Muzyka XX wieku Płyty Francja Muzyka instrumentalna Balet

Guillaume Connesson i szmaragdowa korona Lucifera

Katarzyna Trzeciak

guillaume-connesson-i-szmaragdowa-korona-lucifera
okładka płyty, materiały promocyjne

Spoglądając na okładkę, boję się wziąć płytę do ręki. Czarny maszkaron z katedry Notre Dame i czerwony napis Lucifer wywierają piorunujące wrażenie. Szczególnie w listopadowej aurze. Ostatecznie podejmuję się jednak recenzji. Przekonuje mnie logo Deutsche Grammophon, ale przede wszystkim idea podziemnego baletu.

Zanim jednak przejdę do omawiania tytułowego Lucifera, kilka słów poświęcę Koncertowi wiolonczelowemu. Oba utwory Guillaume Connesson przedstawił w wywiadzie, stanowiącym część omówienia płyty. Koncert wiolonczelowy (2008) powstał na zamówienie solisty Jérôme Pernoo [1]. Utwór składa się z pięciu części, tworzących dwa kontrastowe obrazy. Pierwsze dwa ogniwa (Granitique i Vif) są walką między wioloczelistą a orkiestrą. Jak twierdzi kompozytor, uosabiają „nasilające się, niepohamowane uczucie lęku, które towarzyszy Człowiekowi stawiającego czoła torturom” [2]. Słuchając pierwszej i drugiej części, trudno nie zgodzić się ze słowami kompozytora. Złowrogi nastrój Granitique kształtują uderzenia kotła i batu, często pojawiające się kroki półtonowe i świdrujące brzmienia klarnetów. W następującej attaca drugiej części wrażenie strachu potęgują współbrzmienia blachy i perkusji, a także szybkie przebiegi w partii solisty. Zastanawiające są tytuły poszczególnych ogniw. Inspiracją do powstania pierwszego z nich (Granitique) było zdjęcie pojedynczych bloków lodu na tle intensywnie niebieskiego morza [3]. Granit to skała jawnokrystaliczna – elementy struktury są wyraźnie widoczne. Podobnie w pierwszej części – odcinki solo z towarzyszeniem orkiestry i bardzo mocne, akordowe fragmenty tutti przeplatają się. Nieustanny ruch orkiestry oraz solisty w bardzo szybkim tempie uzasadnia określenie kompozytora: druga część jest „płynna, stanowi jakby wodne scherzo” [4]. Vif znaczy tyle co gwałtowny, intensywny. Po wysłuchaniu tego ogniwa nie ma wątpliwości co do zasadności tytułu.

Najdłuższa, trzecia część − Paradisiaque otwiera drugi „akt”, „świetlisty i pełen radości” [5]. Orkiestra momentalnie wycisza się; słychać tylko flety i ksylofon, których brzmienie może przypominać odgłosy lasu tropikalnego. Na scenie pojawia się wiolonczela. O ile pierwsze, a szczególnie drugie ogniwo było wirtuozowskim popisem (bardzo szybkie tempo, rozłożone czterodźwięki, wysoki rejestr), to trzecia część jest sprawdzianem pięknego dźwięku. Muszę przyznać, że Jérôme Pernoo zdaje test znakomicie. Nie tylko urzeka szlachetnym, wyrównanym brzmieniem i optymalną wibracją, ale także techniką prawej ręki – zmiany kierunku smyczka są niesłyszalne. Przyjemności słuchania dopełniają fantastyczne kontrasty dynamiczne i umiejętne prowadzenie frazy – dźwięk naturalnie pojawia się i znika. Paradisiaque, utracony raj, to dla kompozytora symbol dzieciństwa [6]. „Pieśń zgubionego czasu” [7] przerywają harmonika szklana i zanza, które przywołują odległe wspomnienia. Po chwili znów słychać kantylenę wiolonczeli, symbolizującą niemożliwy powrót do lat dzieciństwa [8]. Cadence to czas odrodzenia [9]. „Tutaj solista syntetyzuje wszystkie dotychczasowe tematy, przygotowując się do finału”[10].

Ostatnia część nosi tytuł Orgiaque. Od pierwszych taktów uderzają jej rozrywkowe rytmy i barwna instrumentacja z szerokim zastosowaniem perkusji. Jak sugeruje nazwa ogniwa, muzyka płynie w szaleńczym tempie. Ostatnią część to dla kompozytora „pełen energii moment wyzwolenia, szaleńczo radosny, ale także przesycony desperackim pragnieniem zapomnienia za wszelką cenę” [11].


Nie da się zapomnieć ani libretta, ani muzyki baletu Lucifer. Kompozycja w dwóch aktach i siedmiu obrazach łączy w sobie postać Prometeusza i upadłego anioła, którym Lucyfer nie był od zawsze. Termin Lucyfer dosłownie oznacza: niosący światło (lucis dopełniacz od lux – światło, ferre – nieść) [12]. Nie dziwi więc fakt, że rzymscy astrologowie nazywali tak planetę Wenus, widoczną nad horyzontem przed wschodem Słońca [13]. U podstawy utożsamiania Lucyfera z szatanem leżą słowa proroka Izajasza: „Jakże to spadłeś z niebios, Jaśniejący, Synu Jutrzenki? Jakże runąłeś na ziemię, ty, który podbijałeś narody? Ty, który mówiłeś w swym sercu: Wstąpię na niebiosa; powyżej gwiazd Bożych postawię mój tron. Zasiądę na Górze Obrad, na krańcach północy. Wstąpię na szczyty obłoków, podobny będę do Najwyższego. Jak to? Strąconyś do Szeolu na samo dno Otchłani!” (Iz 14, 12-15) [14]. Interpretując powyższą wypowiedź, Orygenes powiązał ją ze słowami Jezusa   „Widziałem szatana, spadającego z nieba jak błyskawica” (Łk 10, 18) [15]. Niczym Wenus błyszczy na porannym niebie, tak jeden anioł wyróżniał się spośród pozostałych przed upadkiem. Guillaume Connesson w wywiadzie przyznaje: „Lubię chęć niezależności Lucyfera; świadczy ona o wrażliwości i dostojności ludzi” [16].

Od pierwszych taktów uderza niezwykle bogata instrumentacja oraz wykorzystanie różnych instrumentów perkusyjnych. Szybkie przebiegi klarnetu nadają melodii orientalnego kolorytu. Warto zwrócić uwagę na rozłożoną tercję małą – motyw przewijający się przez całą część, zatytułowaną Le couronnement du Porteur de lumière (Koronacja Niosącego Światło). Oczywiście, określenie to odnosi się do Lucyfera, którego Archaniołowie postanowili uhonorować Szmaragdową Koroną. Książe Światłości jest rozdarty między dumą, a niepokojem. Zastanawia się, czy nie jest przypadkiem Człowiekiem zagubionym wśród Aniołów [17]. W pierwszej części baletu występuje bardzo dużo szybkich przebiegów. Symbolizują one krzątaninę Archaniołów, a może błyskawiczny tok myśli Lucyfera? Nawet zainicjowana przez obój kantylena jest podszyta niepokojem. Ostatecznie jednak ustępuje ona miejsca energetycznej melodii, utrzymanej w rytmach muzyki rozrywkowej.

Ten element, realizowany przez instrumenty dęte blaszane, występuje również w drugim ogniwie. Taneczna muzyka może symbolizować uciechy, jakich Lucyfer zaznał na ziemi, bowiem część nosi tytuł Podróż Lucyfera (Le voyage de Lucifer). Lot głównego bohatera symbolizują motoryczne smyczki. Pierwszą część baletu zamyka obraz zatytułowany Le Recontre (Spotkanie). Moim zdaniem, kompozytor bardzo dobrze oddał zdziwienie Lucyfera w tej niezwykłej, intymnej sytuacji. Connesson użył pojedynczego, repetowanego dźwięku w dynamice piano, dzięki czemu stworzył nastrój sytuacji, uzyskując przy tym ogromny kontrast z niedawno zakończonym lotem. Melodyka rozwija się, głównie za sprawą smyczków, brzmiących coraz bardziej ostro i natarczywie. Muzyka tworzy grę uwodzenia, toczącą się między Lucyferem, a przepiękną kobietą [18].Instrumenty dęte przypominają tęskny motyw z pierwszej części. Triumfalne dźwięki blachy na tle dzwoneczków nie pozostawiają wątpliwości. Pozyskanie kobiety jest aktem samonagradzającym[19].

Czyn Lucyfera nie może pozostać bez echa w niebie. Miłość Ludzi i Archaniołów jest zakazana. Lucyfer i kobieta, skuci łańcuchami, stoją przed boskim trybunałem [20]. Sąd oznajmiają mocne dźwięki blachy i uderzenia perkusji. ”Archaniołowie, ustawieni niczym nieprzejednana rada przysięgłych, budzą przerażenie i trwogę. Zapada wyrok: para zostaje rozdzielona na wieki, a Lucyfer wypędzony z Nieba” [21].

Najkrótsze i najbardziej motoryczne ogniwo nosi tytuł Upadek. Podróż Lucyfera symbolicznie oddają rejestry orkiestry: scenę rozpoczynają flety, a kończą instrumenty dęte blaszane [22]. Szaleńczy upadek Archanioła [23] wieńczy uderzenie bębna.

Trudno przewidzieć, że wyłaniające się pojedyncze dźwięki antycypują feerię barw. Melodia bardzo powoli rozwija się na tle kontrabasów. Słyszymy opadający interwał tercji – motyw głównego bohatera z pierwszej części. Lucyfer trafia na pustynię [24]. Nagle pojawiają się bardzo szybkie przebiegi niskich smyczków. Wraca rytmika muzyki rozrywkowej. Upadły Archanioł wpada w szał; „w gniewie wyrzeka się miłości, która skazała go porażkę” [25]. Rozpoczyna się orgia. Lucyfer zostaje koronowany na Króla Piekieł. Barwna instrumentacja odzwierciedla pierwszą scenę baletu [26].

Ostatni obraz przynosi ogromny kontrast. Melodię utrzymaną w spokojnym tempie wprowadzają skrzypce. Początkowo złożony z dwóch półtonów przebieg rozwija się. Epilog przedstawia człowieka, który w rejonach górskich znajduje szmaragdową koronę, zgubioną przez Lucyfera. Znalazca ogląda klejnot z fascynacją [27]. Melodia kończy się na tym samym dźwięku, od którego zaczęło się spotkanie Kobiety i Lucyfera. Znajdując szmaragdową koronę, człowiek ponownie widzi Upadłego Archanioła.

Warstwa muzyczna baletu jest niezwykle bogata. Wielka orkiestra symfoniczna z rozbudowaną sekcją perkusyjna, organy, fortepian. Wydaje się, że kompozytor słusznie użył olbrzymiej palety barw, aby oddać kontrastowe nastroje i krainy. Wielkie brawa należą się dyrygentowi i orkiestrze. Mogę się tylko domyślać, jak czujny musiał być zarówno Jean-Christophe Spinosi, aby precyzyjnie pokazać wszystkie wejścia, jak i zespół, który zareagował na jego ruchy. Dyrygentowi udało się z aparatu orkiestrowego wydobyć nie tylko potężne forte, ale także subtelne, intymne piano, symbolizujące tajemnicze spotkanie Lucyfera z Człowiekiem.

Kompozytor stwierdził, że historia Lucyfera połączyła się z mitem o Prometeuszu [28]. Zastanawiam się, czy szmaragdowa korona jest tylko symbolem poczucia własnej wartości, niezależności i niepohamowanej żądzy wiedzy. Powyższe pozytywne cechy mogą dosyć łatwo przerodzić się w swoje negatywne odpowiedniki: pychę i badanie zakazanego owocu. Z kolei choreograf baletu Thierry Malandain utożsamił Lucyfera z Adamem. Dwaj bohaterowie nieśli światło i zostali skazani za nieposłuszeństwo [29]. Obie interpretacje są uzasadnione: pokazują konieczność współistnienia opozycji. Jak stwierdza Thierry Malandain: „dzień bez nocy jest niczym” [30]. Parafrazując: czym byłoby dobro bez zła?




[1] M. Larrieu, omówienie do płyty Guillaume Connesson Lucifer, Deutsche Grammophon 02894811164, Francja 2014, s. 3.

[2] Ibid., s. 5.

[3] Ibid., s. 4.

[4] Ibid.

[5] Ibid.

[6] Ibid.

[7] Ibid., s. 6.

[8] Ibid.

[9] Ibid.

[10] Ibid.

[11] Ibid.

[12]https://pl.wikipedia.org/wiki/Lucyfer, stan z 22.11.2015.

[13] Ibid.

[14]http://www.katolik.pl/tozsamosc-lucyfera,23739,416,cz.html, stan z 22.11.2015.

[15] Ibid.

[16] M. Larrieu, omówienie do płyty Guillaume Connesson Lucifer, op. cit., s. 7.

[17] Ibid.

[18] Ibid., s. 8.

[19] Ibid.

[20] Ibid.

[21] Ibid.

[22] Ibid., s. 8-9.

[23] Ibid., s. 9.

[24] Ibid.

[25] Ibid.

[26] Ibid.

[27] Ibid.

[28] Ibid., s. 9.

[29]http://malandainballet.com/en/repertoire/lucifer, stan z 22.11.2015.

[30] Ibid.

Opublikowano: 2015-12-08

Przewiń do góry lub wróć do poprzedniej strony.

Przeczytaj również

Wypowiedz się

Opinie mogą dodawać tylko zarejestrowani użytkownicy.

logowanie i rejestracja
Wydanie 254