Muzyka popularna Muzyka polska Płyty

W sennej krainie Ani D.

Anna Komendzińska

w-sennej-krainie-ani-d

Najnowsza studyjna płyta Ani Dąbrowskiej Bawię się świetnie wywołała odzew wśród słuchaczy. Recenzenci przyznają (i to cenią), że wokalistka konsekwentnie idzie własną muzyczną drogą, że brakuje takiego popu w Polsce. Jak jeden mąż skrupulatnie sprawdzają, czy Ania spełniła swoje obietnice sprzed lat, że W spodniach czy w sukience to jej ostatni album w klimatach retro (a rozliczają z każdej nuty). Różne wypowiedzi ponadto podsumowują tekstowe dokonania piosenkarki. Czy to najlepsza płyta w karierze? A może pytanie jest bezzasadne, bo jednak zabawa jest najważniejsza?

Po pierwszym wysłuchaniu tytułowej piosenki Bawię się świetnie byłam nieco rozczarowana. A więc to jest singiel promujący album – atrakcyjny utwór ambitnej Ani Dąbrowskiej? To właśnie to dzieło, w którym zwrotka oparta jest na melorecytacji, a refren przesiąknięty komercyjnym wyciem „ooo”, względnie „uouooo”? Ratunku!

Odbiór całej płyty nie spowodował u mnie nagłej odmiany i nie wywołał bezkrytycznego zachwytu. Sama płyta w świetle ostatnich dokonań Ani nie jest specjalnie nowatorska. Jest brzmieniowo podobna do tego, co możemy usłyszeć na poprzednich płytach oraz na koncertach. Z pewnością jest kolejnym dowodem na to, że główna bohaterka „smutek ma we krwi”, ponieważ znakomita większość utworów ma charakter balladowy. Na tym tle rzeczywiście Bawię się świetnie jest pewną agogiczną innowacją. Najbardziej intrygująca muzycznie okazała się dla mnie Sublokatorka, która, jak zdążyłam sprawdzić, zbiera pochwały i u innych słuchaczy. To wyraziste studium podwójnej natury ludzkiej pokazuje, że niekoniecznie wszystkie popowe piosenki muszą być tylko o miłości. To zresztą udowadnia cały najnowszy album Dąbrowskiej – można na nim znaleźć może jedną czy dwie piosenki bezpośrednio nawiązujące do relacji damsko-męskich (w dodatku Jej zapach traktuje problem z perspektywy mężczyzny!). Szacunek.

Pozostając w kręgu tematycznym: tekściarską Ania Dąbrowska jest średnią, przyznajmy to otwarcie. Oczywiście rozmawiamy tu już o pewnej klasie wykonawców, abstrahując od większości gwiazdek polskiej sceny. Rozmawiamy mianowicie o takiej grupie ludzi, którzy nie dość, że mają cokolwiek do powiedzenia, w dodatku teksty TWORZĄ lub WSPÓŁTWORZĄ. Zdarzają się Ani frazy naprawdę przemyślane, wręcz poetyckie, jak na przykład: Uczysz dorosłej gry/ Zabawy w za późno (Dorosłość oddać musisz albo niepewność) czy: I z romansów tylko miłość znać (Jeszcze ten jeden raz). Interesujące są eksperymenty w stylu Szymborskiej: Dla nikogo sobą mogę być (Nadziejka), Już donikąd doszliśmy/ Zamiast zgubić się oraz Obiecaj mi ostatni raz/ Że za moje nic wszystko mi dasz (Bez cienia nadziei). Nie szukajmy, rzecz jasna, w popie konieczności sięgania po poezję, bo to już zgoła nie te muzyczne tereny, aczkolwiek nie będę ukrywać, że irytuje mnie narracyjne faux pas w stylu: Zamówiła drugie winko do obiadu. Prawda jest taka, że w piosenkach nierzadko trudno jest zbalansować płaszczyznę opowiadanej historii oraz płaszczyznę lirycznej refleksji. Popaść można albo w śmieszność, albo w nieuzasadniony patos, a w rezultacie – także w śmieszność. Czasami Dąbrowska (i pozostałe autorki tekstów: Agata Trafalska oraz Dagmara Melosik) operują kategoriami tak ogólnymi i wyeksploatowanymi, że nie pozostaje to bez wpływu na wydźwięk piosenek. W Nadziejce np. stale pojawiają się niewyszukane opozycje: prawda-kłamstwo, sen-przebudzenie, wszystko-nic. I tu dochodzimy do sedna, zaczynamy zabawę (w za późno?) w sennej krainie Anie Dąbrowskiej. Jakie są reguły tej gry? Słowotwórstwo i fleksja w zakresie słowa „sen”. Wszystkie chwyty dozwolone. Dlaczego o tym mówię? O słodka ironio, świadczy to niekoniecznie o ograniczonej inwencji twórczej autorek tekstów (choć być może). Senność Dąbrowskiej jest też dość jaskrawym spoiwem łączącym płytę Bawię się świetnie,  ale też w ogóle wszystkie jej płyty. Senna jest dziewczyna samotna po zmierzchu, mamy też Sen o spadaniu… Przesada?

U Ani senność nie jest jednak kategorią negatywną. Najnowszy album, bardzo spójny, jest niezwykle melancholijny. To dziesięć ciekawych piosenek, ułożonych w kolejności też nieprzypadkowej. Stary i sprawdzony śnię sobie sen – zaczyna w Nadziejce nasza bohaterka, sugerując, że nie będzie to opowieść brutalnie realna, ale właśnie zanurzona w tym, co płynne, migotliwe, transparentne. Dużą role odgrywają tu zmysły. Pomiędzy słodyczą, bukietem sztucznych róż a szklącymi się oczami przepływa czas, wspomnienia, nadzieje i… sen właśnie. Ale przecież musiałam tutaj/ Jakoś wejść – śpiewa Ania w piosence Na oślep. Do tej krainy weszła dzięki samorefleksji, konstatacji rzeczywistości i analizie własnego życia. Dąbrowska nie jest tutaj roztrzepaną nastolatką. Jest świadomą siebie kobietą i matką (Kiedyś mi powiesz kim chcesz być tak bardzo powiązane z Kołysanką dla okruszka z repertuaru Seweryna Krajewskiego, którą Ania wykonuje na dodatkowej płycie z edycji limitowanej oraz na koncertach).

Muzycznie najnowsze utwory Ani Dąbrowskiej operują minimalistycznymi rozwiązaniami. Sporo jest tu akompaniamentu gitarowego i elektroniki, a przede wszystkim barwnych plam dźwiękowych kolorowanych po prostu zmieniającymi się sukcesywnie funkcjami akordów. Wyróżniają się z pewnością: piękny walc Przy sąsiednim stoliku (muz.: Robert Cichy), Na oślep, a także wspomniana wcześniej Sublokatorka (muz.: Ania Dąbrowska, Kuba Galiński, Olek Świerkot). Głos Ani – jak zwykle magiczny, bezpretensjonalny, głęboki, pełen charakteru i znanego nosowego brzmienia. 

Duże wrażenie może wywierać również utwór Jeszcze ten jeden raz. To swoiste podsumowanie dzieciństwa i naiwnej młodości. O naiwności Dąbrowska mówi osobno w innej piosence: Naiwny uśmiech znikł/ Już go młodszym oddałam (Dorosłość oddać musisz albo niepewność), bo naiwność jest dla niej rodzajem niewiedzy. Tęsknotą za tą niewiedzą, nostalgią za tym, co odeszło, artystka syci swoich słuchaczy nieustająco. I w tym sensie od retro nie da się odejść.   

Mam wrażenie, że hasło Bawię się świetnie nie jest zwykłą pochwałą beztroski i synonimem horacjańskiego carpe diem. To bardzo gorzkie słowa. Świt, który przyszedł za wcześnie to może niepokojąca cezura, kres młodości… Bohaterka śpiewa: Nie zatrzymuj mnie/ Nie mów mi dość (Bawię się świetnie), ponieważ wie, że „stop” jest tutaj równoznaczne z zakończeniem. Może więc Ania Dąbrowska przyjęła najtrafniejszą taktykę, bo z tego snu lepiej się nie budzić?

Opublikowano: 2013-01-01

Przewiń do góry lub wróć do poprzedniej strony.

Przeczytaj również

Wypowiedz się

Opinie mogą dodawać tylko zarejestrowani użytkownicy.

logowanie i rejestracja
Wydanie 263