Muzyka popularna Numer specjalny Nagrody

Let The World Burn

Dominik Gac

let-the-world-burn
Dominik Gac, fot. Daniel Zieliński

Księżyc nad Katowicami i miesiączek nad Bronowicami – a na ziemi i pod ziemią Furia. Ślązacy zaprezentowali tej jesieni nowe materiały: mini album „Guido” i longplay „Księżyc milczy luty”. To dobry powód, by sprawdzić, dlaczego pozwalają światu płonąć. 

Furię znacie, prawda? To najciekawszy zespół w polskim black metalu. A przy okazji najzdolniejsze dziecko z rodziny Let The World Burn. Śląski kolektyw jest unikatem na rodzimej scenie metalowej. Owszem, wiele innych grup również rekrutuje się z tych samych muzykantów, często też obserwować możemy transfery między zespołami, zwłaszcza jeśli rezydują w jednym mieście bądź okolicy. Jest więc zasadne mówienie o scenie krakowskiej czy lubelskiej, nieczęsto jednak powiązania te mają głębsze podłoże. Brak w nich założonego wcześniej mianownika, szyldu, czy chorągwi. A tu jest. Tu, to znaczy tam, a tam, to znaczy tu – jak wyjaśnia Nihil, lider Furii, na nowej płycie. Bo on i przyjaciele lubią rzeczy gmatwać. Dlatego Let The World Burn to zjawisko trudne w opisie, a przez to tym bardziej intrygujące. Sprawa dodatkowo się komplikuje, jeśli poszukać wywiadów z wspomnianymi jegomościami lub przeprowadzić własny. Ale nawet nonszalancja tych rozmów zdaje się przemyślana, celowo kieruje odbiorców w dym – bijący znad płonącego świata lub papierosów. 

CSSABA, Duszę Wypuścił, FDS, Furia, Massemord, Wędrowcy~Tułacze~Zbiegi – wszystkie te projekty mają w swoich składach przynajmniej jednego z trzech muzyków, najsilniej kojarzonych z Let The World Burn: Nihila, Sarsa lub Namtara. To trzy nogi kolektywu, czwartą jest Cień. A wszystkie nogi są gliniane – jak mówi pierwszy z tu wymienionych. Wokół Let The World Burn krążą też inne projekty, angażujące wspomnianych muzyków: Morowe, Seagulls Insane and Swans Deceased Mining Out the Void, gdzie działa Nihil oraz Kurhan oraz Night of the World, w których usłyszeć możemy Namtara. Obecność w podstawowym składzie nie wyczerpuje możliwości współpracy. Sars gra koncerty z Morowe, miał także swój udział w oprawie graficznej Seagulls Insane and Swans Deceased Mining Out the Void, czyli projektu Nihila i Havoka (znanego z Blindead). Nihil zaś był producentem „Światu jest wszystko jedno” – płyty Wędrowcy~Tułacze~Zbiegi, gdzie wokale nagrywał między innymi Stawrogin znany z Odrazy i… Massemord. Ważną postacią jest także Artur Rumiński znany również z THAW i ARRM.  – On przychodzi spoza LTWB, ale jego wkład w Furię na tę chwilę jest duży i świetnie się składa, bo niczym trzynasty wojownik, A. przyjechał z Sosnowca, żeby wziąć udział w naszej misji – mówi Nihil. To skomplikowane, ale nikogo nie powinna dziwić płynność relacji i powiązań. Jak wieść gminna niesie, cała scena to koledzy kolegów. Na tym zresztą zasadza się istnienie jakiejkolwiek bohemy. Do cyganerii odwołuję się tu nie dla pustego efektu, ale chwytając trop podsuwany przez „Starą Polskę księżycową”, czyli dwuczęściową kompozycję z „Guido”. Wykorzystano w nich teksty Lucjana Rydla, młodopolskiego poety, pierwowzoru Pana Młodego z „Wesela” Stanisława Wyspiańskiego. Odniesienia do ludowości, ale bez chłopomanii, widoczne są też w „Halnym” (jednoutworowy mini-album Furii z 2010 roku). Natura, góry i rodzima tradycja literacka to tylko jedno ze źródeł inspiracji. Zdaje się, że na ważniejszy trop naprowadza, czerpiąca z rymów Sergiusza Jesienina, epka „Katowice / Huta Laura / Królewska Huta” (również 2010). Rosyjski poeta był reprezentantem imażynizmu, który to nurt koncentrował się na intuicyjności i obrazowości w sztuce. Ta intuicyjność będzie szczególnie ważna – stąd już tylko krok do naiwności.   

A zatem jesteśmy w domu, to jest na Górnym Śląsku, bo i tytuł wspomnianej epki jest wskazówką ze współrzędnymi: Królewska Huta to dawna nazwa Chorzowa, Huta Laura – Siemianowic Śląskich. Między nimi a Katowicami znajduje się orbis interior świata, co płonie. „Ogród zamknięty” – jak śpiewa Nihil w utworze „Za ćmą, w dym”. Na jego terenie mieści się klub Leśniczówka, w którym podczas koncertu bez publiczności, zarejestrowano „Katowice / Hutę Laurę / Królewską Hutę”. Ów ogród to miejsce, gdzie – jak wspomina Nihil – artyści spędzili młodość. Sars dodaje, że zanim się poznali, zdarzało im się mijać w tych samych krzakach. Tam też znajduje się budynek, którego fragment zdobi okładkę płyty „Nocel”. Oprawa graficzna wydawnictw Furii pomaga określić najważniejsze tematy podejmowane w ich twórczości. Na siedmiu okładkach widać, jeśli nie portrety, to ludzkie sylwetki – trzy odwołują się do natury, a dwie do tego, co miejskie, industrialne. W tym trójkącie, gdzie wierzchołkami miasto, natura i człowieczy umysł, zamyka się najsłynniejszy projekt sygnowany marką Let The World Burn. 

Nieco inaczej rzecz ma się z Massemord. Należy pamiętać, że Furia powstała później i była wynikiem solowej aktywności Nihila, podjętej w 2003 roku. Tymczasem podziemie usłyszało o nim, Sarsie i Namtarze już w 2002 roku, kiedy ukazały się demówki trzech projektów: Niphates, Quintesence of Hate i Massemord właśnie. Dwa pierwsze zespoły szybko skończyły działalność. Debiutanckie longplaye Massemord i Furia wydają pięć lat później. Odpowiednio „Let the World Burn” i „Martwa polska jesień” to nie tylko inna muzyka, ale i inny podział obowiązków: Namtar, perkusista w Furii, jest wokalistą w Massemord; Nihil, gitarzysta w Massemord, jest wokalistą w Furii itp. Introwertyczne wynurzenia Cienia o „krwi w kolorze bursztynu” z debiutu Furii, bardziej kontrastują niż współgrają z manifestacyjnym przekazem Massemord, zawierającym się w słowach: „jesteście wrogiem”. Zespoły różni też podejście do języka. Furia operuje tylko polskim, w Massemord przeważa angielski. Premiery wspomnianych materiałów wywołały pewien środowiskowy rezonans, jednak nikt chyba nie przewidywał, że na scenie objawił się właśnie jeden z jej późniejszych filarów. Jak doszło do tego, że kolejne produkty fascynacji norweskim (ale i polskim) black metalem, zebrane pod banderą Let The World Burn, stały się najoryginalniejszym wytworem rodzimej sceny?

Górny Śląsk już od czasów religijnego, barokowego poety Anioła Ślązaka przesycony jest specyficznym duchem – tak twierdził Seweryn Aleksander Wisłocki, wybitny badacz i popularyzator kultury regionu. Kto nie wierzy, niechaj sięgnie na przykład po wspomnienia Stanisława Pigonia, który pisał: „Wyszedłszy z szychty zaledwie obmywszy się, schodzili się młodzi i starzy, częstokroć już leciwi górnicy posłuchać polskiego słowa i poezji”. Do śląskości odwołał się także Lech Majewski, czego efektem „Angelus”, film nawiązujący do losów Janowskiej Gminy Okultystycznej. Artyści z Let The World Burn nie są jej prostymi kontynuatorami, ale przez nich i przez rzeczonych malarzy płynęła ta sama energia. Wypada ją chyba nazwać genius loci, duchem miejsca. Na powiązania wskazują choćby trzy kompozycje wchodzące w skład „Guido” (jako „Ubrdy część pierwsza”) – to improwizacje (muzyczne i słowne), za punkt wyjścia biorące obrazy Teofila Ociepki: „Hahary”, „Łączka” i „Lew albinos”. Autorem tekstów jest Cień, pełniący obowiązki wokalisty i tekściarza także w FDS (nazwa to skrót od fin de siècle – jeszcze jedna nitka wiodąca do cyganerii), którego pełnoprawny debiut nosi wymowny tytuł: „Nagranie z muzyką naiwną” (2011). Ten album to pierwsze tak wyraźne w Let The World Burn odniesienie do tego, co nazywa się: „sztuką naiwną”, „samorodną”, „sztuką wewnętrznej potrzeby”, „niedzielną”, „l’art brutt”, „sztuką nieokrzesaną”. A więc do dziedziny będącej polem twórczych działań dla wspomnianych wyżej malarzy. Podobną wrażliwością i formą operują panowie z Let The World Burn –  Nihil potwierdza, że mi się to nie ubrdało.

Od hut, w których pracowali członkowie Janowskiej Gminy Okultystycznej (Paweł Stolorz i Leopold Wróbel), Furia woli nieistniejące już Królewską Hutę, Hutę Laura, a wreszcie pojawiającą się na najnowszej płycie, kosmiczną z natury Hutę Luna. Do kopalń, w których górnikami byli Bolesław Skulik, Erwin Sówka, Paweł Wróbel, Ewald Gawlik i Helmut Matura, muzykanci na co dzień nie zjeżdżają. Pod ziemię schodzą w Zabrzu, w kopalni „Guido”, ale tylko po to, by zarejestrować tam materiał. Sięganie do zmitologizowanego górnictwa, nie wynika z osobistych doświadczeń pracy na przodku. Sars zaznacza, że poza warstwą fizyczną tej profesji, istnieje też sfera duchowa, wynikająca z historii i rozbudowanej tradycji. Let The World Burn wyciąga ją na wierzch, pozwalając sobie jednocześnie na interpretację. Co muzykantów interesuje w kopalniach, poza tym, że są częścią otaczającego ich krajobrazu? 

– Mity związane z górnictwem wynikają bezpośrednio z ciemności, kiedy człowiek więcej nie wiedział niż wiedział. Kopalnia, tak samo jak morze czy ocean, to było terytorium „diabła”. Niedostępne, niebezpieczne, z którego staram się coś wyrwać. Nie nawiązujemy do górnictwa bo to ładne, ale dlatego, że to mity, które należą do tej ziemi, należą do nas i są o nas. Nie bezpośrednio oczywiście, ale nie ma chyba lepszej metafory stanu człowieka niż eksploatowany, brudny, zindustrializowany Śląsk, na którym postęp techniczny walczy z naturą – wyjaśnia Sars, zaznaczając, że przemyślenia pojawiają się po procesie twórczym, nie są jego motywacją.

Czy zmieniła się śląskość, czy to, co było kiedyś podmiotowe, stało się dziś już tylko tematem? Sars mówi, że to mit, sam w sobie jest istotą, nie jego interpretacja. W takim wypadku mniej ważne jest, czy Nihil – jak kiedyś Teofil Ociepka – serio traktuje śląską demonologię, czy też w postmodernistycznym duchu bawi się jeszcze jedną konwencją. Z jakiego powodu w tytule trzeciej płyty Furii, Marzanna zostaje królową Polski? Krainy, gdzie „gwoli szyderstwa” – jak w swojej kronice pisał Thietmar z Merseburga – miejscowi zamiast „kyrie elejson” śpiewali „u krza stoi olsza” (co muzycy cytują w utworze o tym samym tytule z albumu „Grudzień za grudniem”)? Jakie podejście do okultyzmu i różokrzyżowców ma Sars? Czy Saturn widoczny w grafikach, ale i w tekstach Wędrowców~Tułaczy~Zbiegów, wzięty jest – via obrazy Ociepki – od dziewiętnastowiecznego mistyka Jakoba Lorbera, przenoszącego wizje saturiańskiej flory i fauny (sic!) na płótno? Z demówki W~T~Z wiemy, że „Saturn jest słodki w smaku”, może więc Sars i przyjaciele wiedzą coś, czego nie podejrzewali ani Lorber, ani Ociepka? 

Nihil nękany o inspiracje zbywa rozmówców smakowitymi bon motami. Mówi na przykład, że to, co grają dyktuje im las, lub że piosenki wykopali spod ziemi. Pewnie dlatego drugi, pełny krążek CSSABA (solowego projektu wspomnianego), nosi tytuł „Underground Lo-Fi Songs”. Nie bez powodu Sars stwierdza, że „kopiąc” w ziemi, kopią w samych sobie. Specyficzne i charakterystyczne są wywiady z artystami Let The World Burn – dziwaczne, niejasne, może nawet irytujące. Nie widzę w tym arogancji, ale pozę – w dobrym tego słowa znaczeniu. Przemyślany artystyczny konstrukt, skrywający samych twórców. Można im zawierzyć, że tacy właśnie są – stereotypowo po śląsku nieokrzesani i gburowaci, a ich duchowość i wrażliwość zamyka się od początku do końca w dźwiękach. Nie starcza jej już na rozmowę. Może jednak wysyłają nas na manowce? Usiłują przekonać, że naprawdę żyją w świecie wirującym wokół korony Królowej, gdzie „ptaki idą polami”, a psy wyją „łbami do ziemi”. 

Wyłom w tej rzeczywistości stanowią płyty Morowe. Tam Nihil, będący autorem tekstów, pozwala sobie na inne scenografie: od KL Auschwitz, po brzeg Niemna, gdzie panują Bush i Putin, a między nimi pływa żmija w makaronie – jak zagubiony znak zodiaku. Z tego talerza symboli wyłowić można różne rzeczy, kuszące jest jednak wylanie wszystkiego na podłogę i kontemplacja efektu. Na „Księżycu…” Nihil deklaruje: „ja służę bzdurze”. Czyżby więc Ślązacy przedstawiali się nie jako naiwiści, nie sataniści nawet, lecz surrealiści? Gdy ich o to zapytać, Nihil milczy luty. 

Milczenie też można interpretować. Piękno krajobrazu poprzemysłowego, choć dla współczesnych fetyszystów rekonstrukcji natury, zdawać się może absurdalne – dla niektórych artystów ze Śląska, w tym tych z Let The World Burn, jest oczywiste. Dlatego jeśli zagaić Nihila, czy hałda jest piękna, odpowie: tak. Tak samo odpowiedzieliby wspominani malarze, ale na pytanie, czy Marzanna na drugie ma Barbara – odpowiada: nie. To wyłom w integralnym świecie katolickiej demonologii, charakterystycznym dla okultystów z kręgu Ociepki. Relacje między tymi twórcami nie wpisują się w schemat: mistrzowie – spadkobiercy. W Let The World Burn nikt nie ratuje świata, nie szuka pociechy w narodowych artefaktach, jak robili to plastycy. Wręcz przeciwnie, śląscy muzykanci prowokująco konstatują rzeczywistość, wprowadzając zaczerpnięte z kina Krzysztofa Kieślowskiego słowa, które stają się przy okazji jednymi z najciekawszych wersów w polskojęzycznym metalu: 

„Setki innych pytań, nieważnych

niewłaściwie zadanych…

- Pijesz?

- Piję.

- Jaki znak twój?

- Orzeł biały!”

Ucieczka od oczywistych i ciasnych szufladek to znak firmowy Ślązaków. W efekcie zadomowili się na półce, na której poza nimi nie ma nikogo podobnego. Gdzie dokładnie ta półka się znajduje? Odpowiedzi można szukać w tekście „Bohomaz” FDS: „ja to pierdolę i siedzę na księżycu” – może to jest właściwa wskazówka, a przy okazji porada? Napisałbym więc, że formacje związane z Let The World Burn grają twardowski black metal, ale ten termin jest już zajęty. Często w odniesieniu do Furii pojawia się określenie nekrofolk – ale kojarzy się on z amerykańskimi wynalazkami pokroju The Goddamn Gallows, czy Those Poor Bastards. Może więc warto wrócić do terminu naiwny?

Dominik Gac odbiera NagrodęIndywidualną Piotra Metza podczas Gali Konkursu KROPKA, fot. Daniel Zieliński 


Artykuł uhonorowany Nagrodą Indywidualną Piotra Metza za tekst o muzyce popularnej III edycji Konkursu Poskich Krytyków Muzycznych KROPKA. Tekst pierwotnie ukazał się w magazynie „Gazeta Magnetofonowa” nr 5/2016.

Numer specjalny dofinansowano ze środków Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego


Opublikowano: 2017-06-10

Przewiń do góry lub wróć do poprzedniej strony.

Przeczytaj również

Wypowiedz się

Opinie mogą dodawać tylko zarejestrowani użytkownicy.

logowanie i rejestracja
Wydanie 259