Muzyka popularna Festiwale Wydarzenia

VIVE LA URSYNALIA, czyli granie dla studenta

Joanna Roś

vive-la-ursynalia-czyli-granie-dla-studenta
Ursynalia: logotyp festiwalu, materiały promocyjne

Ursynalia to studencki festiwal muzyczny odbywający się od 1983 roku na warszawskim Ursynowie, tuż na progu lata. Organizatorem wydarzenia jest Samorząd Studentów, liczącej już prawie dwa wieki Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie. W 2012 roku Ursynalia jako pierwszy festiwal studencki w historii dostał się do finałowej dziesiątki, wyłonionej w plebiscycie Europen Festival Awards (w kategorii Best Medium-sized European Festival), a lista zespołów, które zagrały na ursynaliowej scenie, ciągnie się od Slayera, Korna, po Nightwish... W tym roku festiwal odbywał się 29-30 maja, a pierwszego dnia pogoda dopisała dla grających na dużej scenie (Monster Energy Stage) wykonawców takich jak: The Sixpounder, Jelonek, Skindred, Chemia, Epica, Coma i dla tych z mniejszej sceny (Open Stage): Cathleen, Call the Sun, Slim Motion, Domowe Melodie, Piękni i Młodzi, Farben Lehre, Bednarek. A oto kilka wrażeń z mojej „trasy koncertowej”.

Jelonek z rogami, Skindred w kapeluszu

Kogo, jak kogo, ale studentów nie trzeba uczyć, że – jak pisała dziennikarka muzyczna Monika Matura – nieujarzmione zwierzę sceniczne, które świetnie nawiązuje kontakt z publicznością to Jelonek. Fani Michała Jelonka, multiinstrumentalisty i kompozytora, znanego głównie jako zwariowanego skrzypka, na Ursynaliach otrzymali wszystko, czego dusza zapragnie – usłyszeli utwory z jego pierwszego, instrumentalnego albumu z 2007 roku i kilka prezentów, które Jelonek wręcza słuchaczom już od dawna, a mimo to wciąż nimi zaskakuje. Mam na myśli, rzecz jasna, rozsławioną na cały świat przez Muppety piosenkę Manah Manah, Fight For Your Right To Party Bestie Boys parodiującą utwory traktujące o imprezach oraz Daddy Cool zespołu Boney M. – hit disco 1976 roku. Zapożyczanie piosenek od innych twórców i opieczętowywanie ich ciężkimi riffami z perspektywy uczestnika kaczuszek, wężyków czy młynków, a więc nieodłącznej choreografii koncertów Jelonka, wypada na szóstkę, nieco gorzej dla mniej ruchliwych uczestników festiwalu. Jedni powiedzą, że Jelonek niezmiennie czarował swoim urokiem osobistym, inni, że zwyczajnie był nudny i powtarzał się niemiłosiernie (po każdym utworze kilka razy krzyczał: Ursynalia!). Myślę, że opinie zależą od tego, czy dawaliśmy „więcej czadu” w wężyku pod sceną, czy też oglądaliśmy koncert, siedząc gdzieś z tyłu na trawce. Dla mnie połączenie żarcików na temat „mrocznych studentów i mrocznych studentek” z powtarzaniem słowa „studentki” ze specyficznym, à la szatańskim akcentem, momentami było irytujące. Odnosiłam wtedy wrażenie, że zespół bardziej zainteresowany jest rozbawieniem studentów, niż samym dla nich graniem. Moim zdaniem, Benji Webbe (w czerwonym kapeluszu!) ze Skindred, dyskusję z publiką opanował nieco lepiej, chociaż zespół także podstępnie „uwodził” widownię – puszczaniem Thrift Shop Macklemore & Ryan Lewis czy odegraniem fragmentu Sad But True Metaliiki. Był to inny rodzaj entuzjazmu niż ten przy Muppetach Jelonka, ale równie mocno opanował publiczność. Fanów ragga metalowego Skindred, którzy nie dotarli do Warszawy, uspokajam – tak, tak, były te same, co zwykle polecenia, a teraz wszyscy na ziemię, a teraz wszyscy ścigamy koszulki i robimy helikopter

Grać i słuchać

Siedząc bliżej ulokowanej pomiędzy dwoma scenami „wioski piwnej”, kiedy przygotowywały się albo już grały na nich zespoły, można było doświadczyć nietypowego zjawiska. Przyznajemy, że po raz pierwszy mamy okazję grać, a zarazem słuchać muzyki. Mamy nadzieję, że będzie to ciekawe doświadczenie, także dla was – te słowa wokalistki zespołu Domowe Melodie, Justyny „Jucho” Chowaniak, niech zastąpią połajanie organizatorów i opisy wrażeń akustycznych, wynikających z nakładania się na siebie muzyki z dwóch różnych scen jednocześnie. Także wokalista Farben Lehre, Wojciech Wojda, zdawał się zastanawiać, kto wpadł na taki „genialny” pomysł ustawienia scen. Słuchajcie, jeszcze tylko dwie piosenki, bo na drugiej scenie już zaczyna się koncert – tłumaczył się. Nie wiem, czy to szczęście, czy nieszczęście, że zupełnie niezrozumiały bełkot słuchać było tylko w samej wiosce piwnej – z jednej strony w mniejszości są ci, którzy chcieliby wczuwać się w Bacha przy kiełbasie (mam na myśli Jelonka oczywiście), z drugiej strony wycieczka po coś do picia czy jedzenia automatycznie równała się „wypadnięciu” z muzycznego świata. Nie całe koncerty nachodziły na siebie, ale poczucie, że „coś tu nie gra” pozostało mi do końca obecności na festiwalu. Ciekawostką jest, że w trakcie tego szczególnego „dysonansu” w Czeskim Punkcie Informacyjnym można było zaopatrzyć się w pomysłowo zrobione (najbardziej obdarzone „duszą” spośród tych, jakie kiedykolwiek widziałam) mapy czeskich miast – Ostrawy, Ołomuńca, Brna, Pragi i Pilzna, a także skosztować czeskich słodyczy. Czesi zapraszali także na październikowy Noir Film Festiwal, który odbędzie się w jednym z tamtejszych zamków.

Farben Lehre z Julianem Tuwimem

Płockie Farben Lehre jak zwykle zgromadziło i starszych, i młodszych miłośników. Tych, którzy wertując podręcznik do polskiego, słuchają Matury i tych, którzy maturę dawno już mają za sobą i poważnym tonem opowiadają młodzieży, że nazwa zespołu została zaczerpnięta z twórczości Juliana Tuwima, a konkretnie z wiersza Kwiaty Polskie. Pierwszy raz usłyszałam Farben Lehre w 2006 roku na Przystanku Woodstock – przez te dziesięć lat nic się nie zmieniło, jeśli chodzi o optymizm i radość, posyłane przez kapelę w stronę widowni. Zespół może zawstydzić starszych fanów, już nieco opieszale tańczących nawet w rytmie reggae, tym, jak spontanicznie wykonuje swoje piosenki. Była wspominana wcześniej Matura, Terrorystan, Corrida, Spodnie z Gs-u czy Kwiaty. Każdemu pewnie zabrakło czegoś innego. Mnie Piosenki leniwych słoni i Judasza.

W gabinecie osobliwości

Organizacja Ursynaliów rzeczywiście jest bardzo dobra – zepchnięcie wszelkiej maści głodomorów i piwoszy do „wioski piwnej” sprawia, że pod sceną nie potykamy się o plastikowe kubki i po prostu mniej jarmarcznie przeżywa się same koncerty. Poza wspomnianymi niedogodnościami, wynikającymi z bliskiego ustawienia scen, festiwalowi należy się pozytywna ocena i szansa od tych, którzy patrzą na niego przez pryzmat studenckiej Warszawy. Fakt, że – chociaż Ursynalia są skierowane, ze względu na rangę artystów, do mieszkańców całej Polski – na tak wielkim wydarzeniu dominują studenci, a starzy punkowi wyjadacze, których można by policzyć na palcach, zadziwiają swoimi irokezami jak eksponaty w gabinecie osobliwości, może być nowym doświadczeniem dla fanów rockowego grania, zaznajomionych z innymi realiami koncertowymi. Nowym, co nie znaczy, że rozczarowującym.

LINE-UP:

MONSTER ENERGY STAGE

Piątek – 29 maja 2015 r.

17:00 – 17:40 THE SIXPOUNDER

18:10 – 19:10 JELONEK

19:55 – 20:55 SKINDRED

21:10 – 21:40 CHEMIA

22:25 – 23:35 EPICA

0:05 – 1:15 COMA

 

Sobota – 30 maja 2015 r.

17:00 – 17:40 UNEARTH

18:05 – 18:45 VENFLON*

19:15 – 20:25 HATEBREED

20:55 – 21:55 NAPALM DEATH

22:25 – 23:45 GUANO APES

0:15 – 1:15 THE QEMISTS

 

OPEN STAGE

Piątek – 29 maja 2015 r.

16:00 – 16:30 CATHLEEN

16:45 – 17:15 CALL THE SUN

17:30 – 18:10 SLIM MOTION

18:45 – 19:55 DOMOWE MELODIE

20:10 – 21:00 PIĘKNI I MŁODZI

21:25 – 22:25 FARBEN LEHRE

23:00 – 0:15 BEDNAREK

 

Sobota – 30 maja 2015 r.

16:00 – 16:30 INPERSONA

16:45 – 17:15 UGLY 10

17:35 – 18:05 WESTWOOD

18:45 – 19:45 ANTYRADIO COVER BAND

20:25 – 20:55 BLUE HORIZON

21:55 – 22:25 MIRO

23:30 – 0:30 SOKÓŁ I MARYSIA STAROSTA

Opublikowano: 2015-06-08

Przewiń do góry lub wróć do poprzedniej strony.

Przeczytaj również

Wypowiedz się

Opinie mogą dodawać tylko zarejestrowani użytkownicy.

logowanie i rejestracja
Wydanie 267