Opera i dramat muzyczny Płyty Fonoteka

Mozartowskie „Wesele Figara” według Petera Sellarsa czyli empire state busting

Weronika Nowak

mozartowskie-wesele-figara-wedlug-petera-sellarsa-czyli-empire-state-busting

Drogi Mozarcie,

Jest 4 rano, już kończy się grudzień. Więc piszę do Ciebie: Czy dobrze się czujesz? W Nowym Jorku zimno, poza tym wszystko na tip-top. Twa muzyka na 5th Avenue grana non-stop![1]

Właśnie wracam z wesela Twojego „Figara”. Najkrócej mówiąc, po prostu che figo!!!, czy jak wolisz, that’s cool!!! Nie możesz nawet sobie wyobrazić, co tam się działo! Niejaki Mr. Sellars & Co. naprawdę świetnie to zorganizowali. Pewnie jeszcze nie raz o nich usłyszysz.

Wesele odbyło się w penthousie Państwa Almadiva. Notabene, wciąż nazywają ich „hrabiostwem” (Hrabia – James Maddalena, Hrabina – Jayne West). Ale mniejsza o pochodzenie – to słynni nowojorscy potentaci, podobno bardziej wpływowi niż sam Donald Trump. Ich apartament – cóż za styl – modny minimalizm z elementami ludwikowskiego przepychu, zatopiony w glazurze stylu glamour. Czysta fuzja smaku! Pani Hrabina pozwoliła mi nawet zajrzeć do swojego buduaru. Pamiętasz zdjęcia z ostatniej sesji dla „Vogue Home”? Identyczna błyszcząca szafa inspirowana połyskiem okien nowojorskich biurowców, a jeszcze lepsza zawartość. Ale po kolei…

Najpierw poznałam Zuzannę – pokojówkę Hrabiny (Jeanne Ommerle) z Figarem –szoferem Hrabiego (Sanford Sylvan). W ich suterenie, do której właśnie się wprowadzili, nie było nawet okna. Bardziej przypominała ona pralnię niż przytulne gniazdko. Tak zaniedbanej klitki nie widziałam nawet na Bronxie. Cóż za kontrast w stosunku do apartamentu Państwa – niby dwa kroki od niego, a taka przepaść! I jeszcze jedno – co to za maniery, żeby po własnym łóżku (a właściwie wersalce) chodzić w butach. Ale pomińmy maniery – młodej pary nie da się nie lubić. Co prawda Zuzanna wygląda na troszkę „młodą inaczej”, lecz nie ma się co dziwić – bidulka naprawdę ciężko pracuje. Jednak odniosłam wrażenie, że dziewczyna próbuje w osobliwy sposób „aspirować” do wyższych sfer – wcale nie protestowała, gdy Hrabia bezczelnie zaglądał jej pod fartuch, a nawet zdawało jej się to podobać. Ponadto ton jej głosu za bardzo przypominał ton głosu Hrabiny. W „Sull’aria”, stopliwość barw głosów obu Pań budziła zachwyt, lecz w partiach solowych niestety zabrakło Zuzannie liryzmu i młodzieńczego blasku. Zupełnie jakby nie była sobą. Z kolei Figaro, poza chwilami domowej nonszalancji, zdawał się zachowywać w nieco sztywny sposób, lecz pewnie tego wymaga uptown’ owska etykieta.

Zuzannę i Figara odwiedził kilkunastoletni Cherubin (Susan Larson) – ni to chłopiec, ni mężczyzna. Na dodatek wyjątkowo niejednoznacznie androgeniczny. Naprawdę miałam spory problem z identyfikacją jego płci. Ani wygląd Cherubina, ani jego głos nie zdradzał niczego. Poza tym, to prawdziwy fan hokeja, ale podobno jeszcze większy kobiet (złośliwi żartują, że cały ten hokej to tylko przykrywka, że ciągle nosi koszulkę z nazwiskiem Dionne’a, bo niestety nie było takiej z napisem bez „i”, a sportowe ochraniacze mają tworzyć iluzję męskości). Młodzieniec jest w okresie przeżywania pierwszych namiętności – nie szczędzi pocałunków nie tylko Zuzannie, Hrabinie i swej dziewczynie Basi, ale też i Hrabiemu. Zresztą Basia (Lynn Torgove) wydaje jest równie młoda i gniewna co Cherubin – by wyładować swe emocje lubi czasem pokrzyczeć.

Z wizytą wpadli też Marcelina (Sue Ellen Kuzma) z Bartolo (David Evitts). Pani Marcelina, choć na pierwszy rzut oka sprawiała wrażenie nieco nazbyt dystyngowanej, okazała się  niezwykle bezpośrednia. Nie ukrywała zdegustowania mieszkaniem młodej pary, lecz jej smakowi estetycznemu z pewnością można zaufać, patrząc na świetnie skrojony chabrowy kostium, który miała na sobie. Dama jest bardzo sympatyczna i żartobliwa, a do tego ma temperament. Dajesz wiarę, że lubi pokazywać język? A poza tym jakże jest troskliwa i czuła dla swego syna Figara. Można było się wzruszyć słuchając jej „Il capro e la capretta” w wersji kołysankowej. Natomiast towarzysz Marceliny – niejaki Bartolo – może poszczycić się  świetną dykcją.

Byli też i inny znajomi. Szczególnie wpadł mi w oko Basilio (Frank Kelley). Cóż za urok! W trzech słowach –  cud skóra, fryzura i postura. Lateksowy blichtr lepszy niż u Modern Talking! No może zachowywał się troszkę nadpobudliwie, ale takiemu artyście wielu talentów to wszystko można wybaczyć. Basilio był naszym kamerzystą. Gdybyś tylko mógł zobaczyć te ujęcia! Cóż za dbałość o niuanse! Podobnie jak i w „In quegl’anni, in qui val poco”. I jeszcze ta niezwykła sugestywność gestów!

Nie chcę psuć Ci humoru, w końcu znasz swoich bohaterów najlepiej, ale muszę Ci powiedzieć, że jakieś dziwne relacje panują między tymi ludźmi. Żaden to American dream. Byłam świadkiem sceny (Non piu andrai), gdy Figaro, tłumacząc Cherubinowi, że sen o Vittorii – wojennej chwale – jest warty tyle co śmieć, nie zawahał się tego, o czym mówi odpowiednio zademonstrować. Choć zdawałoby się, że Figaro chciałby buntować się przeciwko obowiązkowi służby wojskowej –  marny z niego pacyfista. W jeszcze bardziej spektakularny sposób swą frustrację wyładowuje na Hrabim, obrzucając go jajkami. Biedaczek Figaro jest zmuszony do ciężkiej pracy  i posłuszeństwa, ale czy to powód do takiego zachowania? Anarchista wypisz, wymaluj!

A Hrabia? – to dopiero furiant! Własnej żonie grozi bronią, bo ubzdurał sobie, że go zdradza, sam nie mając czystego sumienia. Co więcej, czasem urządza sobie „polowania” na wyimaginowanych kochanków żony, wpadając znienacka do jej sypialni. Oczywiście strój i rodzaj broni dopasowany do typu „imprezy”.

Muszę Cię zmartwić – desperackie skłonności przejawiają tu chyba wszyscy. Cherubin, na przykład, wyskoczył z okna sypialni Hrabiny. Latać to on potrafi, tylko że za dziewczynami. To istny cud, że przeżył. Chociaż nie miał na sobie sportowych ochraniaczy, które ma w zwyczaju nosić, upadek zamortyzowały drzewa. Jak zapewne słusznie przypuszczasz między nim, a Hrabiną do niczego nie doszło – chłopak wolał po prostu zapobiec konfrontacji z jej mężem, znając jego porywczość, niż leczyć jej skutki. Aczkolwiek niewiele brakowało, by Hrabina uległa urokowi podlotka. O zajściu poinformował ogrodnik Antonio (Herman Hildebrand), jak się wydawało, kierując się całkiem trzeźwym rozumem, czego z kolei nie można było powiedzieć o reszcie towarzystwa… 

No dobrze, nie będę taka okrutna. Na pocieszenie dodam, że czasami Twoi starzy znajomi sięgają po trochę kultury. Hrabina gustuje głównie w „Vanity Fair”, a jej mąż, co prawda, w whisky i środkach gwarantujących doznania silniejsze od wrażeń estetycznych, to od czasu do czasu odkurzy swą lunetę (aczkolwiek nie wykluczone, że zamiast gwiazd na niebie szuka potencjalnych kochanków żony na ulicach miasta). Za to Zuzanna i Figaro jeszcze pamiętają, jak się gra na gitarze, lecz niestety jedna na cały penthaus musi im wystarczyć. Pamiętne Se vuol ballare w wykonaniu Figara – ciekawie zróżnicowane pod kątem dynamicznym, z lekka przyozdobione delikatną, stylową appoggiaturą. Także Cherubin umie ładnie śpiewać. Mniejsza o to, że gdy Zuzanna mu akompaniuje troszkę nie dotrzymuje jej tempa, zbytnio przedłużając poszczególne frazy (Voi che sapete). Jego emocjonalne rozedrganie przekłada się na niestabilność tempa i w Non so piu cosa son, cosa Faccio, tu z kolei powodując jego przyspieszenie.

Zdaje się też, że wszyscy bywają dość często na Brodway’u. Największą znajomością musicalowych figur tanecznych mogli pochwalić się Basilio i Marcelina. Lecz warto podkreślić, że w scenie ogrodowej, pod koniec wieczoru i podczas wspólnych tańców nikt nie pomylił kroków. Cóż za synchronizacja ruchów! I sceneria jakże klimatyczna. Któż by pomyślał, że świąteczne lampki choinkowe to produkt wielofunkcyjny, a przynajmniej dwa w jednym. Swoją drogą spryciarz z tego ogrodnika Antonia – znając minimalistyczne gusta Państwa oszczędził sobie pracy, wykorzystując świąteczną ozdobę w roli dekoracji odświętnie weselnej.

A samo wesele? Don Curzio urwał się nawet z ważnego spotkania biznesowego, by na nie zdążyć. Był wielopiętrowy tort, na którego szczycie królowały miniatury postaci Zuzanny i Figara. Były też wspaniałe kreacje. Wyróżniała się zwłaszcza suknia Hrabiny, przypominająca tę Madonny z teledysku do Material Girl. Jednak Hrabina nie zdawała się manifestować w ten sposób swej miłości do pieniędzy. Wciąż wierzy w uczucie swego męża, w przejmujący sposób pytając Dove sono i bei momenti. Dj-em na własnym weselu był Figaro. Nawet Hrabia tańczył tak jak mu Figaro zagrał, zupełnie się w swym dzikim tańcu zapominając… Warto dodać, że Figaro trafił wyśmienicie – orkiestra doskonale trzymała tempo nie tylko podczas weselnego marsza, ale i podczas całego Wesela. I nie można jej było zarzucić żadnych stylistycznych niestosowności (dyr. Craig Smith).

Ach, jakże prawdziwe wydaje mi się teraz powiedzenie, że grudzień to jeden z najsmutniejszych miesięcy w roku. Twoje Wesele nie do końca wyszło in buffa. Obserwując świat operowych bohaterów umieszonych w realiach współczesności chciałoby się też dodać: All that Glitters is Not Gold. Jak się okazuje, pozory mogą nie tylko bardzo mylić, ale i prowadzić do tragedii. Jest ślepo zadurzony, Jego rozum się zaćmił – komentują Zuzanna, Hrabina i Figaro zachowanie Hrabiego zalecającego się do Zuzanny, za którą przebrała się Hrabina. Hedonistyczny Hrabia w inscenizacji Sellarsa jeszcze większą miłością pała do uciech doczesnych. Zdaje się zapominać, że błysk zgiełku tego świata kiedyś zgaśnie. Ślepa wiara w to, że jest inaczej  prowadzi go do destrukcji.

Tak jak w błyszczącej szafie Hrabiny, odbija się wszystko co ludzkie – tak w lustrzanych oknach drapaczy chmur widać cały nowojorski świat. Ich powierzchnia wydaje się idealnie równa tylko na pierwszy rzut oka. Jeśli się bliżej przyjrzeć można dostrzec na niej wiele rys i pęknięć. Ty Mozarcie chciałeś zerwać pęta feudalizmu, rozsadzić mury absolutyzmu. Sellars zdaje się wybiegać o krok naprzód. Nie tylko akcentuje, że ostatnie słowo niekoniecznie należeć musi do tego, kto jest postawiony wyżej, lecz także sugeruje, że wieża ponowoczesnej demokracji musi kiedyś runąć. Niczym niezmącona równowaga protagonistów kiedyś się skończy, ktoś zapragnie zostać solistą – to naturalne. W powietrzu wisi kolejna rewolucja – empire state is going to busting…

P.S. Czy takie rzeczy to tylko w Ameryce?!


[1] L. Cohen, Famous Blue Raincoat [przekład i trawestacja WN].

---------------------------------

W.A. Mozart, Wesele Figara, reż. Peter Sellars, DVD, Universal Music Poland, 2005.

Opublikowano: 2013-12-26

Przewiń do góry lub wróć do poprzedniej strony.

Przeczytaj również

Wypowiedz się

Opinie mogą dodawać tylko zarejestrowani użytkownicy.

logowanie i rejestracja
Wydanie 268