Muzyka popularna Stany Zjednoczone Blogosfera

"Prism" Katy Perry dobrym przykładem na to, że albumy już się nie sprawdzają

Bob Lefsetz

prism-katy-perry-dobrym-przykladem-na-to-ze-albumy-juz-sie-nie-sprawdzaja

W dzisiejszej odsłonie BLOGOSFERY prezentujemy tekst amerykańskiego krytyka muzycznego Boba Lefsetza, komentujący kryzys płytowy w światowym przemyśle rozrywkowym. 

______________________________________________

Album muzyczny umiera na naszych oczach.

Mówiąc krótko, w jakim świecie żyjemy, jeśli nowa płyta Katy Perry Prism sprzedaje się w jedynie 287 tysiącach egzemplarzy w dniu debiutu? W świecie, w którym wszystkich interesują single i nikt nie ma czasu siedzieć i słuchać wypowiedzi dłuższych niż godzina.

To nie jest reakcja podyktowana emocjami - to statystyki. Okres trwałości newsów informacyjnych jest obecnie krótszy niż kiedykolwiek. Czas trwałości muzyki… przepada w mgnieniu oka.

Nie przeszkadza mi nawracanie wiernych i tworzenie albumów dla fanów. Można przecież robić, co się chce. Jednak w momencie, kiedy chcemy powiększyć widownię, podbić świat i zarabiać pieniądze, nagranie płyty nie wystarcza. Młodzież słucha singli w internecie, dorośli - siedzą w domu. Skąd wiem? Nowy album Eltona nie zmieścił się nawet w pierwszej pięćdziesiątce, a McCartney osiągnął w tym tygodniu zaledwie 20 tysięcy sprzedanych egzemplarzy. Nie ma innych artystów starszej daty, którzy mogą liczyć na większy medialny szum. Ale ludzie po prostu ich nie chcą. Co zatem robi przemysł muzyczny? Pomyślmy…

Możemy dojść do wniosku, że robienie szumu się nie sprawdza. Nikt nie mógł liczyć na większą promocję niż Miley Cyrus, tymczasem Bangerz w cztery tygodnie po premierze nie dobił nawet do 45 tysięcy sprzedanych egzemplarzy. Miley może zatem dalej występować w Saturday Night Live i szaleć na Tweeterze - to nic nie da. Lorde dotrzymuje kroku Miley bez robienia szumu, dając przykład na to, że dobra muzyka może przyciągać tak samo, jak szokujące akcje. Ale Lorde również nie rozsadza list przebojów…

Staliśmy się narodem gapiów. Dzisiaj, kariera artysty jest jak niekończący się szwedzki stół, raczący społeczeństwo maleńkimi gryzami, zamiast jednym porządnym posiłkiem.

Media nie mogą być ograniczone jedynie do premier. Muszą być aktywne dwadzieścia cztery godziny na dobę, 365 dni w roku. Podobnie z kreatywnością. Jeśli utwór się przyjmie, to gratuluję. Jeśli nie… wróć do studia i stwórz więcej. Innymi słowy, jeśli siedzisz w domu narzekając, że nic nie zarabiasz, bo w Internecie ktoś podchwycił twój pomysł, masz rację! Obecnie istnieje tyle opcji wyboru, że przeciętność nikogo nie interesuje.

Jeśli masz pomysł na album, śmiało - nagraj go. Jeśli w planach masz sprzedaż na nikłym poziomie, proszę bardzo… Kiedy jednak chcesz odcisnąć piętno w świadomości większej grupy ludzi, nie próbuj robić tego nagrywając płytę. Przecież ten model dochodowy już się nie sprawdza!

Wytwórnie nie mają dłużej na celu produkcji i nagrywania muzyki. Teraz zajmują się prowadzeniem biznesu gwiazdorskiego - interesuje ich to, jak generować dochód pojedynczego artysty lub zespołu z jak największej liczby źródeł, jakimkolwiek kosztem. Zgadza się - podczas, gdy siedziałeś w domu i narzekałeś na Internet, dotychczasowy model biznesowy stracił ważność.

Wydajesz płytę. I prawie w każdym przypadku publiczność zapomina o tobie po kilku tygodniach. Kilkoro kupiło, usłyszało i dostało, o chciało. Teraz pozostaje im czekać kilka lat, aż zaszczycisz ich kolejnym wydawnictwem. Reszta wyczekuje już pojawienia się nowego hitu - kiedy się w końcu doczeka, będzie tupać i klaskać do rytmu pytając: co innego masz do zaoferowania? I lepiej, żebyś miał coś, co będzie tak dobre, jak jednorazowy hit. Nikogo nie interesują już albumowe kawałki, chyba że są tak dobre, jak pojedyncze hity.

Nie tylko artyści rockowi przestali wydawać płyty - dojdzie do tego, że przestaną wszyscy. Och, nie w najbliższym czasie - muzycy wciąż sądzą, że tworzenie albumów, siedzenie w studio i nagrywanie dziesięciu piosenek znajduje się gdzieś w ich genach. Ale celem artysty powinno być miejsce daleko przed publicznością. Tymczasem wszyscy wciąż zostają w tyle.

_________________________________________________________________________

tłumaczenie: Aleksandra Masłowska. Tekst w języku angielskim dostępny jest tutaj.

Bob Lefsetz  to amerykański prawnik i krytyk muzyczny, skupiający się na zagadnieniach związanych z przyszłością światowego przemysłu muzycznego. Jest autorem bloga i newslettera poświęconego tematyce muzycznej The Lefsetz Letter (www.lefsetz.com) oraz kolumnistą magazynu Variety. Więcej tekstów Boba w języku angielskim można przeczytać na stronie: http://variety.com/author/bob-lefsetz/.

Opublikowano: 2013-12-11

Przewiń do góry lub wróć do poprzedniej strony.

Przeczytaj również

Wypowiedz się

Opinie mogą dodawać tylko zarejestrowani użytkownicy.

logowanie i rejestracja
Wydanie 259