Edukacja artystyczna Numer specjalny

Kto nam wychował kompozytorów?

Mateusz Komendziński

kto-nam-wychowal-kompozytorow
źródło: Wikipedia

Kim byłby Johann Sebastian Bach, gdyby nie zajmował się muzyką? Może zostałby piekarzem i wówczas spędzałby całe dnie na wałkowaniu ciasta, a nie na wałkowaniu dzieł Johanna Adama Reinkena czy Vincenta Lübecka? A kim byłby Mozart, gdyby po wyrośnięciu z cudownego dziecka, nie stał się geniuszem muzycznym? Czy byłby krawcem, a igła z nitką poruszałyby się w jego dłoniach tak sprawnie, jak poruszało się w nich pióro nad powstającą właśnie partyturą? Na te pytania nie poznamy niestety odpowiedzi (chociaż ubieranie się w Domu Mody Mozart wydaje się być nader kuszące). Można się jednak zastanowić, dlaczego właściwie Ci wszyscy wybitni kompozytorzy, których dziedzictwo cieszy teraz nasze uszy, zajęli się akurat muzyką. Co spowodowało, że zasiedli przed fortepianami, złapali za smyczki i zaczęli stawiać na pięciolinii małe czarne kropki? Odpowiedź niekoniecznie nasuwa się sama, a na pewno można marudzić, że za każdym razem było inaczej, że każdy muzyk to indywidualny przypadek. Ale jest jakaś część wspólna tego zbioru, jak powiedzieliby matematycy. Biologowie nazwaliby to enzymem. Psychologowie pewnie bodźcem. A każdy człowiek – rodziną.

Cudem należałoby nazwać sytuację, w której ktoś zostaje wybitnym kompozytorem, nie posiadając choćby najskromniejszego muzycznego rodowodu w osobie rodzica związanego z tą dziedziną sztuki. O cudach później, a najpierw wypadałoby przytoczyć jakiś przykład reprezentatywny dla tezy, choćby przypadek Siergieja Prokofiewa. O tym, że był on znakomitym twórcą muzyki w stylistyce witalizmu wiedzą wszyscy, którzy choć raz wysłuchali Suity scytyjskiej. Nie każdy jednak zna historię początków jego fascynacji muzyką. Zapewne pierwszą nauczycielką gry na fortepianie była jego matka, która zapisywała także dziecięce próby kompozytorskie nieznającego jeszcze nut Sierioży. Później rodzice, dostrzegając postępy chłopca, zdecydowali się zatrudnić Reinholda Gilera, który uczył młodego Prokofiewa teorii muzyki i gry na fortepianie. Skłoniło ich do tego prawdopodobnie wysłanie syna do Moskwy, gdzie na jego talencie i naturalnych predyspozycjach, takich jak słuch absolutny, poznał się profesor Siergiej Taniejew. W wieku dwunastu lat Prokofiew pobierał już nauki w petersburskim konserwatorium.

Innym kompozytorem, w którego życiu znaczącą rolę odegrała matka, był znany wszystkim, którzy choć raz słyszeli brzmienie fortepianu, Fryderyk Chopin. Wirtuoz z Żelazowej Woli otoczony był umuzykalnionymi domownikami: matka Tekla Justyna z Krzyżanowskich grała na fortepianie, na flecie i skrzypcach wtórował jej mąż Mikołaj Chopin. Muzycznie kształciły się także siostry Fryderyka: starsza Ludwika i młodsza Izabela. Przedwcześnie zmarła Emilia wykazywała natomiast ogromne zdolności literackie. Warto tutaj zatrzymać się chwilę przy osobie Ludwiki. To ona prawdopodobnie miała, oprócz rodziców, największy wpływ na rozwijanie talentu młodego Frycka. Oprócz faktu, że była dla niego wsparciem, nawet w życiu dorosłym, uczyła go przede wszystkim gry na fortepianie i zapewne ona wzbudziła w nim zafascynowanie formą mazura, które rozwijał później, obcując z folklorem mazowieckim. Inną kwestią chętnie w Polsce podkreślaną jest także to, że rodzina zaszczepiła w Chopinie miłość do ojczyzny, która z czasem przerodziła się niestety w tęsknotę za nią. Znając nastroje kompozytora dotyczące powstania listopadowego, można się domyślać, kim zostałby, gdyby nie był muzykiem.

Niektórzy pewnie już od dwóch akapitów zastanawiają się kiedy przytoczony zostanie przykład rodziny Bachów. Spokojnie, właśnie teraz. Wpływ rodziny na związek z muzyką jej najznakomitszego przedstawiciela jest niezaprzeczalny. Zaimek „jej” można w poprzednim zdaniu odnieść zarówno do muzyki, jak i rodziny. Choć Johann Sebastian stracił oboje rodziców w wieku zaledwie dziesięciu lat, to wyniesiony z domu rodzinnego respekt dla muzyki, połączony z opieką starszego brata organisty Johanna Christopha, zaowocował dalszą samodzielną inicjatywą edukacji. I choć teraz niewykształcona muzycznie opinia publiczna kojarzy tylko tego jednego Bacha, to pamiętać należy, że tradycja muzyczna tego rodu sięgała cztery pokolenia wstecz przed narodzinami wielkiego mistrza fugi. Za protoplastę pod względem muzyki można by uznać żyjącego w XVI wieku Veita Bacha. Dudziarzem został jego syn Johannes, a i tego syn był muzykiem. Ojciec samego mistrza Johanna Sebastiana, Johann Amrosius, był natomiast skrzypkiem w Erfurcie oraz muzykantem miejskim w Eisenach. Biorąc pod uwagę tę bogatą muzycznie genealogię, nie byłoby niczym dziwnym, gdyby młody Bach nabawił się kompleksów. Na szczęście jednak starczyło mu sił, by nie tylko pozostawić po sobie niewyobrażalnie bogaty dorobek kompozytorski, lecz także przekazać zamiłowanie do sztuki swoim synom, z których najchlubniej w historii muzyki zapisali się Carl Philipp Emanuel oraz Wilhelm Friedemann.

O ile trudno w historii muzyki doszukać się kompozytorów, których pierwsze próby wkroczenia w życie muzyczne byłyby tłumione przez najbliższych, to jednak można odnaleźć takich, których rodzina nie miała żadnych muzycznych tradycji lub takich, których muzyczna kariera budziła wyraźne niezadowolenie rodzicieli. Do takich należał m.in. Gustav Mahler, którego rodzice nie byli muzykami, jednak dostrzegając zdolności syna, zdecydowali się na jego edukację w tym kierunku. Niezadowolona z kariery swego krewnego była zapewne rodzina Richarda Wagnera – spodziewano się raczej, że zostanie filologiem. Z pewnością inaczej zawód syna wyobrażał sobie także Georg Händel, ojciec twórcy Mesjasza. Nie pochwalał muzycznych zainteresowań chłopca, chciał, by ten został prawnikiem. I choć młody Georg i tak pobierał nauki u organisty i kompozytora Friedricha Wilhelma Zachowa, to jednak w 1702 roku, by spełnić wolę nieżyjącego już wówczas ojca, podjął (choć na krótko) studia prawnicze na Uniwersytecie w Halle.

Choć zawsze wielkość artysty jest owocem jego pracowitości i ambicji, to jednak rola rodziny i tradycji w wychowaniu młodych pokoleń muzyków jest nie do przecenienia. Te, wydawałoby się, nieważkie dla późniejszego życia pierwsze kontakty z muzyką, zazwyczaj w postaci kameralnego muzykowania w rodzinnym gronie, były przeważnie na długo zapamiętywanym zetknięciem z dziełami wielkich mistrzów. Stanowiły ukierunkowanie młodych umysłów na życie wypełnione bezustanną pracą kompozytorską, wykonawczą czy dyrygencką. To rodzina pomagała wybrać, zdecydować, zacząć.

Bibliografia:


Biesiekierska Marta, Richard Wagner, Biblioteka Gazety Wyborczej, Kraków 2005.
Draus Agnieszka, Gustav Mahler, Biblioteka Gazety Wyborczej, Kraków 2005.
Piotrowska Anna, Siergiej Prokofiew, Biblioteka Gazety Wyborczej, Kraków 2005.
Rodzina Bachów
w: Wikipedia, https://pl.wikipedia.org/wiki/Rodzina_Bach%C3%B3w
[dostęp: 31.10.2015].
Rostwo-Suski Piotr, Johann Sebastian Bach, Biblioteka Gazety Wyborczej, Kraków 2005.
Rostwo-Suski Piotr, Georg Friedrich Händel, Biblioteka Gazety Wyborczej, Kraków 2005.
Szklener Artur, Fryderyk Chopin, Biblioteka Gazety Wyborczej, Kraków 2005.
http://pl.chopin.nifc.pl/chopin/persons/detail/id/616 [dostęp: 31.10.2015].

 

Opublikowano: 2015-11-02

Przewiń do góry lub wróć do poprzedniej strony.

Przeczytaj również

Wypowiedz się

Opinie mogą dodawać tylko zarejestrowani użytkownicy.

logowanie i rejestracja
Wydanie 257