Estetyka muzyki Muzyka XX wieku Muzyka elektroniczna Kultury pozaeuropejskie

Cykl "Dziwne gatunki" - Shaabi (cz.1)

Wojciech Michalski

cykl-dziwne-gatunki-shaabi-cz-1
youtube.com/watch?v=NHdy8b3dukQ

Jak pewnie wszyscy domyślili się po zerknięciu na tytuł, postanowiłem zainaugurować cykl, w obrębie którego zajmę się dziwnymi gatunkami/podgatunkami muzycznymi. Pod pojęciem dziwności rozumiem tu nagrania brzmiące specyficznie dla odbiorcy, który, bardzo uogólniając, doświadczył procesu socjalizacji w naszym kręgu kulturowym. W końcu, jak pisał Edgar Varese, relatywizując jednocześnie założenie o globalnie tożsamym charakterze ludzkiego aparatu percepcyjnego[1]:

Jest interesujące, że to właśnie brak (…) płynności zdaje się przeszkadzać muzykom ze Wschodu w naszej zachodniej muzyce. Dla ich uszu nasza muzyka nie sunie gładko, lecz szarpie, jakby skomponowana była z brzegów interwałów i dziur. Jak wyraził to jeden z moich uczniów z Indii: „skacze z gałęzi na gałąź jak ptak”. Dla nich, jak się okazuje, nasza zachodnia muzyka brzmi tak, jak dla nas płyta puszczona w odwrotnym kierunku[2].

Ale nie tylko podszyte antropologicznym zacięciem potyczki z egzotyką okażą się tu kluczowe – naturalnie to my będziemy, wspomnianym już, enigmatycznym uczniem z Indii. Zamierzam też sięgać po intrygujące z różnych względów (a niezbyt popularne) formy zachodnie, by innym razem wspomnieć odległe czasy i zrehabilitować stylistyki prawie już dziś zapomniane, obecne niemal wyłącznie w świadomości pasjonatów i ekspertów. I choć polecane przeze mnie nagrania nie zawsze będą przystępne i atrakcyjne estetycznie (ba, z powodu naszych przyzwyczajeń czasem mogą wydawać się wręcz prymitywne), z pewnością nie zabraknie w nich oryginalności. Ale dość już tego przynudzania – jak ma to wszystko wyglądać w praktyce? Po starannym przesłuchaniu kluczowych płyt z konkretnych gatunków i podgatunków postaram się wyselekcjonować możliwie zwięzły zbiór kompozycji w formie przewodnika po konkretnych stylach, sygnalizując jednocześnie tropy, którymi warto podążyć już we własnym zakresie.

Rozpocząć proponuję więc od dźwięków kryjących się pod tajemniczą, brzmiącą jak kolejne z zaklęć w dowolnej części serii The Elder Scrolls (prywatnie faworyzuję tu Morrowinda i Skyrim), nazwą shaabi.

Shaabi, czyli soundtrack od i dla egipskiej klasy pracującej, jest typem muzyki, tańca, a nawet swoistej drogi życiowej, która, jak ładnie streścił jej specyfikę jeden z kontrybutorów na portalu rateyourmusic[3], pojawiła się w Afryce Północnej na początku lat siedemdziesiątych. Sama nazwa znaczy mniej więcej tyle, co nasze getto, odnosząc się do specyficznej muzyki właśnie ze wspomnianego regionu, która cechowała się szorstkością i imprezowością wykraczającą chyba poza wszystko, co oferował egipski pop. Gatunek popularność uzyskał także w Maroko, gdzie implementowano do niego dźwięki współczesnych i/lub obcych instrumentów, jak kongi czy syntezatory. Oprócz tego, cechą dystynktywną nurtu są też specyficzne wokalne improwizacje, łatwe do wychwycenia już po kilku przesłuchanych utworach.

Jak scharakteryzowała twórców shaabi Amina Goodyear[4] (swoją drogą, polecam lekturę wyczerpującego artykułu jej autorstwa, podlinkowanego w przypisie): wymieszali oni egipską muzykę ludową i tradycyjne instrumentarium z klasykami muzyki miejskiej, muzyką artystyczną oraz ze współczesnymi zachodnimi instrumentami.

Shaabi od samego początku miało duże znaczenie społeczne (śmiało można przypisać mu rangę północnoafrykańskiego punku). Podłoże pod jego rozwój stworzył pierwszy prawdziwy gwiazdor arabskiego popu, Ahmed Adaweya, którego nagrania w latach siedemdziesiątych cieszyły się w Egipcie i całym regionie ogromną popularnością, o czym świadczą miliony sprzedanych kaset. To właśnie dzięki niemu specyficzna muzyka klasy robotniczej (tematy piosenek dotyczyły głównie bliskich wszystkich mieszkańców wątków z życia codziennego i dawały wytchnienie od napiętej sytuacji politycznej) nabrała tak wielkiego impetu. Oprócz samej muzyki, w ukonstytuowaniu statusu legendy pomógł też Adawei fakt, że ówczesnym władzom bardzo nie podobała się siła, z jaką oddziaływał na swoich słuchaczy, którzy dostrzegali w jego utworach to, co sami chcieliby powiedzieć. Jak pisał Andrew Hammond:

Adaweya utrzymywał się na fali nowego gatunku nazywanego muzyką shaabi albo „muzyką ludu” – tradycyjnych piosenek lamentacyjnych przekształconych w surowy miejski krzyk wprost ze slumsów rozrastających się, egipskich miast[5].

Niewiele później powiew świeżości w powyższy konstrukt tchnął pochodzący z Libii producent i muzyk – Hamid al-Sha’iri, dzięki któremu powszechne  stało się używanie takich urozmaiceń, jak klaskanie, tzw. finger cymbals i maszyna perkusyjna z beatem naśladującym kołysanie biodrami podczas tańca brzucha[6].

Po epoce Adawei najpopularniejszym muzykiem shaabi w Egipcie stał się Hakim, który bijącą często z nagrań swojego poprzednika powagę zastąpił uśmiechem i radością, co przysporzyło mu w kraju ogromnej popularności. Nowy idol powiedział w 2000 roku:

Dziewięćdziesiąt procent ludzi w świecie arabskim to prości goście (…), wszyscy pochodzą z biednych dzielnic, więc wszystkich cechuje także nostalgia do tego typu muzyki. Gdy ludzie przychodzą na moje koncerty mogą zrzucić swoje „więzy” i żyć[7].  

Ciekawą postacią jest również kontynuujący w pewnym sensie tradycyjną postać shaabi Shaaban Abdel-Rahim. W swoich utworach bezpośrednio odnosi się on do spraw politycznych, tak jak w propagandowym wręcz, przyprawionym kontrowersyjnym animowanym teledyskiem Ya Am Arabi czy niedawnym muzycznym komentarzu do zbrodniczych działań ISIS.

Jeśli chodzi zaś o moje prywatne rekomendacje – za jedną z najciekawszych płyt w obrębie nurtu uznałbym album Sahara Elektrik grupy Dissidenten z… 1984 roku. Słuchając tego eklektycznego miksu arabskiej muzycznej wrażliwości (Insallah czy Fata Morgana) i stylistycznych naleciałości z muzyki zachodniej (całe Sahara Elektrik czy subtelne gitarowe solówki od 1:41 w Shadows Go Arab) nietrudno o obraz rozżarzonej pustyni, przez którą przemieszczamy się na roztańczonych wielbłądach wraz z przyjaźnie nastawionymi Beduinami. Całość, dzięki swojej łatwo wyczuwalnej ponadczasowości, kojarzy mi się też trochę, choć to oczywiście zupełnie inne granie, z legendarnym Synthesizing: Ten Ragas to a Disco Beat Charanjita Singha.

Inną artystką, której twórczość naprawdę warto poznać, jest enigmatyczna Yosefa i jej album The Desert Speaks. Album nadzwyczaj zróżnicowany, pełen nie tylko dopracowanych produkcyjnie przebojów (Place With No Name czy The Orchestra Replies) oraz ballad (A Postcard From Marocco), ale i tak zaskakujacych elementów jak… wstawki hip-hopowe (Shafshaf’s Song, od 2:38). Z innych, godnych przesłuchania muzyków, polecam też Statiego Abdelaziza czy Fatnę Bent L’Houcine. Równie silnego wrażenia nie wywierają już niestety zachodnie próby z graniem shaabi.  W swojej strukturze sprawiają bowiem wrażenie zbyt regularnych, a tym samym po prostu przekombinowanych. Najlepszy tego przykład stanowi chociażby krążek Camping Shaabi Belgów z Think Of One.

W ostatnich latach gatunek ewoluował ku bardziej tanecznym, dionizyjskim wręcz w swej ekstatyczności formom. Jak pisze Goodyear[8]: Oprócz nielicznych wyjątków, shaabi odeszło od kompozycji opartych na dysponujących dobrym głosem wokalistach (…) na rzecz dźwięków stricte elektronicznych. Tym samym, wyłoniły się takie stylistyki, jak (…) ElectroChaabi, TechnoShaabi i, ostatnio, Mahraganat. Sam natrafiłem na shaabi właśnie dzięki tym estetykom, wraz z natknięciem się jakieś trzy miesiące temu na kompletnie wariacką płytę Live at the Cairo High Cinema Institute egipskiego tria E.E.K. Album mocno mnie zaintrygował, gdyż okazało się, że w kraju drążonym przez polityczne niepokoje powstała jedna z najbardziej euforycznych i radosnych płyt – zaryzykuję – A.D.2014. Na wspomniany longplay składają się zaledwie dwa utwory, będące zapisami kilkunastominutowych, huraganowych w swej wyrazistości jamów. W pamięci szczególnie utkwił mi jeden z odnoszących się do nich komentarzy na którymś z forów: W trakcie trwania tego albumu w zasadzie uwierzyłem, że rave’y w Kairze przewyższają swym nasyceniem rave’y w Berlinie. To szalenie kolorowa i ożywcza muzyka. Nie ma tu nic więcej do dodania – Wayne’owi Anthony’emu, o którego fenomenie pisałem swego czasu, wyrosła poważna konkurencja. Zresztą zobaczcie tylko, jak ogromną społeczną rolę odgrywa podrasowane shaabi w dzisiejszym Egipcie. Trudno więc chyba o bardziej trafne zakończenie, niż ten oto fragment filmu Electro Chaabi w reżyserii Hind Meddeba.

A tymczasem – do usłyszenia w kolejnej części!



[1] Wywołaną problematykę wziął później na warsztat m.in. Alan Merriam w swojej Antropologii Muzyki.

[2] E.Varese, Wyzwolenie dźwięku [w:] Kultura dźwięku. Teksty o muzyce nowoczesnej, C. Cox, D. Warner (red.), Wyd. słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2010, s. 43-44

[3] https://rateyourmusic.com/genre/Sha%27abi/. Sha’abi, also known as Chaabi, is a type of music, dance and way of living that developed in Northern Africa during the early 1970s. The word “sha’abi” is an Egyptian Arabic term comparable to “ghetto”; it has come to describe the style of music popular in such neighbourhoods, a style more rough and playful than most Egyptian pop music. The genre also found popularity in Morocco, where they incorporate modern and/or foreign instruments such as congas, synthesizers, etc.   

[4] http://www.aswandancers.org/shaabi.htm [dostęp: 24.02.2014]. They combined the Egyptian folk music and traditional instruments with the urban classic or art music and modern western instruments.

[5] A.Hammond, Pop Culture Arab World!, ABC-Clio, Santa Barbara 2005, s. 147. He rode the wave of a new musical genre called shaabi music, or music „of the people” – traditional songs of lament transformed into a raw urban scream in the slums of Egypt’s expanding cities.  

[6] Ibidem, s. 156. Libyan clapping, finger cymbals and a drum machine with a beat that mimicked the hip swings of belly dancing (…).

[7] Ibidem, s.  154. Ninety percent of people in the Arab world are simple folks (…), everyone originally comes from the poor districts, so they have nostalgia for this kind of music. When they sit in my concerts they loosen their ties and live.

[8] http://www.aswandancers.org/shaabi.htm [dostęp: 24.02.2014]. With very few exceptions, it truly Has evolved from a singer with a good voice (…) to electronic sounds. And among the new sounds emerged (…) ElectroChaabi, TechnoShaabi and most recently Mahraganat”.

Opublikowano: 2015-03-09

Przewiń do góry lub wróć do poprzedniej strony.

Przeczytaj również

Wypowiedz się

Opinie mogą dodawać tylko zarejestrowani użytkownicy.

logowanie i rejestracja
Wydanie 258