Ekrany potencjalności

Paweł Przybyła
ekrany-potencjalnosci
pexels.com

Żyjemy w dobie lekkich piosenek, banału, skandali, szybkiej informacji, szybkich decyzji, szybkiego lekceważenia. Żyjemy także w kulturze ekranu. Ekrany w różnej postaci mamy zawsze przy sobie. Co za tym idzie – tradycyjne media przeżywają kryzys, prawdopodobnie czeka je jeszcze większy upadek i marginalizacja. Rolę dominatora przejmuje Internet, co sprawia, że jako ówczesny wolny rynek postępuje w zawrotnym tempie coraz dalej i jest niesamowicie egalitarny.

W XVII wieku ekran oznaczał zaporę służącą bezpieczeństwu, a współcześnie jest swego rodzaju oknem na świat. Co jednak najważniejsze – jest integralną częścią dzisiejszej technologii, która jest coraz szybsza, coraz bardziej efektywna i elastyczna, a jednocześnie coraz bardziej wygodna i łatwa w użyciu. To, co zwróciło uwagę w wykładzie inauguracyjnym Krzysztofa Szwajgiera pt. Ekrany potencjalności to zadanie dwóch pytań i próba odpowiedzi: Dlaczego ekrany? – Bo są. Dlaczego są? Ich rzeczywistość oraz szeroki zakres potencjalnych obszarów zastosowania wyraźnie stwierdzamy i zauważamy. Co mnie nurtuje, to zwrócenie uwagi prelegenta na problem ekranu, na jego ontyczny paradoks, czyli dwojakość – ekran ma dwie funkcje: oczywiście pokazuje, ale też może zasłaniać. Pośród mnóstwa przykładów muzycznych prezentowanych podczas wykładu zapadł mi w pamięć utwór Strange News Rolfa  Wallina odnoszący się do pierwszej z tych funkcji. Jest to reportaż oparty na dokumentalnych materiałach filmowych dotyczących tragedii dzieci uwikłanych w ugandyjską wojnę domową, gdzie muzyka odgrywa rolę tylko ilustracyjną, a materiał filmowy jest wyświetlany przez projektor. Jeśli chodzi o  zasłaniającą funkcję ekranu, Szwajgier ukazał muzyczną transkrypcję na ekran kompozycji amerykańskiego minimalisty Steve’a Reicha Piano Phase wraz z taneczną choreografią. Taneczny układ wykorzystywał strukturę muzyki Reicha do stworzenia niezależnego idiomu ruchowego, który nie tylko ilustrował muzykę, ale także nadawał jej nowy wymiar. Prowadziło to wszystko do genialnej gry ciągle zmieniających się form i wzorów oraz przede wszystkim do wycieczek w kierunku teatru cieni, gdzie nie było widać dokładnych postaci tancerek.

Co ciekawe, Krzysztof Szwajgier utwierdza w przekonaniu, że jeśli chodzi o multimedialność i intermedialność sztuki, to wzrokowe bodźce bardziej przyciągają niż słuchowe. Argumentuje to tym, że nie trzeba dokładnie wsłuchiwać się w cokolwiek, wszystko jest pokazane – wystarczy tylko patrzeć. A jest na co, bo dzisiejszy artystyczny cyfrowy świat to: wielość, różnorodność i atomizacja.

 

Pełna lista tekstów: 

Wywiady:

Recenzje:

Felietony:

Edukatornia:

Publikacje:

Zapraszamy do kultury przyszłości!
Jedyne takie studia podyplomowe! Rekrutacja trwa!

Opublikowano: 2020-07-09

logowanie i rejestracja