Muzyka popularna Talent show Radio i Telewizja Must be the Music

Niechaj nikt nie śpi tej nocy! MBTM, pierwszy półfinał

Anna Komendzińska

niechaj-nikt-nie-spi-tej-nocy-mbtm-pierwszy-polfinal

Po długim czasie castingowego oczekiwania w studiu w Warszawie rozbrzmiała muzyka na żywo. Zgodnie z nowymi zasadami po każdym półfinale do ostatniego etapu przechodzi tylko jeden uczestnik.

Propozycja na początek była niewybredna i z pewnością przyciągnęła z kuchni widzów przygotowujących herbatę. Jak się śpiewa przed dużą publicznością, pokazali zwycięzcy 5 edycji – Piotr Szumlas i Jakub Zaborski (wywiad MEAKULTURY z duetem: http://meakultura.pl/wywiady/klocimy-sie-zwykle-o-dziewczyny-piotr-szumlas-i-jakub-zaborski-695).

Panowie, przygotowujący materiał na debiutancką płytę, wykonali Emotions – utwór, dzięki któremu wspięli się na szczyt popularności.

Pierwszy półfinalistą był zespół Sandaless z Ełku. Dzisiaj w autorskim utworze Wizje. Półfinałowa wizja podobała mi się umiarkowanie. Przenikliwy, nieco psychodeliczny klimat z bardzo wyraźnym kontrastem zarysowanym pomiędzy zwrotką a refrenem. Rozczulający w swych minach gitarzysta. Czegoś mi jednak brakowało. Macie absolutnie piękne brzmienie jako zespół – pochwalił Łozo. Wokal od samego początku był boleśnie pod dźwiękiem. Strasznie jestem rozdarta i muszę dać „nie” – powiedziała rozdarta Ela. Ostatecznie czwórka z Sandaless otrzymała 2 x TAK i 2 x NIE (jeszcze od Sztaby). 

Piękną arię Kalafa z III aktu opery Turandot Giacomo Pucciniego Nessun Dorma wykonała szesnastoletnia zaledwie Aneta Rzewnicka. To bardzo trudne śpiewać klasycznie na żywo i w dodatku do mikrofonu. Aneta poradziła sobie z tym zadaniem wyśmienicie. Zwyciężyła. Jesteś naszym diamentem tutaj. Wylałaś mi wiadro miodu na głowę – mówił rozmarzony Łozo. Myślę sobie, że świat naprawdę o tobie usłyszy – zapowiedziała Ela. Efektem tak świetnego występu mogły być tylko cztery zielone przyciski od jurorów. Miłą niespodzianką zaś – głosy telewidzów.

A oto Sarah Brightman w tej samej arii:

Z radością i niecierpliwością czekałam na pojawienie się w półfinale sympatycznej nauczycielki angielskiego z Białej Podlaskiej, Joanny „Soul” Wołoczko. Uczestniczka zaśpiewała własny utwór Fire Is Gone. Tak scenografia występu, stylizacja Joanny, jak i jej adekwatna mimika i ruch sceniczny zasługują na wyrazy uznania – dobrze oddały klimat retro, który chyba nasza bohaterka chciała przywołać. Sama kompozycja nie sprawiła jednak, że chciałam zerwać się z krzesła na parkiet, choć technicznie Soul jest doskonała. Pewne nadzieje żywiłam w związku ze zmianą tempa na szybsze – niestety, raczej płonne. Trudno zarzucać uczestniczce, że nie próbowała wpisać się w gusta żądnej prostej rozrywki publiczności, jednak w pełnej wersji Fire Is Gone są jeszcze ciekawe wokalizy, polifonia, które – pewnie z braku czasu antenowego – uległy skróceniu. Myślę, że Soul ma też w repertuarze inną kompozycję, może bardziej nośną na takie komercyjne okazje – Like A Gangsta. Mimo tego, że nie przeszła do finału (na razie), życzę Joannie Wołoczko powodzenia i wielu, wielu słuchaczy. Gdy na tej scenie pojawiają się estetyki odległe naszej kulturze, to ja cały drżę – powiedział Sztaba. Oby niepotrzebnie.    

Autorzy, a może sprawcy znakomitego coveru w castingu – One Way Or Anther z repertuaru Blondie, czyli panowie z Terra Bite, tym razem wystąpili we własnym utworze Yo Honey. Trzeba przyznać to, co zrobili wykonawcy, było ciekawe formalnie, włączając w ową pochwałę również kontakt z publicznością.

Podoba mi się utwór, podoba mi się brzmienie kapeli, a nie podoba mi się front – skrytykował Adam. Trochę przerost formy. Za mało muzyki dla mnie w wokalu – dodał. Zgadzam się z tym zarzutem – wokalista zbyt często uciekał w krzyk i przeskoki między rejestrami, chcąc ułatwić sobie skomplikowane zadanie, a mianowicie śpiew. W środkowej części ponadto frontman został bardzo przytłumiony przez zespół. Nie wiem, czy tylko tak to oddali realizatorzy, czy aż takie wycofanie (wierzę, że liryczne) było zamierzone. Terra Bite to jednak i tak dla mnie formacja niesłychanie interesująca, bo rzadko słychać w Polsce o nu metalu. Rapujący Rafał i ciężko rockujący instrumentaliści to dla mnie dwie płaszczyzny bardzo jaskrawo od siebie oddzielone, a jednocześnie płynnie współdziałające. Są szalenie nietuzinkowi. Nietuzinkowość wokalisty na przykład cała Polska miała okazję podziwiać za kulisami, kiedy to Rafał oświadczył się wybrance serca, Kasi. A ona powiedziała TAK. I było to TAK ważniejsze od tego jurorskiego.   

Popieram całym sobą w tym programie instrumentalistów – powiedział Adam Sztaba na okoliczność kolejnego występu. Przystojny i pełen młodzieńczego uroku Jakub Kusior – siedemnastolatek ze Szczytna zebrał 4 x TAK od sędziów za swój udany występ. Chciałoby się rzec, że Must Be The Music staje się mekką zwolenników techniki finger style i producenci powinni chyba zacząć myśleć o małej polsatowskiej szkółce gitarowej. Piotr Restecki, Michał Łoniewski, Piotr Szumlas, Jakub Kusior – ci mogliby wykładać. Zanim jednak to nastąpi, Jakub musi poćwiczyć w domu z metronomem. Zagrał piękny utwór – Sultans Of Swing Dire Straits. Krótki liryczny wstęp, energiczna reszta. Nie było w tym wykonaniu jednego – spokoju. Piosenka nerwowo pędziła, Jakub biegł i biegł.

 

Fala krytyki, zwłaszcza ze strony Kory, posypała się po występie grupy Zgredybillies. Muskularny riff – muzyczne zapożyczenie z dopisanym tekstem polskim - ujawnił na pewno jakieś talenty kabaretowe uczestników. Szkoda jednak, że ten typ egzaltacji nie bawi wszystkich. Brakuje mi słów. Panowie, to jest bardzo, bardzo niedobre. Pod każdym względem – oceniła Kora - Dałabym dziesięć razy NIE, ale mogę tylko raz. I dała. Ja nie skreślam Zgredybillies tak jednoznacznie. Robią coś inteligentnego – może trzeba by było powiewu świeżości, może mniej nachalnego dydaktyzmu. Nie ujęła mnie konwencja przeplatanych w całym utworze części - za trzecim razem przygniotła mnie nuda. Nie podobał się oklepany motyw rockandrollowy. Ale był podskok na koniec, to ważne! I jeszcze jedna uwaga. Zawsze kroimy tort. Nigdy torta. Błagam o litość, nawet w propozycji quasikabartowej.

Byłam prawie pewna, że Kasia Zaręba tego wieczoru pojawi się na scenie MBTM już bez swoich chórzystek. Sądziłam, że pokaże się w innej konwencji, że zaśpiewa solo. Ona jednak konsekwentnie realizuje własny pomysł na unowocześniony folk, angażując panie: Elżbietę, Wandę i Bronkę. Projektowi daję pełne poparcie. Z radością wysłuchałabym całej płyty utrzymanej w tej stylistyce. Utwór Góry moje góry, jakkolwiek piękny, nie zdobył mojego serca jako dzieło półfinałowe. Doceniam trud zaaranżowania i przygotowania podkładu (niełatwego harmonicznie). Bardziej jednak podobał mi się figlarny występ castingowy.

 

Warto natomiast przyjrzeć się takiemu oto nagraniu:

Mamy pierwszą półfinalistkę. Aneta Rzewnicka świętuje, my razem z nią. Telewidzowie po raz kolejny miło zaskoczyli mnie swoim muzycznym gustem. Sporo głosów otrzymali też Sandaless i Jakub Kusior. Nieusatysfakcjonowani słuchacze głosują nadal na Dziką Kartę dla swoich faworytów. Nie dzika, a czerwona kartka za to przydałaby się Must Be The Music za natarczywą reklamę. Jeszcze trochę, a komercja pochłonie sztukę do cna. Picie soków na wizji i machanie najnowszym sprzętem to nie najlepszy pomysł na promowanie muzyki. Chyba że oprócz niej coś innego jest ważniejsze i coś innego must be.

Opublikowano: 2013-10-21

Przewiń do góry lub wróć do poprzedniej strony.

Przeczytaj również

Wypowiedz się

Opinie mogą dodawać tylko zarejestrowani użytkownicy.

logowanie i rejestracja
Wydanie 274