w muzyce”, czyli dobre łotry, które umiłowały sobie dudy

„Kraj był piekny, ale biedny – trzeba było sukać poratowanio. Przechodzili przez Tatry, niedaleko i próbowali cosik kajsik wziąć tem, co mieli więcej. To się nie nazywało, ze kradli, brali, rabowali, ino wzieni. Jak ty mos, a ja ni mom, no to dej trochę. Jak ześ nie kcioł dać, no to trzeba było wziąć”[1] – tak zbójnictwo na Podhalu opisuje Józef Pitoń, gawędziarz podhalański, popularyzator góralskiego folkloru, tancerz i śpiewak. O zbójnikach grasujących w okresie XVI–XIX wieku krążą legendy. Dla niektórych byli sprawiedliwymi bohaterami, a dla innych bezwzględnymi dzikusami. I choć pojawiali się wyjątkowo brutalni hersztowie band lub zbóje działający indywidualnie (przykładami okrutników mogą być: ostatni tatrzański zbójnik Wojtek Mateja oraz Wojtek „Krwawy” Marduła[2]), większością z nich kierowały szlachetne – w ich mniemaniu – pobudki. Wydaje się jednak, że więcej było zwolenników kompanii niż ich przeciwników. Największym szacunkiem broniący uciśnionych chłopów zbójnicy cieszyli się wśród rodowitych górali – chłopów, pasterzy – dla których już samo słowo „zbójnik” i cała rodzina tego wyrazu mocno wpisały się w tradycję i codzienność góralską[3]. W latach 70. XX wieku ocieplenie wizerunku dobrych łotrów[4] przyniósł 13-odcinkowy serial telewizyjny Janosik (reż. Jerzy Passendorfer) z kultową już ścieżką dźwiękową Jerzego „Dudusia” Matuszkiewicza, którego fabuła inspirowana była historią słowackiego zbójnika Juraja Janosika. Perypetie tatrzańskiego harnasia i jego bandy, nakreślone przez lubianych aktorów (m.in.: Marek Perepeczko, Bogusz Bilewski, Witold Pyrkosz, Ewa Lemańska), podbiły serca Polaków[5].

Zbójnicy pojawiali się tam, gdzie szerzył się barbarzyński terror i niesprawiedliwość szlachciców, możnowładców i również duchowieństwa wobec chłopów. Zbrojne powstania górali były tłumione, a kompanie stanowiły samozwańcze prawo – łupili bogaczy, zdobyte zaś dobrodziejstwa rozdawali biednym. Napadali i rabowali, aby na swój sposób przywrócić sprawiedliwość i przetrwać. Niejednokrotnie „wizytowali” na halach i zabierali bacom ser, a wypady do wsi robili po żywność i dutki. Jednak, koniec końców, zachowanie tatrzańskich Robin Hoodów musiało być dobrze przyjmowane przez górali, gdyż według wielu podań często dobrowolnie użyczali im do schronienia swoich pasterskich szałasów[6]. Może ich mottem była mądrość Cycerona: „I zbóje mają swoje prawa”[7]?

O historii zbójników, ich rodowodach, migracjach, podbojach, perypetiach można byłoby snuć barwne opowieści podczas długich, zimowych wieczorów lub przy wakacyjnych ogniskach. Jednak nie one są przedmiotem niniejszych rozważań. Życie zbójników nie toczyło się jedynie wokół wymierzania sprawiedliwości na własną rękę. Jak każda grupa społeczna, mieli własne zwyczaje i tradycje. W ich kręgu szczególnie wyrazista była muzyka (i wszystko, co z nią związane: tańce, śpiewy, instrumenty), która silnie zakorzeniła się w góralskim folklorze i dziś definiowana jest jako zbójnicka.

Zbójnicy-muzycy

W zależności od terytorium, na jakim „urzędowali”, karpaccy zbójnicy określani byli: żywieckimi, beskidzkimi, bieszczadzkimi, tatrzańskimi itp. Przemierzając rozległe pasma górskie Karpat, w ramach rozrywki grali, śpiewali i tańczyli – bo przecież „nie samą pracą żyje człowiek”. Wiele cennych informacji i opowieści o zbójnikach przekazywali pokoleniom góralscy gawędziarze, którzy osobiście spotykali harnasiów ze swoimi bandami oraz byli świadkami ich wizyt we wsiach lub na pasterskich halach. O umiłowaniu muzyki przez dobrych łotrów informowali nie tylko gawędziarze, jak np. słynny Sabała (w młodości również zbójnik), ale także ludzie sztuki. Artystami, którzy szczególnie interesowali się kulturą zbójników, byli m.in. Stanisław Witkiewicz (Na przełęczy) czy Kazimierz Przerwa-Tetmajer (Na skalnym Podhalu). Cennym źródłem o zbójeckich instrumentalistach są także drzeworyty oraz popularne na Podhalu obrazy na szkle, ilustrujące sceny rodzajowe lub autentyczne zdarzenia[8]. Wśród opisów muzycznych upodobań dobrych chłopców (bo tak pieszczotliwie zbójników nazywali górale) znajdują się relacje z ich pijackich zabaw, popisowych tańców oraz muzykowania na instrumentach.

Zbójnicy byli góralami, a powszechnym zajęciem górali było pasterstwo: bacowie, juhasi, hale, redyki, owczarki podhalańskie, watry. Do tej listy należy dodać pasterskie instrumenty, które towarzyszyły bacom i juhasom podczas długich miesięcy spędzanych w górach, z dala od rodziny, i były składowymi elementami góralskich kapel zapewniających zabawę gościom karczm. Do kompanii przyłączali się młodzi pasterze potrafiący grać na instrumentach. Niejednokrotnie zbójnicy siłą werbowali muzykantów do swoich band, a często muzykami byli sami ich członkowie (muzykiem zbójników był np. słynny już Bartłomiej Obrochta, zwany Bartusiem). Istniały przypadki, kiedy jedna osoba była zarówno zbójnikiem, jak i muzykantem czy też zbójem i pasterzem. Przykładem może być Wojciech Gał, znany również jako Wojciech Mrowca (tatrzański zbójnik, baca i słynny dudziarz), czy Tomasz Gadeja (zbójnik, śpiewak i gawędziarz z Kościeliska). Do ulubionych instrumentów zbójników należały głównie te, na których grali pasterze. Ich codziennym realiom towarzyszyły m.in.: trombity, piszczałki, fujary pasterskie, fletnie Pana, złóbcoki, skrzypce, a przede wszystkim dudy.

Podhale, zbójnicy i dudy

Chociaż za stolicę zbójnictwa po polskiej części Karpat wielu uważa Żywiecczyznę[9], to jednak ewidentną kolebką zbójnictwa jest Podhale. Świadczą o tym nie tylko przekazy historyczne, traktujące o wyprawach zbójników na południe od Tatr, ale również nazwiska legendarnych zbójców, z których niekiedy wywodziły się całe rody trudniące się tą „profesją”. Wymienić tu można nazwiska, takie jak: Sablicek, Siecka, Stachowiec, czyli jedne z najbardziej popularnych podhalańskich nazwisk[10].

Tatry, Zakopane, Podhale to niepodważalne wizytówki południa Polski i polskich gór. Krzyż na Giewoncie czy Zakopianka nie są obce żadnemu Polakowi. Nieobce są również dudy podhalańskie, zwane kozą i bardzo często błędnie określane kobzą. Jednak niewiele osób zdaje sobie sprawę z tego, jak cenne są dudy podhalańskie. W 2014 roku zarówno sam instrument, jak i jego wytwarzanie oraz gra na nim zostały wpisane na Krajową listę niematerialnego dziedzictwa kulturowego, a od kilku lat polscy dudziarze starają się o włączenie dud na światową listę UNESCO[11].

O muzyce płynącej w krwi podhalańskich górali informował w pytaniu retorycznym Kazimierz Przerwa-Tetmajer: „jakiż lud jest bardziej organicznie związany ze swą muzyką i tańcem (…) jak nie Podhalanie!?”[12]. Ta wyjątkowa dziedzina sztuki towarzyszyła wszystkim góralom niezależnie od wykonywanej profesji: na halach, w karczmach, podczas zbójeckich wypraw[13]. Dudy zajmowały szczególne miejsce w zbójnickich sercach. Wykorzystywano je zarówno jako instrument solowy, jak i nietypowo – w zespole, np. przy towarzyszeniu złóbcoków podczas zabaw w karczmach czy tańców przy watrze. Dudy podhalańskie to instrument czterogłosowy. Inna nazwa dud, koza, pochodzi prawdopodobnie od:

  • koziej lub baraniej skóry (zwykle wywróconej sierścią do wewnątrz), z której zrobiony był miech (wór),
  • dźwięku przypominającego „beczenie” kozy lub owcy,
  • zdobienia łącznika piszczałki potrójnej ze zbiornikiem powietrza, które przybierało formę koziej głowy.

 

Worek nadymany jest powietrzem za pomocą ust – służy do tego drewniana lub kościana rurka, tzw. duchac. Z miecha odchodzą piszczałki z drewna jaworowego lub owocowego. Jedna z nich to piszczałka melodyczna lub melodyczno-burdonowa, czyli przebierka, zwana fletem czy fujarą, a współcześnie gajdzicą. Strojona jest w tonacji F-dur i na niej wykonuje się melodię. Jest trójkanałowa: dwa kanały służą do melodii, a trzeci wydaje dodatkowy dźwięk burdonowy (dźwięk C). Druga to bogato ozdabiana długa piszczałka burdonowa, tzw. bąk, która zwisa luźno lub opierana jest na ramieniu dudziarza. Nieustannie gra ona ton podstawowy (dźwięk F), a stroić ją można przez wydłużanie albo skracanie. Piszczałki posiadają stroiki pojedyncze oraz otwory palcowe i zakończone są rozszerzonym roztrąbem typu klarnetowego[14][15]. Nazwy poszczególnych części dud różnią się w zależności od ich rodzaju, typu oraz rejonu występowania. Powyższa terminologia dotyczy dud podhalańskich oraz nazewnictwa używanego w regionie Podhala.

Z zachowanej opowieści Ignacego Franciszka Blumenfelda, leśniczego i tępiciela zbójników, dowiadujemy się o porywczości podhalańskich band. Podczas napadu na dobytek zarządcy hut Franza Kleina kazali zastawić dla nich suto stoły i grać na dudach, po czym oddali się pijackim hulankom. Przeciwnik zbójników przyczynił się do przekazania istotnych informacji o kompaniach, co pomogło w przekazaniu pamięci o podhalańskich zbójnikach. Jedną z ilustracji, którą wykonał podczas obserwacji bandy z ukrycia przed potyczką, opisał Tomasz Krzyżanowski. Dowiadujemy się z niej o polskim Janosiku – tatrzańskim harnasiu Staszku Kubinie, a także o członkach zgrai, m.in. o braciach Janie i Tomaszu Maciatach. Pierwszy z nich grał na fujarze, drugi – na dudach. „Wydobywane z nich dźwięki łączyły się w diabelską harmonię, tworząc akompaniament w sam raz do dzikich i nieokrzesanych tańców zbójnickiej braci”[16]. Dzięki dokładności wykonania i szczegółom rysunek niesie cenną prawdę o ówczesnych dudziarzach: w XIX wieku na Podhalu grano na dudach przynajmniej trzygłosowych. Dudy ukazane na omawianej ilustracji Blumenfelda Zbigniew Przerembski opisał następująco: „(…) drugi [muzykant grał] na dudach, nadymanych ustami, mających duży worek z nieokrojonej skóry i dwie piszczałki: melodyczno-burdonową bez roztrąbu i długą burdonową z dźwięcznikiem wygiętym łukowo, konicznym, prawdopodobnie rogowym. Dudy są co najmniej trzygłosowe – Blumenfeld zaznaczył na swoim rysunku dwugłosową budowę ich krótszej piszczałki, jej trzeciego, spodniego kanału (jeśli był) w takim ujęciu nie widać. Łącznik tej piszczałki z workiem ma antropomorficzny kształt, co nieznane z innych polskich źródeł, ale nie niemożliwe (…). Doskonale podpatrzył rysownik tzw. zamknięty sposób palcowania, charakteryzujący dudziarzy w naszej części Europy”[17]. Dlaczego „co najmniej trzygłosowe”? W Polsce dudy czterogłosowe, bardziej rozbudowane, zachowały się jedynie na Podhalu. Przypuszcza się, że istnieją od połowy XIX wieku. Świadczą o tym przekazy Oskara Kolberga o potrójnych piszczałkach, na których grali tatrzańscy juhasi, dlatego też tego rodzaju budowę mogła mieć melodyczno-burdonowa piszczałka dud podhalańskich. Rysunek artysty Stanisława Witkiewicza z końca XIX wieku dokładnie ukazuje ten instrument[18].

Według niemieckiego podróżnika Albrechta von Sydowa podhalańscy zbójnicy „nie przynosili wiele szkody, a ponadto lubili zabawić się przy dudziarskiej muzyce”. Mimo że najczęściej dudy wykorzystywane były jako instrument solowy, zbójnicy lubili łączyć je w szersze zestawienia. Nie należało to do najłatwiejszych zadań, ponieważ dudy są trudne do zestrojenia z innymi instrumentami. Od Przerwy-Tetmajera dowiadujemy się, że: „W jednej bandzie (…) aż trzy kobzy (sic!)[19] mieli”[20].

Lubowały się dobre łotry w dźwiękach dud i ich możliwościach wyrazowych, a rozszerzenie „obsady” z pewnością potęgowało ich brzmienie. Możemy sobie tylko wyobrazić buczenie kilku dźwięcznych dud podhalańskich razem z wtórującymi okrzykami bawiących się zbójników, które echo roznosiło późnym wieczorem po stromych tatrzańskich zboczach. Bywało, że bandy napadały na halach na pasterzy, jednak zdarzało się też, że zbójnicy bawili się wspólnie z bacami. Byle była syta strawa i koza, co by do zbójnickiego żywo tańczyć.

„Zbójnicy kochali się w muzyce”…

…te słowa Kazimierza Przerwy-Tetmajera, pochodzące z Bajecznego świata Tatr, najlepiej ukazują drugie oblicze podhalańskich zbójników. Przekazy o ich powiązaniach z dudziarzami oraz informacje o ich podejściu do dud podhalańskich świadczą o niewypowiedzianej wprost wyjątkowości tego instrumentu. Mimo że mit zbójnictwa na stałe wpisał się w tradycję góralską i wizerunek zbójników wyrósł do rangi bohaterskiej, w rzeczywistości proceder zbójnictwa nie zawsze był tak pozytywny. Szerokie badania nad zjawiskiem zbójników, a także obecnością zbójeckich motywów we współczesnym folklorze ujęte zostały w pracy zbiorowej Mity i rzeczywistość zbójnictwa na pograniczu polsko-słowackim w historii, literaturze i kulturze pod redakcją Marii Madejowej, Anny Mlekodaj i Macieja Raka.

Najlepszym podsumowaniem relacji tatrzańskich zbójników z dudami podhalańskimi może być opis Józefa Kantora, etnografa i znawcy gwary podhalańskiej, przytoczony przez Zbigniewa Jerzego Przerembskiego: „A kiedybyś zbójnicką duszę poznać chciał, jej muzykę i pieśń, i życie to «honorne», a pełne niebezpieczeństw i radości, to przenieś się duszą na jasną polanę, wśród gęstwiny borów (…), a zobaczysz tam buchającą watrę, a obok niej kobziarza (sic!) grającego i dzikie niemal postacie zbójników roztańczonych. Widno, że dopieroco wrócili z uherskiej krainy, okryci kurzem, potem, a nieraz i krwią zbroczeni (…) stanęli wokół watry, a kobziarz (sic!) im gra zbójnickiego. I zdaje im się, że słyszą w tej muzyce i ten szum lasów (…). I te «gajdy» oddają im to wszystko, a oni przyśpiewują sobie, tańczą około watry, uderzają w ciupagi, a z tą muzyką, śpiewem, szumem miesza się dźwięk stalnych ciupag (…). I odczujesz wtedy, czem jest ta pozorna monotonia kobzy (sic!), jej bek, te przeróżne głosy, mamrotające o czemś, co było, a nie istnieje już, a idące hen gdzieś (…)”[21].
_____

[1] S. Karpiel-Bułecka, J. Pitoń, Nuty podhalańskie – nuty wierchowe i zbójnickie, Projekt „Nuty Podhalańskie”, Zakopower 10.10.2020, (dostęp: 02.05.2021).
[2] Sylwetki zbójników, Zbójnicka karczma, (dostęp: 02.05.2021).
[3] M. Rak, Kulturemy podhalańskie, Biblioteka „LingVariów” t. 19, Kraków 2015, s. 95.
[4] Dokładnie 26 marca obchodzony jest Dzień Dobrego Łotra, zwany także Dniem Janosika (za: Dzień Dobrego Łotra to także pamięć o Janosiku, PolskieRadio24.pl, 26.03.2021, dostęp: 03.05.2021).
[5] Hasło: Janosik, [w:] Filmpolski.pl. Internetowa Baza Filmu Polskiego, (dostęp: 02.05.2021).
[6] Zbójnictwo tatrzańskie, Zbojnickiszlak.pl, (dostęp: 02.05.2021).
[7] Hasło: Cytaty Cycerona, [w:] Imperium Romanum, (dostęp: 02.05.2021).
[8] Z. J. Przerembski, Dudy. Instrument mało znany polskim ludoznawcom, Warszawa 2007, s. 187.
[9] Zbójnickie dzieje miasta Żywca, Żywieckie Centrum Turystyki i Kultury, (dostęp: 03.05.2021).
[10] M. Rak, op. cit., s. 101.
[11] P. Starmach, Podhalańskie Dudy na światowej liście UNESCO?, TVP3 Kraków, 02.06.2018, (dostęp: 3.05.2021).
[12] zob. Na skalnym Podhalu i Legenda Tatr.
[13] J. Dziadowiec, Góralskie reprezentacje, czyli rzecz o Podhalanach i ich kulturze, „Zeszyty Naukowe Towarzystwa Doktorantów Uniwersytetu Jagiellońskiego. Nauki Humanistyczne” 2010, nr 1 (1), s. 59.
[14] Z. J. Przerembski, op. cit., s. 29–31.
[15] L. Długołęcka, M. Pinkwart, Instrumenty ludowe na Podhalu, [w:] Muzyka i Tatry, Wydanie internetowe, (dostęp: 03.05.2021).
[16] Z. J. Przerembski, op. cit., s. 187–189.
[17] Ibid., s. 190–191.
[18] Ibid., s. 308.
[19] Dość powszechnym błędem jest określenie „kobza” stosowane względem dud. Kobza to instrument strunowy szarpany.
[20] Ibid., s. 191.
[21] Ibid., s. 195.

_____

Bibliografia:

  1. Bożejewicz P., Skrwawiona ciupaga: prawdziwa historia Janosika i jego kompanów, „Rzeszpospolita”, (dostęp: 02.05.2021).
  2. Cytaty Cycerona, [w:] Imperium Romanum, (dostęp: 02.05.2021).
  3. Długołęcka L., Pinkwart M., Instrumenty ludowe na Podhalu, [w:] Muzyka i Tatry, (dostęp: 03.05.2021).
  4. Dziadowiec J., Góralskie reprezentacje, czyli rzecz o Podhalanach i ich kulturze, „Zeszyty Naukowe Towarzystwa Doktorantów Uniwersytetu Jagiellońskiego. Nauki Humanistyczne” 2010, nr 1 (1).
  5. Dzień Dobrego Łotra to także pamięć o Janosiku, PolskieRadio24.pl, 2021, (dostęp: 03.05.2021).
  6. Filmpolski.pl, Internetowa Baza Filmu Polskiego, (dostęp: 02.05.2021).
  7. Gadowski W., Zbójnickie dzieje miasta Żywca, Żywieckie Centrum Turystyki i Kultury, (dostęp: 03.05.2021).
  8. Karpiel-Bułecka S., Pitoń J., Nuty podhalańskie – nuty wierchowe i zbójnickie, Projekt „Nuty Podhalańskie”, YouTube: Zakopower, 2020, (dostęp: 02.05.2021).
  9. Mity i rzeczywistość zbójnictwa na pograniczu polsko-słowackim w historii, literaturze i kulturze, red. Madejowa M., Mlekodaj A., Rak M., Nowy Targ 2007.
  10. Przerembski Z. J., Instrument mało znany polskim ludoznawcom, Instytut Sztuki Polskiej Akademii Nauk Towarzystwo Naukowe Warszawskie, Warszawa 2007.
  11. Rak M., Kulturemy podhalańskie, „LingVaria” t. 19, Uniwersytet Jagielloński Wydział Polonistyki, Kraków 2015.
  12. Remiszewski R. M., Kozy czyli dudy podhalańskie dziedzictwem kulturowym, Podhale Region, 2015, (dostęp: 03.05.2021).
  13. Starmach P., Podhalańskie Dudy na światowej liście UNESCO?, TVP3 Kraków, 2018, (dostęp: 03.05.2021).
  14. Sylwetki zbójników, Zbójnicka karczma, (dostęp: 02.05.2021).
  15. Tomasz Krzyżanowski, tatrzański dramaturg: Janosik to może kierpce czyścić naszemu Staszkowi Kubinowi, Wnet.fm, 2017, (dostęp: 03.05.2021).
  16. Zbójnictwo tatrzańskie, Zbojnickiszlak.pl, (dostęp: 02.05.2021).
Wesprzyj nas
Warto zajrzeć